Człowiek z blizną (Buffalo Bill)/2

<<< Dane tekstu >>>
Autor nieznany
Tytuł Człowiek z blizną
Wydawca Wydawnictwo „Republika”, Sp. z o.o.
Data wydania 24.8.1939
Druk drukarnia własna, Łódź
Miejsce wyd. Łódź
Tłumacz nieznany
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


Zemsta szulera

Na trzy lata przed opisywanymi przez nas wypadkami Daniel Thorn spędzał wieczór w osadzie poszukiwaczy złota, zwanej Hill City. Przybył on tu, aby obejrzeć tereny złotodajne, które zamierzał nabyć.
Hill City było osadą nie lepsza, ani gorszą od innych osad górniczych. Zbierały się tu najróżnorodniejsze elementy, począwszy od ludzi opanowanych gorączką złota, a skończywszy na wszelkiego rodzaju bandytach i awanturnikach, węszących tu łatwy, choć nie zawsze uczciwy zarobek
Szczególnie wielu było tu szulerów. którzy zakładali w zwykłych barakach „domy gry“, w których żerowali na naiwności ludzkiej.
Thorn nie grał w karty, ale chciał wejść gdzieś na szklaneczkę whisky i wybór jego padł na „zakład“ niejakiego Franka Frayne, znanego w całym kraju łotra i zawodowego szulera.
Mówiono o nim, że nigdy w życiu nie grał jeszcze uczciwie. Oszukiwał nawet własnych wspólników i przyjaciół. Nikt nie śmiał mu jednak zarzucić w oczy szulerki, gdyż wszyscy wiedzieli, że Frank ma brzydki zwyczaj rzucania w przeciwnika nożem i że jego rewolwer nader łatwo wyskakuje z pochwy.
Było powszechną tajemnicą, że Frayne ma na sumieniu nietylko szulerkę, ale również długi szereg kradzieży, a nawet morderstw rabunkowych.
Thorn znał Fraynea i jego przeszłość. Gdy wszedł do jego zakładu, ujrzał od razu, że Frank siedzi przy stole karcianym i gra z jakimiś ludźmi. Byli to dwaj poszukiwacze złota, którzy dali się wciągnąć w grę i stawiali wszystko, co zdobyli w ciągu długich miesięcy ciężkiej pracy w niedostępnych górach.
Gdy Thorn zbliżył się do stołu, przy którym toczyła się gra, poznał w dwóch poszukiwaczach złota swoich byłych kompanów z armii. Byli oni tak zajęci grą, że nie zauważyli nawet jego nadejścia.
Mieli jeszcze wiele pieniędzy, ale przegrywali w tak szybkim tempie, że nie ulegało wątpliwości, iż Frayne ich oszukuje. Thorn obserwował grę kilka minut z wielką uwagą, a wreszcie zbliżył się do grających i stanął naprzeciw Fraynea.
— Bayne! Rogan! Przestańcie grać — rzekł spokojnie. — Ten człowiek oszukuje was.
Grający odwrócili się w jego stronę i poznali go od razu.
— Dan Thorn! — zawołali jednocześnie.
— Tak to ja. Ostrzegam was, że ten człowiek jest szulerem i oszukuje was bezczelnie.
Frank Frayne zerwał się na równe nogi. Na jego twarzy pojawił się wyraz wściekłości. W ręku jego błysnęło ostrze długiego noża, gdy rzucił się w stronę Dana Thorna z dzikim okrzykiem.
— To dla ciebie, psie!
Nędznik postanowił zgładzić natychmiast człowieka, który ośmielił się oskarżyć go o szulerkę. Thorn spodziewał się takiej reakcji ze strony łotra i stanął na wysokości zadania. Błyskawicznym ruchem ręki chwycił bandytę za przegub i ścisnął, jak w stalowych kleszczach.
Rozpoczęła się straszliwa walka. Wszyscy porzucili grę i z zapartym tchem przyglądali się zapasom. Wszyscy podziwiali śmiałka, który odważył się wystąpić otwarcie przeciwko postrachowi wszystkich mieszkańców Hill City.
Frayne wciąż jeszcze miał w ręka nóż i Thorn zrozumiał, że musi wytrącić mu nóż z ręki, aby nie być prędzej czy później narażonym na cios. Przeciwnicy stali na środku sali prawie nieruchomo i tylko wykrzywione wysiłkiem i purpurowe twarze świadczyły o strasznej walce.
Wreszcie Frayne szarpnął się silnie i udało mu się wyrwać Thornowi. Nóż pozostał w ręku bandyty, ale Thorn zorientował się w mgnieniu oka w niebezpieczeństwie, jakie mu groziło i wymierzył przeciwnikowi potężny cios, zanim ten zdołał uczynić użytek z broni.
Skutki uderzenia pyty fatalne. Frayne runął na ziemię, trzymając wciąż w ręku nóż, W chwili, gdy padał, ostrze własnego noża oparło się o jego twarz i przecięło policzek do samego ucha. Bandyta w jednej chwili zalał się krwią.
