Polesie (Ossendowski, 1934)/Żłobienie duszy

<<< Dane tekstu >>>
Autor Ferdynand Ossendowski
Tytuł Polesie
Pochodzenie Cuda Polski
Wydawca Wydawnictwo Polskie R. Wegner
Data wyd. 1934
Druk Zakłady Graficzne Bibljoteki Polskiej w Bydgoszczy
Miejsce wyd. Poznań
Ilustrator wielu autorów
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


ROZDZIAŁ JEDENASTY
ŻŁOBIENIE DUSZY

Dawny urok polskości i nowe dowody myśli twórczej i demokratycznej żłobią duszę ludności poleskiej, tak długo trzymanej w ciemnocie przez urzędników rosyjskich i zatruwanej wrogą dla Polski propagandą carskiego systemu, a po nim — w równym, a może w większym jeszcze i aktywniejszym nawet stopniu — przez rząd sowiecki. — Na Polesiu po traktacie ryskim działały różne, skierowane przeciwko Polsce siły zewnętrzne i wewnętrzne. Pierwsze miały swe źródła w Moskwie, Mińsku i Kijowie, skąd napływały judzące, podstępne rady i podszepty, budzące nienawiść i chęć do działań szybkich i nieprzemyślanych, jak naprzykład — kilkuletnia „działalność“ band dywersyjnych, złożonych z naiwnych chłopów poleskich, podburzanych przez komunistów.
Drugie czaiły się na samem Polesiu; one to po naszem zwycięstwie w polsko-bolszewickiej wojnie, chyłkiem weszły w granice Rzeczypospolitej. Składała się na nie nieuczciwa agitacja monarchistów rosyjskich — popów, nauczycieli i dawnych urzędników carskich.
Ta wywrotowa działalność budziła w Poleszukach odwieczną żądzę posiadania „całej ziemi“, żądzę — najgorętszą a wspólną wszystkim oraczom świata. Złudy i oszukańcze hasła, idące od wschodu, obliczone były na nieodporność Polaków. W Moskwie i Kijowie liczono na to, że ciągłe zamieszki wewnątrz kraju, utarczki pograniczne, sprzeciwy rozkazom władz i nieustająca partyzancka wojna domowa zohydzą Polakom ten niespokojny, ubogi, anarchicznie nastrojony kraj i zmuszą ich do dobrowolnego wycofania się z jego moczarów, rzek i puszcz. Nie wiedzieli jednak komisarze Lenina, Trockiego i Stalina, że naczelny wódz, marszałek Józef Piłsudski, z całą ścisłością i rozwagą stratega i męża stanu ocenił znaczenie Polesia dla obrony ojczyzny i jej dobrobytu. Polska przetrwała ciężki, drażniący okres dywersyjny, nie wycofała się z dorzecza Prypeci, przeciwnie — wzmocniła tam swoje placówki na wszystkich polach odbudowy państwa, którego częścią składową pozostać musi Polesie — i rozpoczęła szeroką, planową pracę cywilizacyjną.
Do pierwszego wyłomu w stosunkach polsko-poleskich przyczyniła się poniekąd właściwość naszego charakteru narodowego, szczególnie jednak tolerancja i wrodzony demokratyzm w najszerszem tego pojęcia znaczeniu. Cechy te Poleszucy poznali, zrozumieli i odczuli.
