Czasy saskie, Stanisław August Poniatowski/W Puławach

<<< Dane tekstu >>>
Autor Cecylia Niewiadomska
Tytuł Czasy saskie, Stanisław August Poniatowski
Pochodzenie Legendy, podania i obrazki historyczne
Data wydania 1912
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

W Puławach.

Wspanialszy od Łazienek był pałac w Puławach, prawdziwie królewski pałac, na stromym brzegu Wisły położony, z rozległym i przepięknym widokiem, otoczony ogrodem kwiatowym i parkiem o wiele obszerniejszym i piękniejszym od Łazienek.
Królewska rezydencja. W pałacu sto pokoi, ale to za mało dla licznych gości, stałych domowników, dworu i służby. To też za pałacem ogromny kwadrat tworzą oficyny, a dalej jeszcze oddzielne budynki, osobne domki, rozrzucone w parku, czasem o wiorstę, nawet dwie odległe, dla gości, którzy pragną być u siebie.
A wkoło ogród, drzewa prastare, olbrzymie, szumiące gałęziami dawne dzieje, — klomby, szpalery, aleje, kwietniki, fontanny, oranżerje, łączki aksamitne, śliczne altanki, to znowu park dziki, a dalej las prawdziwy, stary i poważny. W dole Wisła. Droga do niej po łączce, wśród klombów i krzewów; na Wiśle strojne łodzie, w dali kępa miejsce wycieczek, piękne, zielone, przeglądające się w błękitnej fali. Na kępie teatr letni, — jak w Łazienkach.
Lecz w pałacu jest drugi teatr, na zimę. Goście lubią tę zabawę. Grają sami. Sztuki pisze poeta Kniaźnin, który stale w Puławach mieszka, nauczyciel dzieci książęcych. Grają też innych autorów: Niemcewicza i Zabłockiego.
Gospodarz domu, książę Adam Czartoryski, cioteczny brat Poniatowskiego i niegdyś kandydat do tronu, sam też pisze niekiedy, choć bardzo jest zajęty poważnymi obowiązkami. Generał artylerji i kierownik Szkoły Rycerskiej w Warszawie, nie może stale przebywać w Puławach. Obchodzą go żywo wszystkie sprawy kraju i w każdej pracy, bierze czynny udział; żyje myślą o lepszej przyszłości narodu, w młodzieży całą pokłada nadzieję: ona zmieni i odbuduje, co do upadku się chyli. Dla niej napisał Katechizm kadecki, by wpoić w nią poczucie moralnej wartości człowieka i obowiązków jego względem kraju.
Małżonka jego, księżna Izabela, miała zupełne prawo do wielkiej miłości, jaką darzyli ją wszyscy. Prawdziwa przyjaciółka i opiekunka ludu, dbała wszędzie o jego dolę i oświatę, w Puławach zaś, gdzie przebywała najczęściej, znała wszystkich wieśniaków po imieniu, odwiedzała ich chaty, trzymała dzieci do chrztu, godziła spory, ratowała w każdej potrzebie. Napisała dla ludu piękną książkę p. t. Pielgrzym w Dobromilu, którą i dzisiaj każdy przeczytać może z przyjemnością. Pobożny pielgrzym opowiada w niej dzieciom wiejskim o królach, bohaterach, a zarazem własnym przykładem uczy pracowitości, porządku, wpaja w nie piękne myśli i uczucia. Są w tej książce i ładne powiastki z życia ludu.
Najmilszą jej rozrywką był ukochany ogród, który podług swego gustu urządziła. Sama tutaj sadziła i szczepiła drzewka, zbierała nasiona kwiatów, układała kwietniki, klomby, hodowała rzadkie rośliny. Tu umieściła także Świątynię Sybilli, t. j. niewielki lecz piękny budynek, nakryty szklaną kopułą, więc oświetlony tym sposobem z góry. Wewnątrz jedna okrągła sala, z głęboką niszą naprzeciwko wejścia — to muzeum pamiątek narodowych. Oto widzimy w głębi miecz krzyżacki, ofiarowany królowi Jagielle pod Grundwaldem, — oto miecz Czarnieckiego, — dalej starożytne zbroje, hełmy, pancerze, szable, buławy wysadzane drogimi kamieniami, buzdygany, topory, łuki ogromne, sajdaki, — tam buńczuki tureckie, zdobyte sztandary, pamiątki z pod Chocimia i Wiednia, — i burka Żółkiewskiego, w której padł pod Cecorą, pokłuta spisami, ślady krwi na niej widoczne.
A tu w drogich szkatułkach cenne pamiątki po królach: łańcuchy złote, krzyże, pierścienie, zegarki: przy każdym imię właściciela: Anny Jagiellonki, Zygmuntów, Batorego.
I jeszcze inne skarby: puhary i dzbany bardzo starożytne, naczynia stołowe, broń myśliwska i rogi.
Gdy gość samotny znalazł się tu w ciszy — wstawały z grobów dawno umarłe postaci, otaczały go szeregiem obrazów chwały i zwycięstw, klęsk, wróżb tajemniczych, przeszłość stawała przed nim — czasem przyszłość, — i wychodził głęboko wzruszony i spragniony szlachetnych czynów.
Cóż dziwnego, że w pięknych, gościnnych Puławach nie zbywało na gościach, że przebywali tutaj po lat kilka ludzie, mający własne majątki. Tutaj im było lepiej. Każdy się czul u siebie. Jeśli przyjechał dla pracy, mógł nie widywać nikogo, nie siadać do wspólnego stołu, miał na rozkazy wszystko, czego potrzebuje umysł, serce i żołądek.
Bibljoteka puławska była jedną z największych w kraju, zawierała nieocenione, nieznane jeszcze skarby: cały raj dla uczonych.
Ale większość pragnęła towarzystwa i rozrywki. Bawiono się też rozmaicie, wesoło i poważnie, stosownie do wieku i usposobienia. Można tu było spotkać ludzi zasłużonych, znanych w kraju i szanowanych powszechnie, poetów i artystów, uczonych, cudzoziemców, oryginałów — to też rozmowy prowadzono zajmujące, ciekawe dla każdego.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Cecylia Niewiadomska.