Kroniki lwowskie/83

<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Lam
Tytuł Kroniki lwowskie
Podtytuł umieszczane w Gazecie Narodowej w r. 1868 i 1869, jako przyczynek do historji Galicji
Pochodzenie Gazeta Narodowa Nr. 201. z dnia 8. sierpnia r. 1869
Wydawca A. J. O. Rogosz
Data wydania 1874
Drukarz A. J. O. Rogosz
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
83.
Projekt do demonstracji narodowej na miesiąc styczeń. — Co innego obchód Unii, a co innego komitet. — Korespondencja dyplomatyczna Dziennika Lwowskiego ze Słowem. — Ważne odkrycie geograficzne. — Moje kłopoty z pp. Ławrowskim i Kowalskim. — Terno. — Co jest konfiscisbar, a co nie jest konfiscisbar. — Ośla skóra.

O terque, quaterque beati, wszyscy ci, którym przychylne losy pozwalają nie być teraz we Lwowie, ani w żadnem innem tak zapylonem i nie bezwonnem gnieździe! Jeszcze nikomu nigdy i nigdzie nie było tak gorąco, jak nam temi dniami, jeszcze nikt nie oddychał takiem szkaradnem powietrzem! Dalibóg nie wiem, jak my usypiemy ten kopiec na Wysokim Zamku, a jużci przez samą grzeczność dla dr. Smolki niepodobna się będzie wymówić. Ale odwdzięczę ja się za to szanownemu prezesowi demokracji narodowej! W największe, trzeszczące mrozy w styczniu udowodnię datami historycznemi, że przypada właśnie rocznica utopienia się Wandy w Wiśle, i zaproponuję ogólną, kąpiel narodową w stawie Pełczyńskich. Sam oczywiście jako autor pomysłu i prezes komitetu będę stał na brzegu, i będę pilnował porządku, podczas gdy panowie demokraci, odwzajemniając dzisiejszą moją grzeczność, będą nurzać się w zimnej wodzie na pamiątkę aktu, który dał najwyraźniejszy objaw rozbratowi między słowiańską a germańską rasą. Napocę się ja w sierpniu, niech oni z łaski swojej dzwonią zębami w styczniu!
Myli się bowiem Słowo, jeżeli przypuszcza w środowym swoim numerze, iż nie wszyscy Polacy będą sypali kopiec na pamiątkę Unii lubelskiej, i jeżeli przypuszczenie to swoje opiera na tem, że kronikar Gazety Narodowoj pokiepkuje sobie iz djestwij demokratycznawo komiteta. Komitet nie jest Unią, ani nawet kopcem. Unia jest wzniosłym, historycznym aktem, kopiec jest dla Wysokiego Zamku bardzo pięknym ornamentem, a komitet jest humorystyczną przyprawą do tych poczęści poważnych a po części przynajmniej ozdobnych rzeczy. Ale z tego, że opiekuńcze bogi Lwigrodu radziły się Comusa przy wyborze komitetu, nie wynika jeszcze, by cała ludność naszego miasta nie miała brać udziału w sypaniu kopca. Nie chodzi o to, kto i jak święci trzechsetletnią rocznicę Unii, ale o objaw pietyzmu dla wielkiego wspomnienia narodowego. Co do mnie, gotów byłbym nawet wysłuchać od początku do końca wszystkich naszych panów Volksrednerów, gdyby N. B. mogli popisywać się ze swoją wymową dnia 11. sierpnia — a już ta sama gotowość z mojej strony dowodzi więcej niż zwykłego zapału dla ostatecznych wyników działania komitetu — tego działania, z którem może iść w porównanie tylko pośpiech przy budowie kolei brodzkiej, albo energia rozwinięta przy wyczerpywaniu wody z kopalni wielickiej.
Panowie Moskale galicyjscy nie mogą sobie dać rady ze wspomnieniem Unii. Zdaje się im ciągle, że mają coś do gadania w tej sprawie, rozpisują się o niej we wszystkich językach i wyczerpują fundusz subwencyjny p. Pawliszczewa na druk, papier i honorarja autorskie. Gratkę tę przysporzyła im demokracja narodowa swoim pomysłem odnowienia Unii z Litwą i Rusią. Ażeby czytelnikom Gazety Narodowej dać wyobrażenie o tem, jak pomyślnym jest skutek tych obustronnych rokowań dyplomatycznych, przytoczę tu w oryginale początek najnowszej, nader uprzejmej noty organu p. Dziedzickiego do organu p. Gromana. Jest to czystobrukowa sprawa lwowska, pozbawiona wszelkiej dalszej doniosłości i tocząca się między Wołoską cerkwią a placem Katedralnym. Słowo pisze:
„W adnom iz paślednich numerów lwowskawo demokratycznawo organa było skazano, czto, jeśli Ruś nie chaczot’ prystupit’ k’ sajedinienju s Polszczoju, tagda Polszczą prisojedinitsa k’ Rusi, samoj bo Polszczę nielzia suszczestwowat!“
„Skazanie to stwierdiła uże nieumolimaja (nieubłagana) logika istoryczeskich sobytij.“ (faktów)
„I zachwaczenaja w swoje wremia błażennoj pamiati Polszczoju Ruś i Litowskaja ziemlia, i samaja korjennaja Polszczą, w bolszej czasti, prysojedinieny siawodnia maguszczestwiennomu russkomu wielikanu (olbrzymowi).“
„Fakt tot' przedstawlajetsa nam tak jestestwienno, jak jestestwiennym jest prawiło w mirje, po katoromu mieńszii tjeła prymikajutsa k' bolszym i sostawlajut w miestie adnu sistemu. Pakt prysojedinienia centra maleńkoj Polszczi k' wielikoj Rusi uże sostojałaia, stoit proczno i nie dastsa iskolebit nijakimi miełocznymi usiljami, nijakimi igrużkami prywierżeńcow bywszej respubliki, do katorych przyczyslajem wsie nyniesznii demonstrancii, dopuskajemy i jeszcze tolko w Awstrii.“