Istotnie — ludność Polesia pozostaje niczem nieskrępowaną w dawnych tradycjach, swobodnie się oddając swemu kultowi religijnemu, władając tem i samemi hałami, lasem i ziemią rolną, trudniąc się, jak to czyniła przed rokiem 1920-ym, rybołówstwem, łowiectwem, bartnictwem i wyzyskiwaniem bogactw leśnych. Miejscowe władze polskie stopniowo tylko i bardzo ostrożnie stosują przepisy gospodarki racjonalnej w kraju, rozumiejąc, że lud poleski, utrzymywany przez urzędników rosyjskich i służalczych popów w stanie półdzikim, nie może nagle zmienić zwyczajów i planu życiowego ludzi niemal zupełnie pierwotnych. Po kilku latach niespokojnych, niezmiernie ciężkich, komplikujących sytuację, przyszło pierwsze otrzeźwienie, pierwsza zdrowa myśl o szkodliwości podszeptów i „nawietów“, płynących spoza kordonu. Cisza zaległa wkońcu leśno-bagienny kraj, nad którym kwilą setki jastrzębi drapieżnych, jęczą niezliczone rybitwy, a nad puszczą klekocą krążące pod szaremi chmurami orły potężne. Tę ciszę wykorzystała Polska szybko i radykalnie, chociaż trudny i był dostęp do Poleszuków. Nie znali oni jeszcze mowy polskiej, niepiśmienni byli i rozpaczliwie bierni. Ani żywe, ani też drukowane słowo nie mogło dotrzeć do ukrytych wśród „nietr“ chutorów i wiosek, zaczajonych w otoku topieli. W tak zawiłej sprawie przyszło z pomocą wojsko i kształcące przeszkolenie wojskowe.
Już sama podróż z rodzimych podmokłych hałów i olosów, z których nigdy przedtem Poleszuk się nie wynurzał, do pobliskiego miasta poborowego, a potem — do miejsca przydziału, wstrząsa całą istotą leśnego i wodnego człowieka. Pobyt w mieście polskiem, kipiącem nieznanym Poleszukowi ruchem i wytężoną a całkiem nową i nigdy niewidzianą pracą, pogłębia ten pierwszy wstrząs moralno-psychiczny i wychowawczy. Doskonałe warunki służby i panujące w wojsku stosunki czynią, że Poleszuk prędzej od innych żołnierzy niepolskiej narodowości zupełnie się oswaja, zaczyna mówić po polsku, ze zdumieniem a nieraz ze szczerem oburzeniem spostrzega głębię nikczemności fałszywych pogłosek i oszczerstw, przeciwko Polsce przez jej wrogów skierowanych, pisze o tem do rodziny — podczas zaś urlopów twardym głosem żołnierskim rozpowiada zadumanym i ponuro milczącym sąsiadom, żłobiąc ostrym rylcem prawdy ich dusze ciemne, podejrzliwe, a w lęku skostniałe.
Gdy, skończywszy służbę, Poleszuk powraca uświadomiony i wyszkolony w objęcia swych mszarników i puszcz, nie patrzy już spodełba na urzędnika polskiego, nie płaszczy się przed nim, nie przysięga i nie łże, bo wyniósł z wojska twarde zasady praw i obowiązków obywatela i żołnierza, całe skarby nieznanych mu przedtem wiadomości. Nie oszuka go już teraz i nie omami żaden agitator, ani wróżbita, ani „wołchw“ stary i ciemny, jak najczarniejsza noc jesienna! Nie wzbudzają w nim już lęku duchy rzeczne, leśne i bagienne; drwi sobie z głupich babskich zaklęć; na „romatus“ nie chce przykładać „spirtu z muchomora“ ani okurzać się piórami rybitwy, — szuka raczej okazji, a choćby i na zwykłym „obijaniku“ płynie do miasta, aby się poradzić lekarza, którego wiedzy ufa.
Szczególnie potężną szkołą dla ludności poleskiej jest Korpus Ochrony Pogranicza — słynny K. O. P.
Nietyle sama służba — czujna, ofiarna i trudna, ile układ wewnętrzny tego wojska, do najwyższego stopnia doprowadzone poszanowanie prawa, niemal zupełna samowystarczalność gospodarcza, własne rolnictwo, warsztaty rzemieślnicze, budownictwo, osuszanie niedostępnych nietr, przekładanie dróg i ścieżek, racjonalne sposoby rybołówstwa i hodowli bydła — stanowią najlepszą szkołę pokazową dla okolicznych Poleszuków. Przyglądając się temu karnemu w pracy i nieustannej ofiarności „bractwu“, a raczej „zakonowi“ wojskowemu, przychodzą oni po radę do koszar, na dalekie posterunki, uczą się i naśladują. Drugą potęgą, która skutecznie i coraz szybciej już rozprasza chmury nieufności poleszuckiej i żłobi w duszy tego ludu drogę dla ideałów polskich, stała się szkoła powszechna i inne uczelnie, w duchu państwowym prowadzone bez żadnych odchyleń i wahań, mimo, iż przestrzegana jest tolerancja i etyka polska, nie znosząca przymusu językowego i religijnego. Szkoła nasza uczy młodych Poleszuków mówić, czytać i pisać po polsku i wprowadza ich w świat wiedzy, prawa i moralności społecznej, oddziedziczywszy po Rosji Polesie w stanie przerażającym, gdyż ludność tego kraju posiadała 80% analfabetów, a w pewnych rejonach wschodnich — odsetek ten dochodził nawet do 100%!
