Sądecczyzna (Szczęsny Morawski)/Tom I/Jerzy Szowarski

<<< Dane tekstu >>>
Autor Feliks Jan Szczęsny Morawski
Tytuł Sądecczyzna. Tom I.
Pochodzenie Sądecczyzna
Wydawca Nakładem autora
Data wyd. 1863
Druk Wytłoczono u Ż. J. Wywiałkowskiego
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały tom I
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


3.  Jerzy Szowarski.

Węgierski król Ladisław, brat Kunegundy, przyjął Leszka jako powinowatego swego i nie odmówił pomocy, bo jak się wyraził w przywileju włości Sowar: królestwo polskie tak poważał jak gdyby swoje własne.
Miał zaś dzielnego wojownika, druha swego: Jerzego Szymonowicza, który się razem z nim chował i dzielnem ramieniem niejedną mu przysługę wyświadczył, mianowicie przeciw Ottokarowi czeskiemu, szczególnie zaś przeciw Tatarom. Z dobraną drużyną krewnych i przyjaciół odbijał plony i łup i niemało łbów tatarskich wznak zwycięstwa naprzesyłał królowi swemu. Tego więc Jerzego na czele zbrojnych królewskich dworzan przeznaczył na pomoc Leszkowi. Przyłączyło się też do słynnego wodza wiela młodzieży szlachetnej prócz braci jego: Boxy i Tomasza i zbrojnych sług. Jak zwykle przedni zastęp wiódł sam Jerzy na czele swych krewnych i dworzan o wiele wyprzedzając zastępy Leszka zdążające zwolna. U Bogucic nad Tabą niebacznie zbliżywszy się pod obóz Konrada musiał sam bój rozpocząć. Ciężko i duszno mu już było nim zdążyły drugie oddziały: Pięć ran ciężkich odebrał sam walcząc z przemocą; jeden krewny jego poległ, a 11 sług poraniono. Przetrzymał jednak walkę na sobie, a za przybyciem Leszka rozstrzygnął zwycięstwo.
Otto Toporczyk wojewoda sandomierski umknął.
W odebranym Krakowie nagradzał Leszek Węgry i odprawił.
Jerzemu dał zagrabione mienie Toporczyków, bratu zaś jego: Boxie dał województwo sandomierskie.
Na województwo krakowskie przywrócił: Piotra.
Przywilej (XVIII) — My Leszek z bożej łaski książę krakowskie, sieradzkie i sandomierskie. Godne każdego i powolne służby, według książęcej godności chcąc wzajemnie słusznie wynagrodzić; ku temu skłoniliśmy życzliwość Naszą, aby jak słuszna, najlepszą nagrodę otrzymał: kto w miłej nam służbie pożytecznym się okazał. A gdy szlachetny mąż: pan Jerzy, którego wraz z innymi Najjaśniejszy król węgierski Władysław przyjaciel Nasz w pomoc Nam przysłał, wiernie Nam służąc chwalebnemi czyny łaskę Naszą uzyskał;
— Skoro w obronie życia i części Naszej z stałą wytrwałością przeciw wrogom Naszym walcząc, odniósł rany;
— I za pomocą boską do ucieczki zniewoliwszy, zwycięstwa świetnego cześć słuszną otrzymał:
— Za tak godne usługi dokonane i te które dokona: temuż panu Jerzemu i potomkom jego: dajemy wieś w kasztelanii sądeckiej, którą po polsku zwą Wielogłową, wraz z innemi wsiami przynależącemi ku dziedzicznemu, wieczystemu posiadaniu w spokoju.
— Bez wszelakiej ujmy, z wszystkiemi pożytkami i przynależnościami, z prawami wojskowemi, jak tę Wiełogłowę posiadał: pan Otto niegdyś wojewoda sandomierski;
— Który się z wspomnionej wsi i dziedzictwa wyzuł skutkiem winy.
— Bo prócz zbrodni obrażonego majestatu, którą się nie wzdrygał popełnić; — pod pozorem spokoju, za knowanie niegodziwe zdrad na zgubę Naszą: sprawiedliwie zasłużył na wydziedziczenie z wszelkich posiadłości w państwie Naszem.
— Dla utrwalenia zaś wiecznego i nieodmiennego tej darowizny Naszej, list niniejszy kazaliśmy stwierdzić przyczepieniem pieczęci Naszej.
— Działo się w Krakowie roku pańskiego 1287.
— Wobec pana Sulisława kasztelana krakowskiego, pana Boxy wojewody sandomierskiego, Piotra wojewody krakowskiego, Prokopa kanclerza, Wawrzyńca sędziego, Mikołaja podkomorzego krakowskiego.
— Dan w dzień popielcowy — ręką pana Filipa podkanclerzego Naszego.
Między Węgrami był pachołek pocztowy szlachecki zwany: Tomasz Topolcz. Wziął on w niewolę jakiegoś słynnego wojownika polskiego: Mikołajczyka, którego przywiódł do Węgier przed króla swego. Jeniec panu jego: Wawrzyńcowi Wawrzynowiczowi wykupił się: dwoma tysiącami.
Krakowskim też mieszczanom, których wierność poznał Leszek, wielkich wolności nadał, miasto ich murem i wałem otoczył; sprawę miejską samym Niemcom poruczył, w których się kochał, jakoż i sam po niemiecku się nosił.




