Ignacy Daszyński: życie, praca, walka/III

<<< Dane tekstu >>>
Autor Henryk Swoboda
Tytuł Ignacy Daszyński
Podtytuł życie, praca, walka
Wydawca Towarzystwo Uniwersytetu Robotniczego
Data wyd. 1934
Druk Drukarnia Spółki Nakładowo-Wydawniczej „Robotnik”
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


III. W walce z reakcją galicyjską

Daszyński wraz z całą partją rzucił się w wir kampanji wyborczej. Kurja powszechna mimo wszystkich swoich braków dawała bądźcobądź prawo głosowania najszerszym masom. Powstawały olbrzymie możliwości rozwinięcia ruchu masowego. Młoda partja okazała niezwykłą energję, rozmach i zapał. Rozrzucono setki tysięcy odezw i wydawnictw socjalistycznych, wydawano specjalną „Gazetę Wyborczą“, urządzono setki wieców i zgromadzeń, przeorano gruntownie grunt galicyjski agitacją socjalistyczną. Czasy kółek i spisków były już daleko, socjalizm stawał się w tym kraju potężnym czynnikiem świadomości politycznej. Droga do mas została znalezioną. Ruszono też na wieś. Dotychczas partja socjalistyczna ograniczała się do agitacji wśród robotników miejskich. Nowa ustawa wyborcza jednak utworzyła w kurji powszechnej okręgi mieszane miejsko-wiejskie, co miało zmniejszyć szanse socjalistyczne. Dla socjalistów stanowiło to hasło do wkroczenia na wieś.
Kandydatura Daszyńskiego została wysunięta w okręgu krakowskim. Był to olbrzymi okręg obejmujący Kraków i cztery powiaty: krakowski, liski, podgórski i skawiński z blisko 50 tysiącami wyborców. Daszyński rozpoczął niezmordowaną pracę agitacyjną. Z niesłabnącą energją objeżdżał najdalsze zakątki swego okręgu, coraz to z innego miejsca rozbrzmiewało jego mocne słowo. Ogółem w okręgu krakowskim odbyło się 183 zgromadzeń wyborczych. Przeciwstawiono Daszyńskiemu kandydatury ludowca i konserwatysty — galicyjskiego księcia. Agitacja socjalistyczna była paraliżowana wszystkiemi środkami. Mimo to masy ludowe, robotnicy, chłopi, żydzi — wszystko szło z zapałem za Daszyńskim.
Wybory odbyły się 11 marca 1897 roku. Wynik ich był olbrzymim tryumfem Daszyńskiego i całkowitym pogromem przeciwników, głoszących wszędzie nieuniknioną klęskę socjalistów. Na 29.758 oddanych głosów Daszyński otrzymał 22.214, a więc 74%. Głosował za nim nietylko cały niemal Kraków, ale również masowo wieś, która mu dała około 13 tysięcy głosów. Taką większością nie został wybrany żaden socjalista w całej Austrji. Tysiączne tłumy na wieść o wyborze chwyciły go na ramiona, niosąc go w tryumfie.
Daszyński rozpoczynał okres swej wielkiej pracy parlamentarnej. Wkraczał na trybunę, z której głos jego miał rozbrzmiewać na cały świat w obronie najżywotniejszych interesów polskiej klasy pracującej. Reprezentował na tej trybunie nietylko jedną dzielnicę, ale całą Polskę. Słusznie bowiem zapowiedziała delegacja polska na międzynarodowym Kongresie w Londynie: „Zdobycie bodaj jednej trybuny parlamentarnej w Europie da wolność słowa całemu proletarjatowi polskiemu“. Daszyński szybko wykazał na terenie parlamentarnym wszystkie swe wartości. Jego mocne, odważne słowo zdobyło sobie niezwalczoną siłę. Okazał się z miejsca pierwszorzędnym mówcą parlamentarnym, którego potędze słowa trudno było się oprzeć. Był słuchany, jak nikt inny. Mówił jasno i rzeczowo, z mów jego biła siła przekonania i wiara w słuszność swych słów. Jego dźwięczny, mocny, energiczny głos uderzał, jak grom i smagał, jak biczem, a jeżeli było potrzeba, dźwięczał dowcipem i drgał ironją.
