Wiązanka różnych tematów/całość

<<< Dane tekstu >>>
Autor Leo Belmont
Tytuł Wiązanka różnych tematów
Pochodzenie Rymy i Rytmy. Tom I
Wydawca Jan Fiszer
Data wyd. 1900
Druk Warszawska Drukarnia i Litografja
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały tom I
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
CYKL XI.
WIĄZANKA RÓŻNYCH TEMATÓW.

Adam Mickiewicz.
(W setną rocznicę urodzin).
(Urywek)

Polały się łzy czyste, rzęsiste…
1.

Wspomniał kiedyś dzieciństwo swe sielskie, anielskie,
Młodość górną i chmurną, wiek męzki — wiek klęski,
I wraz żałość upadła na wieszcza, złowieszcza,
I na chwilę się złamał duch męzki, zwycięski,
I z tych oczu, zkąd blaski wciąż szły promieniste,
Lać się cicho poczęły łzy czyste, rzęsiste…


2.

Wieszczu! spokój już zawisł nad śpiącą Twą głową,
Świetny Wawel Cię przyjął w milczące uściski,
I postacią się stałeś już dziś legendową,
Niedościgle wysoki, a sercom wciąż bliski!…

3.

Naród pieśni Twej, wieszczu, wciąż słucha i słucha
Ale słusznie odgadłeś, że niema nikogo
Co ogarnąłby wszystkie promienie jej ducha,
Całą myśl z niej wyczerpał potężną i drogą,
Całą moc Twoich uczuć odczuł w serca cieśni,
Choć tak jasno i głośno rozbrzmiewa z Twej pieśni!

4.

Schyla czoło Twój czciciel w rozmyślań mozole,
Bo doprawdy sam nie wie, jakich oczu trzeba,
Aby objąć Twą postać, gdy w poetów kole
Tyś najbliższy jest ziemi i najbliższy nieba!…

5.

Więc sielskiego dzieciństwa anielskie uroki
I młodości zachwyty, zapędy i burze,

I dojrzałej już myśli plan wzniosły, szeroki,
I rozdarta pierś wielka na twardym marmurze —
Oto opis życiowej pielgrzymki rzetelny:
Skromne ramy, — a w ramach tych trud nieśmiertelny.

6.

Jaki trud!… Cała życia narodu epoka,
Cała ziemia, kraj cały, cała ludu dusza,
Jego świetna wesołość i boleść głęboka —
Tkwią w dziesiątku tysięcy wierszy „Tadeusza“!
I chwila z życia ludu będzie trwać przez wieki;
Będzie czuł ją i kochał potomek daleki!…

7.

Cały świat w jednej księdze darowałeś światu:
Wlałeś nową w nas ufność w dni zmiennych kolei;
Byt, co umarł, wciąż żyje w kartach poematu,
Nie na wzór odgrzebanej z pod lawy Pompei,
Bo ta — martwa… stężała śród popiołów piasku, —
A byt, który tyś wskrzesił, drga w poezyi blasku!


Pożegnanie z Litwą.

Poświęcone pp. A. Kiersnowskim.

Żegnaj mi Litwo!… śród twych łąk zielonych,
Wśród szumiących zbóż twoich, morzem rozciągnionych,
Morzem srebra i złota — mile i wygodnie
Szły mi ciche, spokojne i słodkie tygodnie.
Co dnia długo patrzyłem na obszar niebieski,
Malowny w złotych blasków strojne arabeski,
Podziwiałem obrazy rozpięte nademną,
Czy to śród dni słonecznych, czy to nocą ciemną:
Jakieś mleczne obłoki, jakieś czarne chmury,
Jakieś fale błękitne, jakieś złote góry,
Obrębiane różami, rozrzucone stromo,
Haftowane natury ręką niewidomą:
Aksamitny płaszcz nocy, gwiazdami wyszyty
I poranek, ślubnemi sukniami okryty,
Jakieś kształty promienne i mary wiosenne
Rozkoszne, fantazyjne, — ach! a takie zmienne…
O, szeroko mi było pod nieba namiotem,

Gdym oglądał się wkoło bystrym oka lotem!…
I myślałem ze wstrętem o tem miasta niebie,
Które, zdaje się, samo zaparło się siebie,
Takie wązkie, ścieśnione, szarawe i senne,
Kratkowane dachami, jak okno więzienne,
I jak gdyby pocięte jakąś psotną brzytwą;
Żegnam was, o niebiosa! Żegnam cię o Litwo!

