<<< Dane tekstu >>>
Autor Anna Zahorska
Tytuł Marja Rodziewiczówna i jej dzieła
Wydawca Wydawnictwo Polskie R. Wegnera
Data wyd. 1931
Druk Concordia Sp. akc.
Miejsce wyd. Poznań
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
VI.

Kwestja społeczna u Rodziewiczówny zaledwie istnieje. Stawia pierwowzory patrjarchalnego porozumienia wsi z dworem, kiedy to książęta i hrabiowie są dobroczyńcami wsi, zaś wieś ich ubóstwia. Współżycie od prawieka niezamącone, pomimo, że „inni szatani byli tam czynni“. Kiedy Rodziewiczówna wchodzi w sferę arystokracji, czyni to nowocześnie. Nie widzi tam samych cnót i zasług. Wytyka tej sferze degenerację, zblazowanie, niespełnienie obowiązków obywatelskich i ludzkich, ciasny egoizm, płytkość i sybarytyzm. I ludzi tych wyciąga na jaśnię człowiek skromniejszego rodu, a większej wartości duchowej — Niemirycz, Grzymała. Rodziewiczówna ma dla arystokracji ostrza satyry, ale nie zwątpiła w nią, nie odsądziła od roli dziejowej, przeciwnie, kazała w niej szukać sił żywotnych i przypomnieć ciążący na niej obowiązek — pracy dla narodu. Komu wiele dano, od tego też wiele się wymaga.
Kiedy zwraca się do warstwy, stojącej na przeciwległym biegunie — do chłopa — czarnym węglem kreślić poczyna sylwetki. W „Hrywdzie“ dała obraz wsi tak ponury, jakiego nie dał ani Reymont, ani Zola w „Ziemi“, ani Blasco Ibanez w „Ziemiach przeklętych.“ Nienawiść, bunt, mord, ciemnota — oto potworny obraz tej wsi, obraz beznadziejny prawie. Chciwość ziemi i mienia, pijaństwo, brak uczciwości, kłótliwość i brutalność — oto cechy ludu poleskiego. Ze wzdrygnięciem do dna duszy pokazuje Rodziewiczówna, jak demoralizacja i zbydlęcenie starszych przechodzi na dzieci. Jeszcze raz ten obraz potwierdziła autorka krótkim szkicem „Hryc“ (w zbiorku nowel „Rupiecie“).
Ale kiedyindziej znajduje Rodziewiczówna wśród ludu i cnoty idylliczne i głębokie wyczucia. Wtedy jednak bierze chłopów indywidualnie — nie jako warstwę.
Zato polską szlachtę zaściankową, wierną Ojczyźnie, biorącą udział w ostatniem powstaniu, maluje Rodziewiczówna barwami ciepłemi i pięknemi. Niestety, dla poparcia tego żywiołu również mało się robi na kresach. A tymczasem już i Mickiewicz w zaścianku Dobrzyńskich, i Orzeszkowa w „Nad Niemnem“ w Bohatyrowiczach podnosili zalety tej warstwy.
Nie zajęła autorka żadnego stanowiska klasowego, bo nie apoteozowała warstw posiadających, nie chwaliła nigdzie bogactwa, nie zapalała do jego zdobywania i do walki o dobrobyt. W powieści „Na fali“ zdobyte złoto wydaje się „złego losu ostatniem szyderstwem“. Pieniądze pożądanemi są tylko wtedy, kiedy mogą uratować ziemię z rąk moskiewskich lub dopomóc nieszczęśliwym. Bohaterowie Rodziewiczówny są zupełnie bezinteresowni — odrzucają legaty i gratyfikacje, nie dbają o spadki, znoszą spokojnie krzywdę majątkową. Wobec takiej pogardy dla dóbr materjalnych — gdzież tu miejsce na walkę klas?
Rodziewiczówna widzi nędzę i nieszczęście i posiadane mienie jest dla niej zleconem zwyżej dziedzictwem dla rozporządzenia niem na korzyść cierpiących. Osobistym czynom miłości przypisuje wielkie znaczenie — widać to z pięknej postaci księdza Michała w „Ragnarök.“
Zna ona mrok posępnych zaułków i nor, gdzie lęgnie się ostateczna nędza, a na podłożu jej — zbrodnia. I kiedy ten mrok wylewa się czarną powodzią i dosięga progów, za któremi jest dobro i kultura, wydziera się jej na chwilę krzyk zwątpienia...
Bo jeżeli tam, na nizinach jest mrok, to nie brak go i na wyżynach społecznych. Strasznem oskarżeniem niekonsekwencji życiowej i hipokryzji naszego prawodawstwa jest „Joan VIII. 1—12“. Dzieje nieszczęśliwego Gedrasa, któremu marnują pokolei dwie żony, a potem — przybraną córkę, są odtworzone z ostrą śmiałością i nieustraszoną krańcowością w przeprowadzeniu problematu, jak u Zapolskiej.
Ciemnem jest też i tło tej powieści. Rodziewiczówna oskarżyła tu stosunki społeczne o krzywdę, dziejącą się kobiecie. W „Nieoswojonych ptakach“ poruszyła inną krzywdę kobiecą: nieszczęśliwe małżeństwo. Ale tu poniosło ją zbyt daleko współczucie: wywody krzykliwej Zarębianki są ryzykowne i nieostrożne, a żelazny upór Stankarowej świadczy przeciwko niej. Wogóle w tej książce i w „Ragnarök“ rzuca autorka niektóre zdania — nieprzemyślane i niezestrojone z ogólnym jej światopoglądem, które wolelibyśmy zapomnieć.
Zwolenniczką krańcowej emancypacji Rodziewiczówna nie jest: w „Kądzieli“ pozwala kobiecie wytrwałej i zdolnej uczyć się medycyny, ale każe jej wrócić do stron rodzinnych i tam pracować. Robi wyjątki, ale nie chce wytrącić kądzieli z rąk kobiety.
Jednem z zagadnień, które Rodziewiczównę interesowało — była twórczość artystyczna. W „Jerychonce“ powiedziała swoje zdanie. Uważała ją za misję wyższą, której trzeba nawet dążenie do szczęścia osobistego poświęcić. Rodziewiczówna wzrosła i tworzyła w okresie realizmu i naturalizmu, była współczesna Zapolskiej, Prusowi, Reymontowi, Sieroszewskiemu. Ale pomimo trafnych obserwacyj, zwłaszcza z kresów wschodnich (chociaż nie brak prawdy życiowej i w powieści na tle Małopolski — „Lew w sieci“) nie można jej nazwać pisarką ściśle realistyczną. Postacie jej siłą charakterów, wielkością cnót i ogromem poświęceń przerastają zwykłą miarę człowieka. Były niewątpliwie takie postacie wyjątkowe na kresach — ogień walk musiał je tak ukształtować — ale przeważnie są postawione jako pierwowzór do naśladowania, do którego się mamy dopiero dociągnąć. Takiem jest zadanie wszelkiej twórczości idealistycznej, a więc nie będącej tylko tępem, a bezcelowem kopjowaniem życia.
Ukazując nam wzory potężnych charakterów i nieugiętego hartu, Rodziewiczówna spełniła dzieło wychowawcze, nieocenione dla narodu. Pobudziła nas do wyrabiania w sobie tych cech — a wszak od wartości jednostek, od ich gatunku psychicznego i fizycznego zależy powodzenie w trudnej walce o byt wśród wrogich sąsiadów od wschodu i zachodu.
Założenie twórczości Rodziewiczówny nie jest realistyczne — dlatego wolno jej sobie pozwolić na jaskrawe przygody, na nadzwyczajne sytuacje, na to, co językiem nowoczesnym nazwalibyśmy „sensacyjnością,“ z tem zastrzeżeniem, że czasy powstania, a i obecne na kresach obfitują w tak awanturnicze zdarzenia, w tak nieprawdopodobne typy i historje, że ludziom bliższym zachodu może się to wydać czemś zbyt wybujałe egzotycznem. I wtedy odpowiedzialność za sensacyjność ponosi nie autorka, lecz rzeczywistość sama fantastyczniejsza, barwniejsza od wymysłu. Nieraz w powieściach swych jednak daje Rodziewiczówna przygody pełne rozmachu, romantyzmu, nieprawdopodobieństwa. Wolno jej to. Nie podpisała nigdzie cyrografu tępemu i ograniczonemu bożkowi realizmu, a że chciała współczesną sobie rzeczywistość rozszerzyć — my w naszem pokoleniu to wysoko ocenimy. I będziemy wdzięczni.
Kiedy chodzi o jakąś możliwość życiową jeszcze niewypróbowaną, pierwszego karkołomnego skoku próbuje artysta — dopiero idą za nim inni. Pierwej plan wyrysowany jest przez sztukę, potem — wykonywa budowę życie. Im śmielej rzutuje autor swe możliwości, tem więcej wyzwala w niem energji czynnej i rozmachu. Wtedy tworzy naprawdę, a nie biega z miarką za rzeczywistością, sprawdzając z niepokojem, czy jakiej nie uchybił proporcji. Sztuka prawdziwa idzie przed życiem, nie za niem. Dlatego twórczość fantastyczna i idealistyczna jest oznaką bogactwa duchowego epoki.
Kiedy Rodziewiczówna, czynem całego życia związana z walką o polskość na kresach wschodnich, opisywała swoją dzielnicę, zarzucano jej zaściankowość, aprobowano, że zaczęła rozglądać się po świecie całym. Tak pisze Brückner w II tomie literatury:

„Mogli więc pisarze zdradzać przyzwyczajenia, tło, treść prowincjonalną, mimo to znikła dawna zaściankowość, nawet taka Rodziewiczówna nie będzie przesiadywała tylko z Czertwanami pod Dewajtisem, jak swego czasu Orzeszkowa, lecz — mniejsza o to, z jakiem powodzeniem — rozglądnie się po całym świecie polskim.“

Za naszych czasów znaleziono na tę zaściankowość termin strawniejszy: regjonalizm. I to, co było poczytane Rodziewiczównie za defekt, będzie teraz zasługą. Literatura regjonalna przechowuje zabytki folklorystyczne i odrębności dzielnicowe — są one nie wadą, lecz bogactwem narodu. Rodziewiczówna ma w opisach ludu białorusko-ukraińskiego, ze swych okolic, na linji zetknięcia się dwóch szczepów ruskich nieskończoną ilość wiedzy folklorystycznej, przyrodniczej, krajoznawczej, a przytem oddaje oryginalny, „regjonalny“ ton tej dzielnicy. Nasza literatura regjonalna, zająwszy się Tetmajerem i Orkanem, Weyssenhoffem i Orzeszkową, nie będzie mogła pominąć Rodziewiczówny.
Wśród współczesnego chorobliwego zepsucia literatury, wśród geszefciarstwa wydawców z pod ciemnej gwiazdy, spekulujących na sensacyjność książek, powieści Rodziewiczówny, odznaczające się obok zdrowej tendencji i bujnością fabuły, powinny się znaleźć w tanich wydaniach i stać się karmią dla mas. Teraz, gdy tak skąpo jest pisarzy, owianych duchem chrześcijańskim, gdy literatura jest tak zdegenerowana i chora, pamiętajmy z wdzięcznością o autorce, która w czasach najcięższych wytrwała, służąc „ziemi i świątyni“.

KONIEC


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Anna Zahorska.