Mandatu poselskiego nie traktował, jako ukoronowania swych zasług. Był to dla niego teren walki, do której rzucił się z całym zapałem i z całą siłą swego gorącego temperamentu. Było to przypięcie mu ostróg rycerskich, w których mógł stanąć do wielkiego boju. Wydostawał się ze świata małych utarczek z kacykami prowincjonalnymi i represjami policyjnemi na pole potężnych walk politycznych, dla których był stworzonym. Znajdował teren godny siebie i swych zdolności. Głos jego wreszcie będzie mógł rozbrzmieć szeroko. Znajdzie miejsce dla rozmachu, miejsce, skąd weźmie rozpęd do skoku.
W parlamencie austrjackim nie wszedł, rzecz prosta, do Koła Polskiego, symbolizującego politykę ugodowo-reakcyjną, ale wstąpił do klubu posłów socjalno-demokratycznych, liczącego 14 posłów. Mimo, że wśród nich było tylko 2 polaków, Daszyński stanął na czele klubu i kierował jego polityką w czasie całej kadencji parlamentarnej.
Zaraz na pierwszem posiedzeniu parlamentu Daszyński wystąpił do walki. Jeszcze przed ukonstytuowaniem się izby zabrał głos i wystąpił z wnioskiem o wypuszczenie na wolność posła, uwięzionego już po wyborach. I rzecz tę przeprowadził. Następnie przypuścił atak na rząd za nadużycia wyborcze i zgłosił wniosek o wybór komisji dla zbadana zarzutów. W obszernej mowie przedstawił mnóstwo dowodów, wskazujących w jaki sposób w Galicji przeprowadzono wybory. Galicja była bowiem w owym czasie klasycznym krajem nadużyć wyborczych, dokonywanych przez administrację i podległe jej organa. Daszyński poświęcił w ciągu swej pracy parlamentarnej wiele wysiłków dla walki z tą plagą i niemiłosiernie demaskował wszystkie gwałty i oszustwa. W r. 1897 wydał w Krakowie broszurę p. t. „Wybory galicyjskie przed sądem parlamentu“, zawierającą jego mowę parlamentarną.
Głównem jednak zagadnieniem w czasie owej sesji parlamentarnej była walka z rządem Badeniego. Ów galicyjski hrabia doszedł do rządów jako człowiek silnej ręki. Miał on na sumieniu gwałty wyborcze w Galicji, stosował represje wobec ruchu robotniczego i rozwiązał organizację kolejarzy. Badeni miał przeciwko sobie w parlamencie silną opozycję. Położenie socjalistów było trudne. Opozycja zwalczająca Badeniego nie budziła sympatji. Prowadzili ją niemieccy liberali, którzy byli wszak nacjonalistami i odnosili się wrogo do dążeń klasy robotniczej. Bezpośrednią przyczyną ich walki opozycyjnej było wydanie przez Badeniego rozporządzeń językowych, korzystnych dla Czechów. Ale czy można było popierać Badeniego? Cały system jego rządów domagał się najostrzejszej walki przeciw niemu. Socjaliści postanowili pójść na tę walkę. Daszyńskiego nie mógł wstrzymać wzgląd na to, że Badeni był polakiem i prowadził politykę w interesie słowian. Wystąpił też z całą stanowczością przeciw Badeniemu.
