Odeszła (Czechow, 1926)

<<< Dane tekstu >>>
Autor Anton Czechow
Tytuł Odeszła
Pochodzenie Partja winta
Wydawca Towarzystwo Wydawnicze „Rój”
Data wyd. 1926
Druk Sp. Akc. Zakł. Graf. „Drukarnia Polska“
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Mieczysław Birnbaum
Tytuł orygin. Ушла
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały zbiór
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
Odeszła.

Zjedli obiad. W okolicach żołądka czuli jakieś nieokreślone uczucie rozkoszy, usta miały nieprzepartą chęć ziewania, oczy poczęły się zwężać przed słodką drzemką. Mąż zapalił cygaro, zaciągnął się dymem i rozparł się na kanapce. Żona siadła u wezgłowia i zaczęła pomrukiwać, jak kociak... oboje byli szczęśliwi.
— Opowiedz mi coś... — ziewnął mąż.
— Coby ci opowiedzieć? Hm... A, racja, tak... Słyszałeś? Sophie Okurkowowa wyszła za mąż za tego, jakże go... za von Trauba. Skandal!
— Czemuż skandal?
— Przecież Traub — to łajdak! Taki podły, wyzuty z sumienia. Bez zasad! Potwór moralny! Zarządzał dobrami hrabiego — wzbogacił się, teraz jest urzędnikiem na kolei — kradnie. Ograbił siostrę. Zwykła szuja i złodziej. Czy za takiego człowieka wychodzi się wogóle zamąż? Nie mogę wyjść z podziwu.
Taka porządna panienka i... masz ci los! Za nic na świecie nie wyszłabym za takie indywiduum. Gdyby był nawet miljonerem! Gdyby był nawet piękny, jak nie wiem co, plunęłabym na niego. Wprost wyobrazić sobie nie mogę męża — łajdaka!
Zerwawszy się z miejsca, zarumieniona, oburzona do żywego, żona przeszła się po pokoju. Oczki ciskały błyskawice. Szczerość wybuchu nie ulegała wątpliwości.
— Ten Traub — to potwór! Po stokroć głupie i bezwstydne są kobiety, wychodzące zamąż za takich panów!
— Teek... Tybyś oczywiście nie wyszła... Mteek... No, a jakbyś się teraz dowiedziała, że i ja jestem łajdaczyna? Cobyś zrobiła?
— Ja? Porzuciłabym cię. Nie zostałabym z tobą ani przez jedną chwilkę! Mogę kochać tylko uczciwego człowieka! Żebym się tylko dowiedziała, że masz na sumieniu chociaż setną część tego, co nabroił Traub, ja... w tej chwili! Adieu!
— Teek... Hm... Ktoby to pomyślał, żeś ty taka... Nic o tem nie wiedziałem. Ha, ha, ha! Kobietka kłamie i nie zarumieni się nawet!
— Nigdy nie kłamię! Proszę no tylko sprobować i zrobić jakieś łajdactwo, wtedy zobaczymy.
— Poco mam probować? Przecież sama wiesz najlepiej... Jestem lepszy numer od twego tam von Trauba!... Gdyby tak porównać, to Traub okazałby się pospolitym kieszonkowym złodziejaszkiem. Jesteś zdumiona? Dziwne... (Pauza). Jaką mam pensję?
— Trzy tysiące rocznie.
— A ile kosztuje kolja, którą ci kupiłem przed tygodniem? Dwa tysiące... A może nie? Wczorajsza suknia pięćset. Willa dwa tysiące... Ha, ha, ha... Wczoraj twój ojczulek wyłudził odemnie tysiąc...
— Ależ Pierre! Masz przecież dochody uboczne...
— Konie, lekarz domowy, rachunki modniarek. Przed trzema dniami przegrałaś sto rubli w stukułkę.
Mąż wstał. Podparł głowę dłonią i wygłosił długi akt oskarżenia. Podchodząc do biurka przedstawił żonie kilka dowodów rzeczowych.
— Przekonałaś się teraz, najdroższa, że twój von Traub — to wierutne głupstwo, a w porównaniu ze mną drobny, kieszonkowy złodziejaszek. Żegnam. Idź i na przyszłość zechciej być oględniejszą w wydawaniu sądów.
Skończyłem. Może z kolei czytelnik zapyta:
— Ale ona przecież odeszła od męża?
Tak odeszła, ale... do przyległego pokoju.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Anton Czechow i tłumacza: Mieczysław Birnbaum.