Dante (Jellenta)/Rozdział III/II

<<< Dane tekstu >>>
Autor Cezary Jellenta
Tytuł Dante
Wydawca Księgarnia F. Hoesicka
Data wyd. 1922
Druk P. Laskauera i W. Babickiego
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron

II.

Powiedzieliśmy, że bardzo wcześnie Dante oddał się na usługi rodzinnemu grodowi. Pierwszy wydatny jego występ odbył się na tle prawdziwego chaosu stosunków. Między Florencyą a miastem Arezzo toczyła się krwawa wojna, do której powód dał fakt, że gwelfowie, wypędzeni z Arezzo przez arystokratów (zarówno własnej swej partyi jak i gibelińskiej), znaleźli schronienie we Florencyi. Losy walki w ten sposób wybuchłej ważyły się długo i zwycięstwo przechylało się raczej na stronę aretyńczyków. Dopiero gdy przeciwnicy dostali dzielnego wodza z ramienia Karola Andegaweńskiego, który w ten sposób wywdzięczył się za gościnę i wysokie honory, wówczas wydano rozstrzygającą bitwę pod Campaldino (w czerwcu 1289), w której gibelińskie Arezzo poniosło sromotną klęskę. W tej oto słynnej potrzebie walczył jako prosty żołnierz młody Alighieri. Wypływa to ze sposobu, w jaki ją opisuje i w jaki rozmawia z hrabią Buonconte de Montefeltro, szlachetnym rycerzem, który w niej zginął i zaginął tak, że nawet jego «mogiła nieznaną została» (C. 5).
Razem z Alighierim walczył i druh jego, Guido Calvacanti, i Bernardino da Polenta, brat nieszczęsnej Franczeski z Rimini, i wiele innych, znanych, sławnych osobistości.
Nie braknie wywodów podających w wątpliwość udział Danta w owej krwawej rozprawie. Po prostu, samo skojarzenie ostróg rycerskich z laurami mędrca, które wydaje się zwykle dziwnem; obudzić musiało te wątpliwości. Lubimy przecie zapominać, że i Sokrates walczył jako piechur grecki. Jednak życiorysy gruntowne i bezstronne [1] mają dla owych niedowierzań coś w rodzaju lekkiej pogardy: tak dalece są one bezzasadne i na tak błahych pozorach oparte. Słynny Leonardo Bruni, kronikarz i sekretarz rzeczypospolitej Florenckiej, nie tylko że najwyraźniej udział poety w bitwie pod Campaldino opiewa, ale i chwali jego waleczność, a co więcej, ostro przygania autorowi «Dekamerona,» że o fakcie tym zachował milczenie. Nadto przekazał on urywek listu samego poety, w którym tenże najwyraźniej opowiada jak walczył z innymi i dodaje, że «broń nie była mu pierwszyzną» — «non fanciullo nell’armi
Co więcej, Alighieri walczył w szeregach jazdy i po raz drugi w tymże samym roku. Było to w rozprawie z pozostałą warownią idei cesarskiej — Pizą, ową Pizą splamioną strasznym mordem, którego się dopuścił arcybiskup Ruggieri. On-to w okresie kiedy stronnictwa szamotały się w obrębie samego miasta, zwyciężony przez gwelfa, hrabiego Ugolina (della Gherardesca), schwytał go w sidła i zamorzył głodem wraz z synami i wnukami, co wyśpiewał Dante w najbardziej wstrząsającym epizodzie Piekła. Owóż w bitwie z Pizańczykami, zakończonej zdobyciem ich zamku obronnego Caprony, Dante brał «udział osobisty» — jak mówi dziejopis Benvenuto Rambaldi, — który nazywa go «młodzieńcem mającym lat dwadzieścia pięć» i jak napomyka sam poeta, gdy ucieczkę dyabłów porównywa do pośpiechu Pizańczyków («Tak wylęknionych widziałem żołnierzy» XXI), po poddaniu się uchodzących z twierdzy.
