Pieśń o starym żeglarzu/Część druga

<<< Dane tekstu >>>
Autor Samuel Taylor Coleridge
Tytuł Pieśń o starym żeglarzu
Część druga
Pochodzenie Poeci angielscy
Wydawca Księgarnia H. Antenberga
Data wydania 1907
Druk W. L. Anczyc i S-ka
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Jan Kasprowicz
Źródło Skany na Commons
Inne Cały poemat
Pobierz jako: Pobierz Cały poemat jako ePub Pobierz Cały poemat jako PDF Pobierz Cały poemat jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
CZĘŚĆ DRUGA.

«Po prawej już z odmętu fal
Wstawało słonko boże,
I poprzez mgły chyliło się,
By z lewej zapaść w morze.


Na tyłach wiatr z południa wiał,
Lecz ptak się już nie waży,

Na majtka krzyk nie leci w mig
Po jadło z rąk żeglarzy.


Piekielny-m ja popełnił czyn,
Druhowie złorzeczyli,
Że zginął ptak, co na nasz szlak
Dał dobry wiatr w złej chwili.
«Tyś łotr i cham! On przywiódł nam
Szczęśliwy wiatr w złej chwili».


Drużyna okrętowa powstaje przeciwko żeglarzowi, że zabił ptaka, który im przyniósł szczęście.

Nad morza toń, jak boża skroń
Jawi się słońce złote:
«Padł z rąk twych ptak, co na nasz szlak
Zwiał» — rzekli — «mgłę i słotę.
Wygodził nam, że zabił sam
Ptaka, co przyniósł słotę».


Ale gdy mgły się rozwiały, byli takimi samymi, jak on, i stali się wspólnikami jego zbrodni.

Wiatr dobry dmie, w pian srebrnej mgle
Swobodnie okręt płynie;
My z ludzi snać pierwsza tu brać
Na cichej tej głębinie.


Wiatr przyjazny wieje dalej. Okręt wypływa na Ocean Spokojny, żeglując w kierunku północnym, dosięga równika.

Wiatr przestał dąć: ha! smutno wkrąg,
I żagle smutnie wiszą:
«Mówże ty, mów! Trzeba nam słów,
Bo strach z tą morską ciszą».


Naraz okręt ogarnia cisza.

Niebieski strop, jak w żarach miedź,
A słońca twarz płonąca
Rozkrwawia się nad masztem wprost,
Nie większa od miesiąca.


Tak dzień po dniu bez wiatrów tchu,
Bez ruchu myśmy stali,
Jak malowany statku wzór
Na malowanej fali.


Gdzie wzrok twój padł, tam wody świat,
A łódź się w ogień zmienia —
Wody był świat, gdzie wzrok twój padł,
A człowiek marł z pragnienia.


Następuje pomszczenie albatrosa.

I morza głąb’ snać gniła już!
O, Chryste! cóż się stanie?
Mulisty płaz leniwie lazł
Po mulnym oceanie.


A wśród tych mąk, gdzieś spojrzał, wkrąg
Ognie umarłych płoną:
Widziałeś toń, jak olej wiedźm,
Niebieska, białą, zieloną.


A w naszych snach, nieszczęścia duch
Głuchemi straszył słowy,
Że nas na dziewięć sążni w głąb
Od strefy gna śniegowej.


Towarzyszył im jakiś duch; jeden z tych niewidzialnych mieszkańców naszego planety, nie pochodzących ani od dusz ani od aniołów; o czem dowiedzieć się można u Żydowina Józefa i u konstantynopolskiego platończyka Michała Psellusa. Duchów tych jest mnoga liczba i niema lądu ani morza, gdzieby nie było z nich jednego lub więcej.

U wszystkich nas wyschnięta krtań,
I język już bez władzy,
Zamarł już głos, jakby nam kto
Nasypał w gardziel sadzy.


Ach! co za wzrok mi każdy śle
I jak się do mnie zbliża!

W rozpaczy swej załoga okrętowa chce całą winę zwalić na starego żeglarza i na znak tego zawiesza mu na szyi zabitego albatrosa.

I na mym karku zawisł wraz
Albatros, zamiast krzyża».







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Samuel Taylor Coleridge i tłumacza: Jan Kasprowicz.