Bezimienna/Tom I/XXXIII

<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Bezimienna
Wydawca Gebethner i Wolff
Data wyd. 1912
Druk Drukiem Piotra Laskauera
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


XXXIII.

Znalazłszy się w ulicy, dopiero Hela rozmyślać poczęła, jakimby sposobem, nie zwracając niczyjej uwagi, mogła się dowiedzieć o Kapostasa.
Owe poszukiwania rosyjskie w Dobrochowie w chwili, gdy Siechnowicki uciekać stamtąd musiał, łatwo się jej domyślać dozwalały, że najmniejszą nieostrożnością zdradzić może tego, którego całem sercem kochała. Nie miała nikogo znajomego, komuby zaufać mogła... Instynkt kobiecy poprowadził ją do kościoła, miała wiarę w kapłana, spodziewała się od niego wyrozumiałości i pobłażania... nareszcie zachowania tajemnicy... Przeczucie ostrzegało ją o potrzebie ostrożności. Z Bielańskiej ulicy machinalnie przebiegła na Miodową do Kapucynów, uklękła się modlić, a ujrzawszy w konfesyonale siedzącego staruszka z siwą brodą, który nikogo nie spowiadał, zbliżyła się do niego, całując go w rękę. Zakonnik sądził, że chciała uklęknąć do spowiedzi, i wskazał jej miejsce.
— Ojcze mój — rzekła po cichu — nie jestem przygotowana do spowiedzi... alem przyszła jako do duchownego po radę... Jestem bardzo biedna... ludzi się obawiam... nie odmówicie mi ojcowskiego słowa.
Staruszek pochylił się łagodnie.
— Czego to chcesz, dziecko moje?
— O! jestem bardzo biedna — powtórzyła — matkę mam ubogą, siostrę niedorosłą chorą... Oczekuję pomocy od opiekuna, od człowieka, który miał przybyć do Warszawy... Nie wiem, gdzie go szukać, jak o niego pytać, chociaż...
— Dałże ci jaką wskazówkę? — spytał ksiądz.
— Tak jest, mój ojcze, ale wiedząc, że człowiek ten był ścigany, nie śmiem użyć wskazówki, abym... abym go nie zdradziła.
— Bardzo dobrze czynisz, bądź ostrożną.
— Ale przed tobą, ojcze! jak na spowiedzi....
I Hela powiedziała mu nazwisko opiekuna a razem bankiera, u którego mogła się o niego dowiedzieć.
Starzec palec na ustach położył.
— Cicho — rzekł — cicho... dosyć! Rozumiem... U Kapostasa kazał się o siebie dowiedzieć...
— Tak jest, ojcze...
Staruszek nachylił się jej do ucha.
— Nie najlepszą ci powiem nowinę... Kapostasa ktoś zdradził... szukano go w Warszawie, aresztować chciano, musiał biedny uciekać lub siedzi gdzieś w ukryciu.
— A! nieszczęśliwa, cóż ja pocznę! — ręce łamiąc, zawołała Helena.
— To nie potrwa — dodał Kapucyn — bądź spokojna, wróci on, wróci... wypłynie na wierzch, gdy przyjdzie pora... Ale musicie poczekać do wielkiego tygodnia, jak wam wskazano... A bądźcie dobrej myśli — Bóg wielki!
W tej chwili z drugiej strony konfesyonału zastukał klęczący do spowiedzi mężczyzna, Hela pocałowała w rękę staruszka i odeszła.
Mimo pociechy zakonnika... serce jej krwawiło się — czuła ostatnią nadzieję straconą. Czas szedł tak powolnie, a nędza była tak straszną dla chorego dziecięcia!





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.