Tak świetnie odniesione zwycięztwa napełniły Florencyę dumą. Stała ona teraz rzeczywiście na czele związku welfickiego miast, zyskała częściowy spokój; wzrosła w dobrobyt i wspaniałość. Tryumfy obchodzono szumnie i bogato: arcybiskup Florencyi wyprawiał radosną stypę na mogile wrogiego biskupa z Arezzo, poległego pod Campaldino. Już-to wogóle nadchodziły czasy powszechnych zabaw, malowniczych pochodów i swobodnych obyczajów. Hasło do nich dała znana rodzina de Rossich, która z okazyi jakiegoś święta zgromadziła do tysiąca wesołej młodzi, ubranej w białe szaty pod wodzą specyalnego mistrza w miłości (signore del amore). Pohulanki, muzyka, wesele trwały dwa miesiące i stały się dla innych miast Toskanii przykładem i zachętą, a co główna, pociągały w szeregi rycerzy potomków zwyczajnych mieszczan. Wszystko to razem wzięte, chociaż stanowiło oczywisty rozwój artystycznego ducha Florencyi, zachwiewało jednak równowagę stworzoną przez ustawy demokratyczne. Wzmagała się buta możnych, zwłaszcza po Campaldino, gdzie wsławił się i niewątpliwie do zwycięztwa przyczynił Corso Donati, florencki Catilina i wichrzyciel, ale człek odważnej ręki i nieokiełznany. Zaczynały uczuwać tę przewagę arystokracyi cechy drobniejsze, mieszczaństwo uboższe, które też nie myślało bynajmniej tracić tak mozolnie wczoraj jeszcze nabytych praw i rzuciło panom rękawicę. Kierownictwo sprawy objął Giano della Bella, człowiek rzymskiej cnoty obywatelskiej; bo, choć sam ze starej szlachty pochodził, nie chciał patrzyć obojętnie na nadużycia i szlachetną swą energią reformę szczęśliwie przeprowadził w r. 1293. Wyrazem jej były tak zwane „Ordinamenti della giustiza“, mocą których szlachcie jeszcze bardziej utrudniono wpływ na rządy publiczne, aczkolwiek i tym jeszcze razem wiadomej furtki nie zamknięto zupełnie i każdy szlachcic, za cenę porzucenia zawodu rycerskiego i przystąpienia do którego z kunsztów, mógł, po wypróbowaniu jego mieszczańskiej prawomyślności, zostać starszym kunsztu i tem samem — członkiem rządu, czyli tak zwanym pryorystą. System ten, wogólności trwający od poprzedniej reformy, ukształtował się ostatecznie w taki sposób, że rządziło sześciu pryorów, którzy ze swej strony wybierali najwyższego sędzię do spraw cywilnych i karnych — podestę. Ten, choć był na żołdzie gminy, posiadał władzę iście królewską. Pryorowie sprawowali swój urząd nie dłużej nad dwa miesiące, co zapobiegało utrwalaniu się wpływu jednostki, i sami wybierali swych następców. Po dwóch latach każdy z nich jednak mógł być wybrany ponownie.
Owóż jednym z takich pryorów (możnaby właściwie tłómaczyć: przeorów) został w roku 1300 Dante Alighieri. I jemu pochodzenie ze starożytnego rodu stawało, oczywiście, formalnie na przeszkodzie do tej godności; uczynił jednak jak inni: zapisał się do zgromadzenia — lekarzów aptekarzów[2]. Jest to jeden z najwydatniejszych faktów jego życia, tłómaczący wiele i więcej jeszcze wiązany przez bezkrytycznych biografów z mnóstwem niesprawdzonych zdarzeń i następstw.