Walka ta szybko doszła do dramatycznego napięcia. Opozycja posługiwała się obstrukcją. Przyszedł jednak moment, kiedy Badeniemu zależało na szybkiem przeprowadzeniu odnowienia ugody austrjacko-węgierskiej. Wtedy postanowił złamać obstrukcję. Pod przewodnictwem polaka Abrahamowicza wśród piekielnego hałasu przeprowadzono w parlamencie wniosek o obostrzeniu regulaminu. Nowy regulamin upoważniał do usuwania posłów z sali posiedzeń. Opozycja niemiecka chciała ograniczyć się do złożenia protestów. Socjaliści pod wodzą Daszyńskiego postanowili zaprotestować czynnie. Na najbliższem posiedzeniu, 26 listopada 1897 r., grupa posłów socjalistycznych rzuciła się na trybunę prezydjalną, wydarła Abrahamowiczowi papiery i spędziła go z trybuny. Daszyński zajął jego miejsce i chwyciwszy mosiężny przycisk, groził nim zbliżającemu się wiceprezydentowi Izby. Prezydjum Izby zostało zatem obsadzone przez socjalistów. Wtenczas wprowadzono na salę 80 policjantów w pełnym rynsztunku, którzy przemocą wynieśli posłów socjalistycznych na korytarz. Daszyński z towarzyszami wrócili jednak natychmiast na salę i usłyszeli, jak Abrahamowicz, przewodniczący pod osłoną policji, wykluczył ich z powołaniem się na nowy regulamin. Posłowie socjalistyczni zaprotestowali i odmówili opuszczenia sali. Zjawia się natychmiast policja i ponownie wynosi ich z sali i gmachu. Nazajutrz posłowie socjalistyczni z Daszyńskim na czele chcą wejść do parlamentu, ale nie wpuszczono ich do gmachu. Przed parlamentem zebrały się tłumy ludu i Daszyński wygłosił do nich mowę. Tłum porwał go na ramiona i ruszył pochodem. Wtenczas przypuszczono na tłum szarżę konnej policji. Zaburzenia uliczne w Wiedniu i innych miastach wstrząsnęły stanowiskiem rządu. W trzy dni potem rząd Badeniego upadł. Daszyński zaś wrócił do Krakowa i zorganizował akcję wiecową w kraju, aby wyjaśnić mu, dlaczego obalił premjera polaka i słowianofila.
W r. 1897 Daszyński wziął udział w dwóch kongresach socjalistycznych. W czerwcu odbył się w Wiedniu VI Kongres austrjackiej socjalnej demokracji, na którym przyjęto zasadę istnienia w Austrji odrębnych partyj socjalistycznych dla każdej narodowości z zachowaniem ich stałego związku i wspólnych kongresów. Na kongresie owym Daszyński złożył sprawozdanie z działalności frakcji socjalistycznej w parlamencie. Wiktor Adler w związku z zaostrzeniem sprawy narodowościowej, spowodowanem rozporządzeniem Badeniego, stwierdził, że tylko socjalizm jest w stanie zagadnienie to rozwiązać. „Wydawało się czemś nowem, mówił, gdy tow. Daszyński oświadczył w parlamencie: „Jestem polakiem i jestem socjalistą. To jest rozwiązanie“.
We wrześniu we Lwowie obradował V Kongres socjalnej-demokracji Galicji, Bukowiny i Śląska z udziałem 83 delegatów. Kongres wykazał poważny wzrost i rozwój partji, która ogarnęła już wszystkie ważniejsze środowiska zaboru austrjackiego. Daszyński referował na kongresie sprawozdanie klubu poselskiego i mówiąc o walkach, które posłowie socjalistyczni stoczyli, skończył stwierdzeniem: „Ale z tej walki wyszliśmy z honorem!“
Po upadku Badeniego nastąpiło pewne uspokojenie. Wkrótce sesja parlamentu została zamknięta. Korzystając z przerwy parlamentarnej, uknuto projekt pozbawienia Daszyńskiego mandatu. Z pominięciem różnych formalności wyznaczono przeciw niemu termin rozprawy sądowej za wygłoszoną w czasie akcji wyborczej mowę w Tyńcu. Chciano go szybko zasądzić i pozbawić w ten sposób mandatu poselskiego. Daszyński jednak, wiedząc na co się zanosi, wyjechał do Szwajcarji i spędził ten czas w Zurychu. Wtenczas chwycono się innego środka, ogłoszono w gazetach i przybito w sądzie „pozew publiczny“, wzywający go do stawienia się w ciągu 30 dni. W razie przeciwnym tracił prawa obywatelskie, a więc i mandat. Pozew ten udało się jednak obalić, przerwa parlamentarna się skończyła i Daszyński wrócił do piastowania mandatu i do walki.