Tu na łonie przyrody słuchałem do woli
Szeptów wiatru miłosnych śród srebrnych topoli;
Rankiem dźwięczał mi w uchu ptasząt śpiew łaskawy,
Zmierzchem — sykanie świerszczy, ukrytych śród trawy;
Nocą — cisza, szumiąca śród mroków milczenia,
Niby nieba i ziemi tajemne zwierzenia.
Zachwycony tym szumem, zasłuchany w ciszę,
Marzyłem, że anielskie jakieś chóry słyszę,
I myślałem ze wstrętem o tem mieście gwarnem,
Które krzyczy i mówi językiem poczwarnym,
Językiem, co wyszydza, ujada się, kłamie
I w zwroty maskowane tak zręcznie się łamie,
Piętnowany haniebną za zyskiem gonitwą;
Żegnam was szumy wiejskie! żegnam cię, o Litwo!

Tak, żegnam cię, o Litwo!… żegnam twoje łany,
Kwietne, żółte, zielone twoich pól dywany,
Twoje sosny iglaste o kształtach świeczników,

Topole, do olbrzymich podobne strażników,
I lipy rozłożyste i wysmukłe jodły,
Co w cichy wieczór ciche wydzwaniają modły,
I białe brzozy z suknią liściastą przestronną,
Co zwykły mnie zaczepiać, gdym przejeżdżał konno!…
Żegnaj mi i ty ludu prosty a ubogi,
I wy pochyłe krzyże, stojące śród drogi,
I ty żegnaj bocianie, żegnaj święty ptaku,
Co właśnie lekko płyniesz po niebiańskim szlaku,
I falując skrzydłami, pospieszasz z gonitwą
Tam za drugim bocianem… Żegnaj mi, o Litwo!

Żegnajcie! mnie z tych czarów zaklętego koła
Niespokojna natura już do miasta woła.
Ach, widać duch mój, miejskiem powietrzem popsuty,
Znów tęskni, znowu pragnie atmosfery strutej;
Odetchnąwszy swobodnie w miłym wsi spokoju,
Znów chce w gwarach się kąpać i w kłopotów roju.
Żegnajcie! — mnie z tej ciszy zaklętego koła
Niespokojna natura znów do miasta woła!

1885 r.

Nie macie prawa!

Słuchałem waszych żalów i skarg,
Widziałem krwawość duchowych szram, —
A jednak z moich miłosnych warg
Nie rzucę słowa pociechy wam!
Chociaż me serce nie jest ze stali,
Chociaż mi jadem nie struto krwi, —
Gdyście przedemną gorzko szemrali,
Zmarszczyłem tylko gniewnie me brwi!
Mnie nie zadrżało uczuciem serce,
Gdy wam wyrzuty płynęły z warg, —
Ja wasze bóle mam w poniewierce,
Bo wy nie macie prawa do skarg!
Chociażby robak w sercu się wił,
Chociażby z nerwów soki wam pił, —
Nie! wy nie macie prawa do skarg:
Wy pod brzemieniem uchylcie kark;
Niema w was dumy, niema w was sił.


∗             ∗

Powiedzcie tylko: czyście kochali
Walczące prawdy, niedole cnót,
Czyli zaważył u was na szali
Ten wasz nieszczęsny pracownik — lud?
Czyście wierzyli w święte idee,
Za które wielkich wiedli na stos,
Czyście spełnili wieków nadzieje,
W imieniu prawdy podnieśli głos?
Czyście naprzekór podłym i ciemnym
Z odwagą bożą wśród wiru szli,
Serce-ż wam drżało czuciem tajemnem,
Co niezgasalnem światłem się tli?
Umiejąc płakać, umiejąc szlochać,
Umiejąc szydzić złością swych min,
Czyście umieli działać i kochać?
Czyście umieli zostać bez win?
Głową i sercem świecić nad tłumy,
Pod tchem zarazy nie drżeć, jak liść?
Czyście umieli siłą swej dumy
Choćby do grobu podniośle iść?

O nie! bezwstydnie schyliwszy skronie,
Kornie spłaszczywszy swój giętki kark,
Szliście w przepaście, w błota i w tonie, —
I dziś — wy macie praw o do skarg?!

Różanych wieńców żądni dla głowy,
A może laurów dla waszych win,
Nie szliście zdobyć wieniec cierniowy:
Mało wam śmierci za wzniosły czyn!
Nie gardząc fałszem, marząc o błysku,
Niewydeptanych bojąc się dróg,
Trawieni podłą gorączką zysku,
Żądni liberyi duchowych sług,
Bez krzty miłości, bez żadnych celów,
Z sercem, gdzie żółty gnieździ się wąż,
Szliście przez życie drogą fortelów
I tak dziś jeszcze idziecie wciąż!
Światowa maska kryje wam lice,
Rumieniec tai plugawą chuć,
A jednak gniewem lśnią się źrenice,
Umiecie płakać, skarżyć się, kłuć!


