<<< Dane tekstu >>>
Autor Karol Antoniewicz
Tytuł Listki palmowe
Pochodzenie Poezye O. Karola Antoniewicza T. J.
cykl Listki palmowe
Redaktor Jan Badeni
Wydawca Spółka Wydawnicza Polska
Data wyd. 1896
Druk Drukarnia «Czasu»
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały tom II
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron

LISTKI PALMOWE.
W znak wdzięczności i przywiązania

najlepszej Matce

te pieśni

poświęcam.




Da mi morte, o da mi amore
Infinitia charita
Questo povero cuore
Senza amor viver non sa.

St. Theresia.


I.

B

Boże, ja Ciebie,
W każdej potrzebie,
O pomoc proszę:
W szczęściu, żałobie,
Zawsze ku Tobie,
Mą duszę wznoszę!

Tyś jeden Panie,
Moje kochanie,
Tyś mi dał życie;
Głos mojej duszy,
Ciebie poruszy,
Ja Twoje dziecię!

Boże litości,
Płomień miłości

Wlej w serce skrycie;
Tyś mi dał duszę,
Nią kochać muszę,
Kochać nad życie!

Jeśli nie zdoła
Duszą anioła
Wznieść się do Ciebie;
Ach wieczny Boże,
Tu żyć nie może,
Weź ją do Siebie!

Weź ją do Siebie,
Niechaj tam w niebie,
W Tobie utonie;
Niechaj w wieczności
Ogniem miłości
Kocha i płonie.

Kocha i płonie
W aniołów gronie,
W przybytku chwały;
Tam gdzie miłości,
Hymnem radości
Gwiazdy zabrzmiały.

Gdzie światy krążą,
Duchy się wiążą
Przy Twoim tronie;
W tem morzu blasku
Jak ziarnko piasku
Dusza niech tonie.


Niech więzy zrzuci,
Do Ciebie wróci,
O wieczny Boże!
Weź ją do Siebie,
Tak tylko w niebie
Kochać Cię może.

Czas nie leniwy,
Wkrótce burzliwy
Byt się wysączy:
A śmierci zorze
Z Tobą ją Boże
Na wieki złączy!

Tam z Aniołami
Niech pod palmami
Twą chwałę głosi;
Śmierć, zmartwychwstanie
Przyspiesz jej Panie,
O to Cię prosi.




II.

C

Czegoż się smuci dusza znękana,
Czegoż przyszłości się boi?
Żyjesz, a życie to wielka rana,
Którą śmierć tylko zagoi!

Czegoż się smuci dusza znękana,
Dla nas świat prędko przepłynie,
A w śmierci życia zgoi się rana,
A śmierć nas pewnie nie minie.

Dusza rzuciła światła ojczyznę,
I tęskny ogień w niej pała —
Wypiła w czarze życia truciznę,
A w czarę życia łzy wlała!

Czegoż się tęskne serce twe smuci,
Zbliża się chwila rozstania!
Wkrótce ci śmierci Anioł zanuci,
Zanuci hymn zmartwychwstania.




III.

N

Na tej oazie, na tej puszczy świata,
Gdzie jak zdrój czasu, łza się wiecznie sączy,
Gdzie jak wiatr zimny lecą — nikną lata,
Jak kropla z kroplą, wiek się z wiekiem łączy.

Człowiek w wspomnieniach marzy i w przyszłości,
Marzy o grobie, o życia poranku,
Marzy o chwale, szczęściu i miłości,
I myśli wątek snuje bez ustanku.

Lecz tylko jedna myśl, w tych myśli rzędzie,
Co jak zdrój z skały, z głębi duszy tryska,
Gdy całe życie uchodzi w obłędzie,
Jedna myśl tylko prawdy światłem błyska.

Myśl o wieczności, myśl o zmartwychwstaniu,
Długo więziona w duszy, jakby w trumnie,
Przy wielkiem ducha z tem ciałem rozstaniu,
Wzniesie się słońca podobna kolumnie.


Jedno uczucie, którego nasienie
Dając nam życie, Bóg w głąb duszy cisnął,
Które w rozliczne strzeliło promienie,
A każdy promień skrą miłości błysnął.

Ta myśl, to czucie, wierni towarzysze,
Wśród życia nocy pewną wiodą drogą;
Gdy burza pokój duszy zakołysze,
Pokój i szczęście duszy wrócić mogą!




