Kapitał. Księga pierwsza (1926-33)/Dział pierwszy. Towar i pieniądz/Rozdział drugi

<<< Dane tekstu >>>
Autor Karl Marx
Tytuł Kapitał. Księga pierwsza
Podtytuł Krytyka ekonomji politycznej
Redaktor Jerzy Heryng, Mieczysław Kwiatkowski (red. tłum. pol.),
Friedrich Engels, Karl Kautsky (red. oryg.)
Wydawca Spółdzielnia Księgarska Książka,
Księgarnia i Wydawnictwo "Tom"
Data wydania 1926-33
Druk M. Arct, Warszawa
Drukarnia „Monolit“, Warszawa
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Jerzy Heryng,
Mieczysław Kwiatkowski,
Henryk Gustaw Lauer,
Ludwik Selen
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Indeks stron
Rozdział drugi.
PRZEBIEG WYMIANY.

Towary nie mogą, same udać się na rynek i same się zamieniać. Musimy więc rozejrzeć się za ich opiekunami, posiadaczami towarów. Towary są to rzeczy, a więc wobec człowieka są bezbronne. Jeśli nie słuchają dobrowolnie, może on użyć siły,[1] czyli je wziąć. Posiadacze zaś, aby ustalić między temi rzeczami stosunek towarowy, muszą uznawać siebie nawzajem za osoby, których wola żyje w ich towarach, tak iż każdy, pozbywając się swojego towaru, przyswaja sobie towar cudzy tylko za przyzwoleniem drugiego posiadacza, a więc na mocy zobopólnego aktu woli. Muszą się więc wzajemnie uznawać za prywatnych właścicieli. Ten stosunek prawny, przybierający postać kontraktu — bądź formalnego, bądź nie — jest stosunkiem woli, odzwierciedlającym stosunek ekonomiczny.
Treść tego stosunku wolowego i prawnego jest wyznaczona właśnie przez ów stosunek ekonomiczny.[2] Osoby wchodzą tu w grę tylko jako przedstawiciele towarów, czyli jako ich posiadacze. Przekonamy się zresztą, nieraz w dalszym ciągu, że ekonomiczne maski osób działających są zwykle tylko uosobieniem stosunków ekonomicznych, które osoby te wyobrażają we wzajemnych swych stosunkach.
Dla towaru każdy inny gatunek towaru jest tylko przejawem jego własnej wartości; tem właśnie towar różni się od swego właściciela. Towar jest urodzonym cynikiem i levellerem[3] i dlatego zawsze gotów ciało i duszę pozamieniać z każdym innym towarem, choćby ten miał więcej cech odrażających, niż Maritorna.[4] Towarowi brak zmysłu dla oceny konkretnych cech innego towaru; brak ten wynagradza właściciel towaru zapomocą swoich pięciu i więcej zmysłów. Jego własny towar nie posiada dla niego bezpośredniej wartości użytkowej. W przeciwnym wypadku nie zaniósłby go na rynek. Przedstawia on wartość użytkową dla innych. Dla niego posiada on tę tylko wartość użytkową, że jest nosicielem wartości wymiennej i dzięki temu środkiem wymiany.[5] Dlatego chce się go pozbyć wzamian za towar, którego wartość użytkowa może zadowolić jego potrzebę. Żaden towar nie jest wartością użytkową dla swego posiadacza; wszystkie są wartościami użytkowemi dla tych, którzy ich nie posiadają. Muszą więc powszechnie przechodzić z rąk do rąk. Ale to przechodzenie stanowi wymianę, a wymiana ustosunkowuje je wzajemnie jako wartości, realizuje je jako wartości. Towary muszą się wpierw zrealizować jako wartości, zanim się zrealizują jako wartości użytkowe.
Z drugiej strony muszą dowieść tego, że są wartościami użytkowemi, aby móc się zrealizować jako wartości. Gdyż praca, wydatkowana na nie, ma znaczenie tylko wówczas, gdy została wydatkowana w postaci użytecznej dla innych. Czy jest ona użyteczna dla innych, czy więc jej wytwór zaspakaja cudze potrzeby, to może się okazać tylko przez wymianę.