Rząd odrodzonej Polski, nie zwlekając, przystąpił do szerzenia oświaty, uświadamiając sobie całą doniosłość zadania i trudność wykonania jego w kraju, przez wojnę straszliwie zniszczonym. Narazie niemożliwem było znalezienie nauczycieli na miejscu; kandydaci zaś z Polski i Litwy nie odważali się jechać na kresy, gdzie grasowały wtedy bandy dywersyjne, szalały epidemje i groził głód wśród podjudzanej przez agitatorów nieszczęśliwej ludności.
Obecnie po jedenastu zaledwie latach pracy oświatowej na Polesiu stan rzeczy zmienił się do niepoznania. Funkcjonuje już 1300 szkół powszechnych, w których pracuje około 2100 nauczycieli i uczy się 90 000 dzieci; czternaście gimnazjów państwowych i prywatnych daje ogólne wykształcenie średnie prawie 5000 uczniów i uczenic, zawodowe zaś pobiera młodzież miejscowa na kursach dodatkowych, w seminarjach i kilku preparandach nauczycielskich, w szkołach technicznych i kolejowych w Brześciu i Łunińcu, handlowych w Brześciu i Kossowie, w rzemieślniczych i przemysłowych w Brześciu, Pińsku, Prużanie, Kobryniu i Łunińcu, a również w rozrzuconych po kraju, niższych rolniczych szkołach w Duboji, Kołpinie, Torokaniach, Plancie i Dubicy, uwzględniających w swych programach nauczania — rolnictwo, leśnictwo, hodowlę bydła, maślarstwo, pszczelnictwo i gospodarkę rybną. Dodatkowo poza szkołami rolniczo-oświatową działalność rozwija energicznie Rada Wojewódzka Okręgowych Towarzystw Rolniczych i Macierz Szkolna. Oprócz szkół państwowych istnieją jeszcze białoruskie, rosyjskie, żydowskie żargonowe i hebrajskie. Szkolnictwo polskie wycisnęło już głęboki ślad na ogólnem nastawieniu psychicznem ludności, uświadamiającej sobie wypływające z oświaty korzyści praktyczne. Młodzież, uczęszczająca do szkół i kończąca kurs nauk, stała się najlepszym środkiem agitacyjnym na wsi na rzecz Polski, która coraz bardziej dociera do umysłów i serc ludu z nad Prypeci, Uborci, Słuczy, Muchawca, Styru i Jasiołdy, z każdym rokiem bowiem coraz łatwiej już jest porozumiewać się z nim co do wspólnej pracy dla dobra całego państwa.
Wreszcie trzecia potęga, żłobiąca kształcąco duszę tego kraju. Jest nią władza miejscowa i wielka polityka rządu wewnątrz kraju.
Najpierwszem jej zadaniem stało się dotarcie do trudno dostępnych części Polesia i związanie osiedli ludzkich z miastami i innemi punktami administracyjnemi. Zagadnienie komunikacji stanęło odrazu na porządku dziennym, wymagając olbrzymich środków pieniężnych i wysiłku pracy. Na Polesiu istnieje obecnie 2163 kilometrów dróg wodnych, zdatnych do żeglugi i spławu. W tym celu prowadzone są roboty na drogach wodnych, jak kanały Ogińskiego, Królewski, Białojezierski, Orzechowski i Muchawiec; Prypeć od Turji do granicy, Słucz północna, Łań, Cna, Bobryk, Horyń, Styr, Stochód, Pina, Słucz Wołyńska, Skra, Jasiołda. Na sieci Bug — Muchawiec — Kanał Królewski — Prypeć stale kursują statki parowe o pojemności do 300 tonn. Celem jest uregulowanie tej arterji wodnej w ten sposób, aby mogły tu pływać parowce o tysiącu tonn. Drugi system wodny: Prypeć — Jasiołda — Kanał Ogińskiego — Szczara — Niemen ucierpiał bardzo za rządów rosyjskich i w dobie wojny. Wymagało to przystąpienia do odbudowy śluz i oczyszczenia kanału Ogińskiego.
