Letnice/całość

<<< Dane tekstu >>>
Autor anonimowy
Tytuł Letnice
Pochodzenie Piosnki wiejskie
Redaktor Edmund Bojanowski
Wydawca Księgarnia Jana Konstantego Żupańskiego
Data wydania 1862
Drukarz M. Zoern
Miejsce wyd. Poznań
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
II.
LETNICE.



1.

Miły święty Janie,
Cóż na powitanie
Niesiesz nam z puszczy nowego?
— Przynoszę wam wianki
Z drobnéj macierzanki,
Pęk cały ziela różnego.

Snop łączu na ganek,
Na stół jagód dzbanek,
I pierwsze z pola już strączki, —
I kropliste rosy,
Kośnikom do kosy
Na bujne smugi i łączki.





2.

W szczerem polu na dąbeczku
Kukułka żałosna,
Zakukała, zapłakała,
Że nie zawsze wiosna.

Jakby źrało żytko w polu,
By wciąż wiosnę miało?
Jakby źrało jabłko w sadzie,
By wciąż lato grzało?

Jakby marzły kłosy w stogu,
By wciąż jesień trwała?
Jakbym na chleb ja rabiała,
Bym wciąż była mała?





3.

W źrałem życie ozwały się
Polnych świerczów głosy:
Nic stać żytu dłużéj w polu
Z dostanemi kłosy.


I dziewczęciu, niebożęciu,
Smutnie serce wróży:
Już ty w domu, gdzieś urosła,
Będziesz nie najdłużéj.




4.

Na łanie pszeniczki,
Trzy hoże siostrzyczki
Żną i żną;
Miły, mocny Boże!
Któż im dopomoże?
Nie wyżną;
Słoneczko już nisko,
Wieczorek już blisko,
Nie wyżną.

Żwawo się zwijają,
Snopeczki znaszają,
Nie zniosą;
Miły, mocny Boże!
Któż im dopomoże?
Nie zniosą;
Słoneczko już nisko,
Wieczorek już blisko,
Nie zniosą.


Kukułeczka kuje,
Kopeczki rachuje,
Nie zliczy;
Miły, mocny Boże!
Któż jéj dopomoże?
Nie zliczy;
Słoneczko już nisko,
Wieczorek już blisko,
Nie zliczy.





5.

Nie wiesz ty słoneczko
W twojéj główce złotéj,
Co to być dzień cały
U ciężkiéj roboty.

Gdybyś z nami było,
Dopierobyś znało,
Późniejbyś wschodziło,
Rychléj zapadało.

— Oj, robotni ludzie,
Co to wam pomoże,

Że ja późniéj wstanę,
Rychléj się położę.

Wy przed wschodem w polu,
W polu po zachodzie, —
Za to téż wam zimą
Bieda nie dobodzie.





6.

Powiadały
Nam żniwka,
Że nam Pan Bóg
Da piwka,

Da nam z chłodnéj
Piwnicy,
W malowanéj
Szklenicy.





7.

Oj, szczęśliwie zażąć żytko,
Dał nam Bóg!

Oj, szczęśliwie sprzątnąć wszytko,
Dał nam Bóg!

Jeno jeszcze zdrowo spożyć;
Daj Boże!
Do nowego żniwka dożyć,
Daj Boże!





8.

Dobra niwka była,
Dobrze obrodziła;
Stoi snop przy snopie
I kopa przy kopie.

Zaprzęgajcie woły,
Jeżdżajcie na bory,
Trzeba ciąć podpory,
Podpierać stodoły.





9.

Dałeś Boże pożąć,
Daj Boże i spożyć,

Do nowego plonu
Starym chlebem dożyć.

Dobrym darz omłotem,
Pulchnem ciastem w dzieży,
W piecu pięknym wzrostem —
Chleb nam dany świeży.





10.

Wołałaś ty przepióreczko:
— Pójdźcie zacząć żniwo! —
Teraz sama gdzie się bawić
Nie masz jako żywo.