∗             ∗

Słuchałem jęków zbolałych dusz,
Słuchałem szyderstw zgorzkniałych warg,
Wiem, że cierpicie, — lecz milczcie już,
Bo wy nie macie prawa do skarg!


∗             ∗

Ja wtedy cierpię, wtedy się dręczę,
Gdy czysta skarga trąci mój słuch,

Gdy się zaplącze w sieci pajęcze
Pełny poświęceń i światła duch,
Który pracuje mocą boleści,
Aż śmierć śród pracy w grobie go skryje,
Bo w takim grobie niebo się mieści
I nieśmiertelność — w śmierci tej żyje!
A wy tam jęczcie, rynsztoczne fale,
Że was przydrożny kamień roztrąca,
Mnie nie poruszą te jęki wcale,
Ani ta mętów skarga modląca!
Słuchając waszych żalów i skarg,
Zgłębiając krwawość duchowych szram, —
Nigdy, przenigdy z miłosnych warg,
Nie rzucę słowa pociechy wam!


Artystce.
Poświęcone p. I. T.

Symfonją jest Twoja twarz!
To wszystko, co marzy dusza,
Co kochać i cierpieć zmusza,
W swych oczach i w rysach masz…
Tyle w niej tonów i brzmień,
Przedziwnej melodyi tchnień,
Że patrząc, jak twarzą grasz,
Widz aż do głębi się wzrusza —
Symfonją jest twoja twarz!…

To radość błyszczy w niej złota,
To słodka świeci pieszczota,
To z oczu iskry gniew miota,
To cała przestrachem drgasz…

Ból wznosi się z serca dna,
W zmienionych rysach twych gra,
Na rzęsach perli się łza —
Symfonją jest twoja twarz!…

Co snów urokiem owiewa,
Co duszę czarem zalewa,
Od czego serce omdlewa, —
To w ruchu twarzy swej masz;
Wszelkie uciechy i żale,
Olbrzymią uczucia skalę
Zmiana Twych liców wyśpiewa —
Symfonją jest Twoja twarz!

Czy srebrny zabrzęczał dzwon?
Czy harfy zadźwięczał ton?…
Nie!… to twój uśmiech czarowny…
Już pierzchnął… w twej twarzy w mig
Boleści spostrzegam krzyk,
Niemy — a jakże wymowny!

Myśl w mózgu rodzi się dzika,
Że jest — bez dźwięków muzyka,
Co jako pieśń w serce wnika…
Może, w to wierzyć — naiwnie!
Lecz zkąd są tonów tych fale,
Gdy ty nie mówisz nic wcale,
A tylko — słuchasz tak dziwnie!


Grę barwną uczuć i marzeń,
Akordy przeróżnych wrażeń,
Gdy chcesz — wyrazi twój gest!
Bo oto struny masz w duszy,
A tonów ich nic nie zgłuszy, —
Symfonją twarz twoja jest!

Zachwytu hołd składam oto —
Tobie, co spojrzeń pieszczotą
Przedsmak błogości nam dasz,
Dusze owiejesz tęsknotą,
Lub zmiażdżysz śmiechu ironją —
Bo moc tę dwoistą masz!
............
Jakąż uroczą symfonją,
Symfonją jest twoja twarz!…


Wiersz sylwestrowy.

31 grudnia 1885 r.

Dzisiaj „święty Sylwester!…“ dziś, gdy wieczór bliski,
Zastawiają się stoły i dzwonią półmiski;
Pełne gwarów i śmiechów radosnych komnaty;
Dźwięczą srebrnie kieliszki i huczą wiwaty;
Owdzie grajek najęty po klawiszach wali,
A tancerze, tancerki snują się po sali,
Aż posadzka drży głucho i trzęsą się sprzęty,
Jakby rwąc się do tańca… Dziś — „Sylwester święty!“

Któż tę radość wywołał?… Kto rzucił te czary?!…

Wszakże-ż Stary Rok umarł, wszak skonał Rok Stary!
Pełen trosk i utrapień i nudy codziennej
I niedolą i łzami ludzkiemi brzemienny

Świadek pracy męczącej, winowajca błędów,
Niewolnik tylu smutnych a silnych popędów,
Co się ciągnął tak szaro dni i nocy tyle, —
Dziś się skończył nareszcie! dziś spocznie w mogile!
Ztąd to radość konieczna, ztąd uczta potrzebna.
Dzisiaj święty Sylw ester! dziś stypa pogrzebna!
Pochowajmy więc starca!…
Jutro z ranną zorzą
Wstanie różowy dzieciak… Twarzą świeżą, hożą,
Wyjrzy na świat… I naraz gwar głosów urośnie,
Ludziska się do siebie uśmiechną radośnie;
Każdy torbę dziurawą pośpiesznie załata
I najmilsze nadzieje chciwie do niej zmiata.
Powinszowań i życzeń i wizyt bez miary, —
I znowu jakieś dziwy, znowu jakieś czary!
Doprawdy z samych życzeń masz już zawrót głowy…
Nowy Rok się narodził! zawitał Rok Nowy.

