George Sand (Wotowski)/Historja zerwania

<<< Dane tekstu >>>
Autor Stanisław Antoni Wotowski
Tytuł George Sand
Podtytuł Aurora Dudevant. Kobieta nieposkromionych namiętności. Ostatnia miłość w życiu Chopina
Wydawca „Drukarnia Teatralna“ F. Syrewicza i S-ki
Data wyd. 1928
Druk „Drukarnia Teatralna“ F. Syrewicza i S-ki
Miejsce wyd. Warszawa
Ilustrator Julien-Léopold Boilly
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


HISTORJA ZERWANIA.

Jeśli pani Sand nie udało się zohydzić Chopinowi z nią stosunku... nawet złośliwą powieścią, to do ostatecznego zerwania przyczyniły się dzieci.
Skoro dzieci podrastają bawią się w sędziów swoich rodziców. Przedewszystkiem mamy Maurycego, dwudziesto dwu letniego młodzieniaszka, wielce psutego przez matkę, wychowanego Bóg wie jak, niedokończonego malarza a literata w wolnych chwilach, który zapowiada się jako skończony typ wykolejeńca życiowego. Zdolny lecz samowolny i arbitralny.
Od pobytu na Majorce miał czas przyzwyczaić się do Chopina, żyjąc z nim przez tyle lat pod jednym dachem. Lecz, jeśli stosunek był na początku znośny, to w następstwie poczyna się psuć. Jest świadkiem ciągłych nieporozumień, sprzeczek, dąsów i zatargów, a gorąco przywiązany do matki oczywiście staje po jej stronie, uważając Fryderyka za chorowitego, nieznośnego i zgryźliwego intruza. Oczywiście pan Dudevant — ojciec — którego widuje od czasu do czasu, dorzuca odpowiednie słówko. Pozatem, ten przybysz o wielkopańskich manierach i pogardliwem zachowaniu, wtrąca się do ich spraw domowych.
Istotnie artysta uważając siebie niemal za członka rodziny, czynił nieraz cierpkie uwagi. Specjalnie poszło o niejaką Augustynę Brault, daleką krewną Sand, wychowywaną wraz z dziećmi. O ile Augustynę kochał Maurycy o tyle niecierpiała jej siostra jego, Solange... i żądała kategorycznie usunięcia z domu, twierdząc iż pomiędzy nią a bratem istnieją bliższe stosunki. Na tem tle dochodziło do ciągłych zatargów a Chopin stanął ostro po stronie Solange.
Dziwna dziewczyna ta Solange! Bardzo przystojna, lecz skryta, popędliwa, namiętna, czasem podstępna nawet... Fryderyk lubił ją, może przypominała mu w młodości George. Solange, zato nie cierpi matki i często dochodzi między niemi do scen gwałtownych... zbyt wzajemnie są z usposobienia podobne.
Ponieważ Chopin staje stale otwarcie po stronie Solange — Sand robi mu na złość — oddala starego przywiązanego sługę-polaka i stara się dokuczyć różnemi drobiazgami.
Poczyna się jawnie wrogi stosunek a George nie ukrywa nadal swej niechęci do kochanka.
Dnia pewnego wybucha gwałtowna sprzeczka pomiędzy Maurycym a Chopinem z powodu jakiegoś drobiazgu. Najprzód mówią sobie szereg rzeczy przykrych, takich, których nie zapomina się nigdy, po chwili padają w objęcia. To początek. Scysje zdarzają się coraz częściej.
— O jednego z nas tu za dużo — woła Maurycy i pragnie opuścić dom.
Matka rozpacza. Chopin pochyla głowę. To on odejdzie. Nikt nie mówi słowa, aby go zatrzymać.
Wyjechał nazajutrz w pierwszych dniach listopada.
Siedem i pół lat temu wstecz przybywał do Nohant po raz pierwszy z ciałem zbolałem, lecz duszą silną.
Dziś dusza była złamana.


