Wspomnienia z mego życia/XVI

<<< Dane tekstu >>>
Autor Werner Siemens
Tytuł Wspomnienia z mego życia
Redaktor Franciszek Juliusz Granowski
Wydawca Franciszek Juliusz Granowski
Data wydania 1904
Druk Aleksander Tad. Jezierski
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz M. S.
Tytuł orygin. Lebenserinnerungen
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron



Powołanie moje na członka Akademii Berlińskiej nietylko było dla mnie wielkim zaszczytem, ale wywarło też wpływ stanowczy na dalsze moje losy. Jak słusznie powiedział przyjaciel mój, du Bois Reymond, odpowiadając jako sekretarz prezydyum na moją mowę wstępną, zdolności moje i zamiłowanie ciągnęły mnie nierównie więcej ku nauce, aniżeli ku technice. Badania przyrodnicze były przedmiotem pierwszej młodzieńczej mojej miłości i dochowałem jej wiary aż do późnej starości, to jest do chwili obecnej. A obok tego czułem się zawsze powołanym do stosowania zdobyczy naukowych do praktycznych potrzeb życia. Wyraziłem to i w owej mowie wstępnej, rozwijając to zdanie, że nauka nie po to wyłącznie istnieje, by sprawiać rozkosz małej liczbie powołanych, ale że zadaniem jej jest rozszerzać zakres wiedzy i działalności rodzaju ludzkiego i tem samem podnosić go na wyższy stopień kultury. Charakterystyczna była odpowiedź du Bois Reymond’a, który mnie witał jako członek akademii, ciała uprawiającego naukę dla niej samej. I w rzeczy samej, nauka nie powinna być środkiem do celu. Niemieccy uczeni od niepamiętnych czasów odznaczali się tem, że naukę uprawiali dla nauki i dla zaspokojenia własnych pragnień; dlatego też i ją byłem zawsze więcej uczonym, niż technikiem; spodziewany bowiem pożytek rzadko kiedy kierował wyborem tematów do moich prac naukowych i dlatego wstąpienie do grona najwybitniejszych uczonych napełniało mnie słuszną dumą i zachęcało do dalszej pracy. Oprócz tego i statuty akademii nakładały na mnie zbawienny bardzo przymus. Każdy z członków w pewnym przeciągu czasu obowiązany jest do wygłoszenia odczytu, który w sprawozdaniach akademii jest drukowany. Ponieważ od obowiązku tego nie wypada się uchylać, więc i ja zmuszony niejako byłem do ukończenia i ogłoszenia kilku prac, które w innym razie byłbym na drugi plan usunął, albo nawet pozostawił niedokończone. Nadmienię tu, że moje odczyty akademickie treścią daleko częściej należały do dziedziny nauk przyrodniczych, niż do mojej właściwej specyalności. t. j. do techniki elektrycznej. Były to po większej części myśli i spostrzeżenia, które mi się w ciągu życia nasunęły, albo nowe szczególniej interesujące zjawiska, skłaniające mnie do badań i poszukiwań.
Obok prac naukowych nigdy nie przestały mnie żywo obchodzić kwestye techniczne, tyczące się specyalnie naszego przedsiębiorstwa. Naczelne kierownictwo naszej firmy i związane z niem prace techniczne zajmowały mi zwykle cały dzień. Wszechstronność i wielkie rozmiary, do jakich doszło nasze przedsiębiorstwo, utrudniały ogromnie moje zadanie i jakkolwiek uzdolnieni współpracownicy w znacznej części ciężaru tego mi ujmowali, jednak była to działalność pochłaniająca niemal cały mój czas.
