<<< Dane tekstu >>>
Autor Arnaut de Carcasses
Tytuł Nowella
Pochodzenie Obraz literatury powszechnej
Redaktor Piotr Chmielowski,
Edward Grabowski
Wydawca Teodor Paprocki i S-ka
Data wyd. 1895
Druk Drukarnia Związkowa w Krakowie
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Edward Porębowicz
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron

Nowella.

W ogrodzie, za wysokim murem,
Taka raz wiodła się rozmowa,
Jak tu powtórzę wam do słowa:
Z dalekich stron w godności posła
Papuga pokłon damie niosła,
Mówiąc tak: "Pani, Bóg cię strzeż,
Poselstwo moje mile bierz,
Po co zleciałam w tę zagrodę:
— Śród ziemskich najgrzeczniejszy włości
Rycerz, dóbr pełen i zacności,
Antyfanor, królewskie dziecię,
Co dla was lance kruszył w świecie,
Przeze mnie pokłon tu przynosi
Stokrotny i o miłość prosi,
Gdyż bez niej nie wyleczy się
Z niemocy serca, w której schnie.
Ja zaś przyczynę dodam inną,
Dlaczego mu się litość winno:
Bez ciebie raczej skonać życzy,
Niźli żyć z drugą, choć w słodyczy“. —
— „Mój ty łaskawy przyjacielu,
Jak śmiałeś przyjść tu w takim celu?“
(Tak na to pani się uniosła).
„Jaki to, proszę, mędrek z posła!
Czyś widział waszmość której pory,
Bym oddawała me fawory
Chrześcianinowi? Jako żywo,
Wybrałeś wasze drogę krzywą.
Ale że poseł tak dorzeczny,
Może przede mną tu bezpieczny
Mówić, co zechce, bez bojaźni,
Że dozna klatki albo kaźni;
Choć skaraćby się należało
Za mowę dziwną i zuchwałą
I za namowę zbyt szaloną“. —
— „Pani, łatwiej się dziwić pono,
Że z własnej go nie kochasz chęci“. —
— „Papugo, miej to na pamięci,
Że ukochanym moim wciąż
Jest najgodniejszy“. — „Któż?“ — — „Mój mąż“. —
— Nigdy o mężu nie słyszano,
By nosił takie cenne miano.
Jego powinnaś kochać głośno,
Lecz skrycie tego, co miłośną
Niemocą tak się w sobie łamie
I dla cię nędznie mrze - nie kłamię“.
— „Aj, jaki z waści mówca gładki!
Gdyby-ć rycerskiej nie brak szpadki,
Umiałbyś prosić, - na mą duszę,
Mimo to jednak spytać muszę,
Dlaczego mam popełniać zbrodnię
I sprzeniewierzać się niegodnie.
Gdym ślubowała wytrwać w wierze?“ —
— „Pani, coś powiem ci w tej mierze:
Miłość przysięgi spędza z pola,
Za pożądaniem idzie wola“. —
— „Dobrze powiadasz, na Bóg miły,
Lecz racye moje zwyciężyły.
Ja męża mego nad świat cenię
I wiary mojej mu nie zmienię,
Ani innego chcę kochanka.
Proszę!... zuchwała to zachcianka
Żądać, wbrew sercu bym kochała“. —
— „Ni to zachcianka, ni zuchwała;
Niech-no twój gniew się udobrucha,
Chciej moim racyom podać ucha.
Zobaczysz, jak, gdy je wyłożę,
Rozkochasz się w Antyfanorze.
Ptakiem rozsądnym, a nie chłystkiem
Jestem: wiem, że mąż przedewszystkiem;
Lecz po nim ten, co dla cię gore
I mrze...
Cóż zyszczesz, gdy Antyfanora
Przez cię miłosna zdusi zmora?
Miłości bóg i bogi Cnoty
Tej nie pochwalą ci roboty;
Ja sam przekleństwa wszystkie zwołam,
Jeśli namówić nie podołam,
Abyś odparła mu przeze mnie,
Że go pokochać chcesz wzajemnie“. —
— „Papugo, niech mi Bóg da zdrowie,
Zdumienia mego nie wysłowię,

Że tak rozprawiać umiesz grzecznie.
Skoro więc prosisz już koniecznie,
Idź, powiedz mu, że mię nakłania
Do wzajemności bóg Kochania.
Odprawę daję-ć: pośpiesz żwawo,
Tę mu odpowiedź nieś łaskawą:
Że przez rozsądne twe orędzie
Przychylność moją wnet posiędzie;
I to mu donieś prócz pokłonu,
Że nie opuszczę go do skonu,
Skoro już chce mię kochać tak.
A jako ślubów moich znak
Ten pierścień nieś i ten roboty
Przedziwnej łańcuch szczerozłoty.
Kiedybądź widzieć mię zechcecie,
Zawsze w tym gaju mię znajdziecie“. —
— „Pani, niech mię tak Bóg powstydzi,
Rzadko się w świecie dary widzi
Wypracowane tak misternie.
Ja panu je doniosę wiernie.
A że masz takie oczy hoże,
Wraz ukłon mu kazany złożę.
Pani, jeśli Bóg, co nie błądzi,
Antyfanora ci przysądzi,
Jako że w nim nie mieszka zdrada,
Za rok mu jeszcze będziesz rada“. —
Na tem rozmowa się urwała,
Poczem papuga, nader dbała
O dobro pana oraz damy,
Wzleciawszy za ogrodu bramy,
Przebywszy drogę w jednym pędzie,
Opowiadała swe orędzie,
Mówiąc: — „Podobno takiej drugiéj
Nie widział w świecie nikt papugi,
Aby wierniejsza, bardziej dbała,
O pańskie dobro się troskała.
Wleciałam do ogrodu chyłkiem,
Bojąc się, aby ktoś, zatyłkiem
Podszedłszy, nie wziął do niewoli...
Źle wyglądałabym w tej roli.
Znalazłam ją śród zieloności,
Złożyłam twojej hołd miłości.
Pierścień przysyła i roboty
Przedziwnej łańcuch szczerozłoty
W zakład przyjaźni i kochania.
Mówiła: Niech go Bóg osłania,
Darzy bogactwy całe życie. —
Lecz teraz nie wiem, jakby skrycie
Do owej przekraść się zagrody
Tak, by się nie nabawić szkody.
Na sercu mi ten kłopot leży...
Ot co: podpalę dach na wieży;
Gdy mury będą ogniem żarte,
Pan wtedy wejdź przez drzwi otwarte
I w pęd do pani swej pocwałuj,
Uściśnij czułe i ucałuj“. —
Więc Antyfanor rzecze: — „Żwawo!
Do pani naprzód idź z tą sprawą
I spytaj, sługo mój kochany,
Czyli się zgodzi na twe plany“. —
Potem rozeszli się; papuga,
Jako żarliwy, wierny sługa,
Z tą ambasadą znów miłosną
Pogonił: damę zszedł pod sosną;
Więc, podleciawszy ku drzewinie,
Tak ją pozdrowił w swej łacinie:
— „Pani, niechaj bóg twojej wiary
Wypełnia wszystkie twe zamiary
I szczęście korcem ci odmierza,
Byleś swojego hołd rycerza
Przyjęła i tak doń zechciała
Pałać miłością, jak on pała,
Bez nagany i bez pochyby“. —
— „Papugo“ — rzekła pani, — „gdyby
Mój Bóg tak łaski mi nie skąpił,
Izby mi cały świat odstąpił,
Wszystkobym oddać była skora
Za miłą chęć Antyfanora.
Ale ten ogród jest strzeżony,
Warty czatują z każdej strony
Od zmierzchu aż do wschodu słońca,
A noc marudna nie ma końca“. —
— „I nie znasz pani rady żadnéj?“ —
— „Ha! nie, i nie dziw, gdy tak radny
Poseł wymyślić nie nie może“. —
— „I owszem, słuchaj, jak ułożę:
Teraz do pana zwrócę loty,
Który z miłosnej schnie tęsknoty.
W noc się dzisiejszą z nim wyprawię,
Jego u muru pozostawię,
A sam, przyniósłszy greckie świéce,
Jeżeli zgodzisz się, dzwonnicę
Podpalę niemi i dach wieży;
Pożar w momencie się rozszerzy,
Grozę i popłoch wraz zażegnie,
Kto żyw — ratować gmach pobiegnie.

