Cisza Morska

<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Stanisław Wierzbicki
Tytuł Cisza Morska
Pochodzenie Życie tygodnik
Rok II (wybór)
Wydawca Ludwik Szczepański
Data wydania 1898
Drukarz Drukarnia Narodowa F. K. Pobudkiewicza
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI Cały wybór
Pobierz jako: Pobierz Cały wybór jako ePub Pobierz Cały wybór jako PDF Pobierz Cały wybór jako MOBI
Indeks stron
Z CYKLU POEMATÓW: „NAD MORZEM“.

Cisza Morska.

Biegą z płaczem raz ostatni na brzeg stromy fale,
Roztoczyła się dokoła cisza niezmierzona,
Jak niewolnik, co zawodzi pod przemocą żale,
U stóp moich z cichą skargą wielkie morze kona.

I usnęło wśród bezmiarów jak pierś ludzka cicha,
Ta strudzona pierś niedolą, co o spokój woła,
Wiatr samotnik, co posępnie gdzieś w oddali wzdycha,
Już jak rozpacz mu niezmarszczy pogodnego czoła.

I podobna jest toń owa, toń, co się niewzrusza,
Do oblicza, którem spokój jako śmierć owładnie:
Znać, że w rysach tych zastygła jakaś wielka dusza,
Czuć, że smutki jakieś wielkie spią tam w sercu na dnie.

Zwolna przez owe senne przestrzenie
Żagiel mój wieje jak biały ptak
I tak mię trwoży fal tych milczenie
I tak mi tęskno i smutno tak...

I sam już niewiem, kiedy ma droga
I gdzie się kończy ta sina dal, —
Pusta jak owo niebo — bez Boga,
Wielka jak owo milczenie fal...


Słucham! szmer jakiś?! Nie, to w mem łonie
Serce tak bije, tak tętni tu...
Ach, ono jedno cierpi i płonie,
Ach, ono jedno lęka się snu! —

Wielka, straszna jest ta cisza — owa śmierć żywiołów,
Gdy grom milczy w bladej chmurze, usnął wiatr w przestrzeni,
Niebo duszne jak więzienie, ciężkie niby ołów
I twarz słońca nad otchłanią wisi bez promieni. —

Lecz ja znałem większą ciszę, co się rozpostarła
Nad ludzkością, konającą w znicestwieniu ducha,
Gdy świat olbrzym miał w swej piersi drobne serce — karła,
A pierś była jak noc cicha, jak milczenie — głucha.

Ach! tak cicho, aż rozstapiam się w tę wielką ciszę,
Dusza ma się ztem milczeniem w jeden akord splata!
Ach! tak cicho! mnie się zdaje, że w tej chwili słyszę,
Jak przewiewa nad otchłanią tą płacz wielki świata.


O, bądź przeklęta wieczna Ty ciszo,
Ciszo pamiętnych przeszłości dni!
Niech już się fale te rozkołyszą,
Niech już to morze więcej nie śni. —

Ach, choćby spali na listkach róży,
Wichrze przyjdź do nich i przebudź znów,
Gromy zagrzmijcie! lepsza śmierć w burzy,
Niźli to życie wśród błogich snów!

Żagiel mój zwisnął... o, wiem dlaczego!
Łódka niepłynie, nie szemrze toń...
Z oczu mych tylko ciche łzy biegą,
Z cichym się smutkiem pochyla skroń...

Otocz mię więc ciszo morska pod okręgiem słońca,
Stój ma łódko,.. bo ja czuję, że z nieskończoności
Niewidoma jakaś fala o pierś moją trąca,
Drga mi w sercu i przeczuciem błogiem w duszy gości. —

Przyjdzie chwila, będzie burza, gdzie żywioły drzemią,
W wieńcu gromów wstanie groźna, wstanie gdzieś z otchłani
I przeciągnie z chmur orszakiem nad uśpioną ziemią
I szalejąc oceany do dna zmąci na niej. —


I te fale ciszy morskiej, te z nich, co najcichsze,
Co się kładły u stóp moich z skargą niewolniczą,
Wstaną z głębin swoich wolne i w ogromnym wichrze
Pójdą skruszyć brzeg, co stawiał tamę im strażniczą...

Może łódkę mą pochłoną, bladą skroń zaleją,
Lecz konając śpiewać będę, wicher mi zawtórzy,
Żem wśród sennych tych bezmiarów jeden żył nadzieją,
Żem śmiał pośród ciszy wielkiej być zwiastunem burzy.

J. S. Wierzbicki.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Stanisław Wierzbicki.