Dawno już doszedłem do przekonania, że dalszy pomyślny rozwój wciąż rozrastającej się firmy da się osiągnąć tylko w takim razie, jeżeli wszyscy współpracownicy interesem i korzyścią własną zachęceni będą do pilnej i samodzielnej pracy. W tym celu uważałem za stosowne, ażeby każdy do firmy należący pracownik w miarę zdolności i zasługi miał udział w ogólnych zyskach. Ponieważ bracia moi podzielali moje zapatrywanie, więc przyjęliśmy jednę i tę samą zasadę we wszystkich naszych fabrykach i przedsiębiorstwach. Urządzenia stosowne zostały zaprowadzone z powodu 25-cioletniego jubileuszu głównej firmy berlińskiej. Postanowiliśmy wtedy, że znaczna część zysków będzie odkładaną na tantyemy dla urzędników, premia dla robotników i wsparcia w razie nieszczęśliwych wypadków. Oprócz tego darowaliśmy wszystkim współpracownikom firmy kapitał wynoszący 60,000 talarów, jako kapitał zakładowy kasy ubezpieczeń od starości i niezdolności do pracy z tem zobowiązaniem, że firma składać będzie rocznie do kasy 5 talarów za każdego robotnika, a 10 za urzędnika, o ile ci rok cały bez przerwy w firmie pracowali.
Urządzenia te istnieją już blizko od 20 lat i okazały się zupełnie odpowiedniemi. Urzędnicy i robotnicy uważają się za stałych pracowników i utożsamiają swój interes z interesami firmy. Urzędnicy rzadko stanowiska swe porzucają, bo wiedzą, że w firmie naszej przyszłość ich jest zabezpieczona. Robotnicy także są nam wierni, bo płaca ich wzrasta w miarę nieprzerwanych lat służby. Po trzydziestoletniej ciągłej pracy otrzymują całą emeryturę, t. j. ⅔ swojej płacy, a że ustawa ta jest praktyczna, to najlepszy dowód, że znaczna liczba robotników pobiera emeryturę, a mimo to, o ile są silni i zdrowi, pracują dalej za zwykłem, niezmniejszonem wynagrodzeniem. Ale co jeszcze bardziej niż emerytura przywiązuje robotników do firmy, to kasa wsparcia dla wdów i sierot po robotnikach firmy. Okazało się, że wsparcia te są jeszcze naglejszą potrzebą niż zabezpieczenia na wypadek niezdolności do pracy, albowiem los pozostałej po śmierci robotnika rodziny nierównie więcej go dręczy niż własny. Robotnik, choć stary, przywiązany jest zwykle do swego zajęcia i nie wyrzeka się go, chyba w razie istotnej potrzeby wypoczynku. Dlatego też kasa za wspólną zgodą robotników stosunkowo niewielką część swoich dochodów obraca na emerytury, najznaczniejszą zaś na wsparcia dla wdów i sierot; część także obraca na kapitał, ażeby w razie rozwiązania firmy, emerytury robotników były zabezpieczone.
Urządzeniom tym robiono zarzut, że zanadto przywiązują robotnika do jednego i tego samego miejsca, zwłaszcza, że w razie opuszczenia go, traci nabyte prawa. Jest w tem racya, ale surowość tego przepisu jest złagodzona następującem postanowieniem: jeżeli robotnik zostaje oddalony dla braku roboty, to otrzymuje dowód, że w razie przyjmowania robotników przez fabrykę, jemu służy pierwszeństwo przed każdym nowowstępującym. Naturalnie, że prawo emerytalne w znacznej części odejmuje robotnikom swobodę urządzenia strejków, bo w razie samowolnego wystąpienia z fabryki, traci prawo do ubezpieczenia od starości. Ale w interesie obydwóch stron leży utworzenie stałego ciała robotniczego przy fabryce, to jedno bowiem daje możność utrzymania robotników nawet w złych czasach i wypłacania im pensyi, wystarczającej na ich utrzymanie. Każda większa fabryka powinna utworzyć taką kasę, do której robotnicy nie wnoszą nic, a którą mimo to sami zawiadują pod kontrolą firmy. To byłby najlepszy sposób wykorzenienia manii strejków, na której cierpi cały przemysł, a przedewszystkiem robotnicy.