Kończy się zaś ta nota następującą konkluzją:
Polszcza, za iskluczeniem Krakowa i propałoj Poznańskoj obłasti, fakty czeski sojediniena s Rusiju pod skipetrom russkawo Carja-Oswoboditela. (A więc już i Galicja. Pan Beust może sam jeszcze nie wie o tem!) Unja dwóch norodow sowiersziłas istorieju, chotia nie pamyśli Lublinskoj Unii. W naczałach swoich i rezultatach buduczi anachronizmem, akt tot był zamienień (został zastąpiony) drugim, po inicjatywie Rusi. Czast' korennoj Polszczi swjazańa po wieki so sud boju Rusi, sojedinienja nie naruszeno, obnowlenie jewo nie imijot zatjem nijakawo smysła.“
Tak pisze p. Dziedzicki do p. Gromana. Zadałem sobie pracę, przepisać ten ciekawy ustęp łacińskiemi głoskami, może tym sposobem łatwiej dojdzie do wiadomości Europy niedostrzożona dotychczas drobnostka, że królestwo Galicji i Lodomerji jest już faktyczeski przyłączone do „Rusi“ pod skipetrom Cara-Oswobodziciela. Spodziewam się, że dr. Giskra będzie niezmiernie ucieszony tą nowiną, bo nie będzie już miał kłopotu z rezolucją galicyjską.
Jest wiele jeszcze bardzo ciekawych, choć nie zawsze bardzo zrozumiałych rzeczy w Słowie. Między innemi, „stoi“ tam, że wieść o mianowaniu p. Ławrowskiego wicemarszałkiem sejmu, napełnia Ruś „obodreniem“. Onegdaj trzech nas, t. j. p. Ławrowski, p. Kowalski i ja zastanawialiśmy się faktyczeski, co to może znaczyć? Ja myślałem w duchu, że „obodrenie“ to jest po prostu obedrzenie, od słowa cz. „obedrzeć“ — ale nie śmiałem tego powiedzieć p. sowietnikowi, który, nawiasem mówiąc bierze teraz odemnie lekcje w siedemnastu różnych językach ruskich; pan Kowalski zaś przyjeżdża do Lwowa i przysłuchuje nam się pilnie, ażeby go na przyszłej sesji sejmowej autor „Studjów sejmowych“ nie złapał znowu na jakim defekcie lingwistycznym. Ale widzę, że niektórzy czytelnicy uśmiechają się z niedowierzaniem, a jednak dalipan, faktyczeski mówię czystą prawdę!
Rokowania Organu demokratycznego ze Słowem sprowadziły oprócz odkrycia, iż unia Polski z Rusią jest już ponowioną, jeszcze jeden świetny rezultat, o którym wiedzą już czytelnicy Gazety. Organ demokratyczny upomina się gorąco o prawa konsystorza przy obsadzaniu probostw unickich. Kraj i sejm walczył o zniesienie tema z gorliwością, którą mu. instynkt zachowawczy narodu dyktował. Konsystorz złożony z moskalofllów, samych tylko moskalofllów proponował na probostwa. Teraz Dziennik Lwowski chce, by wróciły te piękne czasy. Czyż miałoby się sprawdzić doniesienie Szczutka, że pan Groman ma zostać metropolitą? Czyż może tylko jaki „literata“, deponując myśl powyższą w szpaltach Organu demokratycznego, chciał poprzeć teorję materjalistyczną i dowieść namacalnie, iż myśl bywa czasem w istocie — ekskrementem... mózgu? Jeżeli tak jest w istocie, to demokracja nasza, tak przeciwna „rektyfikacji spirytusu“, gdy chodzi o przemienienie prostej śmierdziuchy na hardziej „ukształconą“ okowitę, powinnaby pomyśleć przynajmniej o rektyfikacji spirytusu mózgowego, by produkta jego uczynić cokolwiek bezwonniejszemi!
Ad vocem Dziennika Lwows. i Słowa, ośmielam się z głębokości mojego fejletonu zaiuterpelować wys. ministerjum sprawiedliwości i podwładne mu c. k. prokuratorje, by mi chciały wyjaśnić, dlaczego porównanie losu Polski z losem Barbary Ubryk, zrobione na papierze po polsku, jest konfiszirbar, a aneksja królestw Galicji i Lodomerji, faktyczeski dokonane także na papierze, ale po russku, nie jest konfiszirbar? Czy dla druków kirylickich i grażdańskich istnieje może rzeczywiście osobna, mniej drakońska ustawa prasowa? Jeżeli tak jest, to do przyszłej niedzieli szanowni czytelnicy tej kroniki raczą wyćwiczyć się w grażdance, albowiem chciałbym zaanektować tak sobie kilka c. k. krajów koronnych dla pana Bismarka, który mię już dawno o to prosi — po polsku jestem przekonany, że p. prokurator nie puściłby mi płazem tej bagatelki.
Zresztą niema nic nowego we Lwowie. Artyści niemieccy są głodni, bo nie dostają gaży od p. Königa, a to powtarza się od tak dawna, że przestało być nowiną. Przybyło jakieś towarzystwo z Preszburga, które przedstawia po niemiecku francuzką czarodziejską sztukę: Ośla skóra. Dotychczas produkcje tego rodzaju były specjalnością uniwersytetu lwowskiego, i mieliśmy ich tyle, że nie ciekawiśmy widzieć je w teatrze.

(Gazeta Narodowa, Nr. 201. z dnia 8. sierpnia 1869.)





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Lam.