∗                    ∗

Tymczasem w Nohant miał się rozegrać ostatni akt dramatu, tym razem pomiędzy dziećmi. Aby być zupełnie wolną, matka pragnęła koniecznie wydać zamąż Solange, za sąsiada p. des Préaulx, gdy naraz nowy aktor ukazuje się na scenie.
Jest nim rzeźbiarz Clésinger.
Prosił o pozwolenie wyrzeźbienia biustu pani Sand; ujrzał Solange i zakochał się od pierwszego wejrzenia. Ona równie szybko. Małżeństwo z p. des Préaulx zostało odłożone w nieskończoność, mimo protestów George, która zdążyła już była zebrać o malarzu informacje niezbyt pochlebne. „Pan nieprzyjemny, muszkieter przedzierzgnięty w artystę, zachowujący się stale jak gdyby był w szynku, lub swojej pracowni“ — mówiono.
Sand postanowiła nowej miłości przeszkodzić.
Ale Clésinger zjawia się potajemnie w Nohant, również potajemnie spotyka z Solange a potem tak gwałtownie oświadcza matce, że muszą się pobrać, iż ta przestraszona ustępuje.
Chopin dowiaduje się o tych zajściach z boku. Czuje się niemi głęboko dotknięty. Zapomniano więc o nim, nikt go nie prosi o radę, ani o pomoc. Ze zmartwienia zachorował, ale tym razem nie pielęgnuje go już George a Marcelina Czartoryska...
George tylko pisze do Grzymały:
„Będę w Paryżu na kilka dni i jeżeli Chopina będzie można przewieść, sprowadzę go tu... Porozmawiaj z nim i wytłomacz, aby się nie wtrącał do dzieci. Jeśli mu powiem, że Clésinger, którego nie cierpi zasłużył na nasze przywiązanie, znienawidzi go jeszcze więcej, a przez to będzie znienawidzony przez Solange... Wiem, że wielu oskarża mnie, iż go wyczerpałam gwałtownością mych zmysłów, drudzy, iż go doprowadziłam do rozpaczy memi wybrykami. Sądzę, wiesz, ile w tem prawdy...
Uczyniłam się jego niewolnicą we wszystkich chwilach życia, w jakich mogłam to uczynić nie wyróżniając go ponad moje dzieci, którym wpojenie szacunku było misją tak trudną i delikatną do zachowania... Doszłam do męczeństwa... Niebo jest jednak straszliwe, gdyż mimo wszystkich wysiłków, ten którego kocham... umiera jako ofiara przywiązania nierozumnego do mnie...“
Aby zrozumieć dalszy ciąg wypadków przytoczę anegdotę, przez większość biografów przemilczaną:
W owym czasie odwiedził na wsi podstarzałą, ale jeszcze dość apetyczną Sand — krytyk Wiktor Borie.
Sand była spragniona życia... i tam... na ławeczce złączyły się ich usta.
Fakt ten nie uszedł uwagi Solange, chwilowo jednak udała, że nic nie widzi.
Pośpiesznie, jakby w tajemnicy 20 maja odbył się jej ślub w Nohant. Pan Dudevant asystował przy tej dziwacznej ceremonji, gdzie córka w parafjalnych aktach nie podpisała się własnem nazwiskiem, ale pseudonimem matki. George zwichnęła nogę i musiano ją z kościoła zanieść do domu.
— Nigdy ślub nie był mniej wesoły! — mówiła.
W miesiąc po ślubie wybuchnęła awantura.
Kłótnia tak gwałtowna, że Clésinger podniósł młot na Maurycego i zabiłby go może, gdyby Sand nie rzuciła się na zięcia, uderzając go w twarz, za co otrzymała w zamian uderzenie pięścią w piersi. Dalszej bójce zapobiegli przyjaciele i służący, rozdzielając, na szczęście, zwaśnionych — inaczej Maurycy, uzbrojony w pistolet, zastrzeliłby rzeźbiarza na miejscu.
Oczywiście, Clésingerowie natychmiast opuścili Nohant.
George, która zdołała już zapomnieć o uściskach Wiktora Borie — nagle niepokoi się o Chopina.
