Matka Galicya do swej córy ziemi samborskiej

<<< Dane tekstu >>>
Autor Włodzimierz Zagórski
Tytuł Matka Galicya do swej córy ziemi samborskiej
Pochodzenie Z teki Chochlika. O zmierzchu i świcie
Wydawca F. H. Richter
Data wyd. 1881
Druk Drukarnia Ludowa
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


MATKA GALICYA
DO SWEJ CÓRY
ZIEMI SAMBORSKIEJ.

Niegrzeczne dziecię! Kto też budzi Mamę,
Gdy Mama spiąca chce zażywać wczasu?
Wybory pójdą sobie gładko same;
Czyś nie czytała artykułów Czasu,
Czyś nie słyszała co mówią Stańczyki
W jednastym roku swych eksperymentów?
Pocóż niewczesne hałasy i krzyki,
I jakiż cel twych żałośnych lamentów?

Patrz na braciszki twoje i siostrzyczki,
Jak spią w niemieckich spokojnie pieluszkach!
Uśmiechają się słodko ich twarzyczki,
Oparte lekko na miękkich poduszkach;
Liczka ich jasne i pogodne czołka,
Calungs-auflagi służą im za pierze,
I każda przytem ma swego aniołka
W swoim rodaku becyrksforsteherze.


Ja ci powiadam, że czas nie daleki,
Gdy dożyjemy rzeczy nadzwyczajnej,
I będą Polskę stawiać Benedeki,
Kriegi, Sachery, Breindle, Hammersteiny,
Dlatego trzeba dzisiaj rogi schować,
Nie drażnić Rządu, w pracę się nie bawić,
Bo Benedeki, nim zaczną budować,
Gotowe jeszcze wpierw Polskę zakrwawić!

Lecz nim się spełnią te dziejowe fakta,
O których tylko wie prorok Dziennika,
Odłóżmy opór niewczesny ad acta,
I jak nam trzeźwa każe polityka,
Spieszmy potulni do jatek nad Ister,
Wyniósłszy żale z serc wszystkich i kwasy,
Bo tak chce Anioł-Stróż: Rodak-minister,
Tudzież Aniołki niższej dyet klasy.

Ty dziecię mówisz, że żadna dziś praca
Nasza — owocu nam przynieść nie może,
Bo Niemiec w niwec każdy trud nasz zwraca,
I co uszyje Lwów, to Wiedeń porze;
Lecz to fałsz dziecię! Ściśnięci obrożem
Na lat dziesięciu dziś patrząc mozołę,
Że jest skuteczną, z dumą rzec to możem;
— „Wszak założyliśmy garncarską szkołę!“

Nie patrz więc w przyszłość okiem tak ponurem,
Zwolna odzyszczem dawne stanowisko;
Synowie nasi usiędą „pod Jurem“
Z garnkiem, i dzbankiem, i rynką, i miską

Własnej roboty. — Garncarz z zagranicy
Nie będzie mógł nam robić konkurencyi,
Bo polski dzbanek chodzi do krynicy
Chociaż mu nawet kto ucho ukręci.

10. 9. 1876.


Wiersz ten napisany został z powodu wrzawy t. z. trzeźwych polityków, przeciwko programowi Samborzan, którzy w chwili ogólnej apatyi, starali się zagrzewać kraj do rzetelnej organicznej pracy wewnętrznej i samodzielniejszej polityki w Radzie państwa.

Czyś nie słyszała co mówią Stańczyki
W jednastym roku swych eksperymentów.

Alluzya do artykułu Przeglądu Polskiego p. n. „Po dziesięciu latach“, w którym autor (p. hr. Tarnowski) stwierdziwszy, iż stronnictwo krakowskie, po dziesięciu latach wysługiwania się rządowi, żadnych dla kraju nie zdobyło korzyści, dowodzi, iż quand même dalej trwać należy na tej drodze.

Calungsauflagi służą im za pierze.

Calungsauflagami nazywają w Austryi nakazy płatnicze.

W swoim rodaku becyrksforsteherze.

Becyrksforsteher, tyle co naczelnik powiatu.

I będą Polskę stawiać Benedeki,
Kriegi, Sachery, Breindle, Hammersteiny.

Austryaccy wojskowi i urzędnicy, których nazwiska krwawo zapisane są w dziejach Galicyi.

Bo tak chce Anioł Stróż: Rodak-Minister.

Hasłem podówczas „Gwiazd“ naszych było, że nie należy rządowi przysparzać kłopotów żadnemi reform żądaniami, aby mu pozostawić wolne ręce do akcyi na zewnątrz, po której sobie cuda obiecywano.

Na lat dziesięciu dziś patrząc mozołę itd.

Alluzya do współczesnego czyjegoś przemówienia, czy też dziennikarskiego artykułu.

Synowie nasi usiędą „pod Jurem“.

„Pod Jurem“, miejsce we Lwowie, gdzie się odbywają jarmarki.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Włodzimierz Zagórski.