Filantropja
<<< Dane tekstu >>> | |
Autor | |
Tytuł | Filantropja |
Pochodzenie | Rzeczy wesołe |
Wydawca | Instytut Wydawniczy "Bibljoteka Polska" |
Data wyd. | 1922 |
Druk | Zakłady graficzne Instytutu Wydawniczego „Bibljoteka Polska“ w Bydgoszczy |
Miejsce wyd. | Warszawa |
Ilustrator | Kamil Mackiewicz |
Źródło | Skany na Commons |
Inne | Cały zbiór |
Indeks stron |
Piękna pani, podobna do orchidei, która się ubiera u najdroższej krawcowej, piękna pani ze złotawym połyskiem oczu, z nogą nieco za grubą, piękna pani zawsze w przecudnych sukniach, zawsze w oberwanej halce i zawsze w przepysznej bieliźnie (niewiadomo gdzie człowiekowi zdarzy się rozbierać — któż to wie!?) — piękna ta pani ma męża od lat trzech i kochanków, od lat czterech.
Piękna pani tedy ma teraz również kochanka. Kochanek dla kobiety jest czemś koniecznie potrzebnem; zaprawdę że to nie paradoks. Gdyby Marynia Połaniecka miała była kochanka, powieść polska byłaby bardziej zajmująca, niż jest; ale Marynia Połaniecka kochała się w polskich żabach. Instytucja kochanków została legalizowana, termin się utarł i nic już na to nikt nie poradzi. Kobieta może być nawet uczciwa, — ale kochanka mieć musi. Może to być ostatniego rzędu idjota, kobieta będzie go ceniła mniej niż podartą pończochę, ale pójdzie do jego mieszkania. Jakto? Ta ma kochanka i tamta go ma, a ja mam być od macochy? Ten pali papierosy, ten zażywa morfinę, a uciemiężonej kobiecie nie wolno zaznać wzruszeń ukrywania się przed kamienicznym stróżem, jeżdżenia w zamkniętej dorożce, wyczekiwania w cukierni albo w kościele, uciekania tylnemi schodami? To jest romantyzm kobiecej duszy i jej poezja. Potem się mówi: och! co ta kobieta przeżyła! Nie żal jej będzie umierać...
A kiedy idzie ulicą, ludzie mówią: to jest ta, co ma kochanka.
Duma podnosi jej suknie na piersiach, chciałaby, by o tem wiedzieli wszyscy, oprócz męża naturalnie.
Kobiety kochają się najczęściej w poetach i oficerach; pozatem we wszystkiem, co żyje. Można nieraz nie być poetą, ale nosić czerwony krawat w złote prążki, a to już wystarczy; „jaką on musi mieć duszę, jeśli dobiera kolorów tak subtelnych“ — mówi kobieta.
Zdarzają się jednak kobiety, które nie mają kochanków; to przecież jest paradoks. Nie chciałem temu wierzyć, ale mi mówił o tem przyjaciel mój, który potem, prosta rzecz, zwarjował. Optymizm wybujały jest chorobą taką samą, jak każda inna.
I piękna pani miała kochanka.
Dla pieniędzy?
Niech Bóg broni! Mąż miał majątek.
Kochała się w poecie?
Szaleństwo! Pfękria pani lubi, aby jej kochanek miał czystą bieliznę.
Wymarzyła sobie ideał?
Cóż znowu! Piękna pani nie daje się brać na cukry i kwiaty, a ideał to nie jest przecież złota bransoleta z rubinem.
Piękny był?
Wcale nie był piękny! Niech się nikomu nie zdaje, że kobiecie piękność męska zbytnio imponuje; byłaby to małoduszność. Kobieta ceni muskuły. Dlatego wielkie panie wychodzą za cyganów i za górali.
Rycerz to był, czy król?
Kobiety nie oślepia społeczne stanowisko; linoskoczek, król czy biskup — jest jej to wszystko jedno.
Któż tedy zbada, dlaczego w kimkolwiek kocha się kobieta. Kobieta nato nigdy nie odpowie wyraźnie.
A piękna pani kochała do szaleństwa.
Stało się raz, że ją mąż znalazł w objęciach osiemnastoletniego młodzieńca, który marzył o niej i o egzaminie z łaciny.
— Jezus! Marja! — krzyknął mąż.
Młodzieniec obrażony wyszedł, ukłoniwszy się z nonszalancją.
— To jest twój kochanek?
Piękna pani miała w oczach godność obrażonej królowej.
— Zwarjowałaś?
— Nie! Wiem co robię!
— I to był twój kochanek!
— Tak!
Mąż, jak zawsze mąż, nie znał subtelności kobiecej natury. Więc się nie wściekł, ani nie strzelał, tylko stał mocno zaciekawiony.
— Moja droga, o jedno cię poproszę...
— Możesz mnie zabić, proszę. On był moim kochankiem.
— Nie o to idzie. Jedno mi powiedz...
— Pytaj.
— Moja droga... Jeśli już nie ja, to przecież było tylu innych, tylu innych. Mogłaś wybierać...
Piękna pani cofnęła się o dwa kroki w tył, jak pantera.
— Ty... ty... bydlę!
— Co takiego?
— Powtarzam ci: jesteś bydlę. Zwracam ci uwagę, że zniewagi nie zniosę.
Mąż, jak zawsze mąż, zaczynał być wesoły. Był bowiem na kochanka przygotowany, tylko nie na takiego.
— Ależ nie, — rzekł wesoło — nie o to idzie... Nie chcę cię obrażać. Powiedz mi tylko, co cię skłoniło do oddania się temu smarkaczowi? Kobieto! Oszalałaś! To przecież dziecko.
— Właśnie dlatego to uczyniłam.
— Jak? Nie dosłyszałem...
Piękna pani miała w oczach dwie łzy i dwa pioruny.
— Właśnie dlatego to uczyniłam. Dlatego, że to dziecko. Uczyniłam tak, jak mi nakazywało sumienie.
— Co ci nakazywało?
— Sumienie!
— Usiądź moja droga, to zaczyna być ciekawe.
— Będę stała. Proszę się nade mną nie litować.
— Więc ci nakazywało sumienie?
Piękna pani uderzyła silnie w klawisze.
— Tak... Za brutalny jesteś, abyś to pojął. Oddałam mu się, aby go ratować. To dziecko nie zna życia i brudu... ! brud byłby go pochłonął... Czy słyszysz? Brud byłby go pochłonął...
— Nie krzycz tak... rozumiem.
— Nieprawda! Nie rozumiesz! Ocalić go chciałam, przed tem, co gubi i toczy najpiękniejszą młodość: przed płatną miłością.
— Aha! — zawołał mąż.
Zdaje się, że jej wtedy rozbił krzesłem głowę, krzywdę jej niesłuszną czyniąc. Taki mąż nigdy nie może zrozumieć pobudek.
Biedna piękna pani! Zwierz nigdy nie zrozumie filantropji. A przecież kobieta ma nieraz kochanka z prostej, jasnej, uczciwej filantropji.
Biedna, piękna pani!