Nowy Rok? — czy to znaczy nowy prąd, nowe życie?!
Czy jakiś znak się robi na ziemskiej orbicie?
Czy z gwiazd się nowy numer na niebie układa?
Jakiś blask się zapala, jakiś cień przepada?
Czy bieg dziejów się zmienia?… Czyli może raczej
Oś naszej lubej ziemi schyla się inaczej?
Czy ludzie będą odtąd hołdować Minerwie?

Czy ciężki łańcuch przyczyn i skutków się przerwie?
Czy się jutro za błędy dzisiejsze nie płaci?
Czy weksel zeszłoroczny swoją wartość traci?
Czy Nowy Rok ze starem żegna się ubóstwem?
Czy niebo zawrze kontrakt z naszych życzeń mnóstwem?
Czy Archanioł odłoży czarną życia księgę
I ze starem przysłowiem złoży nam przysięgę:
Że „co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr!“
Czy nie będziem już jutro powtarzać, że „źle jest“!
............
Ach, świat kręci się w kółko… i kręcą się dzieje…
Na nowo się ściemniło i na nowo dnieje,
Znowu wstajem i znowu idziem na spoczynek,
I każdemu się w czubku kręci mały młynek!
(Wyłączając obecnych… — Mnie przywilej służy,
Że miast małego młynka kręci mi się duży!)

Więc — kiedy noworoczne widzę illustracyje,
Zawsze mi się wydaje (czyżbym ja miał racyję?) —
Gdy widzę tego starca, co w przepaść zapada,
Młodzieńca, co na jego miejscu wnet zasiada,
Zawsze mi się wydaje, — (ach! jak myśl ta boli), —

Że to Stary Rok tak się umyje, ogoli,
Tak się skurczy, poczerni siwe włosy swoje,
Zrzuci kaftan zszarzany, weźmie świeże stroje,
Nowy numer na czapce przyszyje… Gotowy! —
Oto stoi przed wami tak zwany Rok Nowy!
I naróżowanemi jutro krzyknie usty:
Jam tysiąc osiemset osiemdziesiąty szósty!…
To też to jest rozumem artystów, nie plamą,
Że „Nowe Roki“ zawsze rysują tak samo!

Potem strój się zaszarza i zejdą karminy,
Z pod pudru się ukażą zmarszczki pośród miny,
Zniknie wreszcie czernidło, włos zobaczysz siwy,
I głos na ciebie krzyknie, ochrypły, złośliwy:
„Myślałeś, że umarłem? skakałeś na stypie!
Sądziłeś, że Rok Nowy Cię kwiatem przysypie,
Że het! het! jak daleko sobie naprzód zajdziesz,
Że z biegiem czasu może nawet szczęście znajdziesz,
Że pożegnasz się z wad twych i kłopotów zgrają,
Że stare złe przyczyny potomstwa nie mają,
Że cię może oddzielą od przeszłości czary,
Bo Rok Nowy już nadszedł… Ja jestem Rok Stary!“

I oto jest przyczyna tej skargi żałobnej:
„Jak ten rok do tamtego był bardzo podobny!“

Lecz nie trwóżcie się nadto złośliwemi słowy,
Na pociechę wam znowu nadejdzie Rok Nowy!
I oto znowu stypa, znów Sylwester święty,
Znów posadzka drży głucho, znów trzęsą się sprzęty,
Znowu dźwięczą kielichy, znowu grzmią wiwaty,
Znowu pełne są śpiewów i śmiechów komnaty,
Znowu grajek najęty po klawiszach wali,
Znów tancerze, tancerki, snują się po sali,
Znowu dzwonią półmiski, znowu huczy hurra!…

Jakżeż łudzić się umie ta ludzka natura!
Każdy człowiek tak siebie okłamie wybornie,
Jako swego bliźniego! (Przepraszam pokornie!)
Lecz nie klnijcie wy na to!… kląć tego nie wolno,
Istność ludzka do życia byłaby niezdolną,
Bez wiary, bez nadziei… Do życia konieczna
Ta łatwość zmartwychwstania i ta młodość wieczna!
Człowiek śmiać by się nie mógł w tem życiu zdradzieckiem,
Gdyby na szczęście swoje nie był wiecznem dzieckiem!

