Rilla ze Złotego Brzegu/Rozdział XXXI

<<< Dane tekstu >>>
Autor Lucy Maud Montgomery
Tytuł Rilla ze Złotego Brzegu
Pochodzenie cykl Ania z Zielonego Wzgórza
Wydawca Księgarnia Czesława Kozłowskiego
Data wyd. 1933
Druk Salezjańska Szkoła Rzemiosł
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Janina Zawisza-Krasucka
Tytuł orygin. Rilla of Ingleside
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron

ROZDZIAŁ XXXI.
„RILLA MA RILLA“.

Karol Meredith i Miller Douglas wrócili do domu przed samem Bożem Narodzeniem i całe Glen St. Mary witało ich na dworcu z orkiestrą sprowadzoną z Lowbridge, nie szczędząc również uroczystych przemówień. Miller był wesoły mimo swej sztucznej nogi. Rozrósł się i spoważniał, a jego order Waleczności, który nosił na piersiach, skłonił pannę Kornelję do szybkiej zgody, aby odbyły się zaręczyny Millera z Mary.
Jurek Meredith i Józio Milgrave wrócili w styczniu. Pewnego wiosennego dnia, gdy rozkwitły narcyze w ogródku na Złotym Brzegu, a wąwozy Doliny Tęczy usiane były fiołkami, osobowy pociąg popołudniowy zatrzymał się na stacji w Glen. Rzadko kiedy przyjeżdżał ktoś do Glen tym pociągiem, to też nikogo nie było na peronie, oprócz zawiadowcy i małego psa, który od czterech i pół lat wychodził na każdy pociąg zatrzymujący się w Glen St. Mary. Tysiące pociągów widział już Wtorek, lecz nie ujrzał dotychczas młodzieńca, którego oczekiwał. Mimo to Wtorek czekał cierpliwie, a w oczach jego wciąż płonęła nadzieja. Może serce chwilami ściskało mu się bólem. Był stary i zreumatyzowany. Gdy wracał za każdym razem do swej budy, wlókł się prawie z łbem opuszczonym ku dołowi i oczami przymkniętemi.
Jeden tylko pasażer wysiadł z popołudniowego pociągu, a był nim wysoki młodzieniec w mundurze porucznika, opierający się na kuli. Miał opaloną twarz i kilka srebrnych włosów na skroniach. Nowy zawiadowca stacji spojrzał na pasażera z niepokojem. Przyzwyczajony był do tego, że wszyscy pasażerowie w wojskowych mundurach wysiadający z pociągów, witani byli przez tłum oczekujących na stacji. Tego pasażera nikt nie witał. Zawiadowca zainteresował się bardzo młodzieńcem.
Coś, jak wielka piłka przemknęło przez peron. Wtorek był stary? Wtorek był zreumatyzowany? Wtorek ledwo się poruszał? To niemożliwe. Wtorek był młodem szczenięciem, skaczącem i skomlącem wesoło.
Rzucił się teraz na wysokiego żołnierza z głośnem szczekaniem i skoczył mu na piersi. Usiłował wspiąć się wyżej w szalonej radości, która zdawała się rozdzierać jego małe ciało na strzępki. Lizał buty przybyłego porucznika, który z uśmiechem na ustach i łzami w oczach chwycił w ramiona Wtorka, przycisnął go mocno do piersi i serdecznie ucałował.
Zawiadowca stacji znał historję psa Wtorka. Zrozumiał teraz, kim był ów powracający żołnierz.
Długa udręka Wtorka skończyła się wreszcie. Jim Blythe wrócił do domu.
„Jesteśmy wszyscy bardzo szczęśliwi, smutni i pełni wdzięczności“, pisała Rilla w swoim pamiętniku w tydzień potem, — chociaż Zuzanna nie otrząsnęła się i nigdy nie otrząśnie z pierwszego wrażenia, jakiego doznała, gdy ujrzała Jima wchodzącego do domu wieczorem. Nigdy nie zapomnę, jak wyglądała wówczas, jak biegała nieprzytomnie z kuchni do piwnicy, znosząc do jadalni najlepsze rzeczy. Nikt z nas prawie nie zwracał na jedzenie uwagi, nikt z nas nie mógł nic przełknąć. Pożywieniem i napojem był widok Jima. Mama nie spuszczała zeń oka, jakby się lękała, że gotów jej zniknąć znowu. Jak przyjemnie pomyśleć, że w domu jest Jim i Wtorek. Wtorek nie odstępuje Jima ani na chwilę, sypia pod jego łóżkiem, towarzyszy mu zawsze przy jedzeniu. Nawet w niedzielę poszedł za nim do kościoła i wszedł do ławki, gdzie zasnął u stóp Jima. Wśród nabożeństwa obudził się i szczeknął kilka razy. Nie chciał się uspokoić, dopóki Jim nie wziął go na ręce. Nikt z obecnych jednak nie rozgniewał się, a pan Meredith po skończonem nabożeństwie podszedł i serdecznie poklepał Wtorka.