Każdy posiadacz towarów chce się pozbyć swego towaru tylko wzamian za taki inny towar, który zaspokaja jego potrzebę. O tyle zamiana jest dla niego sprawą prywatną, indywidualną. Z drugiej strony chce on zrealizować swój towar jako wartość, czyli zrealizować go w jakimkolwiek innym towarze o tej samej wartości, niezależnie od tego, czy jego własny towar posiada wartość użytkową dla właściciela tamtego towaru, czy też nie. O tyle zamiana jest dla niego sprawą ogólnospołeczną. Lecz ta sama sprawa nie może być zarazem dla wszystkich posiadaczy towarów i czysto indywidualną i tylko ogólnospołeczną.
Przy bliższem zbadaniu tej rzeczy zobaczymy, że dla każdego posiadacza towarów każdy obcy towar przedstawia się jako szczególny równoważnik jego towaru, a więc jego towar jako ogólny równoważnik wszystkich innych towarów. Ponieważ jednak dzieje się tak ze wszystkimi posiadaczami towarów, przeto żaden towar nie jest ogólnym równoważnikiem i towary nie posiadają ogólnej względnej formy wartości, zapomocą której mogłyby być przyrównane jako wartości i porównywane co do wielkości wartości. Przeciwstawiają się więc one sobie wogóle nie jako towary, lecz jedynie jako wytwory, czyli wartości użytkowe.
W tym kłopocie nasi posiadacze towarów myślą jak Faust: „Na początku był czyn“. I dlatego działali zanim jeszcze zaczęli myśleć o swem działaniu. Prawa przyrodzone towarów ujawniają się w przyrodzonym instynkcie posiadaczy towarów. Mogą oni ustalić między swemi towarami stosunek wartościowy, a więc towarowy tylko dzięki temu, że przeciwstawiają je jakiemuś innemu towarowi, jako ogólnemu równoważnikowi. To wynika z poprzedzającego rozbioru towaru. Ale pewien określony towar może stać się ogólnym równoważnikiem jedynie mocą czynu społecznego. Działanie społeczne wszystkich innych towarów wydziela więc pewien określony towar, zapomocą którego wyrażają one powszechnie swoją wartość. Przez to postać przyrodzona wyłączonego towaru staje się formą równoważną ogólną, społecznie uznaną, a rola ogólnego równoważnika właściwą mu funkcją społeczną. W ten sposób towar staje się pieniądzem. „Ci jedną myśl mają i moc: władzę swoją bestji podadzą, iżby żaden nie mógł kupić ani przędąc, jedno który ma cechę, albo imię bestji, albo liczbę imienia jej“. (Apokalipsa).[6]</ref>.
Pieniądz jest kryształem, który wyłania się z procesu wymiany, polegającego na tem, że przyrównywamy do siebie rozmaite wytwory pracy i przez to zamieniamy je w towary. Rozpowszechnienie i historyczny rozwój wymiany rozwija utajone w towarze przeciwieństwo między wartością użytkową a wartością wymienną. Potrzeba uzewnętrznienia w praktyce tego przeciwieństwa pcha do stworzenia samodzielnej formy wartości towaru i dążenie to nie ustaje dopóty, dopóki cel nie zostanie osiągnięty przez rozdwojenie towaru na towar i pieniądz. W miarę jak wytwory pracy przeistaczają się w towary, towar przeistacza się w pieniądz.[7]
Bezpośrednia zamiana wytworów zarazem posiada formę prostego wyrazu wartości i nie posiada jej. Owa forma brzmiała: x towaru A = y towaru B, forma zaś bezpośredniej zamiany brzmi: x wartości użytkowej A = y wartości użytkowej B[8]. Przedmioty A i B nie są tu towarami przed zamianą, lecz stają się niemi dopiero dzięki zamianie. Przedmiot użytku może stać się wartością wymienną dopiero wtedy, gdy przestaje być wartością użytkową dla swego posiadacza dzięki temu, że znajduje się w ilości przekraczającej jego bezpośrednie potrzeby. Rzeczy są ze swej istoty przedmiotami zewnętrznemi względem człowieka, a więc może się on ich wyzbyć. Aby to wyzbywanie się było obustronne, wystarcza, by ludzie milcząco uznali się wzajemnie za prywatnych właścicieli tych przedmiotów zbytu i występowali dzięki temu wobec siebie jako osoby niezależne. Jednak taki stosunek wzajemny obcości nie zachodzi między członkami pierwotnej spólnoty, czy to będzie rodzina partjarchalna, czy staroindyjska gmina, czy państwo Inków w Peru i t. d. Zamiana towarów zaczyna się dopiero na granicy spólnoty, w jej punktach styczności z obcemi spólnotami lub członkami obcych spólnot. Skoro jednak rzeczy stają się towarami nazewnętrz spólnoty, stają się też niemi niebawem iw jej życiu wewnętrznem. Stosunek ilościowy, w którym się zamieniają, jest z poczętku zupełnie przypadkowy. Są one zamienialne dzięki woli swych posiadaczy, którzy chcę się ich wyzbyć. Stopniowo jednak zapotrzebowanie obcych przedmiotów użytecznych zakorzenia się i utrwala. Stałe powtarzanie aktu zamiany czyni zeń normalny proces społeczny. To też z czasem część przynajmniej wytworów pracy zostaje wytwarzana specjalnie w celu zamiany. Od tej chwili utrwala się z jednej strony rozróżnianie między użytecznością przedmiotów dla bezpośredniej potrzeby i ich użytecznością dla zamiany; następuje rozdział między wartością użytkową a wartością wymiennę. Z drugiej strony ilościowy stosunek, w którym się przedmioty zamieniają, staje się zależny od samej ich produkcji. Zwyczaj ustala te stosunki jako pewne ilości wartości.