Trzebaby choć kęs pszeniczki
Stojącej zostawić,
Żeby nasza przepióreczka
Miała się gdzie bawić.





11.

Przynosimy plon,
Ze wszech czterech stron:
Tam z oźminy i z jarzyny,
Tam ze sadów i z leszczyny,
Przynosimy plon.

Przynosimy plon,
Ze wszech czterech stron!
Bodaj wszystko plonowało,
Jak najlepszy plon wydało,
Jak najlepszy plon!





12.

O mój Boże, mocny Boże!
Żywisz ty ród ptaszy,
Dasz dla pszczółek dosyć ziołek
I bydlątkom paszy.

Kogo stworzysz, nie umorzysz,
— Dawno mówią starzy, —

Kto dał życie zajączkowi,
Ten i trawkę zdarzy.





13.

Tak chłop śpiewa,
Kiedy siewa
Zboże na rozłogu:
— Gdzie się chrośnie,
Tam urośnie —
I będzie po Bogu;

Coś dla ptaka
I robaka,
Coś dla przyjaciela,
I dla siebie
Ku potrzebie,
Chociaż mało wiela.





14.

Szare gęsi podlatały,
Na ścierniskach rozmawiały,

Jak jagódce dobrze w chłodzie,
A dziewczęciu w swoim rodzie.

Miła dla niéj tam gościnka
U matuli, u tatynka, —
Ale onych jak nie stanie,
Cóż się z biedną wtedy stanie?

Oto — gdzie jéj stąpa nóżka,
Ta zarośnie dla niéj dróżka,
Płaczącemi brzezinami,
I gorzkiemi olszynami.





15.

Sen, matuchno, chce mnie zmorzyć
Radźcie, gdzieby główkę złożyć?

— Na murawce, koło zdroja,
Przedrzymaj się, coruś moja.

— O, — tam krówki przyjdą poić,
Będą śpiącą niepokoić,


— Więc posłuchaj mnie, kochanie,
Idź do sadku na wyspanie,

— O, — toć i tam wietrzyk wieje,
Ptaszki budzą, liść się chwieje.

A tu ojciec wchodzi na to,
I corunię złajał za to:

— Nie tobie to moje dziecię,
Patrzeć słodkich snów na świecie,

Bóg wie! — może przyjdą na cię
Takie czasy w cudzéj chacie,

Co ty będziesz tam kontenta,
Dospać rana, aby w święta, —

I dziękować Bogu będziesz,
Kiedy mało-wiela siędziesz,

Na murawie, czy na ławie,
Przy ubogiéj twojéj strawie.





16.

Masz u źródła czystą wodę?
Pomnij go niekłócić;
Masz u matki swéj ochłodę?
Pomnij jéj nie smucić.

Bo gdy w źródle woda mętna,
Jakże się napoisz?
Bo gdy matki dusza smętna,
Jakże się ukoisz?





17.

Oj musisz ty, moje dziecię,
Pracowitem być.
— Cóż, kiedy ja jeszcze mała,
Nie umiem robić.

— A to możesz pleć zagonek,
Albo łupać bób.
— Czy mnie matka rzekła kiedy:
Tak a tak to rób?


— No, to widzisz, tam brzózeczka
Stoi przed wroty;
Chcesz, — to ona cię nauczy
Wszelkiéj roboty.





18.

U jednych dzieweczek,
Pachnie porządeczek;
W każdym się tam statku
Przejrzeć, jak w zwierściadłku.

Czyściutko, jak z płatka,
Umieciona chatka,
A dokoła ścianek
Ogródek jak wianek.

#

U drugich dzieweczek,
Inszy obrządeczek:
Świnki w sionce ryją,
Psy naczynia myją.


Izby nie zamiecie,
Kupą stoi śmiecie,
A łyżki pod ławą
Zarosły murawą.





19.

Bodajś ty mi z twoją modą,
Taką paradną, paradną!
Nawiązałaś koralików,
Mienisz się ładną, ej, ładną!

