Sądecczyzna (Szczęsny Morawski)/Tom I/Rittery niemieckie

<<< Dane tekstu >>>
Autor Feliks Jan Szczęsny Morawski
Tytuł Sądecczyzna. Tom I.
Pochodzenie Sądecczyzna
Wydawca Nakładem autora
Data wyd. 1863
Druk Wytłoczono u Ż. J. Wywiałkowskiego
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały tom I
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


3.  Rittery niemieckie — herby.

W Niemczech całych ludzi dzielono na wolnych i niewolników. Niewolnicy: to jeńcy lub podbici w wojnach zewnętrznych i domowych. Że zaś szczepy pojedyncze często wzajemnie się wojowały; niewolników liczba była bardzo znaczną może przewyższającą.
Wolni: nosili broń i długie włosy, wiecowali i posiadali własność ziemską; wszystko wyłącznie. Niewolnicy byli własnością ich zupełną. Piętno niewoli było hańbiącem; a nawet po uwolnieniu, dokąd ludzka pamięć sięgała, wzbudzało pogardę. Więc: czterema wolnemi przodkami trzeba było udowodnić cześć wolnego rodu.
Nie wszyscy wolni posiadali ziemię; byli i tacy co orężem zarabiali na życie tworząc zbrojne zastępy na dworach posiadaczy ziemskich, mianowicie zaś: po dworach przewodników krain pojedynczych. Byli oni tem w Niemczech czem w Polsce: lachy i lachice, to jest: ludźmi oręża.
Frankowie i Longobardy byli najznakomitszymi ludami niemieckimi. Niezliczone zabytki dziejowe mianowicie pisemne pozostały po nich, lecz: nigdzie a nigdzie niema najmniejszego śladu pojęcia lub wyrazu szlachectwa dziedzicznego — odrębnego. — Wszędzie przychodzą tylko: ludzie wolni posiadacze ziem, albo też nieziemiani. Dworzanie królów i książąt, niekoniecznie bywali sami: wolni. Tak hrabiowie: Tour pochodzą od królewskiego kuchty, później stajennego a w końcu grabiego to jest: starosty. Tak było i w Skandynawii i Anglii saksońskiej, aż do XII wieku.
Herbów i nazwisk rodowych nie było jeszcze nigdzie.
W strasznych zapasach Rzymu z cesarzami (1046) wzrosła liczba bojowników wolnych konnych i zbrojnych, mianowicie z ludzi nie posiadających ziemi, a pragnących chwały i łupu.
Wojenny ustrój łączył, a wspólny przelew krwi bratał ich. Wkrótce więc powstały: bractwa wojenne, na wzór bractw zakonno religijnych właśnie przez papieżów utwarzanych.
Jak tam tak i tu nie każdego przyjmowano, były warunki, próby i przygotowania; a jak po klasztorach z pustelników wyrobili się bracia zakonni tak tu z wojowników: rytery czyli rycerze, to jest: wojownicy konni według zakonu wojny.
Zakonni księża przybrali odrębne odzienie i oznaki; a rycerze przybrali: płachtę rycerską lub ornat rycerski na wzór zakonników.
Czem u księży wyświęcenie tem u rycerzy było: pasowanie. Biskup kładąc ręce na ramiona, zlewał łaskę ducha świętego: cesarz, król, książę lub który rycerz dzielny; barków klęczącego dotykając mieczem, zlewał nań urok doświadczonego wojownika, mianując go kawalerem: w imię Boga ś. Jerzego i ś. Michała. Krzywoustego pasował najprzód: Brzetysław dziadek, potem Władysław ojciec; a w końcu 1135 w Merzeburgu cesarz niemiecki.
Czem dla księży duchowne ćwiczenia tem były wojownikom: igrzyska wojenne. W bitnej Francyi naukę turniejów już w VIII wieku spisał: Godefroa z Tureny.
Rycerze do bractwa radzi przyjmowali dziecko wojownika z dziada pradziada.
Ogółem zaś: mnisi, wojownicy i rzemieślnicy ustrajali się w bractwa zakonu lub rzemiosła swego; jedni drugich nawzajem, a wszyscy pospołu naśladując ustrój potęgi Rzymu i kościoła, któremu co raz dzielniejsi papieże przewodniczyli. Wszędzie jednak przebijała się jeszcze narodowość i jej obyczaje. Rycerze francuscy, hiszpańscy i niemieccy różnili się w zakonach swych.
Krzyżowe wojny ostatecznie wyrobiły rycerstwo i rycerskość; przy końcu XI wieku.
Dla odpokutowania grzechów i popełnionych zbrodni, dla pozyskania zbawienia duszy, dla dostąpienia nieba; spieszyły krocie tysięcy uwolnić grób Zbawiciela z pod jarzma mohamedanów, poganów. Przodem łupiąc i paląc szły szumowiny Europy pod przewodnictwem żarliwych zakonnych kaznodziei, a za niemi ciągły bractwa rycerskie, francuskie, hiszpańskie, niemieckie i angielskie: karne, bitne i należycie ustrojone pod dzielnym księciem lotaryńskim: Gotfriedem Buillonem.
Po ciężkich trudach i krwawych walkach z niemniej rycerskiemi Saracenami zdobyli Jeruzolimę (r. 1099) i skąpawszy się w krwi stu tysięcy! wymordowanego zwyciężonego ludu, uklękli w pokorze, zapłakali z nabożeństwa i dziękczynnie wzniośli ku niebu ręce, z których się krew świeża kurzyła (15 lipca 1099.) W tych to walkach z potrzeby: dla znalezienia się wśród ciżby zastępów, dla snadniejszego wpośród tłumu rozpoznania się, dla wyszczególnienia, dla zwrócenia uwagi na siebie; prócz wspólnego krzyża, prócz narodowych godeł, tarcze swe i przyłbice: znaczyli dowolnemi znakami. A gdy któren powalił dowódcę muzułmanów: na tarczy swej wyobraził głowę jego; któren krwią własną zabarwił strumień: wyobraził strugę krwawą i t. p. i odtąd nieporzucał tego znaku.