Przy bezpośredniej zamianie wytworów każdy towar jest środkiem wymiany dla swego właściciela, równoważnikiem zaś dla tego, który go nie posiada, ale tylko o tyle, o ile przedstawia dlań wartość użytkową. Przedmiot wymiany nie otrzymuje więc jeszcze formy wartości, niezależnej od swej własnej wartości użytkowej lub od indywidualnej potrzeby zamieniających się. W miarę wzrostu liczby i różnorodności towarów, wciąganych w przebieg wymiany, wzrasta potrzeba takiej formy. Wraz z zadaniem zjawiają się środki jego rozwiązania. Przy wymianie, gdzie posiadacze towarów zamieniają swoje artykuły na inne i z niemi je porównywają, zdarzać się musi, że różni posiadacze zamieniają swoje towary na jeden i ten sam trzeci gatunek towaru i porównywają je z nim co do wartości. Taki trzeci towar, stając się równoważnikiem dla rozmaitych innych towarów, otrzymuje bezpośrednio, jakkolwiek w wąskich granicach, formę równoważną ogólną, czyli społeczną. Ta ogólna forma równoważna powstaje i znika wraz z tym chwilowym społecznym kontaktem, który ją do życia powołał. Rolę tę spełnia przejściowo i kolejno to jeden, to drugi towar. W miarę rozwoju wymiany towarów czynność ta wiąże się na stałe z pewnemi określonemi gatunkami towarów, czyli krystalizuje się w formie pieniężnej. Do którego towaru forma ta przyrasta, jest to zrazu dziełem przypadku. Jednak o wyborze naogół decydują dwie okoliczności. Forma pieniężna przywiązuje się bądź do najważniejszych towarów obcych, przywożonych w celu zamiany, które istotnie są pierwotną formą uzewnętrzniania się wartości wymiennej wytworów miejscowych, bądź też do przedmiotów użytku, stanowiących główny składnik miejscowego ruchomego bogactwa, jak naprzykład bydło. Forma pieniężna rozwija się najwcześniej u plemion koczowniczych, gdyż cała ich własność ma postać ruchomą, a więc nadaje się do zbytu, i ponieważ ich sposób życia wprowadza je wciąż w styczność z obcemi spólnotami, a więc daje pochop do wymiany. Człowiek-niewolnik nieraz był używany przez swych bliźnich, jako pierwotny materjał pieniężny, ziemia jednak nigdy nie odgrywała tej roli. Podobna myśl mogła powstać dopiero w rozwiniętem społeczeństwie burżuazyjnem. Powstała ona istotnie w końcu 17 wieku, a dopiero w sto lat później, w czasie wielkiej rewolucji mieszczańskiej we Francji, spróbowano ją urzeczywistnić w skali ogólnonarodowej.
W tym samym stopniu, w którym wymiana towarów przekracza ciasne granice lokalne i wartość towaru staje się wcieleniem pracy ludzkiej wogóle, również forma pieniężna staje się udziałem towarów, które z samej natury swojej nadają się do spełniania funkcji społecznej ogólnego równoważnika, mianowicie kruszców szlachetnych.
