Pamiętnik chłopca/Handlarz

<<< Dane tekstu >>>
Autor Edmund de Amicis
Tytuł Pamiętnik chłopca
Podtytuł Książka dla dzieci
Wydawca Księgarnia Teodora Paprockiego i Spółki
Data wyd. 1890
Druk Emil Skiwski
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Maria Obrąpalska
Tytuł orygin. Cuore
Źródło Skany na Commons
Inne Cały grudzień
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
HANDLARZ.
1, środa.

Mój ojciec chce, abym każdego dnia, gdy w szkole niéma nauki, zapraszał do siebie jednego z towarzyszy, albo sam szedł do niego w odwiedziny, a to dlatego, by powoli ze wszystkimi bliżej się zapoznać i zaprzyjaźnić. W niedzielę pójdę na przechadzkę z Wotinim, z tym, co to się tak pięknie ubiera, i tak się muska i otrzepuje, i tak bardzo zazdrości Derossiemu. Dziś, natomiast, przyszedł do mnie do domu Garoffi, ten długi i chudy, z krogulczym nosem, z małemi, przenikliwemi oczkami, które latają na wszystkie strony, jakby chciały wszystko wyszperać i przejrzeć. Jest on synem pewnego aptekarza. Oryginał to osobliwy. Wiecznie liczy soldy, które ma w kieszeni, a liczy szybko, szybko na palcach i wszelkie rachunki robi w lot, odrazu, bez pomocy pitagoresowéj tabelki. A zbieraż on grosze, oj, zbiera! Już ma książeczkę kasy oszczędności. Ręczę, nie wyda nigdy ani solda; a jeżeli mu upadnie choć grosik pod ławkę, gotów go szukać przez cały tydzień. Naśladuje sroki — jak powiada Derossi. Cokolwiek znajdzie: stare pióra, marki pocztowe używane, szpilki, ogarki ze świec — wszystko chowa. Od dwóch lat zbiera marki pocztowe i ma już ich całe setki, z różnych krajów, w wielkim albumie, który następnie sprzeda księgarzowi, gdy go całkiem zapełni. Tymczasem zaś księgarz daje mu darmo kajety za to, iż wielu chłopców przyprowadza do jego sklepu. W szkole handluje ciągle, codzień urządza sprzedaże, loterye, zamiany; potem żałuje, że się mieniał, i chce napowrót odbierać swoje rzeczy; kupuje za dwa, a sprzedaje za cztery; gra w pióra i nigdy nie przegra; odprzedaje stare dzienniki na bibułę do sklepów i ma książeczkę z białego papieru, gdzie wpisuje swoje interesa, pełną dodawań i odejmowań. W szkole przykłada się tylko do nauki rachunków, a jeżeli wzdycha do medalu, to jedynie dlatego, aby mieć wstęp darmo do teatru maryonetek. Mnie się on podoba, mnie on bawi. Podczas jego odwiedzin bawiliśmy się w kupca z wagami. On zna cenę prawdziwą każdej rzeczy, zna się na wadze, a zawiniątka z papieru robi tak zgrabnie i prędko, jak w sklepie. Powiada, że skoro tylko szkoły ukończy, zaraz założy sklep, założy handel nowy, wymyślony przez niego. Był niezmiernie ucieszony, żem mu dał kilka zagranicznych marek, i powiedział mi dokładnie, po ile się każda sprzedaje do zbioru marek. Mój ojciec, udając, że czyta gazetę, słuchał go i uśmiechał się nieznacznie. Kieszenie jego, które zakrywa długim, czarnym płaszczem, są wiecznie wypchane owym drobnym towarem; sam zaś ciągle zamyślony i zajęty, jak prawdziwy kupiec. Lecz to, do czego największą przywiązuje cenę, to jego zbiór marek; są one jego skarbem, o nich zawsze mówi, — zdawałoby się, że los jego, że szczęście jest od nich zależne. Towarzysze zowią go skąpcem, lichwiarzem. Ja, bo nie wiem, Lubię go, — uczy mnie wielu rzeczy, mówi jak człowiek dorosły. Koretti, syn handlarza drzewem, powiada, iż on nie oddałby swoich marek nawet dla uratowania życia własnéj matce. Mój ojciec tak nie myśli. „Z wydaniem sądu o nim jeszcze się wstrzymaj — powiedział; — ma on wprawdzie tę namiętność, ale ma i serce.“



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Edmondo De Amicis i tłumacza: Maria Obrąpalska.