Sądecczyzna (Szczęsny Morawski)/Tom I/Sądy boże

<<< Dane tekstu >>>
Autor Feliks Jan Szczęsny Morawski
Tytuł Sądecczyzna. Tom I.
Pochodzenie Sądecczyzna
Wydawca Nakładem autora
Data wyd. 1863
Druk Wytłoczono u Ż. J. Wywiałkowskiego
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały tom I
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


2.  Sądy boże — Krzyżacy — Klemens z Ruszczy.

Henryk Brodaty rychło odzyskał zdrowie i siły, skoro szło o walkę z Konradem mazowieckim; względem opieki nad małoletnim Leszka Białego synem: Bolesławem. Zebrawszy wojska ruszył na Kraków, którego dostał po zwycięstwie nad Konradowym synem Przemysławem który tam poległ.
Na początku lutego 1228 już wiecował na Skałce krakowskiej przy kościele ś. Michała. Przyjmowali go tam Gryfowie, bo plebanem u ś. Michała był ks. Jędrzej syn tworzliwego Jaxy Gryfa. Do wieców zasiedli prócz innych; Marek wojewoda krakowski: Klimunt Klimuntowicz (z Ruszczy) i ksiądz Jędrzej: Gryfowie. Z towarzyszy zaś Henryka Brodatego: Sobiesław książę czeskie i Szczepan wojewoda wrocławski.
Sądzono sprawę opata tynieckiego przeciwko: Żegocie prawdopodobnie Toporczykowi, względem posiadania wsi: Grodżca. Obaj okazali przywileje, obaj twierdzili iż mają słuszność. Sąd jednak przywilej Żegoty uznał podrobionym, samego ogłosił oszczercą, opatowi w moc: Bożego sądu! zupełną przyznał słuszność (.... veracissimum judicium Segottam cum falso privilegio fere calumniosum, Abbatem vero et ejus privilegia justo Dei judicio per omnia justificavimus....)

„Będziesz bezpiecznie po żmijach gniewliwych
I po padalcach deptał niecierpliwych —
Na lwa srogiego bez obrazy siędziesz
I na potwornym smoku jeździć będziesz.“