Wróciwszy szczycił się niem i na pieczęci dał go sobie wyryć i niem się pieczętował; a krewni co doma pozostali, przyjęli ten znak i szczycili się niem. Więc później nikt nie chciał być bez znaku na tarczy, a nie mając wywalczonej głowy Saracena, lub strugi krwawej, brał co mu się zdało, byle ptaka, byle smoka a często i wstęgę lub podwiązkę niewieścią.
Pierwszy herb niewątpliwy i udowodniony przyjął w Akitanii: Rajmont hrabia Tuluzy (żyjący 1047—1105). Był to: krzyż, jaki nosił podczas pierwszej krzyżowej wojny, w której się świetnie odznaczył.
Na tarczy Gofroa Plantanieta księcia Normandyi (r. 1127) widać: pantery takie jak są w herbie Anglii — lecz niema pewności czy to był stały herb jego. Wszystkie herby jako godła wojenne osobiste lub zbiorowe noszono z początku na tarczy lub proporcu, później na zbroi, szyszaku a nawet ozdobach rzędu końskiego.
Wtedy powstały nazwy rodzinne dziedziczne. Niektórzy zatrzymali dawne przezwiska niemieckie, celtyjskie lub nowe np. Mały, Wielki, Biały, Dobry i t. p. inni pisali się od godności: Sędzia, Wójt... drudzy od rzemiosła: Kowal, Cieśla, Murarz... także od imion świętych chrześciańskich: Wawrzeniec, Benedykt i t. p. Wszystkie nazwy rodzinne francuskie odnoszą się do tych źródeł. Reszta pisała się od okolic zkąd pochodzili.
Tak powstały herby najprzód we Francyi, a dalej w ościennych krajach.
Ryttery niemieckie i francuskie prócz wojenki przyjąwszy na się opiekę dzieci i niewiast wkrótce przeszli z obrońców na wielbicieli. Niemając przed sobą wroga, zbrojno stawali w obronie wdzięków niewieścich, a barwą kochanki znaczyli swe tarcze wyzywając na ostre każdego przeczącego. To było duszą turniejów i gonitw, niezmiernie ożywiało szkoły rycerskie a sprzyjało wielce rozmnożeniu się: błędnych rycerzy, wielbicieli wdzięków wczasie spokoju a wojowników wczasie wojny.
Błędni turniejowi rycerze, malując tarcze swe barwami; pań od serca, wydoskonalili herby i heraldykę, lecz oraz główną byli podporą domowych wojen i wzajemnych najazdów.
Zemsta krwi rozlanej, jak podobno u wszystkich narodów, tak i u Niemców była odwiecznym obyczajem. Chrześciaństwo nie mogło go wykorzenić a duchowieństwo (1030) ledwie tyle wymogło: iż nie dobywano miecza od czwartku wieczór do poniedziałku rano; gdyż w te dnie Zbawiciel cierpiał i umierał. Później rozszerzano ten zakaz na święta i posty i wyznaczano miejsca ochrony. Nie starczyły jednak zakazy kościelne: ryttery po staremu bili się i rozbijali a podróżny nie był pewien mienia i zdrowia.
Bo potworzyły się gromady nieproszonych zbrojnych obrońców, i narzucając się podróżnym żądały wynagrodzenia obrony, a nieskorych do okupu: obierali a nawet zabijali, lub obcinali nosy, uszy.
W Szwabii, Frankonii, Saksonii i nad Renem sta rycerzy, li tylko z obierzy żyli, a nie gardzili rozbojem podróżnych: książęta, grafowie — a rakuski kapłan pisze: Cała rzesza niemiecka pomimo zaprzysięgań pokoju, stała się jaskinią zbójców.
Więc najprzód: miasta nadreńskie, za niemi szlachta okoliczna co lepsza, a w końcu kilku książąt i trzech arcybiskupów, połączyli się aby siłą, mocą zgnieść ten zbój i rozbój, a cesarz Wilhelm (1255) stwierdził ten związek. Za ich przykładem poszli książęta: Misnii, Thuryngii, bawarki i brandeburski i rozpoczęła się wielka obława na rycerskie herbowe opryszki. Cesarz Rudolf setkami ich sądził i tracił jak prostych zbrodniarzy i setkami zamków ich dobywał i burzył. Wielu poginęło w obronie swego bezprawia, inni zbiegli w świat pod innem niebem szukać lepszego szczęścia. Biegli ci zaś na wschód ku Polsce, bo tam rycerzom wszelkim po porażkach palestyńskich po utracie Jerozolimy i wyspy Rhodus, nowe się otworzyło pole:
Wraz z rytterami przyszły do Polski i herby dziedziczne których wprzód nie znano. Chociaż znano i używano: godła i hasła gromadzkiego, powiatowego lub wojewódzkiego, herbów dziedzicznych przed tem czasem nawet wzmianki nie zachowały równoczesne źródła dziejowe. Dopokąd ryttery i ich herby ku nam nie zdążyli; nie było herbów w Polszcze, choć były chorągwie i hasła.







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Feliks Jan Szczęsny Morawski.