Kto nie wierzy — nie żyje. Chcesz żyć? — musisz wierzyć!
Wielkość duszy i szczęścia można wiarą mierzyć.
I cyfrą są nie tylko Rotszylda miliony,
Bo wiara może także dać procent szalony!
Nietylko elektryczność jest siłą i para, —
Potężną dźwignią także jest w postępie wiara!
I jeśli nawet zawód na drodze nas złamie,
Jeśli wiara nas w końcu omami i skłamie,
Zawsze wierzmy i naprzód stąpajmy z nadzieją, —
Bo najwięksi to głupcy, co się z tego śmieją!
Niech wiara będzie złudą! To złudzenie miłe,
Co w bólach daje szczęście, w przeciwnościach — siłę!
Więc mówcie, co tam chcecie, panie i panowie,
Lecz ja z całym zapałem piję „złudzeń“ zdrowie!


31 Grudnia 1886 r.

W czem jest ten związek dziwny, tajemniczy,
Pomiędzy ruchem ziemi po orbicie
Śród niezmierzonej wszechświata przestrzeni, —
A drganiem uczuć, żywszym krwi obiegiem
W drobnym kąciku sercowego worka?!
Czemu w tej chwili, gdy ziemski astronom

Średnicę tarczy słonecznej dostrzega
Popod największym instrumentu kątem, —
Czemu-ż to wówczas wszystkie okna płoną
I z cichych ulic, nocy Sylwestrowej,
Widzisz tańczących sylwetki na szybach,
Znowu odbite i znów znikające!…
Gdzież jest ta spójnia między nieb zjawiskiem
A szałem uciech, gwarem biesiadniczym,
Radosnem okiem, powinszowań chórem,
Porozumieniem żołądka z półmiskiem?!
............
Ja znam tę spójnię, ja wiem, gdzie ten związek:
Nicią, co łączy nieskończoność z sercem,
Astronomiczne — z życiowemi fakty
I obieg ziemi z naszej krwi obiegiem,
Jest ta sprężyna, która się nazywa
Poczuciem życia, świadomością życia!
............
Żyć! żyć! oddychać! pełnemi płucami
Wciągać powietrze! być kochanym, kochać!
Widzieć i słyszeć! myśleć i uczuwać!
Uczuwać cudze życie sympatyczne
W uścisku dłoni i oddawać uścisk!
Unosić żywą istotę śród tańca
Przy rzeźkich tonach swawolnej muzyki,
Bawić się, śmiać się, żartować i paplać,
Sprzeczać się, godzić, zachwycać się, ganić,
Smakować wino, podniebienie pieścić,

W szystko to — żyć jest i uczuwać życie!
............
Lecz, że powszednia mechaniczna praca
Jakby odbiera to życia poczucie, —
Że mgła codziennych trosk i obowiązków
Zaciemnia zwykle rozkoszną świadomość
Tego, że żyłeś i że żyjesz dotąd, —
Że nikt nie liczy życia na sekundy,
Na dnie i noce, minuty, tygodnie,
Bo to zbyt małe są kawałki czasu
I łatwo giną śród potoku wrażeń, —
Więc całą rozkosz świadomości życia —
Zlewamy w jeden dzień, co kończy sumę
Większej dni liczby… Sylwestrowy wieczór
Jest to ów wieczór, w którym każdy człowiek
Spostrzega jawnie, że rok cały przeżył,
Że w wszystkie roku ubiegłe minuty
Puls drgał mu zawsze i serce mu biło.
W połowie roku, lub przed jego końcem
Śmierć nie przecięła mu nici żywota
Ócz nie zgasiła, krwi nie oziębiła!
Z tego co przeżył najwyższa potęga
Jednej mu tercyi odebrać nie może!…
............
A większa rozkosz jeszcze w tem się mieści,
Że Stary Rok ten w chwili, gdy się kończy,
Nie kończy czasu i nie kończy życia
I nic nie kończy!… Bo oto tam — spójrzcie

Gwiaździste teraz palą się pochodnie;
I my je widzim, a za godzin kilka,
Dalsze nam życie zwiastując, z tej nocy
Znowu się złota wyłoni jutrzenka!
I znów żyć będziem i znowu, ach, może,
Nowego Roku doczekamy wszyscy!
............
Ale że szereg ów lat z konieczności
Ma swą granicę dla wszystkich śmiertelnych
I że ponad nią żyć nie można dłużej,
By więcej żyć więc, życzę wam najszczerzej —
Nie sto lat żyjcie, ale żyjcie szerzej!