Po walce z Badenim przyszła kolej na walkę z namiestnikiem Galicji, hr. Leonem Pinińskim, którego mianował rząd Thuna na to stanowisko. Piniński przeprowadził wiosną 1898 r. zawieszenie nad kilkudziesięciu powiatami Zachodniej Galicji stanu wyjątkowego i sądów doraźnych. Formalną przyczyną tego zarządzenia były zaburzenia antysemickie, faktycznie cały jednak ciężar wyjątkowych przepisów spadł na ruch robotniczy, który chciano w ten sposób zniszczyć. Zamknięto działalność 29 stowarzyszeń socjalistycznych, zwinięto prasę socjalistyczną, zakazano wszelkich zgromadzeń. Gdy partja 29-go czerwca 1898 r. zorganizowała obchód dla uczczenia Mickiewicza z powodu setnej rocznicy jego urodzin z udziałem delegatów z Królestwa, Piniński nie pozwolił masom robotniczym udać się pod pomnik wieszcza. Daszyński z trudnością wymusił na policji zezwolenie na dopuszczenie tam delegacji z wieńcami i to tylko pod naciskiem grożącego przelewu krwi. Na terenie parlamentarnym przystąpił Daszyński do stanowczej walki przeciw stanowi wyjątkowemu. Zgłosił wprost wniosek o postawienie rządu hr. Thuna w stan oskarżenia. Wygłosił dwie wielkie mowy, będące jednym wielkim aktem oskarżenia przeciw rządom szlacheckim w Galicji i przeciw skandalicznym nadużyciom administracji. W mowie swej z 22 listopada 1898 r. przedstawił straszliwy obraz nędzy ekonomicznej i kulturalnej tego kraju. Wykazał, że odpowiedzialność za to ponosi rządząca wszechwładnie i niepodzielnie kasta szlachecka. „Na kogo więc spada wina? — zawołał. — Z kim mamy rachunki załatwiać? Gdzież mamy szukać nieprzyjaciela? Tam, gdzie go nam cyfry wskazują, gdzie go nam każą szukać fakty i historja, w tej kaście wyzyskiwaczy, w napiętnowanej kaście, która ojczyznę w gruzy rozbiła i sprzedała“. W związku z jednym z okrzyków hr. Dzieduszycki wyzwał go na pojedynek. Daszyński odrzucił pojedynek, oświadczając, że uważa go „dla socjalisty za nonsens, a dla hrabiego katolika za zbrodnię“.
Wniosek Daszyńskiego upadł, stan wyjątkowy został stopniowo zniesiony, a Piniński pozostał na stanowisku do r. 1903, kiedy obaliła go interpelacja Daszyńskiego, ujawniajaca kompromitujące hrabiego fakty. Tak walczył Daszyński z rządami szlacheckimi, rujnującymi ten nieszczęśliwy kraj.
Walka parlamentarna prowadzona przez niego wyjątkowo intenzywnie, nie wyczerpywała jego energji. Równocześnie redagował „Naprzód“, zamieniony w owym czasie na pismo codzienne, i prowadził niezmordowaną kampanję agitacyjno-uświadamiającą na setkach wieców i zgromadzeń. Każdą wolną chwilę spędzał na objeżdżaniu kraju i nawiązywaniu żywego kontaktu z masami. Na wiece Daszyńskiego przychodziły tysiące i dziesiątki tysięcy ludzi, słuchając jego wspaniałych mów, które jak błyskawica rozjaśniały im sytuację. Jego wysoka, szczupła, wyprostowana postać na trybunie, jego wymowa spokojna, prosta, ale paląca, jak ogień, tworzyły obraz prawdziwego trybuna ludu. Posłuchajmy, jak pisze o mowie Daszyńskiego przeciwnik polityczny, narodowy demokrata, który w owym czasie był obecny na którymś z wieców we Lwowie. „Przemówienie o charakterze wiecowo-agitacyjnym było świetne. Wygłaszał je urodzony mówca z gestami Antonjusza, przemawiającego nad zwłokami Cezara. Nie brak tu było niczego — ani grozy sytuacji społecznej, nabrzmiałej zagadnieniami jutra, ani miękiego liryzmu, współczującego niedoli ludu pracującego, ani ostrych pomruków groźby w stronę warstw posiadających, a w szczególności szlachty, która rządzi krajem, poniewierając interesami włościan i robotników, ani syków rzeczywistej, czy dobrze udanej nienawiści… Jeżeli dodać do tego świetną mimikę, to wrażenie mogło być i było rzeczywiście zgoła niecodzienne… Muszę przyznać, że i ja byłem tą mową olśniony. Nie słyszałem jeszcze do owej pory, a i długo potem mówcy, tak doskonale umiejącego głosem, gestem i treścią tego, co mówi, panować nad słuchaczami, podniecać ich namiętności i prowadzić ich za sobą“. Ta niesłabnąca nigdy, wytrwała i niezmordowana działalność Daszyńskiego odegrała olbrzymią rolę w uświadomieniu politycznem mas ludowych tego kraju.
