Dante (Jellenta)/Rozdział VI/III

<<< Dane tekstu >>>
Autor Cezary Jellenta
Tytuł Dante
Wydawca Księgarnia F. Hoesicka
Data wyd. 1922
Druk P. Laskauera i W. Babickiego
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron

III.

Ludziom nowym potrzeba jednak piękna bardziej intensywnego, i dlatego ukochali oni w dziele Danta to, co daje wzruszenia trwałe i silne; pojedyńczym, a tak niezliczonym, ogniwom Komedyi składać można hołd dosyć zimny, lecz szczery podziw budzić musi olbrzymia skala kompozycyi, wogóle całość utworu, który po wsze czasy przerastać będzie inne ogromem treści, wiedzy, poezyi i wszechludzkich dążeń. Pozostanie na zawsze arcy-wzorem, oślepiającem światłem — cudowne połączenie w jednym człowieku ziemi z niebem. Bo czy może być coś wznioślejszego nad obraz duszy, w której przedziwnie złożyły się, niby warstwy, jedna nad drugą, energia tytana, miłość dla Ludzkości i eteryczna wzniosłość wyznawcy czystej boskiej idei? W planie mystycznej wędrówki znalazła wcielenie cała pełnia i żądza doskonałości i cały przebieg wznoszenia się do najwyższych wyżyn.
Pielgrzym świątobliwy, choć stąpa po ziemi, jej żywemi wspomnieniami oddycha, oddał przecie myśl potężną a rozległą jak świat — dobru i prawdzie wiekuistej. Wybraniec, wpuszczony do krain Zaświata przez tych, «co gdy chcą — mogą» — jak odpowiada stale Wergili krnąbrnym stróżom piekieł — choć ma w sobie ciężar materyalny namiętności i uczuć ziemskich, osiągnął jednak to, że spojrzał w oblicze bóstwa i ujrzał rzeczy, do których opisania sił zabrakło wyobraźni szczytnej, i sfery, kędy «miłość wprawia w ruch słońce i gwiazdy». Uwieńczył dramat ziemi i Ludzkości — wizyą świętych osób i prawd, a tem samem postawił na szczycie wizyę, wizyę raju duchowego ukoronował na królową poezyi, cnót i nauk.
Gdy się zastanowimy na chwilę nad samym pomysłem Komedyi, uczuwamy, że to jednak wynalazek poetycki nadzwyczajny — zużytkować plastykę katolickiej wyobraźni dla idei trzech bytów pośmiertnych, w ten sposób jak to uczynił Dante. Najprostszym w świecie środkiem zapełnił zaświat drgającem życiem, a świat realny przekształcił w poetyczne widma. Takie odkrycie musiało się stać nową dla twórczości erą — i stało się też erą. I jeżeli o tem często zapominamy, to dlatego, że zapominamy również, iż ongi słońce obracało się naokoło ziemi. Do wielkich odkryć przywykamy łatwo i zdaje się nam, że się same zrobiły — Bóg wie jak dawno. A przecież były czasy, kiedy zdumiewano się nietylko zasadniczym pomysłem Komedyi, lecz jego rozgałęzieniem i konsekwencyami, tak, jak się one wyraziły w szczególnym układzie kar i pokut, w świecie zwierząt, tam wprowadzonych. Pisano wczoraj jeszcze studya o różnych pojedynczych zmyśleniach Piekła i Czyśćca, tak jak przyrodnik pisze monografię pewnej rodziny zwierząt lub roślin, albo prawnik rozprawę o rzeczywistym kodeksie karnym.
Zapominamy wreszcie i dlatego, że koncepcya mistrza włoskiego weszła niejako w duchowy skład całej wogóle poezyi. Gdy się znalazł model zaświata, i w dodatku tragicznego, a tuż obok wzór raju, wielcy poeci nie mogli być nań nieczuli. Dante, zapładniając malarstwo w osobach Rafaela, Michała Anioła, Botticellego i wielu innych wielkich i wielu średnich, jak Piotr Cornelius, zapłodnił również literaturę. Dużo mu pewnie zawdzięcza całe epos włoskie, i niemniej — wszechludzkie, w poezyi różnych narodów.