31 grudnia 1891.

Śród przestrzeni gwiazd uroczej
Tajemniczy słychać szmer.
Bożek czasu ziemię toczy
Śród bezmiernych świata sfer…
Toczy ziemię koło słońca
Siwobrody czasu bóg,
Bez ustanku i bez końca
Niewidomych szlakiem dróg…
Lecz choć nie zna on wytchnienia,
Chociaż kresu nie zna wraz,

Do pewnego położenia
Wraca zawsze bożek-czas!
I na niemy znak Saturna,
Zda się, ziemia robi skok, —
Stary Rok pochłania urna,
I zakwita Nowy Rok!
I choć wówczas wciąż się trzyma
Starych spraw jednaki stan,
Chociaż w świecie skoków niema,
Niema żadnych nagłych zmian, —
Lecz z dwunastą na zegarze,
W owej dobie, z chwilą tą, —
Promienieją ludzkie twarze,
Wszystkie ludzkie serca drżą, —
Drżą nadzieją odrodzenia,
Wiarą w świt, co spłoszy mrok,
I z uczuciem odmłodzenia
Pozdrawiają Nowy Rok!
............
............
Ludzkie serca! Czy wy wiecie,
Że w tem właśnie wasza moc,
Iż z nadzieją wstępujecie
W noworoczną ową noc!
Bo nadzieja, wiara wasza,
Nowych sił użycza wam, —
Ona wkoło mrok rozprasza
I do świtu wiedzie bram!

Bo kto silnie wierzyć może,
Że jest bliskim światła wrót,
Ten nie legnie w boju porze,
Sam przyspieszy szczęścia wschód!…
Bo kto nawet próżno wierzy,
Niech powstrzyma gniewu gest,
Gdyż w złudzeniu szczęście leży,
W niem prawdziwe szczęście jest!
Bo choć kto ze snu się zbudził,
I przekonał się, że śnił, —
Przecież wówczas, gdy się łudził,
Toć nie mniej szczęśliwym był!
W drogę życia, gdzie się szlocha,
Gdy go ból otoczy znów,
On już zabrał szczęścia trocha:
Wziął wspomnienie złotych snów!
............
............
A więc wierzmy! a więc śnijmy!
Tkajmy złoty szczęścia sen!
I wesoło wraz uczcijmy
Noworoczny wieczór ten!
Niech zaszumi wino w głowie
I z niewiarą wygra waśń:
Wierzcie, panie i panowie,
W tę tęczową moją baśń:
Tobie, mężu i niewiasto,
Coście tu zasiedli wraz,

Odkąd zegar bił dwunastą
Nowej ery świta czas:
Odtąd nigdy nie zaznacie,
Co to niemoc, co to znój, —
Na usługi wasze macie
Elfów, nimf, chochlików rój!
Ten do kolan wam się ciśnie,
Pochylając kornie grzbiet, —
Jakakolwiek chęć wam błyśnie,
Wypełnioną będzie wnet!
I opłynie was w tej chwili
Najpiękniejszych kwiatów woń;
Złotobarwnych tłum motyli
Pójdzie tam, gdzie wasza dłoń.
Kędy stopę postawicie,
Tam posłanie będzie z róż;
Wzrok wasz tonąć ma w błękicie,
Nie ujrzycie chmur, ni burz.
Najcudniejszy śpiew niewieści
Będzie wasz napełniał słuch;
Wasze ciała wraz upieści
Edredońskich kaczek puch.
Jeśli dotknie was pragnienie,
Szampan tryśnie na wasz znak,
A ugłaska podniebienie
Przewybornych potraw smak.
W roku przyszłym żaden człowiek
Żadnych krzywd nie zada wam;

Na mrugnięcie waszych powiek
Chętnie służyć będzie sam.
Róże mieć nie będą cierni;
W kasach będzie grosza huk,
Przyjaciele będą wierni,
A z pomocą przyjdzie wróg.
Żadna ciała dolegliwość
Nie przystąpi ni na krok…
Niezmąconą wam szczęśliwość
Obiecuje Nowy Rok!
............
............
Gdy więc przyszłość obiecuje
Takich pięknych rzeczy tłok,
Pijmy, panie i panowie,
Pijmy za ten Nowy Rok!


31 grudnia 1897.

Na wązkiej kładce czasu, gdy rok stary gaśnie
A rok nowy się rodzi — mięsza się psycholog:
Czy staremu rokowi ma pisać nekrolog,
Czy nowemu horoskop ma układać właśnie.