Nie należy sobie wyobrażać, że Daszyński swoją rolę wodza polskiego socjalizmu pojmował tylko jako rolę mówcy i publicysty. Trzymał on rękę na pulsie całego ruchu, myśląc zarówno o zasadniczych, jak i najdrobniejszych rzeczach, zarówno o wielkiej polityce, jak i o organizacyjnej i technicznej stronie roboty. Jako przywódca partji, jako kierownik polityki klubu poselskiego, jako redaktor „Naprzodu“, czy innych pism, które wydawał w różnych okresach swego życia, nie tylko nadawał ogólny kierunek, ale interesował się najdrobniejszymi szczegółami, wchodził dokładnie w sprawy techniczne i administracyjne, osobiście pilnował, aby wszystko było należycie wykonane i zrobione. Był nie tylko wodzem, był i pieczołowitym, troskliwym gospodarzem ruchu, za który czuł się odpowiedzialnym.
W styczniu 1899 r. uczestniczył Daszyński w pracach VI Kongresu socjalnej — demokracji galicyjskiej, który odbywał się w Krakowie. Kongres wykazał, że partja wyszła zwycięsko z okresu stanu wyjątkowego. Daszyński podniósł myśl skupienia wszystkich żywiołów postępowych dla walki z szlachetczyzną o reformy ekonomiczne i kulturalne. W tym duchu wydał potem broszurę p. t. „Szlachetczyzna a odrodzenie Galicji“. We wrześniu 1899 r. uczestniczył w VII Kongresie austrjackiej socjalnej-demokracji w Bernie. W ciągu roku 1899 Daszyński organizował akcję wiecową przeciw rządzeniu krajem przy pomocy t. zw. § 14 konstytucji austrjackiej, który pozwalał rządowi rządzić bez parlamentu, i rozpoczął kampanję o powszechne prawo głosowania do gminy i do sejmu krajowego.
Pierwsze miesiące r. 1900 musiał Daszyński poświęcić niemal całkowicie walce strejkowej na Śląsku. Około 70 tysięcy górników rewiru ostrawsko-karwińskiego stanęło do walki o ośmiogodzinną szychtę, w miejsce dotychczasowej 11-godzinnej. Daszyński kierował na miejscu akcją, podtrzymywał masy w walce i bronił ich sprawy na gruncie parlamentu. Po 12 tygodniach ofiarnej walki strejk został zakończony obietnicą rządu wprowadzenia szychty 9-godzinnej.
Równocześnie musiał Daszyński zająć się kampanją wyborczą do sejmu galicyjskiego. Partja postawiła jego kandydaturę w opróżnionym okręgu lwowskim. Wybory odbywały się na podstawie prawa wyborczego ograniczonego i jawnego, co ułatwiało teroryzowanie wyborców. Kandydatura Daszyńskiego miała zatem charakter demonstracyjny. Mimo to jednak przy głosowaniu, które odbyło się w marcu 1900 r. otrzymał około 1900 głosów, a kontrkandydat przeszedł 2800 głosami.
W r. 1900 uczestniczył też w kongresie międzynarodowym w Paryżu.
Koniec r. 1900 upłynął pod znakiem nowych wyborów parlamentarnych. Parlament został rozwiązany jesienią 1900 r., a wybory miały się odbyć 13 grudnia. Dla władz była to nowa sposobność, aby zgnębić Daszyńskiego procesami i uniemożliwić mu zdobycie mandatu. Wytoczono mu na każdy wypadek dwie sprawy. W październiku za manifestację teatralną przeciw sztuce antysocjalistycznej otrzymał cztery tygodnie. W listopadzie za wyrzucenie agenta, chcącego skonfiskować „Naprzód“, dostał znowu trzy tygodnie. Obrońcy jednak udało się odroczyć uprawomocnienie wyroków do chwili nowych wyborów.
Daszyński kandydował znowu w Krakowie z V kurji. Wybory odbywały się przy akompanjamencie oszustw i nadużyć. W okręgu Daszyńskiego tysiące wyborców pozbawiono prawa wyborczego. Daszyński został jednak ponownie wybrany. Otrzymał 15 tysięcy głosów, gdy jego przeciwnicy skupili razem 9 tysięcy głosów. Czas, dzielący go od zebrania się nowego parlamentu, musiał jednak spędzić w więzieniu, gdzie kazano mu odsiedzieć jeden z zapadłych wyroków, opiewający na 4 tygodnie. Potem mógł już bez przeszkód rozpocząć swoją drugą kadencję parlamentarną, która będzie trwać prawie 7 lat.