Linje kolejowe są już ostatecznie uporządkowane i biegną od Brześcia do Mikaszewicz na granicy rosyjskiej, do Czeremchy i Białegostoku; do Włodawy, łącząc Polesie z Lubelskiem; do Małoryty w stronę województwa Wołyńskiego; z Żabinki do Iwacewicz i Baranowicz przez województwo Nowogródzkie do granicy sowieckiej; wschodnia linja, idąca przez Łuniniec do Baranowicz na północy, do sam na południu; od Kamienia Koszyrskiego — do Kowla i inna przez Sarny — do Kowla i do Ostek, znajdujących się już na granicy Sowietów. Ogólna długość wszystkich linij dróg żelaznych wynosi 1000 kilometrów poza uzupełniejającemi sieć kolejową drogami wąskotorowemi: Prużany — Orańczyce, Kamień Koszyrski — Janów i Telechany — Iwacewicze.
Rozumiejąc, iż dobrobyt ludności w znacznej mierze zależy od rozwiniętej sieci komunikacyjnej, władze poczyniły szereg wysiłków do odbudowy dawnych dróg bitych i wytknięcia nowych — tak szos jak również i innych dróg kołowych, pobudowały nowe mosty i naprawiły zniszczone przez wojnę. W ten sposób powstała sieć bitych traktów państwowych i dróg samorządowych długa na 900 kilometrów i gruntowych — 4000 kilometrów. Drogi te, biegnące w różnych kierunkach, przyłączyły już do ośrodków kulturalnych i handlowych kilka niedawno jeszcze niedostępnych miejscowości, jak najlepiej świadczy o tem sama nazwa leżącej na skrzyżowaniu szlaków Kobryń-Drohiczyn i Kamień-Koszyrski miejscowości „Wielka Hłusza“. Plan dalszego i głębszego przecięcia kraju nowemi linjami dróg żelaznych i gruntowych opracowany został przez Rząd i samorządy poleskie i postępuje w miarę, jak na to zezwalają warunki położenia ekonomicznego.
Rząd i władze wojewódzkie zupełnie wyraźnie widzą przed sobą drogi, któremi należy zreformować Polesie, ten kraj o zaniedbanej lub skoszlawionej przez dawną Rosję gospodarce i kulturze ogólnej.
Zbadano już są pierwotne metody zdobywania przez Poleszuków terenów rolnych, uprawy przez nich pól, hodowli bydła i walki z bagnami. Obliczono też ściśle, jaką klęskę szerzą wśród ludności wybuchające tu epidemje szkarlatyny, tyfusu, dyzenterji, dyfterytu, grypy i ospy; wiemy ile tu pada rocznie bydła i koni od różnych chorób, a szczególnie od gruźlicy i groźnego księgosusza zawlekanych często spoza wschodniej granicy.
Romantyzmem wieje od praktykowanych na Polesiu pogańskich sposobów walki z epidemjami zwierzęcemi — od tych wszystkich „zawlekanja kiły“, nawarów „pierestupu“ i „porchauki“, od „zahoworów“ na „zwichy“, dżumę płucną, świerzb i śliniak, lecz podkład tego romantyzmu i jego skutki powodują ustawicznie nieobliczalne dla państwa straty.
Uśmiech pobłażliwy lub zrozumiałe zaciekawienie „egzotyzmem“ wywołują czynione przez czarowników zamawiania i okadzania chorych ludzi dymem i „spryskiem“ z węgielka, aby odpędzić „trascę“, „udar“ i wszelką „bolączkę“, leczenie anemicznych i skrofulicznych dzieci napojem z „podbiłu i „urłoszki“, a „hłuchą kropywą“ — dorosłych od krwawej biegunki i duru brzusznego. Wszystko to wzbudza zwykle zainteresowanie ludzi światłych, lecz nie słyszą oni tego, co opowiadają najeżone czarnemi krzyżykami cmentarze o dramatach bezlicznych spowodowanych przez istniejących jeszcze w wieku dwudziestym prasłowiańskich znachorów.
Administracja polska w tym kraju ciemnych ludzi, „wołchwów“ i czarownic organizuje możliwie szeroką sieć pomocy lekarskiej i poradni weterynaryjnych, a że pod ich wpływem i urokiem pęka wreszcie lodowy pancerz nieufności Poleszuków do nowych ludzi, — rozwiewa się powolnie, jak mgła poranna nad moczarem, obojętność i fatalna bierność, budzi się już pęd do walki o lepszy byt, do czego dąży Polska, troskająca się o swoje dalekie kresy wschodnie. Rada Wojewódzka Towarzystw Rolniczych pracuje planowo nad ulepszeniem metod gospodarki rolnej, hodowli bydła i innego inwentarza żywego, organizuje wystawy ziarna zasiewnego, roślin użytkownych, inwentarza i przemysłu domowego, szerzy oświatę wśród rolników, zakładając szkoły, pola pokazowe, punkty weterynaryjne, ułatwiając powstanie gospodarstw nabiałowych i rozpowszechniając literaturę fachową.
Rząd polski w przejściowym okresie powojennym dostarczał nasion, narzędzi rolniczych i bydła roboczego dla ludności poleskiej.
Bezpośrednim wynikiem organizacyjnej działalności administracji polskiej stały się powstające spółki spółdzielcze wytwórców masła i dążenie do stworzenia związków, kierowanych przez fachowców polskich, oraz projekty rzeźni eksportowej, chłodni dla jaj, masła i drobiu, zarządzenia, dotyczące planowego ulepszenia rasy bydła rogatego, koni, owiec i świń.
Troski o wzmożenie dobrobytu w kraju wzrastają z roku na rok. Ogarnęły już nawet koła wojskowe, które odstąpiły od pierwotnych, zda się, niezłomnych poglądów swoich na Polesie. Uważały one bowiem te bagniste ziemie za nieprzełamaną zaporę dla wdzierającego się od wschodu nieprzyjaciela, za przeszkodę do działań wojennych dla wielkich mas wojska, czem się tłómaczą niepowodzenia wodzów tej miary, co Napoleon i Karol XII-ty.
Głęboki, trudny do sforsowania poleski odcinek, „wielkiego pasa przedniego“, oddzielającego bezkresne obszary Rosji od Polski środkowej, ocenili w pełnej mierze Batory, Zamoyski, Żółkiewski, Prądzyński, Mierosławski, marszałek Piłsudski, gen. Sikorski i inni polscy czy cudzoziemscy wodzowie i badacze wojen. Pewien odłam sfer wojskowych zamierzał jednak na tym odcinku oprzeć główny węzeł strategiczny, pozostawiając Polesie w jego stanie odwiecznym.
Narazie patrzono na Polesie, wyłącznie jako na naturalną barjerę, o którą rozbiło się już niejedno wielkie zamierzenie wodzów i niejedno w przyszłości rozbić się miało, a więc chciano widzieć w tym terenie, równym szóstej części państwa, arenę dla biernych, obronnych działań wojennych. Jednak z biegiem czasu, po gruntownem przestudjowaniu doświadczeń wielkiej wojny światowej i polsko-bolszewickiej, — gdy się toczyły boje wzdłuż linji Stochodu, Styru, i kanału Ogińskiego pomiędzy niemiecko-austrjackiemi a rosyjskiemi dywizjami, a w roku 1919 i 1920-ym prowadzono z takiem powodzeniem operacje naszej 9-ej dywizji i grupy poleskiej, nakazane przez Naczelnego Wodza na linji Mozyrza i Kalinkowicz, — poddano rewizji pierwotne plany. Późniejsze zbadanie terenu poleskiego i wszechstronna ocena jego z punktu widzenia operacyjnego, wgląd wojska w ekonomiczny i polityczny stan kraju oraz żywe świadectwo tego, co czyni nasz sąsiad wschodni na przestrzeni należącego doń Polesia na linjach: Słuck, Bobrujsk, Mozyrz, Rzeczyca, Owrucz, Korosteń, Zwiahel, — zmieniły do rdzenia te oddziedziczone po dawnych czasach poglądy i zmusiły do wyrobienia nowych. One zaś zażądały opracowania olbrzymiego planu o skali państwowego rozmachu.