O roku, który umarł, każe mądrość ludu
Nic nie mówić, lub dobrze… Mówić dobrze — sztuka…

Nowy rok to niemowlę… Kto w dziecku odszuka
Wyraźne cechy, godne przemówienia trudu?

Ha! mów dobrze o starym… Jak prawy katolik
Nie znalazł on się nawet na śmiertelnem łożu;
Upaja się krzykami, kąpie w wina morzu,
Z kielichem w ręku kona… jawny alkoholik!

Nowy Rok cech wyraźnych niema?… Ktoś tu kłamie!
Oto bije dwunasta… coś mi pachnie lichem!
Nieba! to niemowlę rodzi się z kielichem;
W jego twarzy pijaństwa tkwi dziedziczne znamię!…

Lecz słyszę… Mądry Saturn coś mi szepcze skrycie:
„Nie klnij lat — moich dzieci… Jest im przykazanem
„Rodzić się przy szampanie, konać ze szampanem,
„Lecz prawo na to mają przez swe trzeźwe życie!…“


Z Psalmów Dawida.
(Psalm 79).

Jehowa bądź miłosierny!
W dziedzictwo Twoje niewierny
Przemocą wtargnął się lud;
Twoje ołtarze splugawił
I Jeruzalem zakrwawił
I w proch obrócił Twój gród…
Oto trupami Twych sług
Drapieżny karmi się kruk!
I wywleczone z świątnicy,
Rzucone w środku ulicy,
Wiernych kapłanów Twych ciała —
Gryzie psów sfora zgłodniała!
I jako Jordan szeroki
Płyną krwi świętej potoki:
Miniona zwłoków tych chwała
Napróżno o pogrzeb woła,

Bo niemasz ręki dokoła,
Coby je ziemi oddała!
Złośliwy sąsiad już splata
Znak hańby z naszem nazwiskiem,
Jesteśmy narodom świata
Zabawką i pośmiewiskiem!
O, Panie! dokąd, jak długo,
Trwać będzie gniew w Twojem łonie?
Czyż wieczną ognistą smugą
Twoja zawziętość rozpłonie?
Niech raczej poganin staje
W Twojego gniewu płomieniu,
Raź owe państwa i kraje
Co przeczą Twemu imieniu,
Boć od nich to przyszła zguba
Na wszystko, co jest z Jakóba!
Niech grzechów naszych obfitość,
Z pamięci Twej się wypleni,
Niech szybko znijdzie Twa litość,
Bośmy już do cna znędznieni!
Dopomóż i ocal, Panie,
I daj doczekać zbawienia,
Dla grzesznych miej zmiłowanie
Na chwałę Twego Imienia.
Boć szeptać pogany zaczną:
„Gdzie Bóg ich, gdzie moc ich Boga?
Bądź przeto Istotą znaczną,
Tak dla nas, jak i dla wroga:

Niech widzi, że krew swych sług
Pomści niechybnie nasz Bóg!
Przeniknij turmy swem okiem,
Gdzie więzień w okna kołata,
Skazanych na śmierć wyrokiem
Wyrwij, Potężny, z rąk kata!
Za hańbę, za podeptanie,
Co nas dotknęło sromotnie,
Ukarz sąsiada, o Panie,
I odpłać mu siedmiokrotnie,
A owce Twego pastwiska —
Twój lud rozsławi na wieki,
Przez rząd pokoleń daleki,
Twojego chwałę nazwiska!


Błogosławieni.
(Parafraza z Ewangelii Mat. V. 3–12).

Błogosławieni ci,
Co ubogiego są ducha,
Których pobożna myśl
Podszeptów dumy nie słucha…
Którzy nie marzą, że
Duch ludzki, ograniczony,
Przedrze, lub przedarł już,
Wiecznych tajemnic zasłony!
Nie są podobni tym,
Co czoło zuchwale noszą,
Maluczki rozum swój
Za równy wszechświatu głoszą…
Nie tych, co pychą mędrków,
Tych, co skromnością lśnią,
Będzie królestwo niebieskie:
Błogosławieni są!



∗             ∗

Błogosławieni ci,
Co smętne mają oblicza,
Którym zawistny los
Samych zawodów użycza,
Którzy zbolałych głów
Nigdzie utulić nie mogą,
Z oczyma pełnemi łez
Zdążają życiową drogą,
Z którymi idzie żal,
Stały towarzysz ich doli,
U których serce drży,
Ściska się w piersiach i boli,
W których słomianą strzechę
Pioruny bijąc grzmią, —
Znajdą w wieczności pociechę:
Błogosławieni są!


