Zgrzyt piły

<<< Dane tekstu >>>
Autor Bronisława Ostrowska
Tytuł Zgrzyt piły
Pochodzenie Tartak słoneczny
Data wydania 1928
Wydawnictwo Księgarnia F. Hoesicka
Drukarz Drukarnia Narodowa
w Krakowie
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


ZGRZYT PIŁY



Las w śniegu.
Białe anioły drzew błogosławią,
Skrzydlate krzewy klęczą.
Cisza bez dna.
Okiść opada w słońcu
Z drzew.

Śmiertelne tętno lasu drga od gorączki motorów,
tartak wre.
Dygocą zębate gatry,
rzną,
piła się wrzyna w miąższ,
kraje miękko hieroglify słojów pnia.
Sunie wciąż, wciąż
morę desek długich, wąskich, niezliczonych,
jak wieka trumien — na hurt...
Jak wieka trumien dla wszystkiego,
dla wszystkiego cokolwiekbądź żyje na świecie.

Robotnik ostrzy piły...
— Skrry — skrry —
Raz wraz stępionym zębem stali dojeżdża zgrzytliwie do dna

ostrzącego zazębienie toczydła.
Raz wraz iskry tryskają jak elektryczne świeczki na choince
z pod jego zmarzniętych rąk.
— Skrry — Skrry —
Podnosi kołnierz bluzy,
patrzy przez okno na biały, daleki las
i kaszle.

Słuchając zgrzytu pił,
krzesząc błękitne iskry tarciem opornych metali,
patrząc w rozdarcia harmonijnych słojów pnia,
człowiek
nie męczy się, nie zrywa, nie rozpacza
— tylko tęskni.
Tęskni gorzko, boleśnie, nieodparcie
jedną jedyną tęsknotą —
uśmiechu?

Płynie harmonja marzeń między jednym a drugim zgrzytem zębatych pił,
między jedną a drugą gwiazdą zaiskrzonego buntu,
i wiąże je w arkady każdym wzlotem i opadem serca
w świętą budowę muzyczną.
Wznosi się i opada jak oddech wielkich wód,
jak pełzający wąż, jak napinany łuk...
— Skrry — skrry —...




— skrry — skrry —...

Pójdę do miasta i zobaczę znowu czerwony krzyk nieskończonych kominów fabrycznych
i kolejkę bezrobotnych, tępo wpatrzonych w tępy szary bruk,
i posłańców w czerwonych frakach, niosących kinematograficzne plakaty:
dziś — Chrystus, jutro — benefis czterech djabłów...
...I szaleństwo ulicznego zbytku, ocierające się twardo o ludzki głód,
jak ostrzona piła o pilnik opornego metalu.

Trzaby iść długo w tłumie i szukać dziecinnego uśmiechu
i mówić... — Co...?
— Skrry — Skrry —...

Chyba zielony szum lasu zmienić w słowo
i białość śniegu zamienić w słowo i słońce w słowo.
Chyba barwę przetopić na dźwięk,
dźwięk na linję, linję na myśl
i zaznaczyć im strzałką drogę, co wiedzie w uśmiech...
...Stąd?!





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Bronisława Ostrowska.