Ogarnia on to, co najbardziej pociąga ku Polsce ludność miejscową, a mianowicie — meljorację Polesia, w najszerszem i najgłębszem tego słowa znaczeniu, a więc nietylko budowę dróg żelaznych, szosowych i szlaków podjazdowych o znaczeniu wewnętrznem, gospodarczem; nietylko uporządkowanie 2000 kilometrów istniejących już kanałów żeglugowych, łączących Wisłę i Niemen z Dnieprem, czyli Bałtyk z Morzem Czarnem, oraz istniejących oddawna kanałów i rowów osuszających, ale i przeprowadzenie nowej ich sieci — odwadniającej bagniste obszary; uregulowanie i uspławnienie kilku rzek, nadających się do tego celu i ważnych pod względem strategicznym i ekonomicznym; wyłonienie spod trzęsawisk i mszarników połaci użytkownych, zwiększających powierzchnię ziemi ornej i kośbnej, oraz zdobycie jaknajobszerniejszych terenów, zdatnych do intensywnego osadnictwa wojskowego i cywilnego; podniesienie stopy życiowej Poleszuków i wreszcie przeprowadzenie w możliwie krótkim terminie ich przekształcenia w duchu moralno-psychicznym i społeczno-państwowym na świadomych obywateli.
Prace meljoracyjne są w toku; dzięki nim zwiększa się ilość ziem użytkownych, przez co podnosi się jakościowo i ilościowo hodowla bydła; ulepszona racjonalna eksploatacja lasów otwiera drogi dla jego eksportu na rynki wewnętrzne i zagraniczne, rozszerza się horyzont dla powstania współczesnych przemysłowych warsztatów pracy i wykorzystania ukrytych obecnie naturalnych bogactw kraju. Odbić się to musi na podwyższeniu poziomu dobrobytu i stanu zdrowotności Polesia, a w niezawodnym wyniku tego — na zmianie charakteru i nastrojów ludności miejscowej. Jednocześnie bliskim urzeczywistnienia jest projekt utworzenia „Poleskiego Parku Natury“, jedynego w swoim rodzaju na kontynencie Europy. Ma on powstać na obszarze ordynacji dawidgródeckiej, położonej między Horyniem, Prypecią a wschodnią granicą państwa. Park obejmie rezerwaty zwierząt, roślin i przyrody nieożywionej. Ochrona ogarnie też krajobraz błotny, a więc torfowiska i olchową puszczę.
Nowe, rozległe, przez siebie wyłącznie stworzone przestrzenie Polska zaludnia wszędzie pierwiastkiem czysto polskim — kadrami byłych wojskowych, i pozbawionych ziemi włościan polskich.
Przedsiębiorczy, energiczny, o żywej psychice żywioł polski, radykalnie odmienia fizjonomję tego kraju, dopomaga rządowi w ostatecznem jego zwycięstwie nad bagnami i gotów jest piersią swoją osłonić ojczyznę przed wrogiem, równolegle oswajając ludność rdzenną i przywiązując ją do Polski co już obecnie wyraźnie odczuć się daje w stosunkach ze zniszczoną, oddawna tu przebywającą drobną, „łapciową“ szlachtą polską.
Podniesienie stanu zamożności na Polesiu, jako niewątpliwy skutek projektów, opracowanych i wykonywanych przez rząd, pociąga ludność ku nowym gospodarzom tego kraju i niezawodnie pewien odsetek krwi polskiej, płynącej w żyłach Poleszuków, obudził się już do współdziałania z władzami Rzeczypospolitej.
Polesie, do r. 1920-go duchowo — „niczyje“, stopniowo polskim przepaja się duchem, o czem marzyli życie swe tu pędzący Polacy.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Ferdynand Ossendowski.