<<< Dane tekstu >>>
Autor Kazimierz Przerwa-Tetmajer
Tytuł W milczeniu
Pochodzenie Poezye IV
Wydawca Gebethner i Wolff
Data wyd. 1900
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały tom IV
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
W MILCZENIU
Adolfowi Czerny’emu
I.

Milczenie, szafirowe niebiosów Milczenie,
Rozrzucone na lotnych mgieł błękitny zwiew,
Rozpłynione falami w szumie górskich drzew,
Roztopione złociście na halne zielenie:

Milczenie! Twoje ciche i ogromne tchnienie
Zawisa ponad duszą, jak palmowy krzew
Nad skronią podróżnego... Cichy, słodki wiew
Opływa w krąg i w duszę sączy ukojenie.

Dusza ludzka goryczy pełna, pełna krwi,
Ten ptak od skrzydeł swoich odstrzelony gromem,
Dla której śmierć jest trwogą, z której życie drwi:

Pod twoim szafirowym, Milczenie, ogromem,
Jest jak dziecko z rodzinnych odepchnięte drzwi,
Które tęskni za swoim utraconym domem.






II.

Bo mi się tak wydaje, jakbym tam w przedczasie
Wisiał kędyś w przestrzeni nad wierchami gór
I bujał się, chwytając mgieł złocisty sznur,
Albo się gdzieś w różowym krył zachodu pasie.

I za jakąż to karę wziąłem ciało na się?
Jakiż to gwałt piekielny w dół mnie strącił z chmur?
Dusza-ż moja nie była jedną z dzikich cór
Przestrzeni, szalejących w światła świetnej krasie?

Nie byłaż mi mgła siostrą i wichr jako brat?
Nie bawiłżem się nigdy z szumem wielkich szczytów,
Aniżem za błyskawic chwytał skrzący bat?

A dziś, siedząc u progu tatrzańskich granitów,
Tych nigdy niepowrotnych już żałuję strat,
Tych wiecznie przeminionych przedżywota mytów...






III.

I czyż nigdy nie wrócę? Czyż to co się zowie
Życiem, ma być mi wszystkiem? Czyliżbym już miał
Nigdy — przeżywszy chory, nędzny żywot ciał —
Nie powstać na pierwotne, wieczne ducha zdrowie?

Czyż duch mój nie jest w przemian wieczystych okowie?
Gdy się ciało rozłoży na pierwiastków miał,
Czyż niegodne, by duch mój w nowym kształcie wstał
Jasny, jak rozpętani błędni aniołowie?

Czyż nigdy nie powrócę bujać tak, jak wprzód
Na niezmierzonej fali sennego Milczenia,
Jak jeleń ze zwierzyńca wypuszczony wrót?

Na nowe, nowe życie! Na szerokie tchnienia!
Na wyżynę, skąd świat się wydaje jak cud!
Na bezkres!... Czyż śmierć nie jest progiem odrodzenia?






IV.

O Boże! Wszakże indziej kędyś jest stworzony
Na niedostępnych głębiach jakiś inny świat,
Świat prawdy, dobra, ciszy, bez win i bez spłat,
Bez krzywd i bez pamięci o krzywdzie zrządzonej.

O Boże! Wszakże jakieś są w przestrzeni strony,
Gdzie Widzenie przed duszą nie stoi jak kat
Z rozpaloną obcęgą; gdzie za czynem w ślad
Nie bieży myśl, podobna do siostry strapionej...

O Boże! Wszakże kędyś nie cierpi się wciąż
Nad traconą z dniem każdym duszy anielskością,
Nie syczy tam ironii własnej straszny wąż...

O Boże! Wszakże kędyś żyje się światłością...
O duszo! Na mistyczne twoje Łąki dąż
I olbrzymią Milczenia owij się cichością...






V.

Sferyczne duchy lotu! Na moje przymknione
Powieki kładźcie ręce, sączcie balsam z rąk...
Pójdźmy na złotą zieleń balsamicznych Łąk,
Na Łąk pachnących idźmy zieloną rozponę...

Precz ciała ludzkie, chore, nędzą pochylone!
Precz dusze ludzkie, krwawych niewolnice mąk!
Precz poznanie! Precz wiedza! Precz szatański ciąg
Myśli, co w bezdeń z urwisk patrzą się szalone!

Precz myśli, które patrzą z urwisk w bezdeń zła
Własnej duszy i cudzych dusz aż do zawrotu!
Precz ta myśl, co nad życiem zawodzi i łka!

Precz bólu, wstręcie, żalu! Śrubo kołowrotu,
Na którym dusza ludzka krwawiąca się drga — —
Na zieleń Łąk mię wiedźcie, jasne duchy lotu...







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Kazimierz Przerwa-Tetmajer.