Fakt, iż „chociaż złoto i srebro nie są z natury pieniądzem, pieniądz z natury jest srebrem i złotem“[9] wskazuje na zgodność ich własności przyrodzonych z ich funkcjami[10]. Dotąd znamy jednak tylko jedną funkcję pieniądza, tę mianowicie, że jest przejawem wartości towaru, czyli materjałem, w którym wartości towarów kształtują swe odpowiedniki społeczne.
Tylko towar, którego wszystkie egzemplarze są jednakowe, nadaje się do ucieleśniania wartości, czyli pracy ludzkiej oderwanej, a więc jednakowej. Z drugiej strony, ponieważ różnice między wartościami są czysto ilościowe, więc towar-pieniądz musi być zdolny do przedstawiania różnic ilościowych czyli musi być dowolnie podzielny i równie łatwo łączony. Złoto i srebro posiadają właśnie te cechy z natury.
Towar — pieniądz otrzymuje podwójną wartość użytkową. Obok swej zwykłej wartości użytkowej jako towaru, naprzykład jako złota, służącego do plombowania zębów, do wyrobu zbytkownych przedmiotów, otrzymuje on formalną wartość użytkową, wynikającą z jego szczególnych funkcyj społecznych.
Ponieważ wszystkie towary są tylko szczególnemi równoważnikami pieniądza, a pieniądz jest ich ogólnym równoważnikiem, więc poszczególne towary odnoszą się do pieniądza, jako do ogólnego towaru[11].
Widzieliśmy że forma pieniężna jest tylko trwałem odbiciem w jednym i tym samym towarze stosunków między wszystkiemi innemi towarami. To, że pieniądz jest towarem[12] może być nowiną tylko dla tego, który przyjmuje za punkt wyjścia jego rozwiniętą postać, aby ją następnie poddać rozbiorowi. Wymiana nie nadaje towarowi, który zamienia się w pieniądz, wartości, lecz jedynie szczególną formę wartości. Pomieszanie tych pojęć doprowadziło niektórych do tego, że uważali wartość złota i srebra za urojoną[13]. Ponieważ pieniądz może być zastąpiony w pewnych funkcjach przez proste znaki pieniężne, więc powstało inne błędne mniemanie, jakoby był tylko znakiem. Z drugiej strony tkwiło w tem mniemaniu niejasne poczucie, że forma pieniężna rzeczy jest czemś czysto zewnętrznem, że jest tylko wyrazem ukrytych za nią stosunków ludzkich. W tem znaczeniu każdy towar byłby tylko znakiem, gdyż jako wartość jest tylko materjalną powłoką pracy ludzkiej, nań wydatkowanej[14]. Gdy formy społeczne, nadane rzeczom przez określony tryb produkcji, czyli rzeczowe formy, w których się przejawiają społeczne stosunki pracy, wytworzone przez ów tryb produkcji, będący ich podstawą, uznajemy za proste znaki, to tem samem czynimy je dowolnym wytworem ludzkiego rozmyślania, sankcjonowanym przez tak zwaną, powszechną zgodę ludzkości. Wiek XVIII, wiek oświecenia, lubował się w takich odkryciach; nie umiejąc jeszcze odcyfrować pochodzenia i rozwoju zagadkowych form ludzkich stosunków, starał się przynajmniej narazie odjąć formom tym pozory tajemnicze. Starał się je pozbawić cech cudowności, objaśniając, że są wymysłem ludzkim i że nie spadły z nieba.
Zauważyliśmy już poprzednio, że forma równoważna danego towaru nie zawiera określenia wielkości jego własnej wartości. Wiedząc, że złoto jest pieniądzem, a więc że jest bezpośrednio zamienialne na wszystkie inne towary, nie wiemy jeszcze wcale, jaka jest wartość naprz. 10 funtów złota. Jak każdy inny towar, złoto może swą wartość wyrazić tylko w sposób względny, w innych towarach. Jego własna wartość jest określona przez czas pracy niezbędnej do jego wytworzenia, a wyrazem tej wartości jest taka ilość dowolnego innego towaru, jaka wchłonęła równą ilość pracy[15]. To ustalanie względnej wartości złota dokonywa się przy źródle produkcji zapomocą bezpośredniego handlu zamiennego. W chwili, gdy wstępuje ono do obiegu, jako pieniądz, wartość jego jest już ustalona. Jeśli już w ostatnich dziesięcioleciach XVII wieku uczyniono pierwszy ważny krok w analizie pieniądza, stwierdzając, że pieniądz jest towarem, to jednak był to tylko początek analizy. Trudność polega nie na tem, aby zrozumieć, że pieniądz jest towarem, lecz aby wykazać dlaczego, jak, dzięki czemu pewien towar stał się pieniądzem[16].
