Kroniki lwowskie/85

<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Lam
Tytuł Kroniki lwowskie
Podtytuł umieszczane w Gazecie Narodowej w r. 1868 i 1869, jako przyczynek do historji Galicji
Pochodzenie Gazeta Narodowa Nr. 215. z d. 22. sierpnia r. 1869
Wydawca A. J. O. Rogosz
Data wydania 1874
Drukarz A. J. O. Rogosz
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
85.
Z galicyjskiej wyprawy Argonautów. — P. Statthaltereileiter wykłada P. T. publiczności obowiązki odpowiedzialnego namiestnika, karcąc błędy poprzednika swego i wybryki Rady szkolnej. — Kwestja tarnowska. — Szczęśliwa spekulacja giełdowa.

Niechaj brzmią flety i cymbały; uwieńczmy różami nasze skronie; zarżnijmy najtłustsze barany i cielęta i bogom nieśmiertelnym w ofierze wylejmy wiadro najlepszej kminkówki z Łańcuta — albowiem spełnione jest wielkie dzieło, wielkie zwycięztwo jest naszem, najświetniejsza epopeja galicyjska doszła do wspaniałego końca. Na pięknych brzegach Kolchidy, między Wurstelpraterem a Hietzingem, Jazon nasz zdobył złote runo i zawiesił na bohaterskiej swej szyi! Zdobył je bez wielkiej mozoły, po obiedzie, przy czarnej kawie. Ani ogniste smoki, ani z kłów ich wyrastające hufce orężne nie broniły mu kosztownej zdobyczy, i oprócz owych głośnych jedenastu dzików w Starem Siole, nie potrzebował zabijać nikogo; oprócz złotej pszenicy i złotodajnego rzepaku, nie rzucał dalipan żadnego nasienia w czarną ojczystą rolę! A jednak zebrał plon bujny, o który daremnie kusili się waleczni i uczeni! Więc niechaj brzmią flety i cymbały, mameluckie zarówno jak demokratyczne, klerykalne i liberalne; niechaj płynie kminkówka i miętówka; i niechaj urodziwe dziewice wyścielają mu różami i bławatami drogę do rodzinnych owczarni i cukrowni! Evoë, Evoë!
Tuszę, że publiczność, skazana na strawę taką, jaką jej dają nieurzędowe dzienniki, wdzięczną mi będzie za przytoczenie ustępów „po ludzku napisanych“ z Gazety Lwowskiej, tembardziej, że jako próbki stylu urzędowego znane są u nas tylko:
„Relacja względem przez uderzenie piorunu wybuchnionego pożaru“ — i wyrok jako:
„Ces. król, sąd powiatowy na mocy przez Najj. Pana pożyczonego mu gwałtu urzędowego“ (Kraft der ihm vom S. Majestät varliehenen Amtsgewalt) „wyrokuje“ itd.
Otóż Gazeta Lwowska pisze hardziej „po ludzku“, i tylko szkoda, że myśli „lepiej“ od autorów tych dwóch arcydzieł stylistycznych, i że żałuje kropek, w skutek czego okresy jej bywają tak długie, jak enumeracja kwot pieniężnych, których c. k. minister finansów corocznie potrzebuje. Oto jest przykład:
„W wycieczkach przeciw c. k. namiestnictwu, przebierających od pewnego czasu znamię jakoby z góry obmyślonej systematyczności i bezwzględnej konsekwencji (Oho! przypisek federalistyczny), Gazeta Narodowa wytoczyła w numerach 210 i 211 z dnia 17. i 18. b. m. znowu dwie sprawy, mające — podobnie jak wyjaśniona już dostatecznie w Gazecie Lwowskiej sprawa zaprowadzenia języka urzędowego! — posłużyć — według Gazety Narodowej za świeży i niezbity dowód, jakoby teraźniejszy rząd krajowy na każdym kroku usiłował stawiać zapory uprawnionemu działaniu organów autonomicznych, garnąć pod swoją władzę samowolne zarządzanie sprawami, do zakresu działania tychże organów należącemi“.
Ktokolwiek zdyszany wyścigowym pędem i partycypialnemi koziołkami tego po ludzku napisanego artykułu, zatrzyma się przy kropce dla zachwycenia świeżego powietrza w swoje piersi, spodziewa się zapewne, że w dalszym ciągu komunikatu, „z kancelarji statthaltereileitera-rodaka płynącego“, zbite będzie z gruntu przypuszczenie Gazety Narodowej, jakoby p. statthaltereileiter wdzierał się w atrybucje organów autonomicznych. Gdzie tam! Wydawszy ten jęk boleści przeciw „wycieczkom“ prasy opozycyjnej, p. statthaltereileiter dowodzi, że Wydziałowi krajowemu zasię do fundacji stypendyjnych, i że Rada szkolna we wszystkich sprawach podlega ministerstwu. Co do fundacji Bogdanowieckiej, namiestnictwo przyjmuje wdanie się Wydziału jako officium boni viri, ale oświadcza, że nadal samo będzie się zajmować tą sprawą. Rzecz jasna: Wydział krajowy nie dał zaprzepaścić fundacji, a „teraźniejszy rząd krajowy“ zniósł to cierpliwie, i jeszcze musi znosić wyrzuty Gazety Narodowej. Co za niesłuszność!
W sprawie Rady szkolnej, dostaje się nauczka byłemu namiestnikowi, w odpowiedzi na wzmiankę Gazety, iż tenże lepiej od p. statthaltereileitera szanował atrybucje Rady szkolnej i zwracał ministerstwu rozkazy, atrybucjom tym uwłaczające. Jako próba c. k. urzędowej satyry i subwencjonowanego z finansów publicznych gorzkiego sarkazmu, niechaj i ten ustęp znajdzie tu miejsce:
„Pominąwszy tę okoliczność, że namiestnik, który jako pierwszy urzędnik administracyjny w kraju złożył przysięgę na wierność i posłuszeństwo Najj. Panu i Jego rządowi, wobec odpowiedzialności ministerstwa sam temuż ministerstwu odpowiedzialny, nie może żadną miarą w sposób, tak niezgodny z swojem urzędowem stanowiskiem, wyłamywać się z pod powagi przełożonej władzy — niepodobna przypuścić, ażeby w jakiemkolwiek państwie wobec wyższej władzy rządowej mógł istnieć organ administracyjny, któryby w sprawach, jego zakresu dotyczących, stanowczo i ostatecznie decydował“.
„Byłoby więc anomalią, nigdzie niepraktykowaną, gdyby Rada szkolna bez wszelkiego podporządkowania pod władzę centralną, sama w sprawach szkolnych ostatecznie rozstrzygała“.
No patrzcie, i temu to szefowi rządu krajowego, który takie liberalne żywi przekonania o autonomicznych urządzeniach w ogóle, i w tak świetny sposób interpretuje statut Rady szkolnej, Gazeta Narodowa w wycieczkach swoich „przybierających od pewnego czasu znamię, jakoby z góry obmyślanej systematyczności i bezwzględnej konsekwencji“ ośmieliła się robić „niesłuszne zarzuty“. I hrabia Gołuchowski, któremu p. statthaltereileiter daje taką lekcję wierności, posłuszeństwa i niewyłamywania się z pod powagi odpowiedzialnych ministrów“, miałby być pożądańszym od tego ostatniego szefem rządu? Lächerbar!

