Marja Wisnowska/Poniedziałek...

<<< Dane tekstu >>>
Autor Stanisław Antoni Wotowski
Tytuł Marja Wisnowska
Podtytuł W więzach tragicznej miłości
Wydawca „Drukarnia Teatralna“ F. Syrewicza i S-ki
Data wyd. 1928
Druk „Drukarnia Teatralna“ F. Syrewicza i S-ki
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


PONIEDZIAŁEK...

Nazajutrz obudziła się Wisnowska w znakomitem usposobieniu.
Ubierała się tedy powoli, spokojna i zadowolona a przyjąwszy zrana parę zwykłych wizyt, zasiadła do obiadu wraz z Myszugą, w czasie jedzenia opowiadając anegdoty i sypiąc dowcipami. Od czasu do czasu rzucała jeno okiem w stronę śpiewaka.
— Ładnąbyś ty mi awanturę urządził, żebyś wiedział, dokąd popołudniu idę! Ale nie gniewaj się na mnie Olku! To dla naszego spokoju!
Po obiedzie, Myszuga, mając pilną sprawę, żegnał aktorkę. Prosiła go czule, aby koniecznie, koniecznie zaszedł wieczorem.
— A nie za często będzie? — żartobliwie pytał — Jeszcze ci się znudzę?
— Ty byś miał mi się znudzić? Nigdy!
Gdy śpiewak wyszedł, czas jakiś czytała książkę, poczem o piątej poczęła się ubierać, pragnąc przed wizytą na Nowogrodzkiej, zajść jeszcze do krawcowej Daleszyńskiej, zabrać oddany do naprawy a uszkodzony podczas pożaru „peignoir“.
— Ale, muszę mu to oddać! — rzuciła okiem na leżący na komodzie rewolwer, ongi w Wilanowie odebrany Bartenjewowi — na co mi to!
Zawinęła broń w papier zapowiedziawszy Antosi, że najpóźniej powróci na dziewiątą wieczór; a pan Myszuga, o ile wpierw przyjdzie, by zaczekał i nucąc wesołą jakąś piosenkę zeszła ze schodów.
Powoli, rozkoszując się upalnem powietrzem, podążyła do pracowni. Tam wszczęła pogawędkę, z zamiłowaniem, iście kobiecem wysłuchując, kto się nią zachwyca, lub jakie o koleżankach kursują ploteczki. Nagle spostrzegając, że jest już po szóstej, porwała się z miejsca.
— Ależ się zasiedziałam! No, dowidzenia!
Ucałowawszy się serdecznie z panią Daleszyńską, pochwyciła zawinięty w paczkę „peignoir“ i znalazłszy się na ulicy, wsiadła w przejeżdżającą do dorożkę i poleciła się zawieźć na ulicę Nowogrodzką.
Kiedy Wisnowska zajechała przed № 14 biła godzina siódma. Szybko weszła do bramy i zadzwoniła pod pierwszy numer mieszkania. Drzwi się natychmiast rozwarły. Na progu oczekiwał ją Bartenjew.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stanisław Antoni Wotowski.