Koraliki, fontaziki, —
Znaczą nie wiele, nie wiele,
Jak nie umiesz chleba upiec,
Ni prząść kądziele, kądziele.





20.

Przeszłać pora, kukułeczko!
Twojego kukania,
Przeszłać pora, kukułeczko!
W gaju polatania.


Wnet ci przyjdzie w suchym krzaczku,
Przez pożółkłe liścia,
Z pól wyglądać pajęczyny
I jesieni przyjścia.

#

Przeszłać pora, twego, — dziewczę,
Z ptaszkami śpiewania;
Przeszłać pora twego, — dziewczę,
W kwietniczku hasania.

Wnet ci przyjdzie siąść pod strzechą
Z lnianą kądziołeczką,
Prząść w izdebce, na ławeczce,
Zglądać w okieneczko.





21.

Oj, ubogi kwestarz idzie,
Niema nic swojego,
Jeno trepki te na nogach,
Z drzewa lipowego.


I paciorki te kokowe,
Co u paska nosi,
A wszędzie za dobre dziatki
Pana Boga prosi.

Kasinka téż koraliki
Dała mu na kościół,
Żeby za nią się pomodlił,
Żeby za nią pościł.

— Będę modlił się w niedziele
I pościł soboty,
Żeby była Kasineczka
Dobra do roboty.

Będę pościł ja soboty,
Modlił się w niedziele,
Żeby była Kasineczka
Dobra do kądziele.





22.

Biała pajęczyna
Ścierniska okryła;

Oj, żebym ja prędko
Szyć się nauczyła.

Wyszyłabym sobie
Bielutką chusteczkę,
Braciszkowi memu
Piękną koszuleczkę.

Nosiłby braciszek
Piękną tę koszulkę,
Modliłby się zemną
Za naszą matulkę.

Że mnie tak młodziuchno
Szyć już nauczyła,
Żem mu koszuleczkę
Tak pięknie uszyła.





23.

Lata gąska, lata
Z wysokiéj góreczki,

Zbieram sobie piórka,
Będą poduszeczki.

A piórko do piórka
I do kąska, kąsek,
Będzie pościółeczka
Choć nie chowam gąsek.





24.

Zrządziła się psota
Szkodniczce nicpocie,
Poszła na makówki
I uwięzła w płocie.

— Cóż ja sobie pocznę,
Szkodniczka nicpota,
Oj, nie mogę wyjąć
Swojéj nóżki z płota.

Przyszedł ci gospodarz,
Co jego makówki,
Nagnał ci jéj, nagnał
Rozumu do główki.





25.

Widzisz-że, dziewuszko,
Widzisz-że, — widzisz-że,
Różowe jabłuszko,
Urwij-że, — urwij-że!

Ej, niech sobie wisi
Jabłuszko różowe,
Bo ono nie nasze,
Jeno sąsiadowe.





26.

Oj, w sobotę po południu
Jabłonkę sadziła,
A w niedziele raniuteńko
Bogu się modliła.

Żeby jéj się jabłoneczka
Dobrze przyjąć chciała,
Żeby prędzéj, jak najprędzéj
Jabłuszka wydała.


Jużci mojéj jabłoneczce
Jeden roczek mija,
Jużci moja jabłoneczka
W listki się rozwija.

Jużci mojéj jabłoneczce,
W drugiem zaraz lecie,
Rozpękły się pąkóweczki,
I stanęła w kwiecie.

Jużci mojéj jabłoneczce
Trzeci roczek schodzi,
Jużci moja jabłoneczka,
Jabłuszka mi rodzi.

I urwała pani matce
Jabłuszko czerwone;
— Oto macie, pani matko,
Przezemnie-ć sadzone!





27.

Ptaszek gniazdko wije,
Zwierz się w jamy kryje.

Ja biedny człowieczek
Zbuduję domeczek.

Sosny wybujały,
A ja jeszcze mały,
Jak jeno urosnę,
Zetną w boru sosnę.

