Podróż naokoło świata w ośmdziesiąt dni/Rozdział XXXVI

<<< Dane tekstu >>>
Autor Juljusz Verne
Tytuł Podróż naokoło świata w ośmdziesiąt dni
Podtytuł Zajmująca powieść z życia podróżników
Data wydania 1923
Wydawnictwo Wydawnictwo „Argus“
Drukarz Druk. W. Cywińskiego, Nowy Świat 36
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz anonimowy
Tytuł orygin. Le Tour du monde en quatre-vingts jours
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

ROZDZIAŁ XXXVI.
Ślub pana Fogga z Andą. Szczęście Passepartout.

Tak! Był to Filip Fogg we własnej osobie! Przypominamy sobie, że o ósmej minut pięć wieczorem, Passepartout poszedł do pastora, aby go uprzedzić, że ślub odbędzie się nazajutrz.
Passepartout pobiegł zachwycony. Popędził szybko do mieszkania czcigodnego Samuela Wilsona, ale tego nie było w domu.
Czekał więc dobrych dwadzieścia minut. Była punktualnie godzina ósma, trzydzieści pięć minut, kiedy wyszedł stamtąd. Ale w jakim stanie!
Włosy miał rozwichrzone, bez kapelusza...
Biegł, biegł, roztrącał wszystkich, przelatując, jak trąba powietrzna po trotuarze.
W trzy minuty był już w willi pana Fogga.
Wpadł do pokoju bez tchu, nie mogąc słowa wymówić.
— Co się stało? — spytał pan Fogg.
— Mój panie... — bełkotał Passepartout — ślub... niemożliwy.
— Niemożliwy?
— Niemożliwy na jutro.
— Dlaczego?
— Bo jutro niedziela!
— Poniedziałek, — zaoponował Fogg.
— Nie... dziś jest sobota.
— Sobota? Niepodobna!
— Tak! Tak! — krzyczał Passepartout. Omyliłeś się pan o jeden dzień! Przybyliśmy o 48 godzin za wcześnie, ale zostaje już tylko dziesięć minut!
Passepartout złapał swego pana za rękaw i pociągnął go z niezrównaną siłą.
Filip Fogg, uniesiony w ten sposób z pokoju, nie miał czasu na namyślanie się, wyszedł z domu, wskoczył do powozu, obiecał sto funtów furmanowi i po przejechaniu dwóch psów, rozbiciu pięciu powozów, przybył do Klubu.
Zegar wskazywał ósmą, minut czterdzieści pięć, kiedy ukazał się w salonie...
Filip Fogg wygrał więc zakład o dwadzieścia tysięcy funtów.
Filip Fogg objechał świat w przeciągu ośmdziesięciu dni!
I on tak punktualny, spokojny, jak mógł popełnić omyłkę, co do dnia?
Filip Fogg przyjechał wcześniej o jeden dzień dlatego, że skierował się w swojej podróży na wschód, straciłby zaś jeden dzień, gdyby kierował się na zachód.
Jadąc na wschód, Fogg szedł naprzeciw słońca, dnie przedłużały się wciąż o cztery minuty w kierunku, w którym jechał.
W Londynie, przeciwnie godziny nie zmieniały się, były wciąż jednakowe.
Sławny zegarek Passepartout, którego nie chciał on nakręcić według tamtejszych zegarów, o co wciąż tak walczył inspektor policji, pokazywał wciąż godzinę londyńską i dlatego błąd w obliczaniu dni nie był spostrzeżony.
A więc Filip Fogg wygrał zakład, to znaczy dwadzieścia tysięcy funtów.
Ale ponieważ wydał on na drogę około dziewiętnastu tysięcy, wygrana była niewielka.
Wszakże Filipowi Fogg nie chodziło o fortunę tylko o przekonanie wszystkich, że można w osiemdziesiąt dni świat objechać.
Tysiąc funtów pozostałych z podróży rozdzielił Filip Fogg między szlachetnego Passepartout i nieszczęsnego Fixa, który działał wszak bez złej woli, lecz w przekonaniu, że ściga przestępcę.
Tylko dla dotrzymania słowa, wytrącił swemu służącemu za gaz, ulatniający się przez ośmdziesiąt dni.
Tegoż wieczora, po powrocie z Klubu, gdzie był tak owacyjnie przyjęty, zawsze spokojny, zawsze jednakowo flegmatyczny pan Fogg obrócił się ku pani Andzie i spytał:
— Czy małżeństwo to jeszcze i teraz pani dogadza?
— Panie Fogg, — odpowiedziała młoda kobieta: mnie to wypada teraz zapytać pana...
Byłeś pan zrujnowany, teraz jesteś bogatym...
— Przepraszam panią, — odpowiedział dżentelmen spokojnie, — fortuna ta należy do pani.
Jeśliby pani nie powzięła myśli o małżeństwie, służący mój nie poszedłby do pastora Samuela Wilsona, nie byłbym powiadomiony o swej omyłce, i...
— Drogi panie Fogg... — odpowiedziała młoda kobieta.
— Droga Ando... odpowiedział Fogg.
Naturalnie, że małżeństwo zawarto o czterdzieści ośm godzin później i Passepartout, rozpromieniony, szczęśliwy uczestniczył na ślubie, jako świadek młodej kobiety.
Czyż nie ocalił jej życia i czyż nie zasłużył na ten honor?
Ale nazajutrz, prawie o świcie Passepartout zapukał do drzwi swego pana. Drzwi otwarły się i niewzruszony dżentelmen zjawił się na progu.
— Cóż takiego, mój Passepartout? — zapytał.
— Przyszedłem powiedzieć, — rzekł chłopak, — że przekonałem się...
— O czem takiem?
— Że moglibyśmy objechać świat wokoło w przeciągu siedmdziesięciu ośmiu dni.
— Zapewne, — rzekł pan Fogg, — jeśli byśmy nie przejeżdżali przez Indje...
Ale, gdybyśmy ominęli ten kraj, nie uratowalibyśmy pani Andy, nie zostałaby ona moją żoną i...
I pan Fogg cicho zamknął drzwi od swego pokoju.
Tak więc Filip Fogg wygrał zakład. Przebył drogę naokoło świata w przeciągu ośmdziesięciu dni! Ekscentryczny dżentelmen wykazał w tej podróży dużo zimnej krwi i taktu.
Ale potem? Cóż zyskał za to, co zdobył w tej trudnej drodze?
„Nic“ powie ktoś nieświadomy. Ale tak nie jest. Posiadł piękną kobietę, która go uczyniła najszczęśliwszym z ludzi. Warto więc było i świat objechać!

KONIEC.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Juliusz Verne.