Kobiety Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego/Roza Weneda

<<< Dane tekstu >>>
Autor Piotr Chmielowski
Tytuł Kobiety Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego
Podtytuł Zarys literacki
Wydawca Gebethner i Wolff
Data wyd. 1886
Druk Wł. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


XI.
Roza Weneda.
Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy.

„Nieszczęśliwa wróżka“ z wężowemi sploty na głowie jak staroheleńska Eumenida, krwią brwi swoje farbująca, wielka i potężna jak głos rozpaczy, surowa, okrutna nawet jak człowiek, który poświęcił szczęście życia całego na dokonanie czynu, strącającego w przepaść i jego i wielu, wielu innych. Raz tylko jeden powiada, że „ma serce“ — ale my wierzymy jéj stokroć więcéj, niż gdyby Balladyna np. zapewniała nas o tém co minuta...
W duszy jéj ogień się pali i płomieniem wybucha, kiedy zniedołężniałych do męstwa zagrzewa. Jakaż ją boleść przejmuje okropna, kiedy „warząc kość na polu i gotując mózg w czaszkach człowieczych“ przekonała się o nicości moralnéj swego narodu, którego była ostatnią kapłanką!... „Sześć tysięcy — powiada — bez ducha upadło, jakby je kto struł. Nadeszłam z nożem — otworzyłam jeden tułów trupowy i znalazłam, że w nim serce zbladło i tak trzęsło się jak liść olchowy: więc plunęłam temu sercu w usta i rozcięłam drugą pierś dla ptaków, lecz znalazłam w niéj kłębek robaków zamiast serca. I pierś trzecią rozdarłam i spojrzałam w nią — lecz była pusta!“ Nic już nie uratuje tych nikczemnych: ni pioruny, które włosami swemi niebiosom wydziera, ni błyskawice, któremi czoło swe opasuje, ni harfa z ciała ludzkiego — z siostry ukochanéj, któréj warkocze za struny służyć miały... nic, nic!... Nad grobami stoi straszna pokutnica: słowa swoje zamienia na miecze, wbijając je w struchlałą pierś narodu — i czasem tylko jęknie, kiedy boleść jak nóż anatomiczny zaciśnięte zęby roztworzy — wtedy jękiem krwi pluje...
A gdy już wszystko przeminęło; gdy ojciec martwy spłonął na stosie; gdy jeden brat żywy zaciągnął brata-trupa na popioły ojca, wzywając piorunów, by spaliły ostatnie okruchy życia; gdy siostra „biała i niewinna“ skonała napróżno, by dostać harfę czarodziejską: — Roza siadła na zgliszczach smutna, milcząca, zadumana. „Przed chwilą tu był król, ludzie, pochodnie; teraz dwanaście tych pustych kamieni (na których stali harfiarze). I tak na wieki już i tak na wieki!“ W niéj już odzywa się chór pieśni grobowych; tęskni za słowem ludzkiém: „I cóż nie mówisz do mnie nic — Polelum?“ W pytaniu tém jest skarga i westchnienie. Życie ubiegło — rozkoszy miłości nie zaznała — widziała upodlenie narodu — rozdarła serca najdroższym, poniosła krwawe ofiary — i — stanęła nad kupą popiołów.. Idzie na stos, na którym zebrało się wszystko, co kochała, wyciąga łańcuch, którym skuci byli Lelum i Polelum, rzuca go pod stopy zwycięscy Lecha i mówi:

Patrz, co zostało z twoich niewolników!

To wymowa dumnego nieszczęścia!... Ona wiedziała, że lud, którego serce puste gotowém było dla robaków gniazdem, nie mógł żyć długo; pragnęła jego śmierci. Nikt się śmierci nie uląkł. Dym z ofiar ludzkich olbrzymim słupem wzbił się ku niebu... Roza przeniosła wszystkie bóle ludu, zamknięte w swém sercu; nie ugięła się pod ich ciężarem, nie zerwała samowolnie z życiem, które jéj same nieszczęścia przynosiło — ale wytrwała do końca...



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Piotr Chmielowski.