<<< Dane tekstu >>>
Autor Ernest Buława
Tytuł Na cześć Hercena
Pochodzenie Krople czary. Część druga
Wydawca Paweł Rhode
Data wyd. 1865
Druk A. Th. Engelhardt
Miejsce wyd. Lipsk
Źródło Skany na Commons
Inne Cała część druga
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
Na cześć Hercena.
Z OKAZYI JEGO PROTESTU.[1]

Nikt nie powstał — co! nikt wrzasnął
I puharém o ziem trzasnął. —
Janusz.

Niech żre i pali nie was — lecz wasze okowy!...
Mickiewicz do przyjaciół Moskali.

Kiedy wśród świętych, skrwawionych pól
Ginie największy bohaterów lud,

Gdy grzech ludzkości tego ludu ból
Przeważa w niebie i zamienia w cud,
O! toast krwawy, można tobie wznieść,
Cześć Tobie, cześć!

O! straszny toast, którym młody włos
Siwieje pleśnią jak Sybiru szron,
Jako wydarty z piekieł Danta głos,
Lub narodowi wrogich Carów skon —
O! toast taki dziś Ci możem wznieść,
Cześć Tobie, cześć!...
Przeciw trucizną niech będzie tych mąk,

Wśród których protest ten krzyknął Twój duch,
Wznosząc ku niemu dwoje krwawych rąk,
Krwią niepomszczonych ludów skutych dwóch,
O taki toast możem Ci dziś wznieść,
Cześć Tobie, cześć!
Jeźli nam gorzko, o! to świadkiem Bóg,
Wyście biedniejsi skuci w nocy lód,
Nasz orzeł wzlata a martwieje wróg
O was rzec jeszcze niemożna: to lud!...
Więc krwawy toast sercem Tobie wznieść,
Cześć Tobie, cześć!
Ale przez takie trudy jak Twój trud,
Przez taką rozpacz i duchowy żal,
Bóg daje cudu tchem przeto pić lód
I budzi słońce z krwi męczeńskich fal!..
Więc krwawy toast możem Tobie wznieść,
Cześć Tobie, cześć!
Wśród piekła bydląt, co starły z swych czół
Piętno człowieka, nieśmiertelność dusz,
Tyś jeden powstał — i jeden się struł,
I złamał szpadę jak piorun wśród burz —
O! krwawy toast możem Tobie wznieść‚
Cześć Tobie, cześć!
Niedarmo Pestlów, Łukasińskich krew
Padła, jak ziarno! — płodny posiew krwi,
Tam słychać wieków, nowej Ery śpiew,
Z Polski on płynie!... a przez nasze łzy
Ten krwawy toast w przyszłości wznieść,
Cześć Tobie, cześć!








