Balzak/9. Paryż — Wierzchownia...

<<< Dane tekstu >>>
Autor Tadeusz Boy-Żeleński
Tytuł Balzak
Wydawca Państwowe Wydawnictwo Książek Szkolnych we Lwowie
Data wyd. 1934
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron

9. PARYŻ — WIERZCHOWNIA...
Wróćmy do owego pamiętnego roku 1834. Balzac przybył z Genewy do Paryża ożywiony nowemi siłami do pracy i walki. Do bodźca, jaki znajdował w samym ogromie swych twórczych zamierzeń, przybyła nowa pobudka: stać się wolnym, bogatym, wielkim — dla Niej. Ale droga była ciężka. Lekarz wiejski, na którego sukces tak liczył, zawiódł zupełnie. Powieść zaskoczyła krytykę jako coś mącącego pojęcie o Balzaku. Olbrzymie powodzenie zyskał jedynie rozdział zatytułowany: Historja Napoleona opowiadana w stodole, ale tę przedrukował księgarz bezprawnie i osobno, aby ją w ogromnej ilości egzemplarzy rzucić na rynek, nie płacąc autorowi ani grosza. Wogóle, dla zrozumienia kłopotów finansowych Balzaka, trzeba objaśnić, że stosunki księgarskie były wówczas bardzo nieuregulowane; np. w Belgji można było tuż po ukazaniu się każdej paryskiej nowości zrobić jej przedruk, i po tańszej cenie, nie płacąc autorowi ani grosza, puszczać ją na Europę. Ale równocześnie z tem szamotaniem się z lichwiarzami, z tem grożącem bezustanku więzieniem za długi — bo było wówczas więzienie za długi i Komedja ludzka zawiera mnóstwo dramatycznych i komicznych sytuacyj z niem związanych — olśniewa Balzac w listach swoją Ewę oszałamiającemi zarobkami, jakiemi nie mógł się poszczycić żaden pisarz;
PANI HAŃSKA (MINJATURA DAFFINGERA).
wówczas naprzykład, za zbiorowe wydanie dotychczasowych utworów ofiarowano mu 27.000 franków!

Oddaje się tedy cały pracy, oddalając od siebie pokusę pognania do Włoch, które zwiedzała pani Ewa. Wydaje w r. 1834 Dziewczynę o złotych oczach, Księżnę de Langeais, Serafitę, Poszukiwanie absolutu, ostatnie części Kobiety trzydziestoletniej, i wkońcu może największe swoje arcydzieło — Ojca Goriot. Cóż za rok!
Ojciec Goriot, to książka, która sama jedna wystarczyłaby, aby zapewnić nieśmiertelność swemu twórcy — wspaniała wizja Paryża, odnowiony w całym jego demonizmie mit szatana, — to, przez bogactwo myśli, przez napięcie dramatyczne, centralna grupa wielkiego fresku Komedji ludzkiej. To szatan „prowadzący bal“.
Czy ten ogrom prac potrafił spędzić dąs z twarzy pani Ewy, która daremnie czekała przybycia swego genjusza do Włoch, — można wątpić... Powoli, w roku 1835, wracają nasi Polacy całym dworem przez Wiedeń do Wierzchowni, na koniec świata...
Wówczas Balzac rzuca wszystko, pracę, wierzycieli, pędzi do Wiednia aby ujrzeć jeszcze ukochaną, zanim jego Ewa pogrąży się w stepy ukraińskie. Straszliwe były wówczas te podróże: do Neufchâtel jechał trzy dni i wracał tyleż, aby spędzić z Ewą — trzy dni. Drogę do Wiednia obliczał na dziesięć dni; w Wiedniu miał zostać cztery dni i wrócić. W ciągu tych czterech dni, zamierzał — zawsze powieściopisarz i zawsze poszukiwacz autentyczności — zwiedzić pola bitew pod Wagram i pod Essling, potrzebne mu do jego epopei napoleońskiej, której zresztą nie było mu przeznaczone napisać.
Został w Wiedniu trzy tygodnie, zapominając o wszystkiem. Nieporozumienia, żale, stopiły się we wzajemnej tkliwości. Na wyjezdnem Balzac pisze do ukochanej:
„Nic mnie nie może oderwać od ciebie: ty jesteś mojem życiem i mojem szczęściem, całą mą nadzieją. Czego mogłabyś się obawiać? Prace moje dowodzą ci mojej miłości; przyjechać tutaj, znaczy przełożyć teraźniejszość nad przyszłość. To szaleństwo pijanej miłości; bo, aby zakosztować tej chwili, oddaliłem o wiele miesięcy dzień w którym sądzisz że będziemy wolni; wolniejsi, bo wolni... och, nie śmiem myśleć o tem...“
Było to w czerwcu roku 1835. Balzac miał ujrzeć ukochaną aż w lipcu roku 1843.
Czemu tak? To dość proste. Z Paryża do Wierzchowni było wówczas dalej niż dziś od nas do Japonji. Podróży takiej, jaką pani Ewa zrobiła po Europie, też nie powtarzało się tak łatwo. Pozostała zatem — korespondencja. Tej rozłące zawdzięczamy niezrównany komentarz do życia i myśli Balzaka, do Komedji ludzkiej: jego listy do Cudzoziemki, dotąd wydane dopiero w części, w trzech ogromnych tomach, z których pierwsze dwa wydano w r. 1906[1], a trzeci wyszedł świeżo (1933). Odpowiedzi Ewy na listy nie posiadamy, zostały w dość tajemniczych okolicznościach zniszczone.
W listach tych objawia się Balzac nieznany, przynajmniej taki, o jakim nikt nie miał pojęcia w Paryżu, bo ową korespondencję ze swą daleką kasztelanką, jak również jej istnienie, otaczał najgłębszą tajemnicą. Listy pełne adoracji i miłości, zarazem zwierzające się drobiazgowo z prac i zajęć. Tylko — nie trzeba ich pod tym względem brać zupełnie dosłownie...
Bo życie ma swoje prawa. Siedem lat rozłąki, bez żadnej określonej nadziei spotkania i połączenia się, to jest bardzo długo. Stopniowo, Balzaka pochłania Paryż, który jest tuż, realny, żarłoczny, gdy tymczasem daleka Cudzoziemka staje się niby błękitnym cieniem. Najlepiej wyrazi to statystyka listów: z roku 1836 mamy ich piętnaście, z r. 1837 czternaście, z 1839 tylko cztery, z roku 1841 pięć... I kto wie coby się stało, gdyby, pewnego dnia, w początkach r. 1842, Balzac nie odebrał listu w żałobnej kopercie. Jego ukochana Ewa, jego narzeczona, została wdową.





  1. Przedtem, w r. 1876, za życia jego wdowy, wydano ogólną korespondencję Balzaka, a w niej część listów do Ewy Hańskiej-Balzakowej, bardzo — jak dziś możemy to stwierdzić — przez odbiorczynię z okazji druku przeinaczonych. Dopiero obecne wydanie jest pełne, autentyczne.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Tadeusz Boy-Żeleński.