Wspomnienia z maleńkości/Opowiada Henio

<<< Dane tekstu >>>
Autor Dzieci „Naszego Domu“ w Pruszkowie
Tytuł Wspomnienia z maleńkości
Wydawca Spółdzielnia Księgarska „Książka“
Data wydania 1924
Drukarz L. Bogusławski
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Opowiada Henio.

Jak byliśmy w domu, to chodziliśmy na Mokotowskie pole Heniek (ja) i Władek. I drugi Władek, taki samy mały, jak i ja, trochę większy.
Jak byłem w pałatkach, to jechał areoplan i zabił jednego pana i zabił krowę i konia jednego. 3 bomby wystrzelili. Pierw to mama tak płakała. Bo jeden pan to miał sklepik i był taki dobry. I jak zabiło go, to ta pani pierw umarła. I późni byłem w domu i przejechałem tutaj.
Jak byłem w domu, to pierw z Władkiem się bawiłem. I tera nie bawię się. Motyle łapaliśmy, było lato, to Władek zdemnął kapotę, a ja czapkę, łapaliśmy motyle, bo tamój przy Mokotowskim polu był jego tatuś. Później zrobiliśmy sobie gniazdeczko dla motylów i siedziali tam. I łapaliśmy, i jak ja byłem w domu, to brałem w rękę i puszczałem z okna motylów.
Krowy na Mokotowskim polu pasł Jurek taki duży. I nieraz poszliśmy z ochrony, byłem w ochronie i tamój był piasek i się bawiliśmy i tamój klocki sobie przynieśliśmy i takie domki robiliśmy. I pierw to łapaliśmy motyle — tak du-u-żo — było. I Władek pierw wziął chleba, kiełbasy, ja wziąłem chleba i poszliśmy na Mokotowskie pole. I pierw jak byłem — mama mię wzięła z tej ochrony, bo się zaziębiłem i leżałem w łóżku. I później kamieniami rzucaliśmy do ochrony. I pierw jak mama mię biła, że ja kamieniami do ochrony i pierw cały dzień mama nie kazała żebym poszedł na dwór. Na drugi dzień to mama puściła mie na dwór.
Koło ochrony, jak jeszcze byłem w ochronie, to piaskiem bawiliśmy się. Babki takie, doniczki, pani poszła do sklepiku i przyniosła taczkę taką, grabie i łopaty, to bawiliśmy się. Ja miałem łopatę i grabie a chłopcy miali takie patyczki, jak się kuleczką rzuci, to się wszystko poprzewraca. I później poszliśmy do domu i później bawiliśmy się tak. Józia dostała lalkę. I jak mój tatuś żył, to kupił szablę, karabin i konia i bawiliśmy się w wojsko. Konia takiego na biegunach. Później mój tatuś umarł. Jak mama później spała, to kwiatki się takie malutkie ruszali w pokoju — i mama myślała, że to tatusia dusza latała. Ja nie wiem, tak mama mówiła. A później mama ścieliła łóżko i mamie się takie legjony pokazali, takie rosjany. Mama była jeszcze panienką. Moja siostra Józia tak płakała, tak się bała czegoś. I jedną panią tak okradli i wzięli chustkę, schowali pod drzwi. Mama szła i znalazła. A my myśleliśmy, że to mamę okradli i my tak płakaliśmy pierw.
A jak tatuś umarł, to tatusia rozrywali, żeby zobaczyć, ile lat tatuś chciał żyć, ile lat by żył.
Jak byłem pierw mały, to mię brat z kołyski wyrzucił, bujał, bujał i wyrzucił. I jak mój tatuś umarł, to myślałem, że tatuś jedzie, a to nie tatuś, a jeden pan. I mama sprzedała świnie, krowy i mój brat pasł, ten Pietrek, co tu na Boże Narodzenie przyjeżdżał i jeszcze na Wielkanoc przyjedzie.
I pierw to mię on oparzył obiadem, zupą i nie mogłem iść do ogrodu. Stałem przy kuchni i obuwałem się. I jak późni moja mama tak krzyczała na nich, kijem biła ich — moją siostrę i Pietrka.
Miałem całą głowę oparzoną, strupy na głowie się porobili, potym pani ta ścięła mie te strupy, krew tak leciała, że nie wiem. I już.
(Odszedł. Po kwadransie przybiega: jeszcze. Jeszcze mie się przypomniało). Jak kartofle ze śmieci jedliśmy. — Dla świń byli kartofle, jak byli niemcy i mój brat wziął pełną czapkę kartofli, moja siostra i ja. Mama nasmażyła placków. Jeszcze jak moja mama przeprowadziła się do chrzestnego, to nieraz nam chrzestna dała olej z naftą okraszone kluski.
Chrzestna tak rózgą biła pierw moją siostrę, brata i mie. Chrzestny zobaczył, wszedł do mieszkania, odebrał rózgę i nie dał mie bić.
Później mama przyszła i dała mie 2 marki i kupiłem sobie czekoladkę. I bawiłem się z moją siostrą lalką. Gumowa taka, tak piszczała. I nic więcej już.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie .