George Sand (Wotowski)/Biedny Pagello

<<< Dane tekstu >>>
Autor Stanisław Antoni Wotowski
Tytuł George Sand
Podtytuł Aurora Dudevant. Kobieta nieposkromionych namiętności. Ostatnia miłość w życiu Chopina
Wydawca „Drukarnia Teatralna“ F. Syrewicza i S-ki
Data wyd. 1928
Druk „Drukarnia Teatralna“ F. Syrewicza i S-ki
Miejsce wyd. Warszawa
Ilustrator Julien-Léopold Boilly
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


BIEDNY PAGELLO.

Sand powróciła z Mestre do swego najdroższego Pagello, do rękopisów, do nowego życia. Faktem jest, że zaprzęgła się do roboty, pisywała po dwanaście, trzynaście godzin dziennie. W osiem dni kończy powieści: „Leone Leoni“ i „André“, rozpoczęte przed wyjazdem Musset’a, powoli tworzy „Jaques’a“, jeden może ze swych najlepszych romansów, nakoniec szkicuje „Listy podróżnika“.
Przez cały ten czas zakochany Pagello dyskretnie i wiernie trzyma się przy jej boku. Ich miłość jest wzajemna, spokojna, rzekłbyś wypoczynek po burzy.
Lecz nie sądzonem było George Sand długo zaznać spokoju. Najprzód dawne kochanki doktora poczynają czynić mu wymówki o nowy flirt, a że jako włoch serce miał ogniste, dnia pewnego znalazł się z „czterema niewiastami na karku“. Następnie ojciec jego, powiadomiony o stosunku, nadsyła list z wyrazami swego niezadowolenia z nowej znajomości. Ale George postanawia użyć niezawodnego sposobu.
— Rozmówię się z nim!
Jadą oboje do Castelfranco, gdzie starzec przyjmuje ich z początku więcej niż ozięble, następnie jednak daje się wciągnąć w rozmowę o literaturze a po jakimś czasie ulega swoistemu czarowi oryginalnej pisarki.
Nie przeszkadza to Sand utrzymywać sentymentalną korespondencję z Musset’em, która przedstawia się niezwykle ciekawie. Poeta pisze, iż wrócił do Paryża, złamany i rozbity, a gdy po raz pierwszy chciał opowiedzieć przeżycia matce — zemdlał. Starał się rozerwać pijaństwem i zabawą w gronie dziewczyn. Lecz te rozrywki już go nie nęcą. Wczoraj był na kolacji, uczestniczyły w niej nadobne baletniczki, ale powrócił o ósmej wieczór, ziewając do domu.
Odpisuje troskliwie:
„Błagam cię... jeszcze nie wino, jeszcze nie dziewczyny! Zbyt wcześnie! Pomyśl o twem ciele, które ma mniej siły, niźli dusza, a które widziałam umierające śród mych ramion“. Następnie powiadamia o przygodzie Pagella z kochankami a epistołę kończy zapewnieniem i przysięgami dozgonnej, świętej, wiecznej przyjaźni... „aż poza grób“.
W innych listach poeta oświadcza, iż był w osamotnionem mieszkaniu przy Quais Malaquais i spędził godzinę na dumaniach. Odnalazł cygaretki robione jeszcze przez nią, George’a, palił je z niewypowiedzianym uczuciem smutku i rozkoszy. Czytuje obecnie Werthera, Nową Heloisę, te wszystkie szaleństwa, opisujące miłość, które tak dotychczas wydrwiwał. Dokąd mnie to zaprowadzi? — pyta. Nie zapomina i o „swym przyjacielu Pagello“.
„Dzielny, młody człowiek! Powiedz mu, jak szczerze go lubię i nie mogę pohamować łez, myśląc o nim!“ — Może Musset wieszczo przewidywał dalsze przygody doktora.
W odpowiedzi Sand oczywiście rozpacza i niepokoi, kto się teraz zaopiekuje biednym Alfredem, a zacny Pietro załącza pełen uczucia dopisek. Istna sielanka i jeśli nie świetne rozwiązanie problemu trójkąta małżeńskiego, to miłości do kochanka i przyjaciela jednocześnie!