Mimo to jednak Frank Frayne nie poddawał się. Zerwał się ponownie, ale Thorn skoczył na niego jak żbik i powtórnie powalił na ziemię, wytrącając mu tym razem nóż z ręki. Po chwili bandyta był zupełnie obezwładniony. Dan Thorn zabrał mu rewolwery.
Dokoła zebrał się tłum, omawiajcie z ożywieniem zajście. Wszyscy wystąpili teraz przeciwko Frayneowi, który ogrywał naiwnych i tych, którzy bali się przeciwko niemu wystąpić. Ponieważ z rękawa łotra wysypały się podczas walki zapasowe karty, zebrani chcieli dokonać samosądu nad Fraynem.
Przeszkodził temu Thorn, który osłonił łotra własnym ciałem i zagroził, że będzie strzelał, jeśli tłum natychmiast się nie rozejdzie. Jeden z ludzi na rozkaz Thorna przyniósł wodę i bandaż i dzielny człowiek własnoręcznie zabandażował ranę bandyty.
— A teraz — rzekł po skończeniu opatrunku — wynoś się stąd na zawsze. Tym razem uratowałem ci życie, ale jeśli wrócisz kiedykolwiek do tej osady, nikt nie może ręczyć za twoje życie. Masz tu zbyt wielu wrogów.
Gdy Frayne opuszczał salę, znów podniosły się okrzyki i kilka rąk wydobyło rewolwery, ale zdecydowana postawa Thorna znów ocaliła łotrowi życie. Frank Frayne nigdy już nie powrócił do Hill City.
W kilka miesięcy później na drodze w Czarnych Górach został obrabowany dyliżans. Woźnica zeznał, że dyliżans został zaatakowany przez pięciu ludzi, na których czele stał człowiek ze straszliwą blizną na twarzy. Był to pierwszy występ „człowieka z blizną“, ale nie ostatni.
„Człowiek z blizną“ stał się postrachem całej okolicy i niebawem znaleźli się tacy. którzy poznawali w nim dawnego szulera Franka Fraynea. Bandyta stał się niepodzielnym panem wszystkich szlaków dyliżansowych i woźnice bali się go jak ognia.
Frank Frayne, zwany odtąd przez wszystkich „Człowiekiem z blizną“, skompletował sobie bandę, złożoną z najgorszych łotrów pod słońcem. Podzielił on bandę na dwa oddziały. Jeden z nich, dowodzony przez samego herszta, składał się z trzech zaledwie ludzi, drugi zaś na którego czele stał Ike Bowder, był znacznie liczniejszy.
Oba oddziały „pracowały“ zgodnie pod żelaznym kierownictwem „Człowieka z blizną“. Rzadko jednak obie bandy występowały jednocześnie. „Człowiek z blizną“ chciał, aby nikt nie wiedział, że stoi on na czele obydwóch oddziałów i dlatego zarządził, aby Ike ze swymi ludźmi znalazł sobie osobną kryjówkę w górach.
Frayne nie zapomniał o człowieku, który był przyczyną jego ucieczki z Hill City. Czuł on do Dana Thorna straszliwą nienawiść i przysiągł, że zemści się na nim okrutnie. Wszak Dan Thorn był winien temu, ze Frayne nie mógł żyć spokojnie w mieście, oszukując naiwnych. Thorn był winien temu, że na policzku bandyty czerwieniła się potworna blizna, przekreślająca jego ponurą twarz od ust do ucha.
Prócz stałych członków bandy, Frayne miał na swych usługach wywiadowców we wszystkich miastach i osadach górniczych. Informowali oni „Człowieka z blizną“ gdzie można można „zarobić“, gdzie znajdują się w banku znaczne zapasy pieniędzy lub zło-
ta, złożonego w depozyt przez górników.
Pewnego dnia w dolinie zwanej Red Gulch, jeden z wysłanników Fraynea doniósł mu, że najbliższy dyliżans będzie przewoził znaczna ilość złota z kopalni do rancha Dana Thorna.
— Przyślij mi Browdera — rzeki „Człowiek z blizną“. — Będziemy mieli to złoto.
— Thorn sprzedał niedawno jedną ze swych kopalń — rzekł znów agent. — W jego rancho znajduje się teraz dużo pieniędzy.
— Czy jesteś tego pewny?
— Niezupełnie...
— A więc nie mam zamiaru składać mu wizyty.
— Ale... Thorn ma córkę. Wiem, że nie lubisz go, kapitanie. Możeby tak porwać dziewczynę?...
Na twarzy „Człowieka z blizną“ pojawił się wyraz niezwykłej zaciętości. Oczy błysnęły mu jak wilkowi, a blizna na twarzy zaczerwieniła się.
— Więc on ma córkę?... — rzekł w zamyśleniu.
— Tak. Jestem zupełnie pewny. Sprowadził ją niedawno ze Wschodu.
— Sprowadź tu natychmiast Bowdera! Niech będzie w jaskini, tam gdzie zwykle! Szybko!
Szpieg dosiadł konia i oddalił się galopem, a na twarzy Fraynea pojawił się złowrogi uśmiech.
— Godzina zemsty wybiła... — syknął przez zaciśnięte zęby. — Dan Thorn będzie się miał z pyszna!...


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: anonimowy.