Serce (Amicis)/Hrabia Cavour

<<< Dane tekstu >>>
Autor Edmund de Amicis
Tytuł Serce
Data wydania 1938
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Drukarz Drukarnia „Antiqua” St. Szulc i S-ka
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Maria Konopnicka
Tytuł orygin. Cuore
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Hrabia Cavour.
29 środa.

...Masz opisać pomnik hrabiego Cavoura. Nie jest to rzecz trudna. Kim wszakże był Cavour dla ojczyzny twojej, tego jeszcze teraz zrozumieć nie możesz. Teraz pamiętaj tylko to, że przez długie lata był on pierwszym ministrem w Piemoncie, że wysłał na Krym naszą armię piemoncką, która przez zwycięstwo pod Czernają zmazała klęskę dawną pod Novarą i przywróciła sławę oręża włoskiego, że on przeprawiał przez Alpy sto pięćdziesiąt tysięcy Francuzów, ażeby wypędzić Austriaków z Lombardii, że on rządził Włochami w najświetniejszej epoce naszej rewolucji, że dał najpotężniejszą pobudkę do naszego zjednoczenia, że dzisiejsze Włochy są przeważnie dziełem jego genialnego umysłu, jego stałości niewzruszonej i jego pracowitości prawie że nadludzkiej.
Straszne godziny przeżyło wielu jenerałów na polach bitew, ale on przeżył straszniejszą wśród czterech ścian gabinetu swego, w śmiertelnej trwodze, aby olbrzymie jego dzieło: odrodzenie ojczyzny, nie runęło lada chwila jak niedokończony gmach, gdy ziemia drży w swych posadach. A takie to właśnie godziny biły mu w te bezsenne noce, które spędzał w walce z sobą w niepewności tak srogiej, że rozum mógł się obłąkać a serce pęknąć mogło.
I ta to olbrzymia i burzliwa praca skróciła mu życie o jakie lat dwadzieścia.
A przecież, pożerany gorączką, która go do grobu wtrącić miała, walczył z chorobą, żeby tylko dłużej jeszcze służyć swej ojczyźnie.
— Dziwna rzecz — mówił na łożu śmierci. — Nie mogę już czytać, nie mogę pisać, a tyle jest do roboty!
A kiedy gorączka się wzmagała i opuszczały go siły, tak mówił do lekarzy głosem rozkazującym prawie:
— Leczcie mnie, śpieszcie, bo umysł mój się zaciemnia, a potrzebuję koniecznie całej jasności jego dla ważnych spraw kraju.
Kiedy już godziny jego były policzone, kiedy całe miasto oblegało z niepokojem dom jego, a król stał przy jego wezgłowiu, tak mówił z wysiłkiem:
— Wiele ci rzeczy miałbym mówić, królu... wiele ci rzeczy pokazać... ale już sił nie mam... Nie mogę... I to mnie zabija, że już nic dla ziemi mojej i dla ciebie, królu, uczynić nie mogę...
Myśl jego zwracała się ciągle gorączkowo do spraw państwa, do prowincyj, które się połączyć miały z nami, do wielkiego, nie skończonego jeszcze dzieła jedności narodowej.
Świadomość nikła już prawie, a jeszcze wołał.
— Nauczajcie dzieci... kształćcie młodzież... Rządźcie wolnomyślnie krajem!
Już śmierć była nad nim i ogarniał go obłęd konania, a jeszcze wołał generała Garibaldiego, z którym był poróżnił się dawniej, żeby szedł naprzód, naprzód... Jeszcze dopominał się o Rzym dla Włoch, o Wenecję. Miał ogromne widzenia przyszłości Włoch i Europy, śniło mu się jakieś najście obcych ras, obcych plemion, pytał o wojsko, o wodzów, drżał i wtedy jeszcze o swój lud, o kraj...
Wielkim jego, ostatnim bólem nie było to, że życie mu ucieka; ale to, że musi odejść już, a ojczyźnie służby jego trzeba. Tej służby, która strawiła w niewielu latach potężne siły jego niezwykłego organizmu.
Umarł z okrzykiem bojowym na ustach, a śmierć jego była tak wielką jak życie.
A teraz pomyśl, Henryku, czym jest praca nasza wobec tych olbrzymich wysiłków ducha i umysłu, praca która ci przecież nieraz cięży!
I czym są nasze troski, nasze bóle, nasza śmierć nawet, w porównaniu z tytanicznymi trudami, z lękiem śmiertelnym o losy narodu całego, z ostatnią godziną tych olbrzymów, którzy sercem podparłszy rosnącą budowę ojczyzny, czują, że serce to zamiera...
Synu! Myśl ty o tym, gdy będziesz przechodził przed tym marmurem, drogim dla każdego Włocha, a pochyliwszy ze czcią czoło, mów w sercu swoim: „Chwała“!

Twój ojciec.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Edmondo De Amicis i tłumacza: Maria Konopnicka.