Wiadomości bieżące, rozbiory i wrażenia literacko-artystyczne 1880/20. V

<<< Dane tekstu >>>
Autor Henryk Sienkiewicz
Tytuł Wiadomości bieżące, rozbiory i wrażenia literacko-artystyczne 1880
Pochodzenie Gazeta Polska 1880, nr 109
Publicystyka Tom V
Wydawca Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Gebethner i Wolff
Data powstania 20 maja 1880
Data wyd. 1937
Druk Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Miejsce wyd. Lwów — Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór artykułów z rocznika 1880
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


109.

W sferach teatralnych krąży wieść, potwierdzona zresztą przez wczorajszy Kurier Poranny, że panna Deryng podała się do dymisji. Powodem niezadowolenia jej ma być to, iż sztuki z jej głównemi rolami rzadko bywają dawane, lub role powierzane innym artystkom. Mamy nadzieję, iż jest w tem proste nieporozumienie, że zatem z chmur burzy nie będzie. Dyrekcji, która posiada między wieloma artystkami jedną najlepszą, zatem przyciągającą najwięcej publiczności do teatru, a pieniędzy do kasy, powinno chodzić, tak dobrze jak i artystce, o to, by diva grała jak najwięcej i miała role jak najodpowiedniejsze. Interes to wspólny, w imie którego łatwo się porozumieć. Jesteśmy zatem niemal pewni, że jedna strona uwzględni słuszną miłość własną drugiej, druga zaś trudności, mogące się zdarzyć pierwszej. Radzi byśmy nawet byli, by owocem tych uwzględnień było przedstawienie jakiej nowej, nieznanej dotąd sztuki, równie podatnej sławie, jak kasie.

110.

W Trubadurze, który ma być dany jutro, w partii Lenory wystąpi p. Kamila Morzkowska.

111.

W sobotę wystawiony zostanie w Salonie Ungra Taniec wśród mieczów Henryka Siemiradzkiego.

112.

P. Karol Miller, znany malarz, wykończa portret Miarki, bawiącego, jak wiadomo, obecnie w Warszawie.

113.

Jan Rosen, znany artysta malarz, którego nazwisko pominięto w spisie polskich artystów, wystawiających tego roku swe prace w Salonie paryskim, wysłał do tegoż Salonu obraz pt. Polowanie.

114.

Brak napisów w języku polskim obok rosyjskich na poczcie jest ciągle przyczyną pomyłek i niedokładności. Skarżą się na to szczególniej kobiety i ludzie starzy, którzy nie mieli konieczności w latach dawniejszych poznania języka urzędowego. Co do nas, podnosiliśmy tylokrotnie głos w tej sprawie, że w końcu musimy go nazwać wołaniem na puszczy. Trzeba się wreszcie pogodzić z myślą, że publiczność jest dla poczty, nie zaś odwrotnie.

115.

Gmach pocztowy. Krąży pogłoska, że skarb postanowił sprzedać miastu gmach pocztowy za rs 125,000.

116.

Koniki polne zwane szklarze, które tak licznie przeciągnęły nad Warszawą, znalazły tragiczny koniec i w jej okolicach i w całym kraju — to jest wymarły z powodu chłodów. W Lubelskiem i Gostyńskiem widziano niektóre miejscowości literalnie pokryte ich skostniałemi zwłokami. Miały być one przepowiednią upałów, tymczasem raczej by można zastosować do nich wiersz z Pierwiosnka:

Za wcześnie kwiatku, za wcześnie,
Jeszcze północ mrozem dmucha.

117.

Szpital dla podrzutków. Prawdziwą to jest dla nas przyjemnością, gdy kwestia uznana za ważną i poruszana w naszem piśmie przechodzi w życie i zaczyna stawać się ciałem.
Przed niedawnym czasem wzywaliśmy czytelników naszych w imie miłosierdzia do ofiar na nowy przytułek dla podrzutków, ale wówczas sprawa nie była jeszcze na zewnątrz podjętą, potem zaszły wypadki, które skierowały ofiarność w inną stronę, — i wszystko skończyło się na słowach. Dziś tak nie jest. Dziś są osoby, które sprawę energicznie podjęły, i my więc ponawiamy nasze wezwania do składek. Dzieci, które nigdy nie zaznają opieki matki, rodziny, a przejdą życie bez wspomnień o cichem gnieździe rodzinnem, bez tego światła, do którego myśl ludzka wraca zawsze i później w każdem nieszczęściu, strapieniu i boleści, — dzieci, co przychodzą na świat jako owoce błędu, za który nieraz później niewinnie pokutować muszą, — zasługują tem bardziej na opiekę społeczną. Ogół nie zastąpi im matki i rodziny, powinien więc uchronić je przynajmniej od nędzy i poniewierki. Nie pozwolimy, by maleńkie niewinne istoty przepadały marnie dla braku miejsca w istniejącym dotychczas zakładzie. Nie pozwolimy, by nie miały ani dość pożywienia, ani dość opieki, ani dość powietrza do oddychania w zatłoczonych salach, by szerzyły się między niemi epidemie, by dziesiątkowały je nieodpowiednie warunki higieniczne. Każda matka, która przyciska do piersi własne, zdrowe, wesołe i szczęśliwe dziecko, znajdzie w sercu trochę litości dla tych piskląt... bez gniazda.
W imie więc uczuć macierzyńskich mówimy: przyjdźcie im w pomoc, przyjdźcie w pomoc tym tak maluczkim, a tak bardzo nieszczęsnym.