Widzieliśmy, że nawet w najprostszym wyrazie wartości: x towaru A = y towaru B, przedmiot, zapomocą którego wyrażamy wielkość wartości innego przedmiotu, zdaje się posiadać swą formę równoważną z natury jako własność społeczną, niezależną od powyższego stosunku. Przyjrzeliśmy się utrwalaniu tego złudnego pozoru. Ustala się on ostatecznie z chwilą, gdy ogólna forma równoważna zrasta się nierozerwalnie z pewnym określonym towarem, czyli krystalizuje się w formie pieniężnej. Napozór nie towar dany staje się pieniądzem dlatego, że wszystkie inne towary za jego pomocą wyrażają swą wartość, lecz przeciwnie, wszystkie towary rzekomo dlatego wyrażają w nim swą wartość, ponieważ jest on pieniądzem. Przejściowe ogniwa rozwoju nie pozostawiają śladów, lecz sam tylko wynik. Towary, jakgdyby bez swego spółudziału, znajdują gotową postać swej wartości w materji towaru, istniejącego poza niemi i obok nich. Materja — złoto i srebro — ledwo wychodzi z wnętrza ziemi, występuje odrazu jako bezpośrednie wcielenie wszelkiej ludzkiej pracy. Na tem polega czarnoksięska potęga pieniądza. To, że ludzie w swym społecznym procesie produkcji odgrywają rolę atomów i że ich własne stosunki produkcji przybierają wobec tego postać przedmiotową, niezależną od ich kierownictwa i od ich świadomego działania, okazuje się przedewszystkiem w powszechnej zamianie wytworów pracy w towary. Zagadka fetysza pieniężnego jest więc tylko widomą, ułudną formą zagadki fetysza towarowego.



Przypisy

    o lichwie niż Ojcowie kościoła, którzy mówili, że przeczy ona „grâce éternelle“ („wiecznej lasce“), „foi éternelle“ („wiecznej wierze”), „volonté éternelle de dieu“, („wiecznej woli boskiej“)?

  1. W 12 wieku, tak słynnym ze swej pobożności, spotykamy towary dość drażliwej natury. Jeden z ówczesnych francuskich poetów wylicza, naprzykład, między towarami do nabycia na rynku w Landit obok sukien, butów, skór, narzędzi rolniczych, także „femmes folles de leur corps“ (dziewczyny lekkich obyczajów).
  2. Proudhon czerpie najpierw swój ideał „justice éternelle“ (wiecznej sprawiedliwości) ze stosunków prawnych, odpowiadających produkcji towarowej, czem — zauważmy mimochodem — dostarcza wszystkim kołtunom tak pocieszającego dla nich dowodu, że towarowa forma produkcji również jest wieczna jak sprawiedliwość. Następnie chce on, naodwrót, przekształcić w myśl tego ideału istniejącą w rzeczywistości produkcję towarową i odpowiadające jej rzeczywiste prawo. Cóż sądzilibyśmy o chemiku, któryby, zamiast badać istotne prawa przemiany materji i na ich podstawie rozwiązywać określone zadania, chciał zmienić te prawa w myśl „wiecznych idei“ „naturalité“ i „affinité“? („zgodności z przyrodą” i „powinowactwa”)? Czy wygłosiwszy, że „lichwa“ przeczy „justice éternelle” („wiecznej sprawiedliwości“), „equité éternelle“ („wiecznej uczciwości“), „mutualité éternelle“ („wiecznej samopomocy“), oraz innym „verites śternelles“ („wiecznym prawdom“), więcej będziemy wiedzieli
  3. Levellerzy, czyli równacze — sekta angielska w XVII w., głosząca absolutną równość ludzi. Tł.
  4. Postać z „don KiszotaCervantesa; dziewka, uosobienie niechlujstwa. Tł.
  5. 39) „Gdyż dwojaki jest użytek z każdego dobra. Jeden jest właściwy rzeczy jako takiej, drugi — nie, tak naprzykład sandały służą jako obuwie i służą do zamiany. W obydwu wypadkach sandały przedstawiają wartość użytkową; gdyż ten. kto sandały zamienia na coś, czego mu brak, naprzykład na żywność, używa sandałów, jako sandałów’, jakkolwiek nie w sposób odpowiadający ich naturalnym własnościom. Bo przecież sandały istnieją nie dla zamiany“ (Aristoteles: „De Republica“, lib. I, c. 9).
