<<< Dane tekstu >>>
Autor Władysław Matlakowski
Tytuł Wspomnienia z Zakopanego
Wydawca Księgarnia E. Wendego i S-ki
Data wyd. 1901
Druk Rubieszewski i Wrotnowski
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


10 grudnia.

Silny mróz; mówią o 10°, wspaniałe słońce cicho, milcząco, nizko przesuwa się ponad granią, i w dolinie cicho, milcząco, jasno. Zdaje się zapowiadać wspaniały dzień, jeden z wielkich, jasnych dni zimowych, kończących się żółtą wieczorną zorzą. Lecz tam na górach, pośród najcudniejszej pogody — dziwne zjawisko: niewidzialna i nie dostrzeżona uchem siła podnosi słupy tumanu. Na Kasprowej, na stoku Czerwonego Wirchu za Giewontem, zrywają się kurniawy, podlatują w górę jak warkocze deszczu jesiennego, jak grzywy olbrzymiego potworu, jasne, białe, przezroczyste, szamocą się, rozwiewają i opadają. To wiatr halny szaleje na tych wyżynach, gdy w dolinie Zakopanego panuje niezamącona cisza, ani duchnie choćby najlżejszy wiaterek, ani zachwieje się proporczyk, zatknięty na nowym domu. Chwilami na jasnych, ośnieżonych górach zapanuje cisza — przypadną do ziemi śnieżne miecielice, lecz znów z wściekłością zrywa się wichura, jak turbo proroka Ezechiela, i wznosi się słup śniegu, który tu zdala, na tle nieba, wygląda jak wychlust pary z olbrzymiego gejzeru. Takie zjawisko jest zwykle przepowiednią zbliżającego się w dolinę wiatru halnego.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Władysław Matlakowski.