Lecz patrzmy dalej!
George oznajmia swój powrót do Paryża. Oddawna dość miała Wenecji, od powrotu wstrzymywał wyłącznie brak pieniędzy. Tygodnie mijały a przekaz od wydawcy Buloz’a nie nadchodził. Wkońcu znudzona, spotkawszy przypadkiem na ulicy jakiegoś znajomego z Paryża, pożycza znaczniejszą sumę. Lecz tegoż dnia i poczta dostarcza oczekiwaną przesyłkę.
Co rychlej tedy zwraca dług i nie namyślając się ani chwili, opuszcza Wenecję, która tyle przeżyć dostarczyła.
Towarzyszy jej oczywiście wierny Pagello. Ale sytuacja faworyta staje się z dnia na dzień coraz dziwniejszą. Z chwilą zbliżania się do Francji, Sand całkowicie niemal wyłamuje się z pod jego wpływu.
Przyjeżdżają do Paryża — ona zajmuje swój apartamencik przy Quais Malaquais — on idzie de hoteliku, wynajmuje pokój za półtora franka dziennie.
Po powrocie, ogarnia George potężna fala wspomnień. Każde miejsce, każdy kącik przypomina Musset’a. Wszyscy jej przyjaciele są jego przyjaciółmi; trudno krok stąpić, słówko wymówić, aby nie zawadzić o Alfreda. On również od czasu jej przyjazdu chodzi jak oszalały. Coraz częściej zasypuje listami, błaga o spotkanie. Twierdzi, że pragnie opuścić Francję, lecz przed wyjazdem musi ją ujrzeć jeszcze raz, porozmawiać choćby chwilę.
— Gdy spotkam się z tobą, uczynię tem przykrość Pagello — odpisuje zaraz.
— Pietro wszystko rozumie. Zgodzi się! — twierdzi Musset.
W rzeczy samej Pagello się zgadza. Nie byłby tym trzecim w rozszalałym, romantycznym trójkącie, gdyby się nie zgodził. Delikatność posuwa nawet tak dalece, że nie chce być obecnym przy rozmowie.
Rozmowa trwa dwie godziny. Wszystkie stare grzechy są zapomniane, pozostały li tylko piękne wspomnienia przeżytych wspólnie chwil. I znów przysięgi wieczystej, dozgonnej przyjaźni, wzajemnego poświęcenia, oddania. Nie mówią jeszcze, że pragną z powrotem należeć do siebie, lecz daje się to wyczuć z każdego frazesu, z każdego spojrzenia...
Poeta oświadcza, że wyjeżdża. Istotnie nazajutrz wsiada z najszczerszym zamiarem udania się do Hiszpanji, w Pireneje... a znajduje w Niemczech, w Badenji, skąd po bardzo krótkim pobycie powraca. Sand również wyjeżdża... ale do Nohant, gdzie enigmatyczny pan Dudevant przyjmuje małżonkę, jak gdyby wczoraj porzuciła pielesze rodzinne.
A Pagello?
Pagello pozostał w Paryżu zapomniany i osamotniony. Wogóle od czasu pobytu we Francji czuł, że grunt usuwa mu się z pod nóg. Bez środków pieniężnych, nie znając nikogo, władając słabo francuskim językiem, biedak znajdował się w niezbyt miłej sytuacji. Pracował, chcąc uzupełnić lekarskie wykształcenie w różnych klinikach, lecz ileż razy po opuszczeniu kliniki nie miał na obiad, a cały posiłek stanowił suchy chleb, lub nieco owoców. Nawet przed udaniem się do Nohant, George widywała go rzadko, i nie troszczyła o niego zbytnio, po wyjeździe kontakt ustał zupełnie. Zrozpaczony odwiedzał nielicznych znajomych, wkońcu wybrał się po pociechę do swego jedynego „przyjaciela“... Alfreda de Musset.
