Lekcja Emilki (Konopnicka, 1918)

<<< Dane tekstu >>>
Autor Maria Konopnicka
Tytuł Lekcja Emilki
Pochodzenie Koniki Tadzia, Stróżak, Lekcja Emilki
Moje Książeczki nr 198
Wydawca M. Arct
Data wydania 1918
Druk Zakłady Wydawnicze M. Arct, Sp. Akc.
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Lekcja Emilki.

— Proszę siedzieć spokojnie i uważać na wszystko co mówię. Żadnych minek, żadnych szeptów! bo to nie żarty, to lekcja! Chińczyk! Czego się śmiejesz. Otwiera elementarz na chybi trafi. Młode osoby w waszym wieku, moje panny, powinny znać litery alfabetu na chybi trafi. A więc T. Proszę się przypatrzeć, jak wygląda ta litera alfabetu! Wszak ładna? Wiele dobrych rzeczy zaczyna się od tej litery. I tak:
...Truskawki: Śliczne, rumiane są już z jednej strony, rosną w ogrodzie naszym zaraz za porzeczkami... Chińczyk! Czego się śmiejesz? Że wiem gdzie rosną, to jeszcze nie dowód, żebym tam biegała rwać je! Łakomstwo, mówi mama, jest brzydką rzeczą. Czasem tam przechodząc schylę się po którą, ale tylko po dojrzałą; a jeśli mi droga często tamtędy wypadnie, to nie moja wina! O czemżeśmy to mówili... Ale T.
...Tabakierka! Jestto małe pudełeczko z ciemnego drzewa, wysadzane masą perłową, z którego dziadzio zażywa tabakę. Tabakierka nie zawsze jednakowo wygląda. Stary Paweł, gajowy ma tabakierkę z brzozowej kory, z rzemyczkiem do podnoszenia pokrywki, a ksiądz proboszcz ma tabakierkę grającą, która, gdy się ją nakręci, wygrywa krakowiaki i mazurki. Ale czy z takiej, czy owakiej, tabaki zażyć, zawsze w nosie zakręci i... psik! trzeba kichnąć. Chińczyk! Cóż tam za śmiechy znowu? Nie byłeś jeszcze jak widzę, w żadnej porządnej szkole, na żadnej porządnej lekcji! Nie umiesz się przyzwoicie zachować! Pfe... Wstyd mnie za ciebie!
Moje panny, spodziewam się, że żadna z was tabaki zażywać nie będzie. Dla młodych osób w waszym wieku nie jest to stosowne.
Trzeba jednak żebyście wiedziały, że kiedy dziadzio lub ksiądz proboszcz zrobi: Apsik! — Chińczyk!... znowu? — to wypada grzecznie dygnąć i powiedzieć: Na zdrowie dziadzi! Na zdrowie księdzu proboszczowi! Możecie nawet powiedzieć: Na zdrowie Pawłowi, bo Paweł mi obiecał królika przynieść, albo też zajączka z boru.
T... T... Cóż to na T?... Turek! Pies karbowego, jest biały w żółte łaty, zły i szczeka na dziadów. Nasz Mruczuś go niecierpi i parska na niego. Tego psa, moje panny, wystrzegajcie się bardzo, bo on mi już jedną lalkę na nic roztargął. Wszystkie trociny z niej wytrząsł! Ach, jak ta lalka wyglądała, po tym wypadku, moje panny to strach! Wziął ją też Julek na stracha, kijami rozparł i postawił w ogródku swoim, w maku, żeby się jej wróble bały. Ach cóż to za smutna rzecz, kiedy młoda panienka zamieni się w stracha na wróble! Chińczyk! Czego się śmiejesz? Zdaje mi się, że zamiast na stole, będziesz musiał siedzieć pod stołem! A jak i to nie pomoże, to cię obrócę na wycieraczkę do piór! Właśnie mówił Julek, że mu potrzeba. Na fajce taty jest także Turek. Nazywa się on Turcja, i ztamtąd są tureckie orzechy. Henia powtórz!... Bardzo dobrze. Bardzo dobrze.
T... T... Trzcina. Jestto giętki pręt, którym Marjana trzepie krzesła, dywany, a także szlafrok dziadzi i kurtkę tatusia. Służyć on także może do przetrzepania niektórych rozpustnych Chińczyków, co się ze wszystkiego śmieją. Proszę to sobie zapamiętać. Jest jeszcze trzcina gruba, z gałką srebrną u góry, na której się opiera dziadzio, kiedy idzie w pole. Nuci on sobie wtedy zazwyczaj piosneczki stare, bardzo stare i podkręca wąsa.
Dla młodych osób, w waszym wieku, moje panny, podpieranie się trzciną nie jest konieczne. Trzcina rośnie także nad naszym stawem, tam gdzie tatuś chodzi na polowanie na kaczki dzikie, z wyżłem swoim, Bekasem. Ta trzcina ma brunatne pałki, z których Julek umie robić bardzo ładne niedźwiedzie, wetknąwszy w pałkę cztery kijki zamiast nóg, a głowę zrobiwszy z chleba. Mówię wam, moje panny o tem, dlatego abyście spotkając takiego niedźwiedzia, nie myślały że to prawdziwy i nie uciekały. Chińczyk, ty nicdobrego! Czego się znów śmiejesz? Spotkanie się z niedźwiedziem wcale nie należy do rzeczy śmiesznych! Nie czytałeś chyba nigdy książki z podróżami z której mi Julek opowiadał o takiem spotkaniu. Zdaje mi się, że ja cię już niedługo ztąd wyrzucę. Patrz jak Nini grzecznie siedzi, albo Lili! Po oczkach jej widać że uważnie słucha! A ty co nieuku!
Cóżby tu jeszcze na T?
... Tomaszowa! Niania! Bardzo ją kocham! Ona mnie piastowała, gdy byłam malutką... ot, tak jak my, moje panny! Śliczne bajki opowiada! A co ich umie, to i nie policzyć! O zaklętej królewnie, o trzech braciach, ich było dwóch mądrych, a jeden głupi; o baranim kożuszku. Chińczyk! Czego się śmiejesz? Czego się za nogi trzymasz? Czy to jest przyzwoita pozycja na lekcji? Zaraz zapiszę w dzienniku! Gdzie pióro?... Chińczyk przez całą lekcję śmieje się i trzyma za nogi! Złe sprawowanie! pałka! tak! Masz teraz! Widzisz czegoś się doczekał!
Tomaszowa bardzo mnie też kocha. Jak robią sery, to mi zawsze daje twarożku. Ale twarożek! To także na T. Bardzo smaczny! Dostajemy go czasem do chleba na podwieczorek. Tomaszowa nosi dużą chustkę białą na głowie z haftowanym rogiem; mówi że to po krakowsku. Mnie zaś nazywa swoją trajkotką! Chińczyk! Znowu śmiechy? A to nie do wytrzymania! Do kąta! Godzinę będziesz tu z książkami w kącie stał, rozumiesz? A my moje panny do pudełka! Lekcja już skończona! Zaraz zapiszę stopnie: Mimi — piątkę! Lili — piątkę. Dobre sprawowanie.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Maria Konopnicka.