  6. Marks nie podaje, w którem miejscu znajduje się ten ustęp. Jest on zestawiony z dwóch różnych ustępów, mianowicie XVII, 13 i XIII, 17. K.
  7. To pozwala nam ocenić pomysłowość drobno-mieszczańskiego socjalizmu, który chce uwiecznić produkcję towarową, a zarazem znieść „przeciwieństwo między towarem a pieniądzem”, a więc sam pieniądz, gdyż istnieje on tylko dzięki temu przeciwieństwu. Równie dobrze możnaby znieść papiestwo, nie znosząc katolicyzmu. Piszę o tem szczegółowiej w „Zur Kritik der Politischen Oekonomie”, str. 61 i nast. (wydanie sztutgardzkie, str. 70 i nast.; wyd. polskie, str. 39 i nast.).
  8. Póki nie zamieniamy na siebie dwóch różnych przedmiotów użytkowych, a tylko, jak to często bywa u dzikich, oddajemy kupę najrozmaitszych przedmiotów, jako równoważnik za inny przedmiot, poty znajdujemy się dopiero w przedsionku bezpośredniej zamiany wytworów.
  9. Karl Marx: „Zur Kritik der Politischen Oekonomie“, str. 135 (wydanie sztutgardzkie, str. 159; wyd. polskie, str. 90). „Kruszce szlachetne... z natury są pieniądzem“ (Galiani: „Della Moneta“ w zbiorze Custodi’ego. Parte Moderna, tom III, str. 72).
  10. Patrz bliższe szczegóły co do tego w mojem powyżej wymienioneni dziele, w części: „Kruszce szlachetne“.
  11. „Pieniądz jest powszechnym towarem“ (Verri: „Meditazioni sulla economia politica“, str. 16).
  12. „Srebro i złoto, które obejmujemy ogólną nazwą metali szlachetnych, same są towarami..., których wartość może zmniejszać się lub wzrastać. Należy przypisać metalowi szlachetnemu tem wyższą warość, im mniejsza jego ilość wystarcza do nabycia pewnej masy produktów rolniczych lub przemysłowych kraju i t. d.“. („A discourse of the generał notions of money, trade, and exchange, as they stand in relations to each other. By a merchant. London 1695“, str. 7) „Jakkolwiek złoto i srebro w postaci sztab lub bitej monety używane bywają jako miernik wszystkich innych rzeczy, to jednak są one towarem niemniej, niż wino, tytoń, oliwa, ubrania lub tkaniny“ („A discourse concerning trade, and that in particular of the East-Indies etc. London 1689“, str. 2). „Pieniądz nie może być uważany za jedyną własność i bogactwo Królestwa (Anglji), nie można też odmawiać zlotu i srebru charakteru towarów“ („The East India trade a most profitable trade. London 1677“, str. 4).
  13. „Złoto i srebro mają wartość jako metale, zanim jeszcze stają się pieniądzem“ (Galiani: „Della Moneta“). Locke mówi: „Powszechna umowa ludzi nadała srebru, ze względu na jego własności uzdalniające je do spełniania funkcyj pieniądza, wartość urojoną“. Natomiast Law: „W jakiż sposób mogłyby różne narody przypisać zgodnie pewnej rzeczy wartość urojoną... lub też w jaki sposób taka urojona wartość mogłaby się utrzymać?“ Ale oto dowód, że i sam Law niewiele rozumiał z tych rzeczy. „Srebro było wymieniane według wartości użytkowej, którą posiadało, czyli według swej rzeczywistej wartości; przez swe przeznaczenie do roli pieniądza uzyskało wartość dodatkową (une valeur additionnelle)“ (Jean Law: „Considérations sur le numéraire et le commerce“ w wyd. E. Daire: „Economistes Financiers du XVIII siècle“, str. 470).