Stronnictwo więc narodowe polskie sprzeciwiające się żywiołowi niemieckiemu stanowili: Konrad mazowiecki, Kinga, Paweł biskup, Toporczykowie: Otto i Żegota, Krystyn i ów Mikołajczyk jeniec Topolczów, wraz z swymi przyjacioły.
Stronnictwo zaś niemieckie: Leszek z Gryfiną, Krakowianie, i madziarskie posiłki, którym Leszek rozdawał dobra zabrane i urzędy koronne.
Dążność stronnictwa niemieckiego była: cywilizacya rozumowa za pomocą zniemczenia i obcego oręża; w dalekiej zaś przyszłości poddaństwo cesarstwu niemieckiemu roszczącemu sobie prawa do całej Sławiańszczyzny. A więc los: Sorbów wendyjskich, Czechów i Szląska.
Dążność parcia narodowego: Niezawisłość, wyrobienie się społecznej oświaty narodowej z wnątrza narodu i uległość prawom kościoła.
Środek stronnictwa niemieckiego: Przemoc obca bezwzględna.
Środek narodowy: Wiara w Boga i siły narodowe obok gościnnej wyrozumiałości.
Z zestawienia tego wynika koniecznie: Że stronnictwo niemieckie zimno rozumowe i zaborcze jaśniej widziało cele swoje, więc spójnia jego towarzyska była jednolitą.
Polacy zaś oparci na poczuciu Boga i siebie, niezawsze wiedzieli co czynić wypada, boć trudniej pojąć Boga i siebie niż obce mienie, które wydrzeć pragnie zawiść.
To nam tłómaczy postępowanie Toporczyków. Rodzina ta od pradziada swego Sieciecha dworowi służąc nierychło odróżniła obowiązek narodowy od wiernej służby osobistej. Ślepi wykonawcy woli niemczejących książąt; więżąc biskupa krakowskiego z ust jego dopiero dowiedzieli się: że ojczyznę swą zdradzają służąc wiernie nieprzyjaznemu jej żywiołowi. Więc się Otto obaczył i porzucił sprawę wynarodowienia Polski.
Łatwo też pojąć gniew Leszka z tej przyczyny.
Polityka Węgier sprawę narodową madziarską opierając o sprawę Polski, podtrzymywała Leszka, którego mieniła prawym królem przyjaznej Polski. W bliższe szczegóły nie wchodził król Ladysław ani wódz jego Jerzy.
Jerzy Szymonowicz prócz Wielogłów od Leszka nadanych dostał później od swego króla: Sóvar, Sópatak, Delnę i słoną studnię w tychże dobrach. Pisał się potem: Sóos de Sovar, co znaczy bezmała tyle jak: Żupnik (Bochnar??) z Słonogrodu.
Biskup Paweł uszedł rąk i zemsty Leszka; rzekomo przechował się kędyś w zamku odległym wpośrd lasów. Wkrótce bo 30 listopada 1286 pojednał się z Leszkiem, bo widział w tem zysk. Kapituła krakowska na ręce kanoników zbierała dziesięciny na krzyżową wojnę do Palestyny. Biskup wdał się w to: iż legat papieski opuścił część pieniędzy, dla obrony domowej.
To było powodem zgody.
Leszek Czarny nie był jeszcze syt zemsty. Pustoszenia Litwy przedłożone przez biskupa Pawła, skłoniły Papieża do ogłoszenia wojny krzyżowej i zebrała się krzyżowników dość znaczna drużyna. Leszek stanął na czele lecz zamiast na Litwę ciągnął na Mazowsze, kędy się prawdopodobnie schronili przeciwnicy jego.
To nadużycie krzyża pokarał Bóg! Szczęście odwróciło się od niego, przypadły klęski, a najpierwszą byli: Tatarzy!
Do owych czasów wypada odnieść rozdział rodziny Starzow na: Topory i Starokonie. Otto Toporczyk Wielogłowski odstąpiwszy służby królewskiej, a łącząc się z narodem ściągnął na siebie gniew braci dworujących. Z porażki bogucickiej umknął na białym swym koniu prawdopodobnie na Mazowsze a później na Węgry, gdzie u wroga swego Jerzego Szowarskiego mógł uzyskać zwrot swych Wielogłów i pojednanie z królem. Bracia tylko nie chcieli się pojednać i zaparli się go. Więc rozżalony przyjął rozbrat, zostawił im zabrany majątek, nazwał się: Zaprzańcem i wiernego swego konia białego przybrawszy za herb rodzimy, Topór na hełmie tylko ku wiecznej pamiątce umieścił. Z nowym herbem przybrał i nazwę: Bochnar (solny-żuppny), która oznacza to samo prawie co madziarskie: Soos. Pisał się ciągle z Wielogłów. A Wielogłowscy i Wielopolscy dotąd piszą się: Bochnarami.







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Feliks Jan Szczęsny Morawski.