Dwadzieścia lat później/Tom II/Zakończenie

<<< Dane tekstu >>>
Autor Aleksander Dumas (ojciec)
Tytuł Dwadzieścia lat później
Podtytuł Powieść
Wydawca Bibljoteka Rodzinna
Data wyd. 1928
Druk Wł. Łazarskiego
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz anonimowy
Tytuł orygin. Vingt ans après
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tom II
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
ZAKOŃCZENIE

Dwaj przyjaciele, wróciwszy do siebie, zastali list od Athosa, oznaczający im spotkanie w hotelu „Karola Wielkiego“, na dzień następny zrana.
Pokładli się spać, lecz żaden z nich oka nie zmrużył.
Nazajutrz, o oznaczonej godzinie, poszli obaj do Athosa.
Zastali hrabiego i Aramisa, ubranych po podróżnemu.
— Patrzcie państwo — odezwał się Porthos — wszyscy więc wyjeżdżamy?... I ja pakuję się dzisiaj.
— O!... tak, mój Boże — odparł Aramis — niema już co robić w Paryżu, z chwilą gdy Fronda upadła. Dostałem zaproszenie od pani de Longueville na przepędzenie kilku dni w Normandji, a poleciła mi także, aby, zanim ochrzczą jej syna, urządzić jej w Rouen mieszkanie. Wywiąże się więc z tego zlecenia; potem, jeśli nic nowego nie będzie, powrócę zagrzebać się w swoim klasztorze Noisy-le-Sec.
— A ja — rzekł Athos — do Bragelonne powracam. Wiesz przecie, drogi mój d‘Artagnanie, iż teraz już wyszedłem na prawdziwego wieśniaka. Raul nie ma nic, prócz mojego mienia, biedne dziecię!... muszę więc nad niem czuwać, skoro nazwisko moje mam mu przekazać.
— A co postanawiasz z Raulem?...
— Oddaję ci go, przyjacielu. Będą się bić we Flandrji, zabierzesz go ze sobą i nauczysz być takim walecznym i prawym, jakim sam jesteś.
— A ja nie będę cię miał już, Athosie?... — mówił d‘Artagnan — pozostanie mi przynajmniej ta główka jasna; a chociaż to prawie dziecko jeszcze, lecz dusza twoja, drogi Athosie, odżywa w nim w pełni, będę więc miał złudzenie, iż jesteś przy mnie, że towarzyszysz mi i wspierasz przyjaźnią.
Wszyscy czterej rzucili się sobie w objęcia, a marsowe ich spojrzenia zaćmiły łzy za przeszłością.
I rozstali się, nie wiedząc, czy spotkają się jeszcze.
D‘Artagnan z Porthosem powrócili na ulicę Tiquelonne.
Przed zajazdem zastali cugi barona gotowe do drogi a Mousquetona siedzącego na siodle.
— Słunhaj, d‘Artagnanie, porzuć szpadę i jedź ze mną do Pierrefonds, do Bracieux, albo do du Vallon: razem będziemy starzeć się, gawędząc o naszych wyprawach.
— Ani myślę — odparł d‘Artagnan. — Peste!... mają wojnę rozpocząć, chcę do niej należeć; mam nadzieję iż skorzystam coś na niej!...
— A czemże jeszcze chcesz zostać?...
— Pardieu!... marszałkiem Francji.
— O!... o!... — odezwał się Porthos, przypatrując się d‘Artagnanowi, nie mógł bowiem nigdy dobrze zrozumieć gaskonady przyjaciela.
— Jedź ze mną, Porthosie — odparł d‘Artagnan — księciem cię zrobię!...
— Nie — rzekł Porthos — Moustonowi sprzykrzyła się wojna. Wreszcie, przygotowano mi uroczysty wjazd do moich dóbr, na widok którego sąsiedzi moi pozdychają z zazdrości.
— Na to nie mam już odpowiedzi — mówił d‘Artagnan, znający próżność nowo-kreowanego barona. — Do zobaczenia zatem, przyjacielu mój.
— Do widzenia, drogi kapitanie — odparł Porthos.
Rozstali się więc, uścisnąwszy sobie dłonie.
Długo stał we drzwiach d‘Artagnan, wiodąc smętnym wzrokiem za niknącym mu w oddali orszakiem.
Ocknął się nakoniec i ujrzał piękną Magdalenę, która, zaniepokojona świeżą wielkością d‘Artagnana stała za nim na progu.
— Magdaleno — przemówił do niej — przygotuj mi apartament pierwszego piętra; teraz, gdy jestem kapitanem muszkieterów, należy mi żyć wystawniej. Zachowaj mi jednak mój pokoik na piątem piętrze; nikt nie wie co go czeka w przyszłości.

KONIEC


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Aleksander Dumas (ojciec) i tłumacza: anonimowy.