Rolnik, Skowronek i jego Pisklęta

<<< Dane tekstu >>>
Autor Jean de La Fontaine
Tytuł Rolnik, Skowronek i jego Pisklęta
Pochodzenie Bajki
Księga czwarta
Wydawca Jan Noskowski
Data wyd. 1876
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Władysław Noskowski
Źródło Skany na Commons
Inne Cała Księga czwarta
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały zbiór
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


BAJKA  XXII.
ROLNIK, SKOWRONEK I JEGO PISKLĘTA.

Sam sobie dopomagaj, Bóg ci dopomoże.
Jak trafnem jest to przysłowie,
Bajka Ezopa niechaj wam odpowie.

Skowronki zwykle o wiosennej porze
Ścielą gniazdeczka w zbóż gęstej murawie.
Jeden z nich, młody i żwawy,
Wpośród pieśni i zabawy


ROLNIK, SKOWRONEK I JEGO PISKLĘTA.

Zapomniał prawie
Iść za przykładem doświadczonych matek,
I uwić gniazdko dla dziatek.
Zabrał się wreszcie do dzieła
I, jak powinność wskazywała święta,
Karmił i pieścił swe małe pisklęta.
Tymczasem wiosna minęła,
Złocistym kłosem już błyszczało zboże,
A dziatwa jeszcze słaba i latać nie może.
Więc Skowronek w kłopocie, gdy nadszedł czas żniwa,
Tak do piskląt się odzywa:
«Lube dziateczki! ja na żer polecę:
Zostańcież tutaj na boskiej opiece,
I zważcie pilnie, gdy Rolnik w te strony
Nadejdzie z synem oglądać swe plony;
Wedle tego co powie o zbożu i żniwie,
Zostaniemy tu jeszcze, lub ujdziem szczęśliwie.»
Gdy Skowronek odleciał, po niedługiej chwili
Nadchodzi Rolnik z synem i tak rzecze:
«Już kłos dojrzały ku ziemi się chyli;
Kto żniwo zwlecze, temu plon uciecze:
Proś więc sąsiadów, niech jutro, na łanie,
Każdy nam z sierpem do pomocy stanie.»
Wraca Skowronek: dziatwa we łzach tonie.
«Pan rzekł, wołają, że jutro o świcie,
Sąsiedzi przyjdą żąć na tym zagonie.»
Skowronek na to: «Próżno się trwożycie;
Jeśli tylko tak mówił, to żniwa nie zacznie,

I my możemy zostać. Lecz zważajcie bacznie
Na to, co powie jutro. Teraz, lube dzieci,
Najedzcie się i śpijcie, bo już noc zapada.»
Błysnął świt, weszły zorze, słońce dawno świeci,
Lecz na łanie żadnego nie widać sąsiada.
Ptak odleciał, a Rolnik znów z synem przychodzi.
«Patrz! rzecze, tak to zwykle z sąsiadami bywa:
Każdy przyrzeka i każdy zawodzi.
Już w całej wiosce rozpoczęte żniwa,
A u mnie niema nikogo.
Idź do krewniaków, proś, niech nam pomogą.
Jutro ze świtem wyruszymy w pole,
A plon pojutrze już będzie w stodole.
Wraca Skowronek do swojej gromadki:
W gniazdku popłoch i lamenta.
«Krewnych zaprasza!...» wołają pisklęta.
«To nic: śpijcie, lube dziatki;
Nic złego nam się nie stanie.»
Dobrze mówił Skowronek. Wstały ranne zorze,
Pusto i głucho na łanie.
Rolnik znowu nadchodzi i ogląda zboże.
«Spostrzegam, rzecze, w jakim byłem błędzie:
Pomnij, mój synu, że zawsze i wszędzie
Człowiek najlepiej sam sobie pomoże.
Na całym świecie ludzie są jednacy:
Od trudu każdy gładko się wywinie;
Lecz daj biesiadę, a w jednej godzinie
Przyjdą sąsiedzi i przyjdą krewniacy.

Więc nie prośmy nikogo; lecz jutro, co żywo,
Sami stańmy do sierpa, a z nami czeladka,
I Bóg da, że całe żniwo
Pójdzie nam gładko, jak z płatka.»
Kiedy Skowronek dowiedział się o tem:
«Zmykajmy, rzecze, bo źle będzie z nami!»
I dziatwa, chociaż z trudem i kłopotem,
Gramoląc się nóżkami, trzepiąc skrzydełkami,
Uszła cichaczem i w gaju, nad rzeczką,
Nowe znalazła gniazdeczko.




KONIEC KSIĘGI CZWARTEJ.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Jean de La Fontaine i tłumacza: Władysław Noskowski.