A gdy tak będzie płonąć wieża,
Przez bramę wpuścisz tu rycerza.
Jeśli-ć podoba się ta rada,
Na pośmiech zazdrośnego dziada,
Zaprowadziwszy do komnatek,
Rozkoszy zaznasz z nim dostatek“. —
A na to pani: — „Wyśmienicie!
Uczyńże, coś tu rzekł, a skrycie“. —
Papuga, nie hamując lotów,
Goni: już Antyfanor gotów
Czeka siedzący na rumaku,
W pancerzu swoim i szyszaku;
W stalowy blach zakute nogi,
U pięt kolczaste lśnią ostrogi,
Powleka się od boku szpada.
Papuga staje i powiada:
— „Panie mój, dzięki mej pomocy,
Dzisiejszej jeszcze ujrzysz nocy
Tę, co nad wszystko jest ci miła.
Ona to właśnie mię przysyła,
Prosząc, w godzinę byś szczęśliwą
Na koniu do niej jechał żywo.
Ostrożnym jednak być wypada:
Niechaj nikt tropów nie wybada,
Ani się w świecie człek domyśli,
(Chyba zgadując) co się kréśli.
By dopisały nasze plany,
Rondel potrzebny nam blaszany
Na ogień grecki: niech pan każe,
By mi go dali ludwisarze“. —
Już się wybrali; szybko bieżą,
Dobrze noc — pod zamkową wieżą.
Z wieży straż czuwa, aż zaświta:
Ta chodzi, a ta hasła pyta.
Przetrwają tak do wschodu słońca,
A noc marudna nie ma końca.
Więc Antyfanor z konia zsiada
I na murawie zbroję składa:
Cały rynsztunek, prócz pałasza,
Z którym się zawsze wiernie nasza.
Lecz i ten - wierzcie mi - zbyteczny,
Tak przed hazardem jest bezpieczny.
Pod ścianę więc nieustraszony
Podszedł; papuga z drugiej strony,
Podłożyć ogień, bo już pora.
Mądry ptak ogród zleciał wokół,
Obaczył panią i jak sokół
U samych stóp jej siadł na ziemi,
Poczem się ozwał słowy temi:
— „Pan mój, wyzuty z twardej zbroi,
Już tam przy wielkiej bramie stoi.
Wpuść go i nie chciej z nim się drożyć.
Ja śpieszę ogień mój podłożyć“. —
— „Papugo, widzę“ — pani rzecze, —
„Że się umiałaś stawić w słowie.
Jam klucze bram wykradła świeżo:
Patrz, oto na wezgłowiu leżą;
Na zamek śpiesz podłożyć głownie.
W życiu nie pomnę, aby równie
Zmyślnie sprawiła się papuga:
Nie żyje taka w świecie druga“. —
Papuga skrycie, ale śmiało,
Zakłada ogień pod powałą.
Płomień na cztery buchnął rogi.
Zewsząd okrzyki słychać trwogi:
„Gore!“ Służba tam i napowrót....
Pani tymczasem prosto do wrót;
Strażom na wielki wstyd, jak sądzę,
Podniosła rygle i wrzeciądze.
Wszedł Antyfanor do ogrodu.
A ludzka mowa tu nie może
Wydać, jak czuli się szczęśliwi,
Ni kto z nich rozkosz tę czuł żywiéj
Tak się obojgu — myślę — marzy,
Że są śród rajskich wirydarzy.
Ogień tymczasem ugaszono:
Więc Antyfanor, tknięt do żywa,
Tak się do damy swej odzywa:
— „Pani ma, co mi każesz robić?“ —
— „Panie, tak męstwo swe sposobić,
Ażebyś po grobowe głazy
Zawsze je miał na swe rozkazy“. —
Antyfanor po znanym szlaku
Odjechał szybko na rumaku.

Tak mówi Arnaut z Karkasony,
Nie jedną pieśnią już wsławiony,
A zwłaszcza przeciw takim mężom,
Którzy przez zazdrość żony więżą.

(Edward Porębowicz).


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Arnaut de Carcasses i tłumacza: Edward Porębowicz.