Dyletantyzm i krytyka

<<< Dane tekstu >>>
Autor Henryk Struve
Tytuł Dyletantyzm i krytyka
Pochodzenie Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891)
Data wydania 1893
Wydawnictwo G. Gebethner i Spółka, Br. Rymowicz
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Kraków – Petersburg
Źródło Skany na Commons
Inne Cała część II
Pobierz jako: Pobierz Cała część II jako ePub Pobierz Cała część II jako PDF Pobierz Cała część II jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
DYLETANTYZM I KRYTYKA.

Henryk Struve 2.jpg

Na żadnem polu pracy literackiej nie rozsiadł się u nas dyletantyzm z większą zarozumiałością i pewnością siebie, niż na polu krytyki literackiej i artystycznej. Większość piszących u nas krytyki nie ma nawet świadomości o tem, że krytyka stanowi specjalność, wymagającą szerokich studjów przygotowawczych i wykształcenia teoretycznego, które jedynie w sposób należyty kierować może zdolnościami krytyka i praktyczną działalnością na tem polu.
Czyż szczególniej u najkrzykliwszych krytyków naszych napotykamy choćby ślady jakichkolwiek studjów poważnych nad estetyką wyjaśniającą ostateczne podstawy sądu krytycznego o tem, co należy nazwać pięknem lub szpetnem, na czem polega zadawalające wrażenie estetyczne, jakim warunkom zadość uczynić winien utwór literacki lub artystyczny, aby wywołał takie wrażenie i t. d.? Czyż dalej, owi krytycy zapoznali się z arcydziełami literatury i sztuki? Czy przestudjowali z krytycznego stanowiska utwory Szekspira, Moliera, Goethego, Mickiewicza lub Rafaela, Michała Anioła, Rubensa, Rembrandta, Delaroche’a, Corneliusa, Matejki i innych przedstawicieli twórczości literackiej i artystycznej? Bynajmniej! Przeciwnie, lekceważenie estetyki i arcydzieł historji literatury i sztuki charakteryzuje na każdym kroku ów dyletantyzm krytyczny, dla którego „aktualność“, to, co ma chwilowy rozgłos, jest jedynem kryterjum przy ocenie utworów piękna. Jednym z najdziwaczniejszych objawów tego dyletantyzmu u nas jest zdanie, że poeta i artysta są zarazem i właściwymi specjalistami na polu krytyki. Według tego zdania, które naturalnie znowu tylko u nas, wygłaszają niektórzy malarze, artysta obznajomiony jako tako z techniką swej sztuki jest lepiej przygotowany do zawodu krytyka, aniżeli teoretyczny estetyk, wykształcony na rozpatrywaniu znakomitych utworów artystycznych ze stanowiska pewnych, jasno pojmowanych zasad. Dzięki takim poglądom nie można się dziwić, że ten lub ów artysta, przeczytawszy pobieżnie Taine’a, lub Verona i łącząc z ich teorjami niektóre wiadomości o kruczkach technicznych swej sztuki, wmawia w siebie, że jest znakomitym specjalistą na polu krytyki. Tymczasem nie potrzeba być głębokim psychologiem, aby wiedzieć o tem, że twórczość artystyczna i krytyka są objawami zupełnie różnego nastroju władz umysłowych, zupełnie różnej działalności i bardzo rzadko ze sobą się łączą, że każdy z tych objawów pracy umysłowej wymaga odrębnego wyobrażenia i nigdy jeden funkcji drugiego spełnić nie może, że zatem artysta, jako artysta, nie jest bynajmniej specjalistą w zawodzie krytyka. Twórczość jest działalnością syntetyczną, krytyka zaś jest wynikiem analizy. Dążność prawdziwego artysty skierowana jest przedewszystkiem ku połączeniu szczegółowych czynników w jedną harmonijną całość, krytyk przeciwnie