118.

Kwestia egzaminów. Nader ważną kwestię pedagogiczną podniósł pan Florian Łagowski w ostatnim zeszycie Niwy, — kwestię egzaminowania młodzieży przy przejściu z klasy do klasy lub z kursu na kurs, oraz przy udzielaniu jej patentów po ukończeniu instytucyj naukowych.
Przedstawiwszy wyraziście istotne umęczenia, jakie młodzież przechodzi w skutku praktykowanego systemu egzaminacyjnego, pedagog ten stawia pytanie, jakie korzyści odnosi ona za wysilenia, rujnujące zdrowie i pozostawiające ślady na całe życie. W odpowiedzi twierdzi, że nagrodą trudów młodzieży jest powtórzenie przedmiotów, uogólnienie ich oraz sprawiedliwa ocena uzdolnienia uczniów.
Korzyści to niezaprzeczenie wielkie, pan Łagowski utrzymuje jednak, że gdyby ich nawet innemi sposobami osiągnąć się nie dało, jak przez tak uciążliwe środki — jakiemi są dzisiejsze egzamina, to należało by się ich raczej zrzec, niż narażać młodzież na nadwątlenie zdrowia i odrazę do nauki.
Cóż dopiero powiemy na obronę egzaminów w formie dotąd praktykowanej, jeśli te wszystkie korzyści osiągnięte być mogą w sposób inny, nader łatwy, a nie pociągający żadnych następstw szkodliwych. Sposobami temi są najzwyczajniejsze repetycje na lekcjach oraz uogólnienie przedmiotów samodzielnie dokonywane przez uczniów pod kierunkiem nauczycieli.
Co się tyczy oceny zdolności i postępu każdego z uczniów w szczególności, to zdaniem autora indywidualny egzamin jest potrzebny tylko dla uczniów wątpliwych, bo praktyka wykazuje, że zupełnie dobrzy i zupełnie źli, tak przełożonym zakładów, jak i nauczycielom zawsze są dobrze znani. Dobrych więc i złych należy od egzaminów indywidualnych uwolnić, wątpliwi jednak powinni być egzaminowi poddani, raz dlatego, by ich sprawiedliwie ocenić, po wtóre, by im dać możność poprawienia się z przedmiotów, w których okazali niedostateczne postępy.
Uważając te myśli za zupełnie słuszne, dodamy tylko z naszej strony, że autor pominął tę ważną okoliczność, iż wątpliwi egzaminowani być powinni tylko z przedmiotów, w których mają stopnie niedostateczne, w przeciwnym bowiem razie nie będą mogli skierować na nie całej usilności.
Gdyby wreszcie przypuścić potrzebę egzaminów dla wszystkich uczniów, będą one odpowiadały celowi tylko wówczas, jeśli nie pociągną za sobą nadmiernych wysileń. Można tego dopiąć, nie zawiadamiając uczniów o dniu egzaminu. I to słusznie, autor jednak powinien był wypowiedzieć wyraźnie, dlaczego takie egzamina są potrzebne. Otóż potrzebne są dlatego, aby przełożeni zakładów mieli sposobność przekonania się, o ile nauczyciele wywiązali się ze swego zadania. Aby jednak nauczyciel miał sposobność przygotować uczniów do takiego wizytatorskiego egzaminu, sam musi być uwiadomionym o jego terminie. Tak dzieje się za granicą. Z tego wszystkiego wypada, że pan Łagowski chce egzaminów, ale takich, przez które by głównie nauczyciele byli kontrolowani, z uczniów zaś tylko wątpliwi, dla innych bowiem repetycje egzaminacyjne w zupełności wystarczają.
Podnosimy jeszcze jedną myśl autora nader ważną, mianowicie, by młodzież czy to przy repetycjach, czy przy egzaminach tak była prowadzoną, ażeby nigdy nie potrzebowała pracować więcej, niż na przygotowanie lekcyj codziennych. Dziesięć godzin pracy na dzień, to chyba dosyć!
W dalszym ciągu swej pracy autor podaje sposoby egzaminowania na racjonalnych, nie czysto formułkowatych podstawach, które, kiedyś słuszne, dziś stały się tylko rutyną.
Z całego artykułu pana Łagowskiego przebija się słuszne żądanie, by młodzież odnosić mogła z nauczania jak największe korzyści, a jednak nie traciła w czasie egzaminów sił i zdrowia, jak to dotychczas często miało miejsce.
Rozpisaliśmy się o tej kwestii szerzej, uważamy ją bowiem za bardzo ważną i bardzo na czasie. Uważalibyśmy również za właściwe, by wszyscy światlejsi pedagogowie wypowiedzieli swe zdanie w tym przedmiocie, na który to cel chętnie otworzylibyśmy swe szpalty.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Henryk Sienkiewicz.