— Wiara i przywiązanie są największym skarbem w życiu. Przywiązanie psa jest również skarbem, Jim.
„Pewnego wieczoru, gdy rozmawiałam z Jimem w Dolinie Tęczy, zapytałam go, czy uczuwał kiedyś strach na froncie.
„Jim zaśmiał się.
— „Strach! Bardzo często byłem przerażony, śmiertelnie przerażony, ja, co śmiałem się zawsze z Władka. Czy wiesz, że Władek nie odczuwał nigdy strachu na wojnie. Rzeczywistość nie przerażała go, tylko lękał się imaginacji. Pułkownik jego powiedział mi, że Władek był najodważniejszym żołnierzem w pułku. Rillo, dopóki nie wróciłem do domu, nie wierzyłem, że Władek nie żyje. Nie masz pojęcia, jak mi go brak teraz. Wy wszyscy przyzwyczailiście się do tej myśli, a dla mnie jest ona całkiem nowa. Wychowaliśmy się razem i byliśmy serdecznymi przyjaciółmi, a teraz w tej starej dolinie, którą tak kochaliśmy obydwaj, będąc jeszcze dziećmi, przypomniałem sobie, że go już więcej nie ujrzę.
„Jim wraca do uniwersytetu jesienią, jak również Jurek i Karol. Przypuszczam, że Shirley także wróci. Ma przyjechać do domu w lipcu. Nan i Di będą na nowo nauczycielkami. Florka ma wrócić dopiero we wrześniu. Sądzę, że także zostanie nauczycielką, bo ślub jej z Jimem ma się odbyć dopiero wówczas, gdy Jim ukończy medycynę. Una Meredith postanowiła skończyć kursy gospodarstwa w Kingsport, a Gertruda wkrótce wychodzi za swego majora i jest „bezwstydnie szczęśliwa“, jak sama twierdzi“.
Rilla zamknęła swój pamiętnik z głębokiem westchnieniem. Nie czuła się teraz na siłach zachowania wiary. Wszyscy ułożyli sobie jakoś życie, oprócz niej. Była samotna, straszliwie samotna. Jim wrócił wprawdzie, ale nie był to ten jej ukochany brat, który odszedł wroku 1914, należał teraz w zupełności do Flory. Władek nigdy nie wróci. Nie miała nawet przy sobie Jasia. Cały świat wydał jej się nagle pusty, obszerny i pusty od wczorajszego dnia, kiedy wyczytała w dzienniku Montrealskim komunikat o żołnierzach, którzy wrócili w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Między innemi było tam nazwisko kapitana Krzysztofa Forda.
Więc Krzyś był w domu i nie pisał nawet do niej o swoim powrocie. Był w Kanadzie od dwóch tygodni, a ona nie otrzymała od niego ani słowa. Oczywiście zapomniał, jeżeli było o czem zapomnieć, o uścisku ręki, o pocałunku, o spojrzeniu, o owem przyrzeczeniu, które mu dała. Wszystko to było absurdem, była głupią, romantyczną, niedoświadczoną gąską. W przyszłości będzie mądrzejsza, mądrzejsza i bardziej dyskretna. Będzie inaczej patrzała na mężczyzn.
— Może lepiej byłoby, gdybym pojechała z Uną na kursy gospodarstwa, — pomyślała, stojąc przy oknie i spoglądając w stronę Doliny Tęczy.
Zadźwięczał dzwonek u drzwi. Rilla skierowała się ku schodom. Musi drzwi otworzyć, bo nikogo w domu niema. Niechętnie pomyślała o czyjejśkolwiek wizycie. Zeszła na dół wolnym krokiem i otworzyła drzwi.
Na progu stał wysoki młodzieniec w uniformie, o czarnych oczach, czarnych włosach i małej, prawie nieznacznej, bliźnie na policzku. Rilla patrzyła nań przez chwilę. Któż to był?
W twarzy tej było coś dziwnie znajomego, ale do kogo należała ta twarz?
— Rilla ma Rilla, — rzekł żołnierz.
— Krzyś, — wyszeptała Rilla. Oczywiście, to był Krzyś, lecz wyglądał o wiele poważniej, był zmieniony i ta blizna na twarzy!
Ujął jej dłoń i spojrzał w oczy. A w niej zbudziła się dawna Rilla z przed czterech lat. On jednak zamiast drobnego podlotka zastał dorosłą kobietę, o pięknych oczach, wyraźnie zarysowanych ustach i zarumienionych policzkach. Kobietę piękną i pożądaną, ideał swoich snów.
— Czy to Rilla ma Rilla? — zapytał z naciskiem.
Dreszcz przeniknął Rillę od stóp do głowy. Radość, szczęście, smutek, lęk, wszystkie te uczucia, które dręczyły jej serce od tylu lat, odezwały się na nowo. Chciała mówić, lecz nie mogła wydobyć głosu. A po chwili:
— Tak, — odparła, sepleniąc.

Koniec.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Lucy Maud Montgomery i tłumacza: Janina Zawisza-Krasucka.