Stworzył on największy gmach poetycki i styl — styl epopei, której bohaterami nie są rycerze, lecz Ludzkość walcząca duchowo, idąca przebojem przez potęgi złe. Prawda, że natchnął więcej protestantów niż katolików, i że tacy jak Milton, Klopstock i niewątpliwie owiany duchem dantejskim Byron, Shelley i Goethe, stoją na pozór na biegunie przeciwległym myśli religijnej; ale świat pozazmysłowy w Raju Utraconym, w Messyadzie, Kainie i Fauście oddycha niewątpliwie atmosferą dantejską. Choć słychać w niej zgrzyty cynizmu szatańskiego, owdzie znów buntu prometejskiego — pierwiastki nienawistne florentczykowi — to jednak wszędzie mamy do czynienia z piekłem lub niebem.
Nawet tam, gdzie swą pieczęć wycisnął styl grecki Eurypidesa i myt o Prometeuszu, albo gdzie drga tchnienie Jezajaszowe melodyi hebrajskich — znać zarazem, jako pokład zwierzchni, surowy i ewangieliczny patronat Danta. Różnice, jakie zachodzą między protoplastą a samym jego rodem, to długie pięć wieków reformacyi i rewolucyi; podobieństwo zaś tkwi w krytyce świata, za pośrednictwem nadświata, w potępieniu złowrogich mocy politycznych i moralnych: tyranii, grzechu, zdrady, okrucieństwa. Jednę i tę samę nazwę ma dla Boskiej Komedyi i Fausta Burckhardt: «wspaniały, zamknięty w sobie obraz świata całego» [1]. «Każdy z tych poetów był zresztą świadomym i żarliwym wyznawcą Danta, a wielu po dzień dzisiejszy pilnie lutni jego nadsłuchuje.
Podobnież idea Beatryczy, jako anioła opiekuńczego i elegijnego przewodnika poety — czarowała i dziś jeszcze czaruje i zachęca do naśladownictwa [2].
Bo Dante zachował w tych afektach całą swą świeżość. Zagaśnie może kiedyś jego aureola epiczna, ale zostanie wdzięk obu opiekuńczych postaci i głęboka miłość, z którą pielgrzym się do nich zwraca. To, co on uczuwa na widok swej nadziemskiej kochanki i przy każdem słowie mistrza łacińskiego — jest cudną słodyczą, kornością, pełną prze-szlachetnego wdzięku, szczerością uwielbienia i podzięki niezrównaną. W ten sposób nikt przed Dantym nie mówił i nie czuł. On, jak drugi Tymon, wynalazł wielostronną lirę, na której można takie akordy wygrywać.
Widzieliśmy przecie, że pierwszy odważył się poczytać mowę wiązaną bogów za mowę — ludu. Taki czyn zuchwały, taki zamach na całą tradycyę wiedzy, poezyi i wszechnic, potwierdzający może samouctwo poety — świadczy sam przez się wymownie, że Dante odczuwał piękno inaczej niż wszyscy poprzednicy i rywale. Oczywiście, tym wrogiem łaciny i konwencyonalności była potęga, szczerość i bogactwo uczuć poety, to wszystko, co się jarzmić nie daje, lecz wyrywa się z siłą żywiołową z serca. Tak samo odczute są jego canzony, sonety i Nowe życie. «Kiedy się je czyta — mówi słynny znawca sztuki włoskiej, Burckhardt — to widać, że poeta własną duszę przed nami otwiera i chwyta najdelikatniejsze odcienie radości i żałoby, aby potem siłą woli ubrać je w najszlachetniejszą formę. I wydaje się wówczas «jakgdyby w Wiekach Średnich wszyscy bez wyjątku poeci samych siebie unikali, a on jeden sam siebie był odszukał i zbadał. Choćby nawet nie był stworzył Boskiej Komedyi, już przez ten opis swej młodości jest granicznym słupem pomiędzy Wiekami Średniemi a nowożytnemi czasy. Umysł jego i dusza czynią olbrzymi krok ku poznaniu życia wewnętrznego».
