<<< Dane tekstu >>>
Autor Zuzanna Morawska
Tytuł Królowa
Pochodzenie Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891)
Data wydania 1893
Wydawnictwo G. Gebethner i Spółka, Br. Rymowicz
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Kraków – Petersburg
Źródło Skany na Commons
Inne Cała część II
Pobierz jako: Pobierz Cała część II jako ePub Pobierz Cała część II jako PDF Pobierz Cała część II jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
KRÓLOWA.

Zuzanna Morawska.jpg


Bawiono ją i bawiono się nią, gdy była dzieckiem, gdy podrosła, odebrano zabawki, a włożono w rękę książkę z całym szeregiem liczb, nazwisk i niezrozumiałych wyrażeń, zasłaniając świat rzeczywisty, jasny, ze słońcem i cieniem, z radością i bólem. Starano się też przedłużyć jej dzieciństwo i znów ją bawiono, bawiąc się jej naiwnością, wypowiedzianym cudzoziemską mową frazesem, krępując przytem modą i światowemi formułkami, a nazywając królową.
Tym sposobem wychowano na pannę, osobny gatunek kręcący się po świecie, z którego wyrasta odmiana zwana panią, różniąca się tem, że nosi strojniejsze kapelusze i suknie, mówi swobodniej, nie rumieni się i oczu nie spuszcza, na balach zaś ukazuje się, nie pod opieką mamy i papy, lecz w towarzystwie męża.
Z takiemi pojęciami poczęła rozglądać się po świecie, stąpając po nim ze wzniesioną głową jako królowa.
Naraz, miasto oczekiwanych hołdów i pochwalnego szumu, usłyszała twardy wyraz „pracuj!“
Co to jest, co za przewrót? Czyż ona należy do rzędu tych istot upośledzonych, które ze zgrubiałemi dłońmi, spalonem od słońca licem widziała schylone na łanie? czy do tych, które z zaczerwienionemi oczami i pokłótemi od igły palcami, pracowały nad jej odzieniem? czy do tych, co spełniały drobne w domu posługi i traktowane były zawsze z wysoka, z litośnem uśmiechem? Czy wreszcie do tych, które kładąc w jej rękę książkę, zasłaniały przed nią świat boży, tchnący życiem i prawdą, a same uważając pracę za pokutę i skazanie, budziły w niej wstręt do wszystkiego, co drukowane.
Nie, ona żadną z nich nie zostanie; drogi nikomu zaciemniać nie będzie, bo wie, jak jej samej straszno na tej drodze.
Nie, stokroć nie!
A jednak pracować musi; ziemia zpod nóg jej się usunęła, nie ma gdzie złożyć głowy, a każdy kęs chleba bez pracy byłby żebraczym.
Wychowywana na królową, nie będzie niewolnicą nędzy. Nikt inaczej nie poda jej dłoni, nie uchyli z szacunkiem skroni.
Młodą jest, ma siły.
To jej jedyne bogactwo.
Nad siłą materji, ciała, góruje w niej jakaś inna: to duch. On każe jej szukać wiedzy wśród owej księgi, którą zasłaniano przed nią w dzieciństwie księgi żyjącego świata. Ona stać się musi pożyteczną jego jednostką, jako wszelkie krzątające się około swego bytu stworzenie. Lecz byt jej to nietylko dach nad głową i kęs chleba, nietylko potrzeby jej zewnętrznej powłoki; duch jej pragnie stokroć innych, takich, któremi mogłaby badać i przenikać nieznane jej a otaczające ją zewsząd zjawiska, jak również swoje własne „ja“, które rwie się na wyżyny tak dla niej niedościgłe. Nie, praca nie będzie dla niej niewolą i skazaniem: owszem, ona będzie jej wyzwoleniem.
Karty drukowane, które budziły w niej wstręt niegdyś, stanęły teraz szeregiem czarnym, po których muskały świetlane barwy. Utkwiły one w jej mózgu zagadką i dziś, przewiercając go na wskroś, domagają się rozjaśnienia.
Zagadki te, zestawione ze światem żyjącym, powinny jej dać wskazówkę pracy.
— Rozwikłam tę zagadkę — zawołała.
Wszak mała ptaszyna budując sobie gniazdko, wkłada w tę pracę całą swoję umiejętność; ja, budując sobie przyszłość, powinnam poruszyć wszystkie zakątki myśli moich i skierować je do jedynego celu.
— Nie chcę być niewolnicą pracy, lecz jej królową.
I myśl koniecznością rozbudzona, coraz więcej rozwijać się poczęła i kierowana siłą woli, dążyła do światła. Zastanowiła się więc nad tem, co widziała ongi, nad czarnemi znakami w księgach i nad teraźniejszością, która prądem szybkim porywała ją za sobą.
Droga ciemna stawała się jej coraz jaśniejszą, własną myślą rozświetlała ją sobie i innym, wskazując cały szereg prac, po które należało wyciągnąć nieprzywykłe do tego dłonie.
I odtąd znikać poczęły „panny i panie“, na miejscu ich wyrosła kobieta-człowiek, świadomie pracą dążący do celu. Znikł wprawdzie ołtarz pogańskiego bożyszcza, jaki dla niej stawiano, spadła z jej czoła fałszywa korona królowej, lecz praca postawiła ją na piedestale doskonałej cząstki społeczeństwa i skroń jej otoczyła szlachetną aureolą.

Warszawa.Zuzanna Morawska.



Upominek - ozdobnik str. 294.png




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Zuzanna Morawska.