Nie przeczuwał prorok Dawid do ilu nadużyć i pogwałceń najświętszych praw ludzkości, powodem; stanie się ten prześliczny psalm jego o opiece Boga. Pieśń tę pełną wzniosłego uczucia, ciemne i poziome duchowieństwo frankońskie bezmyślnie i zimno biorąc, obróciło na pokrycie swej prawniczej nieukowości, a rozbójnicy rycerscy znaleźli w niej zarobek.
Kiedy przed kapłany wytoczono sprawę jaką, oni nieumiejąc sądzić rzekli do obżałowanego: Jeżeliś ty niewinny to Bóg czuwa nad tobą! ogień cię nie spali, ukrop cię nie powarzy, kij nie sprawi ci boleści, miecz nieuchronny nie obrazi cię. Bo tak rzekł prorok. Więc rozpalone żelazo bierz w gołe ręce, ukrop wrzący daj sobie lać na głowię, z przeciwnikiem walcz na kije lub miecze a jesteśli niewinny: nic ci nie będzie! Lud biedny i ciemny uwierzył a korzystali z tego rozbójnicy sądowi.
Sądy takie 1039 w Pradze zaprowadził biskup Sewerus.
W Węgrzech pod owe czasy zaprowadził je ś. Stefan — i tylko w kościołach sądzono je. Koloman ograniczył je na biskupstwa: preszburskie i nitrzańskie. Kto się sam nie chciał lub niemógł bić; dawał zastępcę.
Niemieckie ryttery o innych sądach ani wiedzieć chciały. Więc też szląscy Piastowicze a mianowicie Henryk bardzo im byli radzi: boć nie było zachodu z sądzeniem.
Nowym więc i dotąd w Polsce nieznanym obyczajem, bo nie sumieniem sędziów lecz próbą gorącej wody i żelaza, walką na kije lub miecze roztrzygnięto sprawę na niekorzyść Żegoty. Nie obwiniam opata, zważając jednak: że w oryginalnym pierwotnym przywileju (dziś własnością: Włodzimierza Dzieduszyckiego we Lwowie) brak kilkunastu wsi wyliczonych w Szczygielskim; drugi zaś przywilej późniejszy widocznie podrobionym! — wolno mi wątpić w niewinność zakonników tynieckich.
Podobno też zwątpiła i szlachta o słuszności wyroku i stósowności środków zastępujących sumienie. Pierwsza próba zwątlenia dotychczasowych sądów polskich nie udała się; zarządano wieców krajowych i wyprowadzenia niemieckich wojowników których miecz i zbroja rozstrzyga „W imię Boga“ czy jaki pargamin pierwotny lub podrobiony?
Ulegając słusznemu żądaniu rozpisał Henryk sejm i wydalił niemieckie swe wojsko.
Ale szlachta krakowska wzdrygnęła się przed obcemi obyczajami, które jej przynosił i narzucał. Nie mogła pojąć jakbyto ogień lub żelazo zastąpić mogło rodzime sumienie? wzdrygała się też: że mowę i obyczaj ojczysty przyjdzie zastąpić: obcemi niemiłemi. Toporczykowie: że nie zasypiali, łatwo odgadnąć. Więc też wkrótce dowiedział się Konrad o bezbronności Henryka i bez wieści przypadłszy do Spytkowic porwał go z kościoła, gdzie się właśnie modlił.
Ryttery szląskie chcieli go odbić, powoływali syna jego aby ich wiódł na Płock.
Lecz Jadwiga nie dozwoliła! — Ufna w urok swój istotnie niezwykły i potężny, bez straży sama tylko jechała do Płocka uzbrojona, tylko w łzy niewieście. Odgadła polskie serce Konrada.
Przed łzami bogobojnej kochającej niewiasty zamilkł głos obowiązku narodowego, zamilkł żal ojca po poległym synie. Wypuścił Henryka, dzieci swe zaręczył z dziećmi Jadwigi, a nadomiar uległości jej prośbom: darował krzyżakom ziemię chełmińską: dla zbawienia duszy swej!
Papież uradowany, dziękował Jadwidze i Henrykowi: że katolickiemu Kościołowi tak wielką usługę oddali.
Po oddaleniu się Jadwigi, opamiętał się Konrad, a widząc: iż popełnił nierozmyślność; chciał się przynajmniej nadal zabezpieczyć. Posłyszał bowiem: że Papież przez wdzięczność za namowy względem ziemi chełmińskiej, rozgrzesza Henryka z przysięgi uczynionej. Zwabiwszy Grzymisławę pod Ryczywoł rzekomo na wiece pojmał i uwięził ją na Czersku na Sieciechowie — wraz z synem jej Bolesławem (1230).
Marek Gryf wojewoda krakowski poruszył książęta Piastowicze o wstawienie się za nią. Nie wymogli tylko lżejszą niewolę. Więc pomyślano nad innemi sposobami. Gryfowie szczególnie czuwali.
Klemens Gryf z Ruszczy, kasztelan bytomski, syn hetmana Sulisława postanowił uwolnić ich z więzienia. Opatem klasztora był Francuz: Mikołaj. On jeden miał przystęp do uwięzionych i litował się ich doli. Widząc: iż cierpią niedostatek, zaopatrywał ich w potrzeby i wygody życia. Klemens Gryf przez wysłanniki swe wywiedział się o tem wszystkiem i według tego planu swój ułożył. Straż zamkowa częściejszemi odwidzinami opata ubezpieczona chętnie go nawet widziała na zamku; bo Grzymisława nie zaniedbywała obdzielać ich także żywnością i napojami klasztornemi.
W umówionym czasie kasztelan bytomski niebaczkiem porozstawiał gotowe konie; garstka zaś walecznych Gryfitów i ich przyjaciół podjechawszy pod Sieciechów dali znać opatowi. Przygotował on już Grzymisławę obdarzając znaczną ilością dobrych mocnych napojów, i niebawem udał się do niej. Straż przyjęła go z uszanowaniem, a Grzymisława zmyślając radość z odwidzin, wraz z opatem hojnie raczyła straże; aby i oni radość jej dzielili. Przeciągły się odwiedziny w noc późną, załoga się popiła, a przy odjeździe opata utajeni Gryfowie z ciemnej nocy przypadłszy z łatwością pochwycili straż bramną i odźwiernego; wypuścili Grzymisławę z synem i wraz z ich ujętemi stróżami na rozstajnych koniach uwieźli do Zawichosta. Wierni Sandomierzanie z wojewodą swym: Pakosławem Lewartem otoczyli ich witając radośnie a wkrótce wiekowy Sulisław, kasztelan sandomierski, ojciec Klemensa oddał im i Sandomierz, lecz znając liczne i bitne załogi mazowieckie w Krakowskiem i niepodobieństwo podołania im, wysłał oswobodzonych do Wrocławia.
Henryk Brodaty chętnie im opieki użyczył zwłaszcza gdy Bolesław odstąpił mu wielkorządów krakowskich z zupełną udzielnością, byle go przy Sandomierzu utrzymał. Bojąc się jednak groźnego sąsiedztwa Konradowego wymówił sobie Bolesław zamek: Przeginią w Krakowskiem, na mieszkanie.
Wybuchła wojna pustosząca. Wdali się w to panowie polscy, a w końcu dokazali namową: że Konrad przyznał Bolesławowi słuszność wolnego wyboru opiekuna. Uroczyście wobec świadków wybrał Bolesław: Henryka; więc Konrad ustąpił. Upadła silna dotąd zapora, a żywioł niemiecki swobodnie lunął do Polski.







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Feliks Jan Szczęsny Morawski.