W one dni, gdy był urósł Mojżesz, wyszedł do braci swej, i ujrzał ich utrapienie, i męża Egiptczyka, bijącego jednego z Hebrejczyków, braciej jego. A gdy się obejrzał tam i sam, i widział, że nikogo niemasz, zabiwszy Egiptczyka, skrył go w piasek.
II. Mojżesz. II. 11. 12.
Na śmierć niechybną skazany dziecięciem,
Gdy go przypadek z jej bezdni wybawił,
Rósł i spoglądał, jak się w pocie pławił
Naród, jak padał w proch przed obcym księciem.
I rozgorzało zemsty przedsięwzięciem
To serce młode, które srom zakrwawił,
Srom, co mu braci między sługi stawił,
Darząc ich biczem, śliną i kopnięciem.
I tak naszedłszy, jak pchających głazy,
Z których się miały wznieść piramid stogi,
Jeden z dozorców siekł krwawymi razy —
Uniknie świadków i otwartej drogi
I ciosem skrytym, mszcząc się bratniej zmazy,
Wyszepnie głucho: »Krew za krew!... Tak, wrogi!...«
II.
... i siedział u studnie...
II. Mojżesz. II. 15.
A kapłan madyański miał siedm córek, które przyszły czerpać wody: a napełniwszy koryta, chciały napoić trzody ojca swego. Nadeszli pasterze i odegnali je, i wstał Mojżesz, a obroniwszy dziewki, napoił owce ich.
II. Mojżesz. II. 16. 17.
... i wziął Seforę, córkę jego za żonę.
II. Mojżesz. II. 21.
U stóp cysterny, wsparty o jej kraniec,
Kiedy południe żywym ogniem pali,
W cieniu kokosów i w powiewie fali
Chłodzi swe ciało i swą myśl, wygnaniec.
I, zapatrzony w drżących blasków taniec,
Co przez liść cisną w słonecznej się dali,
Zda się sam płonąć: snać mu głąb krysztali
Przeczucie szczęścia, złotych skier kaganiec.
Wtem go z marzenia zbudzi rozgwar głośny:
Dziewki, pragnące napoić swe trzody,
Ciżba pastuchów odgania od wody...
I wstanie, gromiąc kłótliwych nie w porę,
Napełni żłoby, a za czyn miłosny
Bierze w nagrodę uroczą Seforę...
i ukazał mu się Pan w płomieniu ognistym z pośrodka krza...
II. Mojżesz. III. 2.
Ale pódź, a poszlę cię do Faraona, abyś wywiódł lud mój, syny izraelowe z Egiptu.
II. Mojżesz. III. 10.
Mag, co pił z wiedzy czaszy tajemniczej,
Kiedy nim zachceń jęła miotać sprzeczność,
Zwracał się w stronę, gdzie gwiazd płonie mleczność
I »jak iść?« pytał tych nadziemskich zniczy.
To znów, zabłąkan do pustynnej dziczy,
Gdzie grozą ciszy przejmuje odwieczność,
Jaką być winna życia ostateczność,
Chciał z traw wybadać i z głazów obliczy.
A oto gwiazdy, lśniące w niebios górze,
I krzew, co gorzał w krwawych blaskach wschodu,
Jakby sam Jahwe zszedł tu w swej purpurze —
A oto wszystko, co widział za młodu,
Co jako mąż czuł, w jednym drży mu wtórze:
»Celem żywota — zbawienie narodu!«
IV.
... Pan Bóg Hebrejczyków posłał mnie do ciebie, mówiąc: puść lud mój...
II. Mojżesz. VII. 16.
... i zatwardziało serce Faraonowe...
II. Mojżesz. VII. 13.
... i spuszczę rękę moję na Egipt...
II. Mojżesz. VII. 4.
Przed Faraonem mąż natchniony stanie
I »wypuść lud mój« — do ciemiężcy rzecze,
»Ty co w swój harap wplatasz ołów, miecze
Zatapiasz ostre w coraz świeższej ranie!
Nie mogę patrzeć — słuchaj, krwawy panie!
Na jad ten żółty, który z wrzodów ciecze
Od twardych cegieł, na ten żar, co piecze,
Na chleb ten z plewy, na głośne konanie«.
Lecz kat nie zmięknie... Więc on, mocą Boga
Wielki, na kraj mu ściągnie plag bezmiarę:
Niszczy go owad, trąd, mór i pożoga —
Bo nawet niebo, kiedy lud ofiarę
Niedobrowolną na ołtarzu wroga
Składa ze życia, zsyła klątw swych karę...