Narznę z niéj deseczek,
Uklecę domeczek,
Mały, malusienki,
Cały nowusieńki.

Dam w nim okieneczka,
Od wschodu słoneczka,
Żeby nas budziło,
Jak będzie wschodziło.

Dam w domku i drzwiczki,
Prosto od uliczki,
Żeby i ubogi
Miał wnijście od drogi.

A prosto w okienka,
Będzie Boża-męka,

Żeby Bóg łaskawy
Patrzał w nasze sprawy.





28.

Biada mi, oj biada!
— Mówił len zielony, —
Rzadko deszczyk pada
Na zagon spalony.

Nie da mi urosnąć,
Podnieść się od ziemi,
Ani ubrać główkę
Kwiatkami modremi.

#

Biada mi, oj biada!
— Mówi biedne dziecię, —
Niema w domu chleba,
Trzeba służyć w świecie.

Bieda urość nie da,
Przy kochanéj matce,

I rozumu nabrać
W rodzicielskiéj chatce.





29.

A kiedy ja z domu,
We świat powędruję,
Komuż wtedy, komu
Naprzód podziękuję?

Komużbym ja, komu
Naprzód dziękowała,
Jeno matce w domu,
Co mnie wychowała.





30.

Oj, tatuniu, tatyneczku,
Tatulku jedyny!
Nie dajże mnie do miasteczka,
Daj mnie do wioszczyny.


Wolę ci ja na wioszczynie
Kłoski w polu zbierać,
Aniżeli po miasteczkach
W boki się podpierać.

Bo niejeden był w miasteczku
Jeno raz na rynku,
A już matka płakiwała:
— Popsułeś się synku! —





31.

Oj żebyś mnie w miejską służbę
Miała matko dać,
To mnie lepiéj w kałek za wsią
Prosto ze lnem kładź.

Bo len przecie będzie lepszy,
Jak wyjmiesz z błota,
A ja już jak w złe zagrzęznę,
Będę nicpota!





32.

Héj na górze
Dębina,
Przy dębinie
Dolina,

Przy dolinie
Staweczek,
Przy staweczku
Młyneczek,

A w młyneczku
Młynarka,
U młynarki
Cór parka,

Jednéj imie:
Jagusia,
Drugiéj imie:
Hanusia,

Téj smakował
Chleb miejski,

A téj drugiéj
Chleb wiejski,

Ta na miejskim —
Nie hoża,
Ta na wiejskim,
Jak róża.





33.

Zachodzi słoneczko
Za las kalinowy,
Zimna rosa pada
Na sadek wiśniowy.

Nie padaj, nie padaj
Moja zimna roso,
Aż z ochronki do dom
Nie zabiegnę boso.





34.

Zachódź słońce,
Zachódź skrzące

Złocistą koroną,
Za dębinę,
Za leszczynę,
Za paproć zieloną.

Słońce w dole,
Jak na stole
Malowana miska,
I nad ziemią
Mgły się dymią, —
Wieczerza już bliska!





35.

Czas do domu, czas!
Już wołają nas!
Dzwonek z wieży do pacierzy,
Matka z progu do wieczerzy,
Już wołają nas,
Czas, czas, czas,
Czas do domu, czas!





36.

Chodził senek i drzemota
Za chałupką koło płota,
I tak sobie rozmawiali:
— Gdzież będziemy nocowali?

Tam będziemy nocowali,
Gdzie się spory ogień pali;
Gdzie chałupka najcieplejsza,
Gdzie dziecina najmilejsza.





37.

O Święty Józefie!
Racz dziecię piastować,
Jak trochę podrośnie,
Naucz je pracować.

O Matko Najświętsza!
Chciéj mu błogosławić,
Przez Syna Twojego
Łaskę jemu sprawić.


Aniołowie święci,
Z nieba przybywajcie,
Dzieciątku miłemu
Sen łagodny dajcie!


Teofil Lenartowicz - Piosnki wiejskie ornament 3.jpg


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autorów: anonimowy, Edmund Bojanowski.