rozkłada całość na części i ocenia jej wartość i znaczenie przy pomocy ich szczegółowego rozbioru. Artysta działa zawsze pod wpływem podmiotowych motywów i wyraża w swych utworach swój nastrój subjektywny i indywidualne poglądy; prawdziwy krytyk przeciwnie wyzwala się, wedle możności z objęć subjektywizmu i posiłkuje się przedmiotowemi zasadami. Artysta pragnie swem dziełem wywołać wrażenie, zadawalające widza, przemawiające do jego uczucia i fantazji, krytyk przeciwnie ma na oku rozjaśnienie pojęć czytelnika, usprawiedliwienie sądu estetycznego ze stanowiska teoretycznego. W ten sposób artysta i krytyk rozchodzą się zasadniczo w swych zadaniach i dążnościach, w swych celach i środkach.
Niewątpliwie, zdarzają się wypadki, że poeci lub artyści są zarazem i znakomitymi krytykami, i my szczycić się możemy, jak wiadomo, niektóremi osobistościami o takiej dwoistej naturze. Ale są to naprzód rzadkie wyjątki; a nadto krytycy tacy są krytykami, nie dlatego, że są poetami i artystami, lecz pomimo tego i jak prawdziwi krytycy w ocenie obcych dzieł nie ufają bynajmniej swym bezpośrednim subjektywnym wrażeniom, nie podlegają swym skłonnościom artystycznym, lecz opierają swe sądy na zasadach teoretycznych, które sobie przyswoili przy pomocy specjalnych studjów.
Krytyk dyletant, natomiast z grona artystów, uznając siebie, jako artystę, za jedynie powołanego do wyrokowania w sprawach sztuki, nie czuje zazwyczaj wcale potrzeby głębszych studjów nad estetyką i historją sztuki, lecz lekceważąc talent umysłowy, idzie zawsze i wszędzie za głosem swego subjektywizmu, swego chwiejnego widzimisię.
Przyczem występuje z tem większem poczuciem swej bezwzględnej powagi, im mniej się posiłkuje niezbędnemi środkami pomocniczemi prawdziwej krytyki, im mętniejsze posiada pojęcia co do jej podstaw teorytycznych, jej zadań i celów.
Wiadomo powszechnie, że wskutek odrębnych warunków naszego bytu, produkcja umysłowa ześrodkowała się u nas przeważnie na polu poezji i sztuki pięknej. Każdy rok obdarza nas dziesiątkami wcale dobrych, a niekiedy znakomitych utworów z zakresu poezji dramatycznej, powieściopisarstwa, malarstwa, rzeźbiarstwa i muzyki; gdy tymczasem szeregi poważnych pracowników na polu filozofji i nauk specjalnych coraz bardziej się przerzedzają, a nowych sił zjawia się stosunkowo wcale nie wiele.
Z tym faktem liczyć się musimy koniecznie. Jeżeli tedy w dodatku i krytyka utraci u nas grunt naukowy pod nogami; jeżeli zamiast kierować umiejętnie produkcją poetyczną i artystyczną ku wyżynom ideału, wskutek panowania płytkiego dylentantyzmu, przyczyni się do skrzywienia i osłabienia twórczości naszej, natenczas nie wiem w istocie, z jakiego źródła w przyszłości czerpać będziemy zasoby, podtrzymujące naszą działalność umysłową i dające nam prawo do brania i nadal czynnego udziału w pochodzie cywilizacyjnym ludzkości.
Zdaje się, że wzgląd ten jest dość poważnym, aby kierownicy opinji publicznej nie lekceważyli sobie żądań krytyki, lecz zwracali baczniejszą niż dotąd uwagę na konieczną potrzebę podniesienia u nas ogólnego poziomu krytyki w ugruntowaniu na podstawach dających rękojmię jej zbawiennego wpływu na ogólny rozwój naszego życia umysłowego.

Warszawa.Henryk Struve.



Upominek - ozdobnik str. 109.png



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Henryk Struve.