Bo w tych Wiekach Średnich panowała poezya trubadurów, pełna zimnych, sztucznych zwrotów i czczych słów, konwencyonalna i zużyta — a Dante wprowadził «nowy słodki styl (dolce stil nuovo), uczucia proste i mocne, wyrażenia zwięzłe i jasne oraz silne opisanie sytuacyi». Wszystkie ludy po wszystkie czasy mogą go zrozumieć i odczuć jego myśli.
Jest on też pierwszym wielkim subjektywistą — a nie brak książek, w których nazwany został nawet indywidualistą. Boć zważmy, że choć tak tkliwie pokorny wobec swych boskich towarzyszy, nie przestaje być jednak wybranym między ludźmi. Wyróżnił osobę swoję z pośród całego ziemskiego świata i nadał jej niesłychany przywilej — wstępu za życia do trzech krain wieczności. Mówi też i opowiada «od siebie», podmiotowo, a nawet własne losy i uczucia wplata w rozmowę z cieniami i w ich dzieje — na każdym niemal kroku. Wszystko, co maluje, sam widział i odczuł, wszystko przeprowadził przez ogień własnej duszy.
I, o, dziwo, z tego subjektywizmu w tworzeniu zdaje sobie sprawę jak świadomy estetyk i wynosi jego zalety w różnych urywkach różnych dzieł swych. I chociaż, jako uczeń Ś-go Tomasza z Akwinu, tem samem pozostaje pod wpływem Arystotelesa i idei nowoplatońskich i uważa piękno za odblask Boga i nieba, to jednak sztukę czyni zależną od natchnienia i przejęcia się.
Więc śpiewa wprost — w pieśni Della vera Gentilezza: «Kto chce stworzyć postać, zdoła tylko wtedy, gdy nią być potrafi», a w Biesiadzie rozwija tę myśl jeszcze dobitniej i szczerzej w słowach zdumiewająco dzisiejszych. «Żaden malarz nie potrafiłby stworzyć jakiejkolwiek figury, gdyby wprzód nie czynił się w duchu takim, jaką figura być miała» [3].
Zasadę tę głęboko wziął do serca Giotto, który miał odwagę czerpać z własnych doświadczeń i spostrzeżeń i dzięki temu stworzył nowe malarstwo, jak jego mistrz stworzył nową poezyę i był pierwszym prawodawcą piękna wszechludzkiego.
Mistrz ten, w swej zrywającej wszystkie tamy szczerości — nie tylko poezyę, ale i naukę chciał uczynić żywą i ludzką (w Convito) i uwolnić od bizantynizmu szkolarzów. Wszystko, słowem, co wyrzekł i czego nauczał, było odczute i jako takie musiało mieć władzę porywania. Oto dlaczego służy sam za natchnienie wielu szczerym geniuszom, aż do dnia dzisiejszego.
Niedościgła siła wyobraźni sprawiła w nim, że poetyckie fantazye oddaje z prawdą potężnych hallucynacyj, która się udziela czytelnikowi. I każdy przyznać musi, że na ten sam rodzaj silące się poematy, jak Jerozolima wyzwolona lub Raj utracony są tylko malowaniem, nieraz nawet mało łudzącem, Komedya zaś jest widzeniem — rzeczywistego naocznego świadka i współaktora.