Drum lache Jeder. Jud’ wid Christ,
Zumal es gar possi....ngerlich ist!

Jak dalece zresztą Rada szkolna pod rządami hr. Gołuchowskiego przyzwyczaiła się do „samowolnego“ postępowania, tego dowodzi najlepiej skarga, zaniesiona na nią do ministerstwa przez Świetną Radę miasta Tarnowa. Tarnów trzyma się tej zasady, którą — hr. Thun podobno — wyrzucał liberałom niemieckim: Sie sind sehr liberał, meine Herren, aber wenn Ihnen etwas nicht recht ist, so ruf en Sie gleich nach der Polizei! Bardzo dotrze, cierpimy autonomię, znosimy spokojnie sejm, Rady powiatowe, Radę szkolną — ale niechże się nie mięszają do naszych iuteresów, albo jeżeli się mięszają, to na to tylko, ażeby co dać, nigdy wziąć; inaczej będziemy krzyczeli: Polizei! Polizei!
Niema wątpliwości, że naród, tak federalistycznie reprezentowany w sejmie, jak tarnowski, jest politycznie zupełnie dojrzałym. Rozum stanu rośnie tam dziko, sztuki i rękodzieła kwitną. Mówią nawet, że kowale z Pacanowa osiedli już od dawna w Tarnowie, bo capy są tam za bezcen i produkcja kóz i koźląt dochodzi w skutek tego do cyfer bajecznych. Że Świetna Rada miejska tamtejsza kutą jest na wszystkie nogi, to wynika nietylko ze skargi, zaniesionej do ministerstwa przeciw Radzie szkolnej, ale także z oporu, stawionego Wydziałowi powiatowemu przeciw żądanemu przezeń przedłożeniu budżetu miejskiego. Es ist in der That trostlos und höchst betrübend, die Wirksamkeit autonomer Behörden in der Weise besprechen zu müssen — ale cóż robić?
Inna znowu Rada miejska, ale nie w Galicji — za granicą, po tamtej stronie mogiły Krakusa — wsławiła się temi dniami tak jenialną spekulacją finansową, że dla przykładu i wiecznej pamięci warto ją zapisać bodaj w Kronice. Miasto posiadało 250 akcyj pewnego banku, które uchwalono sprzedać. Udała się tedy komisja do banku, gdzie według kursu ofiarowano po 110 złr. za sztukę. Zamiast sprzedać, czekano aż się zbierze Rada i zatwierdzi sprzedaż. Trwało to kilka dni i akcje spadły na 102 złr., nim uchwalono sprzedać je po 110 złr. Nowa zwłoka, nowe posiedzenie Rady i nowy spadek akcyj na 100 złr. Po raz więc trzeci zwołano senat miejski, i uchwalono — sprzedać akcje licitando, stanowiąc cenę wywołania 96 złr. Kupujący zmówili się, i zamiast po 110 złr., miasto sprzedało akcje po 96, podczas gdy kurs tego samego dnia był 99.50 i gdy bank sam byłby chętnie nabył swoje akcje za tę cenę. Es ist in der That trostlos und höehst betrübend i t. d, ale jak słychać, panowie radni przynajmniej swoje własne akcje sprzedają bardziej a tempo i nie tak tanio.

(Gazeta Narodowa, Nr. 215, z d. 22. sierpnia r. 1869.)





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Lam.