Powieściopisarze nie wymyślają sytuacji, samo życie fantazję prześciga!
Musset współczuł bardzo biedakowi, lecz nic poradzić nie mógł.
— Tak, tak! Drogi Pietro — mówił — kobiety są zmienne! Nigdy ich nie zrozumiemy!... i rzucił jakiś list na biurko, przechodząc szybko do innego pokoju.
Pagello był ciekawy. Spojrzał ukradkiem na pismo, poznał charakter kochanki. Pisała do Musseta, a do niego nie raczyła nadesłać nawet kilku lakonicznych słów. Począł czytać, zbladł... ostatni ustęp brzmiał:
„Muszę należeć do ciebie! Takiem jest moje przeznaczenie!“
Doktór wstał i bez słowa wyszedł. Byłoż to niedopatrzenie czy wyrafinowana zemsta Musset’a. Mimo bowiem rozfalowanej pełni miłości romantycznej, cały stosunek poczynał nabierać coraz bardziej ludzki charakter. George szalała za Musset’em w Nohant; on za nią w Paryżu. Poczciwy Pietro zapominając o swym charakterze nad-kochanka, zasypywał listami, czynił wymówki i objawiał całkiem poziomą zazdrość. Psuł się całkowicie...
To też Sand w liście do Alfreda pisze:
„Czem zakończy się znów ta nasza przyjaźń? Wszyscy zbaczamy z wytkniętej drogi... ty... ja... Pagello“. Mówi następnie o zazdrości doktora, o jego rozpaczy, o nieporozumieniach, jakie pomiędzy niemi zachodzą. Ten Pietro, który tak niedawno jeszcze „rozumiał wszystko“ — odkąd przybył do Francji „nic zrozumieć nie może“. Nie ma do niej zaufania i ślepej w nią wiary — w takich warunkach miłość umrzeć musi! Skoro chce odjeżdżać — niech jedzie. Ona przybędzie do Paryża, żeby go pocieszyć, ale nie może mu darować przewinień! (śmiejmy się!) Co zaś się tyczy Alfreda, pragnie go koniecznie, koniecznie zobaczyć jeszcze raz...“
Oj! George! George! Możnaż było liczyć na twoją miłość — obłudnico, przekręcająca stale wypadki, a z całym tupetem czyniąca z białego czarne, byle się pozbyć uciążliwego kochanka! Jak śmiać się musiał z przygód niefortunnych amantów filozof Mérimée!! Wszystkich wystrychując na dudków, pragnęłaś zawsze zachować pozory uciśnionej niewinności! Patrzcie... Znów powiadają, że niezbyt ładnie postąpiła teraz z Pietro. Ależ to nieprawda! Nigdy! Ona jest tylko ofiarą brutalności i gruboskórności męskiej! Przecież jawnie powiedzieć nie może, że ją ciągnie do Musset’a a chce pozbyć się włocha! Włoch wszystkiemu winien! Nie zrozumiał „miłości romantycznej!“ Zresztą, jeśli ją kocha, czemu nie pragnie widzieć, czemu nie spieszy do Nohant! (choć go wcale nie zapraszała). Najspokojniej posyła mu zaproszenie do siebie na wieś w imieniu swojem i... małżonka pana Dudevant.
Ale Pietro Pagello był lekarzem nie poetą i miał dość zdrowego sensu, by wycofać się z honorem. Widział, że dalsze uganianie się za Sand, narazi go tylko na śmieszność i cierpienia. Podziękował pięknie za zaproszenie... i oświadczył kategorycznie, że wyjeżdża.
Figlarka George pędzi oczywiście do Paryża, aby go zapewnić o swej „przyjaźni... wieczystej... aż poza grób...“
— Nasze pożegnanie — opowiadał później Pagello — odbyło się bez słowa. Uścisnąłem w milczeniu jej dłoń. Była zmieszana, lecz nie wiem czy cierpiała. Ucałowałem jej dzieci, odszedłem...
Tak się odbyło nasze ostatnie spotkanie...
Biedny Pagello!



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stanisław Antoni Wotowski.