∗             ∗

Błogosławieni ci,
Co cisi są i łagodni,
Nie znają, co to gwałt,
I rąk nie nurzają w zbrodni,
Którzy pogodą serc
Przywiążą serca swych braci,

Których spokojny trud
Ziemia owocem zapłaci…
Krótką pozorną moc
Krwawe zwycięztwo zawiera;
Ziemi nie weźmie miecz,
Bo mieczem miecz się odpiera.
Ci, którzy dusz słodyczą,
Którzy pogodą tchną,
Obszary ziem odziedziczą,
Błogosławieni są!


∗             ∗

Błogosławieni ci,
Co prawdy łakną i pragną
I przed tryumfem zła
Tchórzliwie karku nie nagną…
Którzy o koniec krzywd
Głośno wołają zawdy,
Idą w najgęstszy mrok
Szukać iskierki prawdy!
Próżno się nadmie fałsz —
Zawsze doczeka się końca;
Żadna nie skryje noc
Na zawsze promieni słońca!
Ci, którzy prawdy łakną,
Z pragnienia prawdy schną,

Ci nasyceni być muszą…
Błogosławieni są!


∗             ∗

Błogosławieni ci,
Co miłosierdzie przynoszą
Co przebaczenie ślą
Z najżywszą w sercu rozkoszą!
Co wszelkich ludzkich ran
Dotkną rękoma miękiemi,
Mają litości skarb
Dla wszelkiej nędzy na ziemi…
Słabość w walce ze złem
Jest zwykłą dolą człowieka:
Nie uległ tylko ten,
Co był od pokus zdaleka…
Gdzie ci, co życie swoje
Bezgrzesznem mienić śmią?!
Łaskawi łaskę też znajdą…
Błogosławieni są!…


∗             ∗

Błogosławieni ci,
Co czyste ustrzegli serca,
Których nie dotknął trąd,
Zepsucia czerw nie przewierca…

Chciwca płonący wzrok
Oślepia żółtawe złoto;
Rozpustnik żądzą drży
I nurza się głębiej w błoto…
Ambitny pnie się wzwyż
Za bańką mydlaną sławy;
Okrutnym oczy ćmią
Połyski kałuży krwawej,
Jedynie ci, co ludźmi
Czystego serca są,
Boga w niebiosach obaczą…
Błogosławieni są!


∗             ∗

Błogosławieni ci,
Co pokój czynią na ziemi;
Zaprawdę tylko tych
Nazwą synam i Bożemi…
Toczy się wszędy bój
I wszędy walka wre wściekła,
Brata podeptał brat, —
I cieszą się syny piekła!…
Zwiera się z ludem lud
I dyszy żądzą podboju…
Gdzie ci, co niosą w świat
Oliwną gałęź pokoju?…

Zwaśnionych godzić spieszą
Słowa miłości ślą?,..
Oni synami są Boga…
Błogosławieni są!


∗             ∗

Błogosławieni ci,
Którzy przyjęli męczarnie,
Za prawdę — własną krew
Oddali światu ofiarnie…
Nie zginie próżno krew
Żadnego idei męża,
Bo poświęcenia moc
Choćby po wiekach zwycięża!…
Zapomni wkrótce świat
Miliardy próżnych zdobyczy…
Moc niezniszczalna tkwi
Jedynie w krwi ofiarniczej!…
Ci, co za prawdę cierpią
I krew oddają swą,
Wejdą w królestwo niebieskie…
Błogosławieni są!


∗             ∗

Błogosławieni — wy,
Którym tłum srodze złorzeczy,

Którym zawzięty świat
Odmówi schrony i pieczy,
Na których kłamstwo plwa,
Nienawiść zębem błyska,
Obłuda chytrze lży,
Złość kamieniami ciska;
Wy, których cały świat
Żółcią i octem napoi,
Na barki włoży krzyż,
W cierniowy wieniec ustroi…
Gdy pada obelg grad —
Wy czoło święte podnieście,
Bo ociekając krwią,
Błogosławieni jesteście!


∗             ∗

Gdy będą ścigać was,
Was, Bożej idei gońców,
I w imię Boga lżyć
Prawdziwych Boga obrońców,
Radujcie się śród mąk,
Na krzyżu bądźcie weseli…
Jasny zwycięztwa dzień
Z pomroków nocy wystrzeli…
Więc w tryumf wierząc swój,
Odchodźcie szczęśni ze świata,

Bo na niebiosach was
Obfita czeka zapłata!
Umarłym odda czas
Wdzięczności hołd głęboki…
Tak samo zamęczył świat
Wszystkie przed wami proroki!



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Leopold Blumental.