Pierwsze lata owej kadencji były latami pewnego zastoju politycznego. Dla Daszyńskiego upłynęły te lata wśród żmudnej pracy organizacyjnej i w codziennej walce, skupiającej się koło zagadnień chwili politycznej. Nie było jednak w tym okresie wielkich kampanij politycznych.
Daszyński prowadzi dalej niezmordowaną walkę przeciw rządom szlacheckim. Dnia 13 maja 1901 r. wygłasza w parlamencie mowę, w której atakuje z całą energją i namiętnością politykę szlachty galicyjskiej, której rezultatem jest bezrobocie i nędza. Kreśli straszny obraz życia wyzyskiwanego bezlitośnie chłopa. „Co uczyniliście jednak, woła pod adresem szlachty, wobec tego smutnego, historycznego faktu, wobec tej, idącej na marne masy ludzkiego mięsa, które jest przecież bogactwem narodowem?! Prześladowaliście lud szykanami, nie przeprowadziliście w sejmie, w którym ciągle siedzicie przez 40 lat, żadnej reformy, a jeżeliście kiedyś z jakąś reformą wystąpili, to tylko z taką, która wywoływała oburzenie w całym kraju. Wy nie umiecie o tych smutnych stosunkach powiedzieć prawdy i dziwicie się, że tutaj chłopi, rusini i wszyscy, którzy przyszli z ludu, gardzą wami i nienawidzą was, jako tyranów i katów ludu, jako klasę, która w swym egoiźmie zaszła tak daleko, iż nie potrafi nawet uratować i zabezpieczyć samego życia ludu, iż przypatruje się obojętnie, gdy z żył narodu wypływa krew strumieniami, gdy tysiące chłopów ucieka w dalekie kraje, mając dla swej ojczyzny tylko przekleństwo… Przyjdzie kiedyś czas, kiedy każdy sobie powie: albo lud zginie z głodu, albo muszą przyjść inne rządy. Wasze rządy muszą być usunięte…“
W czerwcu 1902 r. we Lwowie wybuchł strejk budowlany. Przeciw strejkującym wezwano wojsko, które użyło broni. Padło pięciu zabitych robotników, 200 osób zostało rannych, setki pobitych i potratowanych. Daszyński zgłosił wniosek nagły, domagając się śledztwa i surowego ukarania winnych. Wniosek odrzucono. W tymże czasie w Borysławiu nastąpił wybuch gazu, który spowodował tragedję śmierci 20 robotników. Daszyński wystąpił znów z nagłym wnioskiem, w którym wykazał winę przemysłowców, którzy mimo ostrzeżeń prasy socjalistycznej nie zastosowali środków ochronnych.
W lecie 1902 r. wybuchł strejk rolny we Wschodniej Galicji. Ten strejk 120 tysięcy chłopów ukraińskich i polskich wysunął się na czoło ówczesnego życia politycznego. Socjaliści wystąpili z całą energją w obronie bezgranicznie wyzyskiwanego proletarjatu rolnego. Daszyński objechał Galicję Wschodnią i na szeregu wieców piętnował bezlitosny wyzysk, którego dopuszczała się szlachta podolska. Dnia 28 października postawił w parlamencie wniosek domagający się wyboru specjalnej komisji dla zbadania nadużyć. Nakreślił przeraźliwy obraz nędzy i wyzysku. Stwierdził, że Koło Polskie, które domagało się wojska i policji przeciw strejkującym, nie może odmawiać mu prawa obrony ukraińskich chłopów przed wyzyskiem polskich panów. „Nie można i nie wolno polskiego narodu, oświadczył, uważać za jedno z tą garścią obszarników we wschodniej Galicji. W walce klasowej stoję po stronie proletarjatu, po stronie ludu pracującego obu narodów”. Zaatakował nacjonalistyczną politykę szlachty w stosunku do ukraińców. „Czyż dlatego, wołał, abyście wy mogli załatwiać swoje geszefty, abyście mieli taniego robotnika, mandaty, abyście bez pracy, inteligencji, znajomości fachowej mieli przewagę w kraju i w państwie, ażeby kilku macherów miało wpływy, — czyż dlatego mają się obydwa narody poróżnić, ma naród nasz wciągnąć się w hecę antyrusińską, mamy potracić wszystkich przyjaciół na świecie i przysporzyć sobie dookoła wrogów? I cóż nam za to dajecie? Swoją bezużyteczność, nieudolność, swój analfabetyzm i brak kultury! Co nam daje tych kilka sesek rodzin szlacheckich, zamieszkałych we Lwowie i w Wiedniu po oddaniu majątków w dzierżawę żydom? Czy dają nam kulturę, władzę, zdolność do rozwoju? Nie. Za ich geszefty mają nadstawiać karku robotnicy, chłopi, mieszczanie. Dla ich geszeftów mamy zwalczać rusinów! Panowie, jest to polityka głupca, porażonego ślepotą…” Mowa wywarła wielkie wrażenie.