Urządzenia te obudziły we wszystkich współpracownikach firmy Siemens et Halske uczucie łączności i dbałości o powodzenie firmy, z którem własny ich interes jest związany. Ja zaś mogę dodać, że tej właśnie okoliczności przypisuję w znacznej części świetne nasze powodzenie.
To mnie naprowadza na pytanie, czy też leży w interesie ogółu tworzenie się wielkich firm handlowych i przemysłowych, które stale pozostają w rękach rodziny założyciela. Możnaby powiedzieć, że te wielkie domy przeszkadzają wznoszeniu się wielkiej liczby małych przedsiębiorstw, a zatem są szkodliwe. Z pewnością w wielu wypadkach tak jest. Wszędzie, gdzie przemysł rękodzielniczy wystarcza do wytwarzania wyrobów, mogących być przedmiotem wywozu, tam wielkie fabryki konkurencyjne działają szkodliwie. Przeciwnie, tam, gdzie chodzi o rozwój nowych gałęzi przemysłu, albo o otworzenie zbytu na rynkach wszechświatowych dla gałęzi już istniejących, tam konieczne jest nagromadzenie wielkich kapitałów i ześrodkowanie organów administracyjnych. W dzisiejszych czasach zapewne najłatwiejsze jest nagromadzenie owych kapitałów w formie towarzystw akcyjnych, ale te będą zawsze towarzystwami czysto zarobkowemi; same statuty zmuszają je do tego, aby jak największe zyski były wyłącznym celem ich działalności, a więc posługują się jedynie metodami już znanemi i wyprobowanemi urządzeniami. Tymczasem otwieranie nowych dróg połączone jest z trudami i wielkiem ryzykiem, wymaga też nierównie więcej wiadomości specyalnych i doświadczenia, aniżeli go posiadają zazwyczaj krótko istniejące towarzystwa akcyjne. Takie nagromadzenie kapitałów, wiadomości i doświadczenia może się utworzyć i utrzymać tylko w przedsiębiorstwach istniejących oddawna i drogą spadku pozostających w ręku jednej i tej samej rodziny. Tak jak wielkie domy handlowe w średnich wiekach nietylko były instytucyami do zarabiania pieniędzy, ale uważały się za powołane i obowiązane do służenia swoim współobywatelom i państwu, wynajdując coraz nowe przedmioty i drogi handlowe i tak jak wówczas owo poczucie obowiązku z pokolenia na pokolenie przechodziło, tak dzisiaj w wieku nauk przyrodniczych powołane są wielkie firmy techniczne do wytężenia wszystkich swoich sił, aby w wielkiej wszechświatowej walce przemysłowi własnego swego kraju pierwsze zapewnić miejsce, albo przynajmniej to, które mu się należy skutkiem warunków etnograficznych i historycznych.
Nasze urządzenia państwowe wszędzie niemal dotąd oparte są na średniowiecznym systemie obrony, podług którego ziemiaństwo jest uważane za jedynego przedstawiciela potęgi i kultury kraju, za jedyną klasę szanowaną i poważaną. Nasz wiek nie uznaje już tego ograniczenia; dziś siły nie stanowi sam fakt posiadania; teraźniejszość i przyszłość należy do tych, co mają w sobie ducha ożywczego i płodnego w czyny. Jakkolwiek możliwem jest, że tradycya i wychowanie ściślej łączy z państwem posiadaczy odziedziczonych włości, aniżeli właścicieli ruchliwych kapitałów, to jednak tamci nie zdołają już obronić swego kraju od zubożenia i upadku. Tego dokazać może tylko świadoma swoich celów wspólna praca wszystkich duchowych sił narodu, których zachowanie i rozwój stanowi jedno z najważniejszych zadań państwa nowożytnego.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Werner von Siemens i tłumacza: anonimowy.