  14. „Pieniądz jest ich (towarów) znakiem“. (V. de Forbonnais: „Elements du commerce. Nouv. Edit. Leyde 1766“, tom II, str. 143). „Jako znak staje się ubiorem towarów“ (tamże, str. 155). „Pieniądz jest znakiem pewnej rzeczy i zastępuje ją“ (Montesquieu: „Esprits des lois. Oeuvres, Lond. 1767“, tom II, str. 2). „Pieniądz nie jest tylko znakiem, gdyż sam przez się stanowi bogactwo; nie przedstawia on wartości, lecz sam jest wartością“ (Le Trosne: „De l’intérêt social“, str. 910). „Gdy rozpatrujemy pojęcie wartości, rzecz samą uważamy za znak tylko; znaczy ona coś nie jako rzecz sama, ale jedynie przez swą wartość“ (Hegel: „Philosophie des Rechtes“, str. 100). Na długo przed ekonomistami prawnicy rozpowszechnili mniemanie, że pieniądze są tylko znakiem i że wartość metali szlachetnych jest urojona. Czynili to jako lokaje królewskiej władzy, wyprowadzając w ciągu całego średniowiecza jej prawo do fałszowania monety z tradycji rzymskiego cesarstwa i z pojęć o pieniądzu, zawartych w Pandektach. „Niechaj nikt nie śmie wątpić“ mówi pojętny uczeń legistów, Filip Walezy (jako król francuski: Filip VI), w swym dekrecie z r. 1346, „że Naszą i Naszego królewskiego majestatu wyłączną jest sprawą bicie monety, jej stan, zapas i wszelkie zarządzenia mennicze, puszczanie monety w obieg i określanie jej wartości, jak nam się podoba i dobrem wydaje“. Było to dogmatem prawa rzymskiego, że cesarz ustanawia wartość pieniądza. Wyraźnie było zabronione traktować złoto jako towar. „Nikomu niema być dozwolone handlować pieniędzmi, gdyż to, co jest przeznaczone dla publicznego użytku, nie powinno stać się towarem“. Doskonała rozprawa o tem u G. F. Pagnini’ego: „Saggio sopra il giusto pregio delle cose, 1751“, w zbiorze Custodi’ego, Parte Moderna, tom II. Zwłaszcza w drugiej części rozprawy Pagnini polemizuje z panami prawnikami.
  15. Jeśli ktoś może przywieźć uncję srebra z kopalń w Peru do Londynu w tym samym czasie, którego wymaga produkcja buszla pszenicy, to wtedy jeden wytwór jest naturalną ceną drugiego; jeśli nowe wydajniejsze kopalnie zostaną otworzone i dzięki temu wytwarzamy dwie uncje srebra kosztem tego samego trudu, co dawniej jedną, to zboże po cenie 10 szylingów należy uważać za równie tanie jak przedtem po cenie 5 szylingów, jeśli tylko inne okoliczności nie uległy zmianie“ (William Petty: „A Treatise on taxes and contributions. London 1667“, str. 31).
  16. Profesor Roscher poucza nas naprzód, że „fałszywe określenia pieniądza można podzielić na dwie główne grupy: jedne uznają go za coś mniej, inne za coś więcej, niż towar“, poczem cytuje prawdziwy katalog najprzeróżniejszych rozpraw o pieniądzu, z którego nie przebłyskuje nawet iskierka prawdziwego zrozumienia rozwoju historycznego teorji, a wkońcu wyciąga sens moralny. „Nie da się zresztą zaprzeczyć, że większość nowszych ekonomistów nie dość uwagi zwróciła na te osobliwości, które odróżniają pieniądz od innych towarów (a więc jednakże mniej lub więcej, niż towar?)... O tyle też reakcja półmerkantylistyczna Ganilh’a i innych nie jest całkowicie bezpodstawna” (Wilhelm Roscher: „Die Grundlagen der Nationalökonomie. 3 Auflage, 1858“, str. 207—210). Mniej — więcej — nie dość — o tyle — nie całkowicie! Jakaż ścisłość określeń i pojęć! I takie oto eklektyczne bzdurzenie profesorskie nazywa pan Roscher w swej skromności „anatomiczno-fizjologiczną metodą“ ekonomji politycznej! Jednakże i jemu nauka zawdzięcza jedno odkrycie, a mianowicie, że pieniądz jest „towarem przyjemnym”.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Karl Marx i tłumacza: Henryk Gustaw Lauer.