W lipcu 1904 r. rozpętała się akcja strejkowa w Borysławiu i całym przemyśle naftowym pod hasłem 8-godz. dnia pracy i szeregu innych żądań. Daszyński znów udał się na miejsce walki, odbył szereg olbrzymich zgromadzeń i podtrzymywał imponującą solidarność strejkujących. Strejk został wygrany. Szereg żądań robotniczych przyjęto, a w parlamencie udało się później socjalistom przeprowadzić ośmiogodzinną szychtę.
Obok tych wielkich akcyj w obronie robotników i chłopów Daszyński prowadził w tym okresie konsekwentną walkę przeciw nadużyciom i obskurantyzmowi administracji. W szeregu interpelacyj i wniosków wydobył na światło dzienne skandaliczną praktykę zakazywania naukowych odczytów (o Koperniku, o krążeniu wody w przyrodzie, o gwiazdach), cenzury teatralnej („Wesele” Wyspiańskiego) i pierwszorzędnych arcydzieł literatury polskiej (Żeromski, Kasprowicz). Była to mrówcza praca nad wprowadzeniem do tego kraju odrobiny postępu i świeżego powietrza.
Na parlamentarnej trybunie uważał się Daszyński za przedstawiciela nietylko jednej dzielnicy, ale całej Polski. Gdy zatem w r. 1901 rozegrały się w zaborze pruskim oburzające wypadki we Wrześni, Daszyński wystąpił w parlamencie wiedeńskim z głosem stanowczego protestu.
Na okres ten przypadły dwie akcje wyborcze, w których Daszyński wziął czynny udział w charakterze kandydata.
We wrześniu 1901 r. stanął do walki wyborczej do sejmu galicyjskiego, tym razem z kurji miejskiej w Krakowie. Mimo głosowania jawnego i pozbawienia robotników prawa głosu, otrzymał ponad 1200 głosów, ale nie przeszedł. Natomiast w maju 1902 r. został wybrany do Rady Miejskiej m. Krakowa, w której przez szereg lat prowadzić będzie walkę o reformę wyborczą, o prawa pracowników miejskich i o nowoczesny rozwój miasta.
Okres ten zaznaczył się również udziałem Daszyńskiego w szeregu kongresów i konferencyj partyjnych. Z końcem czerwca 1901 r. odbył się we Lwowie VII Kongres Polskiej Partji Socjalno-Demokratycznej Galicji i Śląska (ta nazwa była już wtedy przyjętą). Daszyński wygłosił sprawozdanie parlamentarne i wykazał nicość całej opozycji pozasocjalistycznej i absolutną niemożność współdziałania z nią. Kongres wyraził mu jednomyślnie pełne zaufanie. Z końcem października 1901 r. wziął udział w konferencji partyjnej okręgu krakowskiego. W listopadzie zaś tegoż roku udał się do Wiednia na VIII zjazd austrjackiej socjalnej demokracji. Kongres ów przeprowadził rewizję programu partji, przyczem Daszyński uczestniczył w pracach komisji programowej. I tu złożył również sprawozdanie z działalności frakcji parlamentarnej, broniąc jej przed zarzutem oportunizmu.