IV.

S

Stałem na wzgórku, noc była w dolinie,
Ostatni promyk słońca w chmurach ginął,
A jak po modrych falach łódka płynie,
Księżyc bladawy po błękicie płynął.

Ale w mej duszy poranek zawitał,
Gdym w czysty nieba rzucił błękit oko,
Kiedym się duszą jasnych gwiazd zapytał,
I kiedym myślą w księżyc wmknął głęboko.

Któż was zapalił jaskrawe pochodnie?
Ktoż was na czysty błękit nieba rzucił?
Któz kazał wiekom przyświecać swobodnie?
I któż was światy do bytu ocucił?

Milczały gwiazdy, milczał księżyc blady,
A anioł wiary w mą duszę zadzwonił;
Anioł miłości wskazał Boga ślady,
Anioł nadziei przyszłość mi odsłonił!


Fala jęknęła i wiatr zaszumiał,
A księżyc z bladej chmury mnie przywitał,
Jam ten jęk fali — szum wiatru zrozumiał,
I w przyrodzenia wielkiej księdzem czytał.

Bóg mocą myśli wieczną noc obalił,
I świat wszechmocnem utworzył spojrzeniem,
Siłą miłości te światła zapalił,
Bieg i byt jednem odznaczył skinieniem.

Ale te światy, jak ciała bez duszy,
Prawo niemylne konieczności znają;
Gdy wola Stwórcy wstrzyma je lub wzruszy,
Bieg poczynają lub w biegu ustają.

Bóg tylko zdmuchnąć może te płomienie,
Jednym pomysłem ocean wysuszyć;
I na świat rzucić wiecznej nocy cienie,
I z wiecznej nocy nowe światy wzruszyć.




V.

D

Dokąd, dokąd, człowiek pyta,
Wiedzie ta życia drożyna?
Kiedy za kij kruchy chwyta
I pielgrzymkę swą poczyna.

Różne ścieżki, różne drogi,
Krzyżują się w życia biegu;
Wśród rozkoszy i wśród trwogi
Do jednego dojdziem brzegu!

Nikt godziny nie oznaczy,
Szumią milcząc lata, wieki;
Nikt nie powie czy daleki
Brzeg nadziei — lub rozpaczy!

Ale dojdziem, gdzie przed nami
Doszło pielgrzymów tysiące,
Gdzie witają pod palmami
Jasne zmartwychwstania słońce.


I my dojdziem; wśród zamieci
Nieraz ciemna, zdradna droga;
Nieraz puszczą burza leci,
Oko płacze i drży noga.

I my dojdziem, miłość wiedzie,
Miłość skra wieczności słońca;
Miłość pewnie nas nie zwiedzie;
Miłość wytrwa aż do końca!

I my dojdziem, bo pochodnia
Świętej wiary naprzód świeci;
Cnota drogą — przepaść zbrodnią,
Nad przepaścią miłość świeci!

Kiedy błyśnie brzeg z daleka,
Nasza pielgrzymka ustanie,
A na brzegu grób nas czeka —
A w tym grobie zmartwychwstanie




VI.

G

Gdy anioł śmierci w bladawym obłoku
Spuści się do Ciebie;
Gdy światło życia gaśnie w twojem oku,
Pomyśl: Bóg w niebie!

Kiedy rozstania godzina zadzwoni,
Żal serce wzruszy;
Anioł wieczności słońca Ci odsłoni,
Twe więzy skruszy!

I z twoją duszą ponad głuche groby
Wzleci do wieczności;
Tam czerpać będziesz po chwilach żałoby
Z źródła miłości!




VII.

D

Dusza moja zimny głaz,
Długo kochać Cię nie chciała;
Ale dzisiaj przyszedł czas,
By Cię wiecznie pokochała.

Tylko Twoją dziś chce być;
A gdy zamknie śmierć powieki.
Twą miłością tylko żyć,
Z Tobą złączyć się na wieki!

Długo stałem w świecie sam
Z tęsknem sercem pośród ludzi,
Gdzie myśl każda nowy kłam
Wyobraźnem szczęściem łudzi;

Każda gwiazdka, każdy kwiat,
Słońce — księżyc — błękit — chmura,
Twoją wielkość cały świat,
Cała głosiła natura!


Lecz w mej duszy była noc
W pośród cudów przyrodzenia;
Próżnych marzeń i żądz moc,
Coraz grubsze słała cienia.

Urojonych marzeń cień...
Nigdy schwytać się nie dała,
I tak każdy spływał dzień,
A nadzieja z nim spływała.

Przeklinałem zdradny los
Gdy mnie wszystko tu zawiodło,
A wtem z nieba zagrzmiał głos:
W Tobie nieszczęść twoich źródło!

Ogień w twojem łonie tlał,
Tyś go zgasił w życia progu,
Tyś szczęśliwym sam być chciał,
A zdrój szczęścia tylko w Bogu!

Przestań toczyć z światem bój,
Miłość świata złość odwróci,
A miłości w Bogu zdrój,
A Bóg pokój duszy wróci!

Ty do Niego prędzej spiesz,
Drogą krzyża Bóg prowadzi;
Świat cię zawiódł — Ty w krzyż wierz,
Krzyż, zbawienia znak, nie zdradzi.




VIII.

G

Gdyś mnie z nicości do bytu ocucił,
Gdyś mnie na zimny przestwór światła rzucił,
W smutku i szczęściu — w radości — żałobie,
Boga i Stwórcę — Ojcam poznał w Tobie.

Duch obcy ziemi bujając po niebie,
Z łzami tęsknoty szukał tylko Ciebie,
On szukał Ciebie, bo poznało dziecię,
Żeś Ty był ojcem, żeś Ty mu dał życie!

Gdy ogrom świata Stwórca oku stawił,
Gdy świat ten światów tysiące objawił,
W duszy nieznana rozsiadła się trwoga,
Poznała w Stwórcy wielkość swego Boga.

Poznali Boga — zadrżeli zbrodniarze,
Poznali Boga, co sądzi, co karze,
Poznali Boga — co grom trzyma w dłoni,
Którym przestępców świętych praw dogoni.


Ale ten Stwórca, ten sędzia surowy,
Ujął twą duszę w miłości okowy;
Kochaj, a miłość w rozkosz zmieni trwogę,
Kochaj, a miłość wskaże życia drogę.

Bóg twoim ojcem — jasno wschodzi życie,
W proszku nikczemnym Bóg pokochał dziecię,
Kocha i strzeże i wzywa do Siebie
Bóg twoim ojcem, a ojczyzna w niebie.




IX.

S

Szybko, żwawo rób wiosłami,
Choć grzmi niebo, szumi morze,
Choć łódź groźne fale porze
Ty się nie bój, bo Bóg z nami!

Dzień zaświtał, gdy przy brzegu,
Fala jeszcze o łódź biła,
Ale chmura słońce zćmiła,
Gdy łódź jeszcze była w biegu!

Stał na łódce sternik młody,
I nadziei hymnem witał
Morze, gdy za wiosła chwytał,
I opuszczał brzeg swobody.

Wiatr zadzwonił lekko w żagle,
Błękit nieba szczęściem wróżył,

Ale błękit się zachmurzył,
Wiatr się w burzę zmienił nagle.

Burza huczy — morze szumi,
W czarnej chmurze grzmi i błyska,
Niebo grom za gromem ciska
I nadziei głos w nim tłumi.

On tak młody, śmierć tak bliska,
Łza po bladych licach płynie,
O ojczystej myśl krainie,
Tęsknym żalem serce ściska.

Zwraca oko za tym krajem,
Gdzie nadziei pieśń zanucił,
Za tym brzegiem, co porzucił,
Bo ten brzeg był jego rajem!

Drży już wiosło w słabej dłoni,
Ale łódka dalej płynie,
Brzeg rodzinny w mgłach już ginie,
Jak ha ginie w morza toni.

Szybko, żwawo rób wiosłami,
Choć grzmi niebo, szumi morze,
Niech łódź groźne fale porze —
Ty się nie bój, bo Bóg z nami.


Życia łódka szybko płynie;
Lecz kto w Boga ufa mocy,
Ten nie zbłądzi w pośród nocy,
Ten wśród burzy nie zaginie!

Oko, serce zwróć do nieba,
Trzymaj wiosło w silnej dłoni,
Bóg od zguby cię ochroni,
Ale Bogu ufać trzeba.




X.

K

Kiedy zimne świata tchnienie
Pełne uczuć serce ściśnie;
Gdy spłynionych dni wspomnienie
Jak grom w chmurze, w sercu błyśnie;

Kiedy pośród życia drogi,
Gdzie się innym ścielą kwiaty,
Tobie tylko rosną głogi,
Które skrapiasz w łzy bogaty;

Gdy cię cały świat odpycha,
Gdy cię wieczne szczęście łudzi,
Gdy twej wiosny kwiat usycha,
Gdy sam błądzisz pośród ludzi:

Nie trać męztwa pośród burzy,
Za kotwicę weź znak krzyża,
On ci szczęścia powrót wróży,
On twą duszę niebu zbliża!


Skra nadziei z krzyża spłynie,
I w twej duszy głąb się wciśnie.
Nowy bytu kwiat rozwinie,
Wiecznej prawdy światłem błyśnie.

Z krzyża wiary głos zaszumi,
Znajdzie echo w duszy głębi,
Nic nadziei nie przytłumi,
Nic mocy wiary nie wyziębi.

Krzyż miłości — znak zbawienia,
On twej duszy doda mocy,
On rozpędzi nocy cienia,
Skrę rozpali w życia nocy!




XI.

G

Gdy w szczęściu byłem,
Niepomny żyłem,
Że Bóg jest w niebie;
Komu świat Bogiem,
Swej duszy wrogiem,
Sam grób jej grzebie.

Gdy słońce w chmurach,
Jak w mglistych górach
Błysło w błękicie;
Gdy w falach morza
Wieczorna zorza
Gasła jak życie;

Gdy już dzień ginął,
A księżyc płynął
W złotych gwiazd wianku,
Noc słała cienia,
Jakby marzenia,
W życia poranku;


Gdy dzień zaświtał,
Jam się nie pytał
Kto ten dzień stworzył?
Kto wskrzesił słońce,
I kto tysiące
Światów rozłożył?

Kto pory roku,
Kto grom w obłoku
Trzyma w swej dłoni,
I komu wieki
Szumią jak rzeki
Wśród czasów toni?

Gdy na około
Groźno, wesoło
Świat Boga głosił;
Złudną nadzieję,
Która więdnieje,
W sercum mem nosił!

Dzień po dniu schodził,
Nowe sny rodził,
Ja za snem gonił;
Gdym nie znał Ciebie,
Tyś czuwał w niebie,
Tyś mnie uchronił.

Tyś duszę wzruszył,
Więzy żądz skruszył,
Przepaść odsłonił;
Anioł miłości

Zatarł ślad złości
I łzę uronił.

W duszy się kryje
I wiecznie żyje
Ta łza anioła;
Miłością płonie,
Nic jej w mem łonie
Stłumić nie zdoła!




XII.

M

Miłość twoje łzy osuszy,
Miłość rany twe zagoi,
Miłość wróci pokój duszy,
Miłość świata złość rozbroi;
Miłość w bliźnim wskaże brata,
Miłość w sercu litość wzbudzi,
Miłość wskaże nicość świata,
Miłość wskaże godność ludzi.

Smutek, który rozweselisz,
I ta łza, którą osuszysz,
I westchnienie, co podzielisz,
I te więzy, które skruszysz:
Anioł wpisze w niebios księdze;
Miłość w każdym lichym darze,
Którym wesprzesz brata nędzę,
Skarby nieba ci okaże.

Miłość wskaże tobie drogę,
Wśród odmętów, burz, zamieci;

Dzielić będzie rozkosz, trwogę,
Z łzą zapłacze, z myślą wzleci;
Lecz gdy niebo się zachmurzy,
Gdy cię cały świat porzuci,
Miłość w pośród gromów burzy
Pieśń nadziei ci zanuci:

Kto nieszczęsnych braci wspiera,
Kto się z nimi wszystkiem dzieli,
Kto stroskanych łzy ociera,
Kto z szczęśliwym się weseli,
Z cudzej nędzy się nie cieszy,
Od nieszczęścia, łez nie stroni,
Na ratunek bliźnich spieszy,
Cnotę i niewinność broni;

Kto swej krzywdy nie pamięta,
Kto w nieszczęściu nie zna wroga,
Komu litość — miłość święta,
Kto w swem sercu nosi Boga:
Ten wśród burzy i zamieci
W sercu trwogi nie poczuje,
Bo mu miłość naprzód świeci,
Miłość przyszłość mu wskazuje!





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Karol Antoniewicz.