Cmentarz (Heine)

<<< Dane tekstu >>>
Autor Heinrich Heine
Tytuł Cmentarz
Pochodzenie Pieśni Heinego
cykl Z Romanzero
Wydawca Gebethner i Wolff
Data wydania 1880
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Aleksander Kraushar
Tytuł orygin. Ich kam von meiner Herrin Haus
Źródło Skany na Commons
Inne Cały cykl
Pobierz jako: Pobierz Cały cykl jako ePub Pobierz Cały cykl jako PDF Pobierz Cały cykl jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
CMENTARZ.

Z domu kochanki wracałem nocą
I szedłem drogą w koło cmentarza...
Jakieś światełka tam się migocą
I widok grobów duszę przeraża...

Skinęło na mnie z grajka mogiły
I blask księżyca osrebrzył drzewa...
Słyszałem szepty: „Witaj nam miły!“
Mgła jakaś dziwna blaski rozwiewa...

I z pod kamienia grajek wychodzi,
Siada wysoko na zrębie głazów
I na swej cytrze piosnki zawodzi,
Jakieś widziadła chmurnych obrazów:


Czy znacie jeszcze stara piosenkę
Co duszy taką sprawiała mękę,
Wtorując dziką jéj grą...
Anieli zwą to — niebian marzeniem,
Szatany — straszném piekieł cierpieniem,
Ludzie — miłością to zwą...

Zaledwie rozbrzmiał ten dźwięk ostatni,
Rozpadł się mogił kamienny mur...
Powietrzne widma z grobowéj matni
Zbiegły do grajka jak piekieł chór.

O Miłości! czary twe
Przywiodły tutaj nas...
Spoczywamy w śmierci śnie
Czy powstania nadszedł czas?

I słychać jęków piekielny szum,
Szmery grobowe — szepty pacierza
I grajka obiegł cmentarny tłum,
Gdy grajek w cytrę dziko uderza:


„Brawo! brawo! mili goście
Przybywajcie wraz...
Zmartwychwstaniu chwile głoście
Bo już nadszedł czas...
Dość spokoju
W śmierci znoju!
Trzeba dziś szalonym być!
Miłość głupia
Jak woń trupia
Nam kazała tutaj gnić...
Daléj, żwawo!
W lewo, w prawo
Niech się zacznie djabli tan;
Przy bankiecie
Opowiecie
Jak miłością kto był gnan!

Wtém z pośród mogił wyszedł chłopczyna
I trupim głosem śpiewać zaczyna:

„Byłem ja sobie krawczykiem
I szyłem cienką igiełką

Zwano mnie dziarskim chłopczykiem,
Z nożycami i igiełką...
Lecz przyszła dziewka nieczuła
Z nożycami i igiełką...
I w pierś mnie strasznie ukłuła
Nożycami i igiełką...

Wybuchła śmiechem tłuszcza grobowa —
Wystąpił drugi i rzekł te słowa:

„Rinaldo Rinaldiniego
I zbója Orlandiniego
A głównie Karola Mora
Wzięłem sobie za mentora.

„Chcąc dorównać im w całości
Poświęciłem się miłości...
I jak ci bohaterowie
Miałem bogdankę w swéj głowie.


I wzdychałem, losy kląłem...
Wtém, gdy mnie miłość opada,
Rękę nieznacznie wsunąłem
W kieszeń mojego sąsiada...

Wzięto mnie zdradnie samotrzeć...
Wszystko skończyło się sprzeczką,
Żem łzy miłości chciał otrzeć
Sąsiada swego chusteczką...

Ach! wszystko się zapomina
Gdy życie zdjęte żałobą...
Przyszedł więc cień Rinaldina
I duszę moją wziął z sobą...

Wybuchła śmiechem tłuszcza grobowa,
Wtém wyszedł trzeci i rzekł te słowa:

„Śmieli się ze mnie widzowie
„We teatrze — marzeń mych snach,
„Gdym wołał z czuciem: „Bogowie!“
„Lub słodko wzdychałem: „Ach!“


„W grze Mortimera wytwornéj
„W twarz Marji patrzyłem się...
„Lecz mimo gry méj wybornéj
„Zrozumiéć niechciała mnie...

„Ach! Był to krok nieszczęśliwy...
„Gdy Marja niechciała mnie znać —
„Porwałem sztylet prawdziwy...
„I... odtąd przestałem grać!...

Wybuchła śmiechem tłuszcza grobowa
Wtém wyszedł czwarty i rzekł te słowa:

„Z katedry zsyłał wiedzy wyrazy
Stary professor: „Uczyć się pora!“
„Lecz zamiast lekcyi — więcéj sto razy
„Słuchałem żywych dzieł professora...

„Często im ukłon słałem w okienko
„Bom kochał dziewczę — ów kwiat nad kwiaty...

„Lecz przyszedł inny i zdrożną ręką
„Zerwał ów kwiatek — bo był bogaty...

„Więc wszystkim kwiatom klątwę rzuciłem,
„Z nich chciałem zrobić balsamów leki...
„Lecz jad z tych kwiatów tylko wypiłem
„I spać poszedłem... ach! spać na wieki...

Wybuchła śmiechem tłuszcza grobowa
Wtém wyszedł piąty i rzekł te słowa:

„Do zamku pana mosty zawodzą...
„Miał on dzieweczkę i bogactw krocie.
„Cóż mnie bogactwa jego obchodzą?
„Jam hołdy składał dzieweczki cnocie.


„Pan miał w swym zamku baczną ochronę
„I służby zastęp — żelazne skrzynie...
„Lecz cóż mnie wadzą zamki strzeżone?
„Jam postanowił wléźć po drabinie...

„Już prawie byłem w oknie méj lubéj,
„Wtém słyszę z dołu śmiech i wołanie:
„Czekaj kochanku — nie szukaj zguby
„Ja ci pomogę na zawołanie!...

„Tak drwił pan dumny — kurek odwodzi
„I mierzy do mnie z wściekłym zapałem:
„Do stu szatanów! Nie jestem złodziéj!
„Ja tylko ukraść kochankę chciałem...

„O! to nie była chwila zabawna...
„Wzięli mnie siłą pańscy strażnicy
„Gdy słonko wstało — jam już oddawna
„Wisiał bez życia na szubienicy!


Wybuchła śmiechem tłuszcza grobowa,
Wtém skrzypek powstał i rzekł te słowa:

„Śpiewałem wszystkim swe pieśni
„Lecz dziś nie śpiewam nikomu...
„Gdy serce pęka w swéj cieśni
„Piosenki idą do domu...

Gdy już przebrzmiały ostatnie tony
Taniec się zaczął dziki, szalony,
Lecz wtém zegary pierwszą wybiły
I duchy z trzaskiem wpadły w mogiły...






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Heinrich Heine i tłumacza: Aleksander Kraushar.