Odpowiedź na wezwanie (w sprawie Mazurów pruskich)


Port w Gdyni Odpowiedź na wezwanie (w sprawie Mazurów pruskich) • Stefan Żeromski Ślaski i Wilczek
Port w Gdyni Odpowiedź na wezwanie (w sprawie Mazurów pruskich)
Stefan Żeromski
Ślaski i Wilczek
ze zbioru Elegie i inne pisma literackie i społeczne

ODPOWIEDŹ NA WEZWANIE24


[W SPRAWIE MAZURÓW PRUSKICH]
[W piśmie Harcerz].


Ciężko mi pisać dla harcerzy.
Sztywnieją mi palce, gdy mam kreślić dla nich jęczące we mnie wyrazy.
W szeregach harcerskich jeden mi ubył — «harcerz złoty».
Przyzostał w Nałęczowie i w milczeniu kamiennem od tylu lat już — nie czuwa.
Świetlista jego laska, która dla oczu mych i dla świata liście i owoc wypuścić miała, uschnięta jest i połamana.
Lecz, jak powiadali dawni wieszczowie, choć umarłym zawierają się usta, idea nieśmiertelna pozostaje.
I gdy nasze zawrą się usta, idea nieśmiertelna pozostanie.
Wam to, młodociani piastunowie lasek świetlistych, przyjdzie może niezadługo zajrzeć w jej oczy przeraźliwe.
Powietrze polskie nasiąka znów szaleństwem nawałnicy. Przeklęte wichury wojenne znów w rubieży naszczekują. Wypadnie wam może ujrzeć czystemi oczyma odrażające choroby ludzkości, wrzody i rany, które za dni pokoju tają się we wnętrznościach społeczeństw. Zobaczycie może czystemi oczyma podłość cywilizatorów, ukrytą w fałdach obłudy i za maską kłamstwa, — jawne łotrostwo handlarzy ludami.
Nie pożąda ani jeden z nas jednej piędzi ziemi niemieckiej.
Nie chce ani jeden z nas władzy nad jedną duszą niemiecką.
Nie wyciąga ani jeden z nas dłoni po przemoc nad władzą, nad pracą, nad mową niemiecką.
Jesteśmy synami i czcicielami pracy.
Nie pożądamy niczego, co jest poza granicami, gdzie już mowa nasza wygasła.
W obliczu tej prawdy, a na zasadzie sprawiedliwości i miłosierdzia, wy prawdomyślni i prawdogłośni, musicie z czasem zażądać układu i sami układać zazębienie się ludów ruskich o lud polski, zahaczenie się plemion, dziejów, spraw, stanu posiadania i stosunków na wschodzie i na południu.
Nie możemy podobnie z narodem niemieckim układać zazębienia narodu o naród na zasadzie sprawiedliwości i miłosierdzia, gdyż naród niemiecki zagładę nam niesie.
Musimy bronić się od zagłady.
Walkę na śmierć o istność naszą nakazuje nam miłość ojczyzny.
Smętek niedarmo z kaszubskiego wybrzeża na statku angielskim do Anglii odjechał.
Nie zmarnował tam czasu napewno i niczego nie zaniedbał.
Patrzcie, prawdomyślni i prawdomówni, których usta kłamać nie umieją i nie mają prawa, gdyż przysięgliście Bogu i Polsce wiary dochować, jaka to jest sprawiedliwość cywilizatorów!
Chcą oto, żeby ostatni szczątek kaszubski oddany był na zniszczenie.
Chcą oto, żeby język przedziwny, prastary, przecudny, przebogaty, ostatni ślad mowy ludów w pień wyrąbanych, do nogi wytraconych, uległ do cna zagładzie.
Tego się domaga interes handlarzy ludami.
Patrzymy przecie obojętnie, naród olbrzymi, wyjarzmiony z niewoli, jak w naszych oczach wymiera,— skoro Niemcom został wydany, — język mazurski.
Patrzymy obojętnie, jak w obcy naród zamienia się plemię jezior, kość z kości naszej i krew z naszej krwi.
Patrzcież i wy harcerze!
Wśród nas, olbrzymiego narodu i wielkiego mocarstwa, jeden tylko człowiek nie wyrzekł się tej kości z naszych kości i krwi z naszej krwi, — nie uląkł się, nie ustał, nie zapomniał, — Bolesław Limanowski.
Dziewięćdziesiąt dwa lata dźwiga na barkach.
Sam jeden przemierzył oto Mazury.
Stopą niemal stuletnią obszedł nieodkupione ziemie i okrążył granice, a wszystko nieulękłą źrenicą obejrzał.
Uczynił tosamo, co czynił zawsze przez swe długie, pracowite, wielkie, cnotliwe życie.
Uczył rozwiązywać zawiłości życia ludzkiego polskim sposobem i pisał żywoty bohaterów.
Ostatnią podróż przedsięwziął dla duszy swej i dla Polski.
Wy, których młode serca pałają dla przyszłego szczęścia Polski, wspominajcie w hasłach waszych to imię.
Wy, którzy zdrowemi płucami wciągnąć będziecie zmuszeni wichurę wojenną, gdy w nas uderzy, i na bagnetach waszych rozpiąć sławę zwycięstwa, patrzcie dziś pilnie w Szczytno!
Betonowemi rowami łączy tam sąsiad nasz jezioro z jeziorem.
Może, kiedy zechce, w każdym z tych rowów ustawić Grubą Bertę i bić dzień dnia i noc w noc w samo serce Warszawy.
Czuwaj! Czuwaj! Czuwaj!

[1925]




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stefan Żeromski.