Z Legendy o św. Aleksym

<<< Dane tekstu >>>
Autor anonimowy
Tytuł Z Legendy o św. Aleksym
Pochodzenie Klejnoty poezji staropolskiej
Redaktor Gustaw Bolesław Baumfeld
Wydawca Towarzystwo Wydawnicze w Warszawie
Data wydania 1919
Druk Drukarnia Naukowa
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cała antologia
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii
Z LEGENDY O ŚW. ALEKSYM.
A. URODZENIE ŚW. ALEKSEGO.

Ach, Królu wieliki nasz,
Coż Ci dzieją Mesyjasz,
Przydaj rozumu k mej rzeczy,
Me serce Bóstwem obleczy,
Raczy mię mych grzechów zbawić,
Bych mógł o twych świętych prawić.
Żywot jednego świętego,
Coż miłował Boga swego,
Cztę w jednych księgach o nim:
Kto chce czytać, ja powiem.

W Rzymie jedno panię było,
Coż Bogu rado służyło.
A miał barzo wielki dwór:
Prócz panosz trzysta rycerzów...
Chował siroty i wdowy,
Dał im osobne trzy stoły.
Za czwartym pielgrzymi jedli:
Ci ji do Boga przywiedli.
Eufamijan jemu dziano,
Wielikiemu temu panu,
A żenie dziano Aglijas,
Ta była ubóstwu w czas.

Byli wysokiego rodu;
Nie mieli po sobie płodu:
Więc ci jęli Boga prosić,
Aby zaś je tem darował,
Aby jedno plemię dał.
Bóg tych prośby wysłuchał.

A gdy mu sie syn narodził,
Ten sie w lepsze przygodził,
Więc mu zdziano Aleksy;
Ten był oćca barzo lepszy....


B. POWRÓT I ŚMIERĆ.

A gdy do Rzyma przyjął, Bogu dziękował,
Iż ji do swej ziemie przygnał,
A rzekąc: „Już tu chcę cirzpieć,
Mękę i wszytkie złe file jimieć,
U mego oćca na dworze,
Gdym nie przebył za morze“.

Na żórawiu oćca swego
Potkał i jął prosić jego:
„W imię syna Bożego
I dla syna Aleksego,
A racz mi swą jełmużnę dać,
Bych mógł ty odrobiny brać,
Co będą z twego stoła padać.“

Jego ociec to usłyszał,
Iż synowo imię wspomniał,
Tu silno rzewno zapłakał,
Więc ji Boga dla chował.
Gdy usłyszał taką mowę,
Zawił sobie płaszczem głowę;
Tu sie był weń zamęt wkradł,
Mało eże z mostu nie spadł.
Podał mu szafarza swego.
Ten mu czynił wiele złego;
Tu pod wschodem leżał,
Każdy nań pomyje, złą wodę lał.
Leżał tu szesnaćcie lat
Wszytko cirpiał prze Bóg rad.
Siódmegonaćcie lata zachorzał był,
Co sobie nic czynił.

A więc gdy już umrzeć miał,
Sam sobie list napisał
I ścisnął ji twardo w ręce....

A gdy Bogu duszę dał,
Tu sie wielki dziw zstał:
Same zwony zwoniły
Wszytki, co w Rzymie były.
Więc sie po nim pytano,
Po wszytkich domach szukano.
Nie mogli go nigdziej najić,
A wżdy nic chcieli przestać.
Jedno młode dziecię było,
To im więc wzjawiło:
„Aza wy nie wiecie o tem,
Kto to umarł? Jać wam powiem:
U Eufamijana leży,
O jimże ta fała bieży;
Pod wschodem ji najidziecie,
Ać go jedno szukać chcecie!“

Więc tu papież z kardynały,
Cesarz ze swemi kapłany,
Szli są k niemu z chorągwiami,
A zwony wżdy zwoniły samy.
Chcieli mu list z ręki wziąć,
Nie mogli mu go wziąć,
Ani cesarz, ani papież,
Ani wsztko kapłaństwo takież...
Jedno przyszła żona jego
A ściągła rękę do niego,
Eż jej w rękę wpadł list....
A gdy ten list oglądano,
Natemiesce uznano,
Iż był syn Eufamijanów....

(Z wieku XV).


Zobacz teżEdytuj


 
Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autorów: anonimowy, Gustaw Bolesław Baumfeld.