V.
... i rozstąpiła się woda...
II. Mojżesz. XIV 21. I weszli synowie izraelowi przez pośrzodekpośrodek suchego morza: bo była woda jako mur po prawej i po lewej stronie ich.
II. Mojżesz. XIV. 22. ... i uderz w skałę, a wypłynie z niej woda, aby pił lud: uczynił tak Mojżesz...
II. Mojżesz. XVII. 6.
Morze rozdzielił, wyciągnąwszy dłonie
Ponad głębiny, aby orszak cały,
Gdy za nim tłumy nieprzyjaciół gnały,
Suchemi stopy przebył morskie tonie.
Na górze Horeb, w spiekłej, martwej stronie,
Z skał wyczarował świeże wód kryształy,
Iżby lud jego, z pragnienia omdlały,
Orzeźwił wargi, zgasił ogień w łonie.
Tak cudem zbawiał brać swą, gdzie oręża
Nie wystarczyło obosieczne cięcie —
W miejscu posuchy, w morskich wód odmęcie:
Bo miłość ludu wszystko przezwycięża,
Gdzie rozum chybia, tam jej pocisk godzi,
Bo miłość ludu nawet — cuda płodzi...
VI.
...śpiewał tedy Mojżesz i synowie izraelowi tę pieśń Panu...
II. Mojżesz. XV. 1. str.
»Bądź pochwalony w Twych czynów ogromie!
Przed Tobą lud się izraelski ściele,
Coś go z niewoli wywiódł przez topiele,
Na wrogi jego zesłał gniewu płomię!
Moab, Chanaan, książęta w Edomie
Drżą na twe imię, niby liche ziele...
Bądź pochwalony, Ty, co nam wesele
Jasne gotujesz po smutku i sromie...«
I pieśń ta płynie, jak zapachy świeże
Dzikich jałowców i pustynnych wrzosów;
Wtórzą jej bęben, cymbał i psałterze.
A Jahwe słucha w przybytku niebiosów,
Każdy dźwięk chłonie płomieniem swej chuci,
Bo pieśń tę prostą — zbawca ludu nuci.
... aleć oto poczęły być słyszane gromy, i łyskać się błyskawice... ... A wszystka góra Synaj kurzyła się...
II. Mojżesz. XIX. 16. 18.
I odpowiedział wszystek lud pospołu: Wszystko, co Pan rzekł, uczynimy.
II. Mojżesz. XIX. 8.
Biją pioruny, Synaj w błyskawicach
Gore, z gniazd orlich rwią się bystre ptaki,
Gdy prawodawca kreśli ustaw znaki
Na wyciosanych z granitu tablicach.
Tłum grzbiet podaje — z mieczem i przyłbicach —,
Jako wiełbłądy pod ciężkie bukłaki,
Bałwochwalstw wszystkie zaciera poszlaki
Na grom słów jego, na błyski w źrenicach.
Tak myśl, co ludom nowe znaczy tory,
Kiedy ją miłość spłodziła gorąca,
Ma siłę gromu, blask niebieskich zwoi:
Wstrząsa, oślepia, stapia w płyn zapory
Dawnych przybytków, bóstwa ich roztrąca —
Lud gnie się przed nią, choć — w niezgiętej zbroi...
I rzekł Pan do niego: tać jest ziemia, o którąm przysiągł Abrahamowi, Izaakowi i Jakóbowi, mówiąc: nasieniu twemu dam ją. Widziałeś ją oczyma swemi, ale nie przejdziesz do niej.
V. Mojżesz. XXXIV 4. I umarł tam Mojżesz, sługa Pański, w ziemi moabskiej na rozkazanie Pańskie...
V. Mojżesz. XXXIV. 5.
»Spojrzyj!... Krainę tę przed wieków wiekiem
Praojców twoich przyrzekłem nasieniu:
Strojna palm wieńcem, skryta w ceder cieniu,
Ziemia to miodem płynąca i mlekiem.
Tu stąd się echem poszumów dalekiem
Upój; tu stąd się skąp w zapachów tchnieniu,
Bo przy jordańskim nie legniesz strumieniu,
Pod skał libańskich nie wypoczniesz stekiem«.
I umarł Mojżesz za Jehowy wolą
W stronie moabskiej, w nieprzyjaciół ziemi,
Stopą zagonów nie dotknąwszy świętych:
Zwykłą to bowiem wielkich mężów dolą,
Że im nie dano, by usty spiekłemi
Jedli z owoców, z ich ducha poczętych.