W styczniu 1902 r. był na kongresie galicyjskich związków zawodowych w Przemyślu, biorąc żywy udział w obradach. Jesienią 1902 r. odbywał się w Monachjum zjazd niemieckiej socjalnej demokracji. Zjazd ten budził w Polsce szczególne zainteresowanie, gdyż miał on rozstrzygnąć spór między P. P. S. zaboru pruskiego, a niemieckimi socjalistami na Górnym Śląsku. Chodziło o wystawienie polskich kandydatów socjalistycznych w okręgach o przeważającej polskiej ludności robotniczej, a poza tem kryło się wogóle zagadnienie odrębności polskiego ruchu socjalistycznego. Daszyński postanowił zabrać głos w tej sprawie. Na kongresie osobiście nie był, ale wydrukował przed jego obradami artykuł w „Sozialistische Monatshefte“, który rozdano wszystkim delegatom. „Temat mego artykułu, pisał, wydaje się pewnym kołom przestarzałym, brzmi dla niektórych uszu burżuazyjnie. Zwłaszcza, gdy pisze o tem polak. Z góry już wiadomo, że będzie pisał za niepodległością swego kraju…“ „Socjalna demokracja, stwierdził, musi stosunki proletarjatu polskiego i niemieckiego uregulować na miejscu jasno, sprawiedliwie i rozumnie. A uregulowanie to może się odbyć jedynie na podstawie formalnej równości obu partyj… Pewny jestem, że na gruncie równości rosnąć będzie i solidarność i że obie strony bardzo łatwo się będą z sobą porozumiewały“. „Walka polskiego proletarjatu przeciw wyzyskiwaczom, konstatował, należy do najcięższych i najzażartszych w Europie, co bynajmniej nie przeszkadza, że towarzysze polscy z naciskiem stawiają żądanie niepodległości Polski, jako konieczności politycznej i społecznej“. W ten sposób Daszyński występował jako przedstawiciel całości polskiego ruchu socjalistycznego. Gdy zajdzie potrzeba nie omieszka również zabrać głosu w sprawach socjalizmu w zaborze rosyjskim.
W styczniu r. 1903 w Przemyślu odbył się VII Kongres P. P. S. D. Daszyński, jak zwykle, zdawał sprawozdanie parlamentarne. Tym razem zajął się głównie sprawą koncepcji wyodrębnienia Galicji. Wykazując złe i dobre strony tego projektu, położył główny nacisk na kryjące się za tem niebezpieczeństwo uwstecznienia życia wewnętrznego Galicji i stwierdził, że socjaliści tylko w takim razie poszliby na wyodrębnienie, gdyby przeprowadzono reformę wyborczą i rozwiązano sprawę współżycia polsko — ukraińskiego. Zasadę solidarności proletarjatu polskiego i ukraińskiego podkreślił także w dyskusji nad zagadnieniem strajków rolnych.
W maju 1903 r. wziął udział w konferencji żydowskiej P. P. S. D. we Lwowie, która miała rozstrzygnąć sprawę ewentualnej odrębności ruchu żydowskiego. Daszyński oświadczył się przeciw odrębności. „Wyodrębnienie się, oświadczył, byłoby nieszczęściem dla proletarjatu żydowskiego, byłoby powrotem do starodawnego ghetta“. Olbrzymia większość oświadczyła się za tem stanowiskiem. Wreszcie w sierpniu 1904 r. Daszyński uczestniczył w międzynarodowym kongresie w Amsterdamie.
Kongresy, zjazdy czy konferencje to były dni świąteczne. Szare dni codzienne wypełniała nieustanna praca wiecowo-zgromadzeniowa. A obok tego praca publicystyczna. Daszyński pisywał stale do codziennego „Naprzodu“, zasilał pozostałą prasę socjalistyczną, wydawał broszury. W r. 1900 wyszła w Krakowie z druku broszura Daszyńskiego „Pogadanka o socjaliźmie“, stanowiąca zwięzły, jasny i popularny wykład podstaw socjalizmu i obalenie najpowszechniej używanych argumentów przeciwników. Broszura ta stanowiła przez długie lata niezastąpione narzędzie agitacji i ukazała się w całym szeregu wydań. W r. 1902 wydał w Krakowie szkic socjologiczny: „O formach rządu“, studjum ustrojowe zawierające historyczny przegląd najważniejszych form politycznych.
Wśród mozolnej, żmudnej, bezustannej pracy minął spokojny okres pierwszych kilku lat dwudziestego stulecia. Tymczasem zaczęła się zbliżać burza wielkich wydarzeń.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Adam Próchnik.