  1. Protest Hercena przeciw okrucieństwom popełnionym w Polsce. Umieszczony w Kołokole z 1. Sierpnia 1864.
    Dziesięć razy odrzucaliśmy pióro i dziesięć razy chwytaliśmy za nie! Pragnęliśmy zebrać nasze myśli, pragnęliśmy rozproszyć tę rozpacz, która nas trawi — mój Boże! Co za okropności! Krew ich upaja! Kłamią bezwstydnie, starają się oszukać i w błąd wprowadzać tych, którzy idą na pewną śmierć, zbezczeszczają trupy i znaczą piętnem hańby wdowy i sieroty tych, co jeszcze walczą. — A wszystko to są Moskale — Moskale uczeni.(?) cywilizowani, a na koniec ci, którzy piszą do dzienników!... Nie — oni niemają nic wspólnego z naszą literaturą! —
    Wszystko jest kalectwem w naturze Moskiewskiéj! niewola, nikczemne pochlebstwo, kradzież upoważniona, spodliły tę naturę! Widzicie na zewnątrz tylko piękne frazesy i piękne utopie liberalne, wnętrze zaś jest tylko służalstwem, błotem i niewolą!“
    Toż wśród tych egzekucyi, tych morderstw wściekłych i zbójców nasadzonych, przydanych katom: wśród téj piekielnéj wrzawy obudzonego patryotyzmu, powstaje z grobu naród Polski i pragnie podnieść dwa grobowe kamienie, które go w czasie bardzo długiego snu przygniatały! — Gdybyż przynajmiéj wszystkie te okropności skropione krwią, mogły stać się cementem, którymby wszystkie kasty połączone zostały w jeden naród. — I cóż robi naród? niewiemy w tym względzie nic! Fabrykacya adresów i petycyi nie dowodzi nic. — Ale wiemy tylko że całe społeczeństwo, szlachta, pisarze, uczeni, a nawet młodzież szkolna, wszyscy są zgangrenowani. — Szaleństwo fałszywego patryotyzmu krąży w ich żyłach — krew ich jest niém zarażona, a jad — wsiąknął — głęboko!... Moskwa sama dała tego dowody. Toast na cześć Murawiewa Wiszatela jest faktem historycznym. Podczas ruchów r. 1799 i owych dni teroryzmu, nieprzypominamy sobie, ażali pito kiedy w Paryżu zdrowie Carriera, lub czy robiono owacye Satellitom Fouquier Tennevilla, — i liwerantom Gilotyny. — Niewolno przemilczeć takiego poniżenia; legalna mniejszość ma prawo ogłosić swoje „Veto“ i protestować, a protestować energicznie, aby niewyrządzono jéj krzywdy, i niezlewano w jedno ze społeczeństwem niemającém już ani serca, ani duszy. Niepozostaje im, jak tylko protestować, — ale to nie jest powodem do ogłaszania odrodzenia Moskwy w oczach wszystkich narodów ucywilizowanych: ponieważ ta Moskwa nie jest już pod jarzmem jednego ciemiężcy zwanego Mikołajem — ale pod tyrańskiem panowaniem całéj kasty podłéj i niewolniczéj. — Jeżeli nikt niechce protestować, więc my protestujemy sami. Na to potrzeba tylko cokolwiek sumienia, trochę mniéj niepojętéj zimnéj krwi, a przedewszystkiem cokolwiek odwagi. Z resztą — czegóż się mamy lękać? Jeżeli jest jakie niebezpieczeństwo, to niebezpieczeństwo to zagraża tylko zbutwiałemu, podłemu i na swych podwalinach złożonych z rutyn i formułek Niemieckich, chwiejącemu się Caratowi, który oburzony tém, iż niemoże podołać kilku niesfornym, lecz nieustraszonym powstańczym oddziałom Polskim, postanowił zabijać rannych, wieszać chorych i niewinnych i łupić właścicieli ziemskich. Upadku takiego systemu można sobie tylko życzyć — im prędzéj on runie, tém predzéj Moskwa będzie wolną!... A oni, aby zachować ten rząd, chcą zabić wszelką wolność indiwidualną, oni chcą swemi najemniczemi krzykami przygłuszyć okrzyk oburzenia, wyrwany z piersi wolnéj! oni chcą zgubić w massach indiwidualność i powrócić do dawnego stanu rzeczy, ażeby tyranizować po kolei, liżąc stopy Pana!... Jeżeli w istocie cała Moskwa tak sądzi, jeźli męczarnie wszelkiego rodzaju jéj nie znieważają; nie pozostaje nic innego, jak rzucić się w objęcia Murawiewa; a gdy powstanie raz będzie zwyciężone, nie pozostanie jéj nic, jak tylko osamotnionéj, strapionéj i niepłodnéj wyczekiwać téj chwili, kiedy wstąpi do grobu za swym Caratem, który prędzéj czy późniéj zginie, w skutek swéj nikczemności, swéj niewoli i niesłychanéj pogardy wszelkiéj osobistéj wolności. Oto dla tego, według mego zdania, potrzebaby protestować. Nie dosyć jest milczeć. Za czasów Mikołaja można było (?) jeszcze milczeć. — On sam zachowywał tylko milczenie, albo rozkazywał. — Ale wymowność dzisiejszego rządu, zapał Kancellaryi Państwa, fabryka nieustająca adresów, niepozwala dłużéj milczeć obecnie. Są chwile znużenia i goryczy: powiadacie sobie, iż niema środka do zwalczenia szaleństwa i dobrowolnej ślepoty całego narodu, że lepiéj czekać, i że niema od czego odwodzić tam, gdzie nikt się nawet niestara o to, by rzucić zasłonę na te kłamstwa, lub przynajmiéj nadać im pozór prawdy i logiki. Ale czas i okoliczności popychają was do innych czynów: sił wam brakuje, by czekać i milczeć, ponieważ niema środka do odroczenia cierpień i boleści. Nie jesteśmy Czerńcami, byśmy byli objętnymi świadkami okrucieństw dokoła popełnianych: oni mieli dla pocieszenia swego wieczność, a modlitwę na osuszenie łez: my niemamy ani wieczności ani modlitw: nasza miłość, nasza dążność, nasze marzenia, nasze interesa, wszystko to jest z tego świata,[2] wszystko śmiertelne jak my, a my mamy załatwić tylko interes innego rodzaju. Jeżeli nasze wołanie nie znajdzie odgłosu, jeżeli żaden promyk niezdoła przeniknąć tych ciemności, jeżeli jedno słowo, jeden wyraz dobroczynny, wypływający z wolności i niepodległości, niemoże być wysłuchanym wśród jednogłośnych pochwał, śpiewanych Caratowi przez zaprzedane tłumy, które mają się za cywilizowanych, pozostańmy sami z naszą protestacyą, ale nie przestańmy protestować!!! — Powtarzamy tę protestacyą, choćby tylko dla okazania światu i dostarczenia dowodu przyszłym pokoleniom, iż podczas moralnego poniżenia tak ogólnego, byli przecie mężowie, którzy umieli protestować w imię przyszłéj Moskwy, przeciw czynom tego zbutwiałego Caratu, że byli tacy, co mieli odwagę narażać się na imię haniebne zdrajców sprawy powszechnéj, w imieniu przywiązania swego, do sprawy powszechnéj, w imieniu przywiązania swego do narodu Moskiewskiego, do prawdy, piękna, i sprawiedliwości. Nasze wołanie dojdzie może aż do tych, co wznoszą swe kielichy skalane krwią na cześć starego Murawiewa Wiszatela!...
    1863.
  2. U nas Bogu dzięki — nie!





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Władysław Tarnowski.