Jakie wymowne świadectwo tkwi w tem, iż na posługi oddał mu swój ołówek najszczerszy może, najbardziej subtelny, najbardziej młodzieńczy geniusz epoki prerafaelicznej — Sandro Botticelli! I w tem, że jego cykl rysunków do Boskiej Komedyi jest naprawdę zbiorem arcydzieł, w których cudownie się sprzęgły lekkość, powiewny wdzięk, iście dantejska pokora w postaci wieszcza i iście dantejska, królewska wspaniałość w obrazach czyśćca i nieba. Jakieś niezrównanie wiosenne życie, tłumna, a przytem przestrzenna oryginalność układu i linii wprost czarująca. Gdy np. z płomieni świec tworzą się długie smugi kręte, okalające całą prawie scenę w sposób dziwnie prosty i uroczy — to czujemy całą niższość naciąganych krzywizn w obrazach dzisiejszych.
I tak samo czerpią z tej skarbnicy romantycy nowocześni jak Ary Scheffer lub niedający się określić żadnem imieniem ogólnem, Böcklin, albo nowy prerafaelita — Dante Gabryel Rossetti.
Chcę głównie zwrócić uwagę na dzieła dwu pierwszych, osnute na tym samym motywie Paola i Franczeski, mającym dla malarza swą główną ponętę w fatalistycznym węźle miłości i żałoby — oraz w wierszach:

Gdy mi to jeden z duchów opowiadał,
Drugi tak szlochał, że litością zdjęty
Traciłem zmysły, jak gdybym umierał,
I padłem jako martwe ciało pada.


Oba godne uwielbienia, — Scheffera bodaj w stopniu wyższym. W jego przedziwnej, płynącej w przestrzeni grupie, o charakterze doskonale mistycznym i tchnieniu prawdziwie zamogilnem — kochanek ma głowę odwróconą przejmującym bólem i wstydem, że płacze, wstydem, że zgrzeszył. Fałdą szaty zakrywa oczy, a Franceska, jaśniejsza i delikatna, objąwszy kochanka za szyję, tuli głowę do jego piersi, senna jakąś śmiertelną żałością. To prawdziwe cienie ludzi, co zasnęli śród smutku i miłości, co mają w sobie straszny jad sumienia, ale są zarazem sądowi ziemskiemu nieprzystępni. U Böcklina więcej siły niż liryzmu: oboje do widza odwróceni twarzami unoszą się jakoby nad przepaściami, a Paolo z tragiczną potęgą w twarzy prawie szorstko budzi z rozpaczy i podtrzymuje Franczeskę, która słania się pod ciężarem płaczu. Ta grupa ma w sobie znów zuchwałą, straszną rozdartość, nieosłodzoną żadną pieszczotą twardość, żadną muzyką elegii niezłagodzoną chyżość ruchu — jest szarpiąco dosadna.
A iluż innych jeszcze artystów szczerych talentem swym uczciło Danta? Zapełniliby z łatwością całą galeryę obrazów, tak jak spis ich zajmuje całe rozdziały [4]. Na tym ołtarzu malarstwo dawniejsze włoskie składało ofiary, których zliczyć niepodobna.




  1. Kultura Odrodzenia (tom II p. 49).
  2. Burckhardt (II 48 — 49) przytacza pisarzów włoskich dawnych, którzy, za przykładem Danta, wprowadzili allegorycznego towarzysza.
  3. «Nullo dipintore potrebbe porre alcuna figura se intezzionalmente non si facesse prima tale quale la figura essere dee». Ciekawe te dowody i wiele innych jeszcze zebrał prof. Janitschek w rozprawie: Die Kunstlehre Dantes und Giotto’s Kunst... (Lipsk 1892) głównie str. 17 — 23. Nie potrzeba Janitschka i Burckhardta dla zrozumienia i ocenienia estetycznego nowatorstwa Danta, — powołuję ich jeno, ażeby nie być posądzonym o zbyt paradoksalną charakterystykę.
  4. F. X. Krauz w powołanem dziele swem szczególnie uwzględnia stosunek Danta do sztuk plastycznych. Okazuje się, że inspiracyjna zdolność Komedyi jest naprawdę bajeczna.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Cezary Jellenta.