Jak widzimy zatem, Dante rósł razem z Florencyą. Choć nie jest wiadomem napewno co czynił w okresie bezpośrednio poprzedzającym pryorat, że tak wysoko stanął; są jednak dane, iż wiele pracował nad sobą i uzupełniał znakomitą swą wiedzę. Widocznie, zdolności jego miały już wówczas rozgłos, skoro wyróżnił go szczególnie i przyjaźnią swą obdarzył król węgierski Karol Młot, w czasie swego pobytu we Florencyi. I samo miasto go wyróżniało i raz powierzyło mu nadzór nad regulacyą jakiejś ulicy, z czego nawet wysnuwają, że posiadał on i specyalne wykształcenie techniczne. Prawdopodobnie też przystąpienie do mieszczan stało się dla ogółu zapowiedzią jego ambicyi politycznych i zawodu państwowego. Słowem, wysoką godność pryorysty pozyskał zasługą i chlubnem imieniem.
W dodatku był to rok ciężkich zawikłań między partyami Czarnych i Białych. Ci drudzy mieli przewagę moralną, jako lepsi patryoci niż awanturnicy, czego znów tamci o sobie powiedzieć nie mogli, i oni też pewnie na wybór Danta wpłynęli, znając w nim człowieka silnych obywatelskich uczuć.
Hydra niezgody społecznej zaczęła z dawną siłą podnosić łeb. Naturalne sprzeczności, głuszone sztucznie gwoli sprawie wrzekomo narodowej, odezwały się piorunowym głosem. Czarnym opadła z twarzy maska patryotyczna, a Biali zrozumieli jaśniej, że rzeczypospolitej opierać na butnej szlachcie niepodobna. Wzajemna nienawiść wybuchła 1 maja 1300 r. z okazyi zabawy publicznej przed kościołem Ś-tej Trójcy; polała się krew; jednemu z Cerchich obcięto nos — i burza rozsrożyła się na dobre.
Lecz tu dramat miejscowy staje się ogólnie włoskim. Do rozwydrzenia stronnictw dopomógł znakomicie Rzym. Bonifacy VIII, najbardziej po Hildebrancie samodzierżczy z papieżów, ale daleki od jego wysokiego idealizmu, pragnął oddawna zyskać serce Florencyi, najpotężniejszej i najbardziej welficko usposobionej. Rozpoczęły się jawne umizgi i ukryte knowania, wobec których partye przyjęły postawę odpowiednią ich godności obywatelskiej. Biali zwąchali pismo nosem i mimo całe swoje przywiązanie do tronu papieskiego zlękli się zbyt natarczywego przyjaciela. Czarni zaś odrazu ajentami jego zostali, a głównie Corso Donati. On-to dopomógł do obalenia Giana della Bella, w imieniu Stolicy Apostolskiej, patrzącej krzywem okiem na rozwój politycznej samopomocy wielkiego grodu nad Arno. Na niego-to licząc najwięcej, Rzym przedsięwziął krok najważniejszy: wysłał do signoryi legata, kardynała Aquaspartę, celem zaofiarowania swego pośrednictwa w waśni stronnictw.
Lecz tu jest punkt szczytowy dramatu: Biali odrzucili dary danajskie, ukryte w zmianach prawodawczych, które doradzał rozjemca, i stało się, że anioł pokoju — wyrażenie Bonifacego VIII — odjechał, rzuciwszy klątwę na niewdzięczną Florencyę. Jednym zaś z sześciu pryorów, którzy w owej chwili rządzili i złożyli się na tę, bądź co bądź zuchwałą, odmowę był — Dante Alighieri.




  1. W tym względzie Scartazzini i F. X. Wegele, autor znakomitej pracy p. t. Dante Alighieri, Leben und Werke, — są jednego zdania. (Wegele str. 89 wyd. III Jena 1879; Scartazzini, rozdział: «Kriegsdienste.») Całem oparciem dla opinii przeciwnej jest okoliczność, że o zawodzie żołnierskim Danta nie mówi Villiani, ani Boccaccio.
  2. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; brak spójnika i przed wyrazem.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Cezary Jellenta.