W liście do swej przyjaciółki pisze, aby zabrał klucze od jej mieszkania i pod żadnym pozorem nie wpuszczał tam Clésingerów, bo wszystko wyniosą — w drugim zapytuje czemu niema o Fryderyku żadnych wiadomości, czemu Fryderyk milczy?
Dla czego milczał?
Pierwszą wizytą, jaką złożyła Solange w Paryżu, były odwiedziny u mistrza.
Skoro opowiedziała mu ostatnie wypadki zauważył:
— Nie dobrze krytykować matkę! Wszak i cyprysy mają swe kaprysy!
— Et taką matkę! — zawołała dziewczyna.
— Ależ proszę cię Solange, bądź łaskawa wyrażać się o niej przyzwoiciej w mojej obecności!
— Czy panu wreszcie się oczy otworzą? — zawołała z pasją.
— Nie rozumiem? — zbladł Chopin.
— Trzeba doprawdy anielskiej niewinności, aby nie widzieć, co wyprawia... czemu pana ostatecznie wydalono z Nohant...
— Co? co?...
— Najprzód Piotr Leroux, potem robotnicy — poeci, w końcu Wiktor Borie...
— Kłamstwo!
— Sama widziałam, jak się wyściskiwali. Przecież powiedział jej to wyraźnie Clésinger!...
Zakrył głowę rękami.
— Boże... Boże... wstrętny brud...
Po tym fakcie nastąpiły dwa listy: Chopina do Nohant i stamtąd odpowiedź. Treść tych listów do nas nie doszła, ale musiała być straszna. Jedynie odpowiedź Sand czytał malarz Delacroix, któremu ją pokazywał artysta i nazywał pismo „okrutnem“... co do bliższych szczegółów jednak milczał, ze względu na dane słowo.
Zerwanie podcięło całkowicie Chopina. Zbyt jednak był dumnym, aby cośkolwiek dać poznać po sobie, trawił ból wewnątrz. Jak na rękę rozstanie musiało być pani Sand, skoro ona, tak szalejąca po stracie Musset’a — nie odzywała się teraz słówkiem, unikała niemal w rozmowach imienia Fryderyka. Czasem, czując, iż wytłomaczyć zerwanie trzeba, oświadczała:
„Poróżnili nas źli ludzie!“
O przeżyciach mistrza niech świadczy list pisany do siostry: „Nie napisaliśmy do siebie słówka ani ona do mnie, ani ja do niej. Poleciła wynająć swe mieszkanie w Paryżu... Bawi się w przedstawienia amatorskie tam, na wsi, w pokoju ślubnym swej córki, stara się zagłuszyć, zapomnieć, jak może, dopóki nie obudzi pod wpływem serdecznego bólu. Położyłem krzyż na niej. Niechaj Bóg ją ma w swej opiece, skoro odróżnić nie potrafi prawdziwego przywiązania od pochlebstwa... Przyjaciele i sąsiedzi długo nie pojmowali nic z tego, co się odbywa tam, w ostatnich czasach, lecz zapewne już przywykli. Nakoniec, nikt nigdy nie dostosuje się do kaprysów podobnej istności.
Osiem lat życia na pół ustatkowanego — to było zbyt wiele. Bóg zezwolił, iż były to właśnie lata, w których dorastały dzieci i gdyby nie ja, niewiem od jak dawna znalazłyby się u ojca, nie u niej... Maurycy przy pierwszej sposobności ucieknie do ojca. Ale może lepiej i lepsze warunki dla rozwoju tam znajdzie... Nie troszcz się o to wszystko, to tak dawno przeszło! Czas jest wielkim lekarzem. Dotychczas jeszcze nie uspokoiłem się — oto przyczyna czemu nie piszę; wszystko co rozpoczynam — palę natychmiast. A miałbym tyle wam do napisania... Lecz lepiej nic nie pisać!“
Skoro się wiele cierpi i wiele skarg ciśnie na usta — milczeć! Rys zasadniczy charakteru Chopina!
Lecz spotkali się oni raz jeszcze w marcu 1848 r., przypadkowo, u pani Marliani.
George Sand zbliżyła się do niego, bełkocąc:
— Fryderyku!
Spotkał jej wzrok obojętnie, zbladł, wstał i wyszedł bez pożegnania.
Istotną prawdę o wszystkich krzywdach doznanych od Sand, zabrał Chopin wraz z sobą do grobu.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stanisław Antoni Wotowski.