Czasy saskie, Stanisław August Poniatowski/Za wiarę i ojczyznę

<<< Dane tekstu >>>
Autor Cecylia Niewiadomska
Tytuł Czasy saskie, Stanisław August Poniatowski
Pochodzenie Legendy, podania i obrazki historyczne
Data wydania 1912
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

Za wiarę i ojczyznę.

Dziwnie wygląda Bar, licha mieścina na Podolu. Kilkanaście domków dokoła rynku, wał ziemi zamiast murów obronnych dokoła, i pola, szumiące zbożem lub śniegiem okryte. Czasem w miasteczku jarmark: gromada wieśniaków, trochę okolicznej szlachty, lecz zwykle pustka, cisza, życie płynie spokojnie i leniwo: mieszkańcy w małych domkach zajęci małą pracą, nie troszczą się o wielkie wypadki na świecie, — to od nich tak daleko!
A dzisiaj — co się stało? Objąć nie może rynek tłumu szlachty, a wszyscy o twarzach poważnych, surowych, o spojrzeniu stanowczem i pełnem zapału, a zbrojni, jakby gotowi do walki. Wkoło miasta na polach wozy i namioty, konie, służba, pachołki zbrojne. W kościele biją w dzwony, wychodzi procesja, chorągwie i obrazy, Przenajświętszy Sakrament, a na czele zakonnik Karmelita z krzyżem.
Posuwa się tłum barwny, lśniący, uroczyście, wśród świateł, bicia dzwonów, kadzideł i pieśni, z tysiąca piersi bije głos w niebiosa:

Nigdy z królami nie będziem w aljansach[1],
Nigdy przed mocą nie ugniemy szyi,
Bo u Chrystusa my na ordynansach[2],
Słudzy Maryji![3]


Nagle umilkli wszyscy: ksiądz w bieli z krzyżem w ręku stanął wyżej, panuje nad tłumem: ksiądz Marek mówić będzie.
Krzyż i oczy podniósł ku niebu, jakby tam szukał natchnienia, i milczy. — Cisza zaległa rynek, tylko wszystkie serca uderzają głośno, jak gdyby winy swoje wyznawały.
Bo oto znowu prorok stanął przed narodem — jak niegdyś w wielkich dniach chwały Piotr Skarga. Tamten zwiastował pożar groźny lecz daleki, ten już wskazuje łunę i płomienie, które za chwilę ogarną kraj cały.
Ksiądz Marek na krzyż wskazał, na Umęczonego, i woła głosem wielkim:
— Jako On ducha oddał dla miłości ludzi — tak i wy go oddacie, za wiarę, za ojczyznę. Jako On krew swą przelał do ostatniej kropli — tak i wy ją przelejecie i skonacie!... Nie zwycięstwo was czeka, lecz ofiara, odkupienie za winy, winy wasze i ojców waszych. Nie na chwałę was powiodę — do pokuty! Bez pokuty zmartwychwstania być nie może: Syn Boży w grobie spoczął, by zwyciężyć.

Lecz — — — — kto zaufał Chrystusowi Panu
I szedł na święte kraju werbowanie,
Ten de profundis[4] z ciemnego kurhanu
Na trąbę wstanie![5]


Dziś nie na chwałę wiodę was, — nie do zwycięstw. W przeszłość spojrzyjcie i policzcie winy: wszystkie krwią odkupić trzeba! Krwią niewinną — za krew niewinnie przelaną, życiem — za każde życie. Do tej ofiary wzywam was, o bracia! bądźcie pierwsi, którzy ją dacie za ojczyznę.
Krew przelewali i ojcowie wasi: za wiarę, za ojczyznę, za chrześcijaństwo, — wy przelewać ją będziecie za pokutę, za przyszłe choć dalekie zmartwychwstanie.
— Czy przysięgacie zginąć, aby dać świadectwo miłości i wiary?...
— Czy chcecie zginąć pierwsi za przyszłość ojczyzny?...
— Tak nam Boże dopomóż — przysięgamy!
— Przysięgamy! — powtórzyły wszystkie serca.

Tacy byli rycerze Barscy. Stanęli, aby zginąć za wiarę i ojczyznę, — tak podpisali się wszyscy. Chcieli dać przykład braciom, a krew za przeszłe winy.
Tak uczył mąż wielkiego serca, pełen ducha, ksiądz Marek, Karmelita. Odkupić winy trzeba, by »z własnych popiołów odrodzenie nastąpić mogło«. Za winy! Dla przyszłości.
I taki był początek panowania niedołężnego króla, który więcej dbał o koronę, aby mu nie spadła z głowy, niźli o dobro kraju. Więc któż go miał szanować? Sąsiedzi rozkazywali, a on słuchał. Gdy nie słuchał — grozili.
Nagle wieść dziwna niby błyskawica przeleciała po kraju: ze stolicy porwano senatorów. Porwano i wywieziono, bo nie chcieli być posłuszni,— a król nic, — pokorny sługa uśmiecha się przyjemnie do zwycięzcy, byle jego samego z tronu nie ruszono.
Więc wstyd ogarnął wszystkich, którzy prawdziwą wolność rozumieli i kochali ojczyznę. A znaleźli się tacy, którzy zawołali głośno: lepiej zginąć człowiekiem wolnym, niż bez oporu zostać niewolnikiem; niegodzien mieć ojczyznę, kto pozwala deptać jej prawa. Kto czuje się Polakiem, niech stanie do walki.
Wtedy zgromadzili się w Barze rycerze, aby oddać życie za wiarę i wolność.
Lecz nie był to cały naród.


Przypisy

  1. Związek, przymierze.
  2. Rozkazy, służba,
  3.   Juliusz Słowacki, Pieśń Konfederatów.
  4. Z głębokości.
  5.   Juliusz Słowacki, Pieśń Konfederatów.


 
Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Cecylia Niewiadomska.