List otwarty (Korczak, 1905)

<<< Dane tekstu >>>
Autor Janusz Korczak
Tytuł List otwarty
Pochodzenie Koszałki Opałki
Wydawca Księgarnia Powszechna
Data wyd. 1905
Druk Piotr Laskauer i S-ka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
List otwarty.


Biedna panno Pcipci!

(Pcipci — zdrobniale od — Irena).
— Więc nie bawią już pani wycieczki, teatry amatorskie, ani reuniony?
Uuu, to źle.
A pani dusza jest już jak koks?
Uuu, to bardzo źle.
I zadaje sobie pani pytania, dlaczego i poco to wszystko?
Oj, panno Pcipci, jak to źle!
Nudzi się pani, panno Pcipci, i pragnie pani, bym cię wyleczył?
Spróbuję:
Znam człowieka, który ma nieznośną żonę, czworo nieznośnych dzieci, nieznośne zajęcie i nieznośnych zwierzchników. (Co prawda, wszyscy zwierzchnicy są nieznośni, i dlatego wyraz sam ma źródłosłów: zwierz).
A człowiek ów, mimo to wszystko, żyje, pracuje, a nawet — śmieje się czasem.
Jak to być może?
Wszyscy ludzie całego świata, a więc: aptekarze, chińczycy, hrabiowie, majtkowie okrętowi, panny na wydaniu, aktorzy, fabrykantki aniołków, adwokaci, dyrektorowie filharmonji, głupcy, aeronauci, ajenci od ubezpieczeń, karciarze, emancypantki, właściciele magazynów z gramofonami i cykliści — dzielą się na: zadowolonych z życia i niezadowolonych.
Co robić, aby należeć do grona ludzi, zadowolonych z życia?
Ów właśnie mój znajomy posiada ten rzadki dar, owoc rozumowań i pracy myślowej.
Gdy dzieciska darły się w niebogłosy, uniemożliwiając panu Michałowi ulubioną poobiednią drzemkę, pan Michał uśmiechał się błogo i szeptał:
— Jak to dobrze, że mam czworo dzieci, a nie — ośmioro.
Gdy żona narobiła panu Michałowi piekła: uśmiechał się pobłażliwie i myślał:
— A cobym ja robił, gdyby mi tak nagle zmartwychwstała teściowa?
Gdy żona wołała:
— Patrz, w jakich ja chodzę bucikach; patrz, jaki mam kapelusz nędzny: patrz, do czego podobny żakiet Mani i spodnie Kazia?!
Pan Michał uśmiechał się filuternie i prawił:
— Szczęście, że kobiety mają tylko dwie, a nie cztery nogi, że kapelusz nosi się tylko jeden, na głowie, że ludzie nie wymyślili, by na żakiecie jeszcze nosić jakiś kosztowny dodatek.
Miał słuszność pan Michał: gdyby natura obdarzyła wszystkie kobiety czterema nogami (dwie pary trzewików), to dwunoga uważaną by była za kalekę. A gdyby dnia pewnego król Edward ukazał się na wyścigach ze specjalnym kapelusikiem na nosie, to wszyscy mężczyźni, a zapewne i kobiety, prócz kapeluszów na głowie, nosiliby mniejsze kapelusiki na nosach. I wówczas śmieliby się z dzikusów, którzy kapeluszy na nosach nie noszą, a dziwaków, niechcących się poddać zwyczajowi, nie wpuszczalibyśmy do salonów; a może nawet aresztowali za obrazę przyzwoitości publicznej. Rzecz naturalna, wszystko to działoby się powoli, w ciągu dziesiątków lat.
Pan Michał cieszył się, że rok ma 365 dni, a nie 183, gdyż miałby dwa razy więcej imienin, święconych i choinek; że człowiek ma dwie dziurki w nosie, gdyż osiem dziurek wymagałoby cztery razy więcej tabaki; że siedzi w biurze tylko dwanaście godzin, a nie — dwadzieścia trzy i trzy kwadranse; że w mieszkaniu jego są tylko karaluchy, pluskwy, pchły i myszy, bo mogłyby być jeszcze szczury, żaby, pająki, aligatory, fortepianistki i śpiewacy.
— Jeżeli mały słowik ma taki duży głos, toć mogłoby być i tak, że, jakiś mały robaczek mógłby mieć głos Gasińskiego, albo specjalny aparat, pozwalający w nocy wygrywać gamy, jak Mania na pianinie.
Rozumie pani, Panno Pcipci?
Kiedy panią ogarnie owa beznadziejna nuda, pomyśl sobie pani:
— A gdyby mi tak koń odgryzł mój zgrabny nosek?
Niema w tem nic niemożliwego. Toż są na świecie konie. Toż niektóre konie są bardzo złośliwe. Ot, przechodzi pani obok konia. Koń odwraca się, nagle — mach! — krew, krzyk, zemdlenie, pomoc, korespondencja: «Niezmiernie smutny wypadek, lub: straszny cios dotknął rodzinę ogólnie szanowanego pana Z. Z. Córce jego, uroczej pannie Pcipci, królowej sezonu, koń odgryzł nos». I niema nosa.
Co pani na to, panno Pcipci?
Żali się pani na niewyrozumiałość ojca i gderliwość mamy?
Złośliwa natura mogłaby tak urządzić akt przynoszenia dzieci przez bociany, że panny Pcipcie mogłyby mieć po trzy — co mówię — po dwanaście par rodziców.
Żali się pani, że tak mało jest książek, które warto czytać?
Wiadomo pani, że mężczyzni, po dojściu do pełnoletności, muszą służyć w wojsku? A coby było, gdyby prawo nakazywało pannom czytać wszystkie powieści i poezje, pisane przez płodne nasze autorki?
Pani się zdaje, panno Pcipci, że jesteś egoistką, to znowu — że jesteś czułą i wrażliwą na wszelką niedolę i niesprawiedliwość?
Dusza ludzka, panno Pcipci, składa się z przedpokoju, buduaru, sypialni, salonu, stołowego pokoju, kuchni, spiżarni i tego wszystkiego, co nosi miano — wygód. Dusza ludzka, panno Pcipci, to mieszkanie z wszelkiemi wygodami. W buduarze się bawi, albo szuka wrażeń, w salonie się okazuje wdzięki ciała i umysłu, jedno i drugie w specjalnem oświetleniu i pod pudrem — a niema jeszcze ani w mieszkaniu, ani w duszy współczesnego człowieka — kącika dla myśli i uczuć. Czyż nie? Jest jadalnia, palarnia, sypialnia, czemu niema myślarni lub czuciarni?
Ma pani słuszność, panno Pcipci, że pani nie ma zaufania do współczesnej cywilizacji. Można ją lubić, tę naszą współczesną cywilizację, jak się lubi «cudowne» dziecko, można pokładać w niej duże nadzieje w przyszłości. Dobrze, że choć epileptyków nie palą już na stosach.
Tak panno Pcipci.
Może z czasem panny Pcipcie nie będą pannami Pcipciami. Nie będą potrzebowały uśmiechać się do poważnie myślących kawalerów i dobrze postawionych wdowców bezdzietnych.
Jest praca, panno Pcipci, ale o takich rzeczach do młodej panny pisać mi nie wypada. Więc nie myśl pani o pracy, tylko pociesz się myślą, że takich panien Pcipć jest bardzo wiele na świecie.
Łączę ukłony dla Mniamni (zdrobniale od — Janina) i dla Bdziubdzia (zdrobniale od Bolesław). Rodzicom rączki całuję.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Henryk Goldszmit.